O spekulacji cenami i próbach naprawy w USA

Komentarze

14 komentarzy
Gratulacje dla Obojga ! ...

... dopiero teraz nań trafiłem i z przyjemnością stwierdzam - że ten Tandem, co wywiad, staje się coraz lepszy, na wyższym poziomie, ciekawszy i dlatego też wart jest polecania i "linkowania" znajomym i - "podania dalej" ...

Dzięki za możliwość oglądania / słuchania tego wywiadu przez YouTube ...

Pozdrawiam serdecznie ...

Gucio z Montrealu, 16 sierpień, 2009 - 15:33
Sytuacja rządu USA jest schizofreniczna

To, że w ogóle doszło do takiej sytuacji na rynkach towarowych i że tak trudno ją dzisiaj okiełznać wynika z postępującej oligarchizacji amerykańskiej polityki. "Wróg" dawno już wszedł za mury, a skoro jest już w środku, to jak się przed nim skutecznie bronić?
Stopniowo, powoli ale niezwykle efektywnie wiele ważnych czołowych stanowisk w rządzie USA -czy to resortów gospodarczych, czy zwłaszcza finansowych - jest obsadzane przez ludzi pochodzących z Goldman Sachs. Tja, tego Goldman Sachs, który jak Pan mówi robi dziś krociowe interesy na spekulacjach na rynkach towarowych ropy naftowej. Najbardziej znane przykłady pracowników Goldman Sachs w służbie państwa to dawny min. finansów R.Rubin, czy obecny H. Paulson i szereg wysokich managerów FED z S. Friedman - prezydentem nowojorskiej dependecji.

http://www.handelsblatt.com/unternehmen/...
http://www.mmnews.de/index.php/200908103...

Swobodny, niczym nieograniczony przepływ kadr i grup interesów między rządem a tą instytucją nie pozwala odróżnić gospodarczego i społecznego interesu całego państwa od finansowych interesów jednego głównego banku i grup finasowych i powoduje, że sytuacja rządu USA jest schizofreniczna a jego praca z punktu widzenia makroekonomii nieefektywna. Na postępującej oligarchizacji cierpi coraz bardziej materialna substancja gospodarcza USA oraz pauperyzujące się społeczeństwo.
Może odnośnie ropy granica bólu została już osiągnięta i rządowcy od Goldman Sachsa będą skłonni do ustępstw. Decyzja zależy od ich dobrej woli i ich wnikliwości co do oceny zagrożeń.

Eva, 17 sierpień, 2009 - 14:39
Co przyczyna a co skutek?

A moze ta cala sytuacja, co z reszta pani trafnie opisuje jest tylko srodkiem do osiagniecia pewnego celu??Ja to tak widze, cos trzeba zniszczyc by moc zbudowac nowe, niekoniecznie lepsze;jakie jest pani zdanie?

Pozdrawiam
Andrzej

Gość, 17 sierpień, 2009 - 15:26
Pani Ewo i Andrzeju-Gościu ...

... bardzo trafnie sprecyzowaliście tą waszyngtońską sytuację (w każdym razie tak - jak również ja ją widzę albo - intuicyjnie wyczuwam) ... tak, że nie pozostaje już wiele do dorzucenia prócz istotnej ciekawostki - że ludzie zmieniając stanowiska zmieniają również perspektywę patrzenia i - widzenia ...

Pozatem, sposób myślenia, bycia, osądu i współpracy Obamy (dzięki jego pochodzeniu) jest dla nas - niezrozumiały i głupio się przyznać - niedościgniony ... Być może dlatego byłem i pozostaje zafascynowany tym zdjęciem jego rozmowy z Wołodja w czasie "roboczego" śniadania na uroczym chyba moskiewskim tarasie ... Wołodja Go przejrzał i - zrozumiał ... i jak nikt inny - "w tri miga" - docenił ...

Otóz sposób współpracy Obamy z Jego najbliższą ekipą jest zupełnie inny niż dotychczas.

Słyszałem w naszym francuskim radiu wypowiedź blizkiego współpracownika Obamy, że tenże okazał się być świetnym liderem - nie pozwalającym się przytłoczyć ale panującym nad sytuacją ...

Zaskoczeniem dla mnie była spontaniczna wypowiedź Hilarji, że nie będzie już zabiegała o presydenturę bo znalazła się w takiej ekipie i warunkach pracy, o jakich nawet nie mażyła.

W takiej sytuacji - rola wybranych czy "oddelegowanych" pracowników wielkich korporacji nabiera nieprzewidzianego charakteru / obrotu - teraz ich dawni pracodawcy zaczynają nie móc spokojnie spać ... ;-)

Dlatego też zauważyłem początek "medialnego podkopywania" Obamy ...

Pozdrawiam ...

Gucio z Montrealu, 17 sierpień, 2009 - 16:47
Moskwa nie wierzy łzom

Wołodia P. widzi zapewne, że "wolne" wybory w USA podlegają niegorszej selecji wstępnej kandydatów niż wybory irańskie.
Dlatego też w Rosji nie było zachodniego zachwytu nad kontrolowanym wyborem Obamy. Podczas gdy Europie Zach. wystarczyło magiczne słowo "change", Arabom słowa skruchy i pośrednio przeprosin (przemówienie Obamy w Kairze), Moskwie trzeba więcej, ona chce czynów i konkretów, bo jak wiadomo najpóźniej z filmu - Moskwa nie wierzy łzom... Czyli jak narazie Wołodia P. patrząc w oczy Obamy widzi co prawda potencjał do "change", ale nie widzi chyba jednak wystarczającą stanowczych kroków w tym kierunku.

Niewątpliwie wystawienie Obamy na stołek prezydenta wynikało dla amerykańskich elit z przymusu sytuacji - pilnej konieczności poprawy image wewnątrz oraz w świecie - a nie z pełnego do niego zaufania. Ma Pan więc rację, reżyserzy tego spektaklu mają dziś niespokojny sen. Wiedzą, że wykluczyć się nie da, że ich twór może zacząć żyć własnym życiem. Medialne podkopywanie Obamy służy przypomnieniu jego miejsca w szeregu.

Eva, 17 sierpień, 2009 - 23:20
Trochę o Kulturze

Cytat:

"Prezydent USA Barack Obama ostro skrytykował niepotrzebne, jego zdaniem, wydatki na obronę, uchwalane przez Kongres pod naciskiem lobby zbrojeniowego i partykularnych interesów lokalnych.

W przemówieniu do weteranów, wygłoszonym w poniedziałek w Phoenix w stanie Arizona, prezydent podkreślił także konieczność kontynuowania wojny w Afganistanie.

Obama oskarżył ustawodawców, że uszczuplają budżet Pentagonu przez "egzotyczne" projekty, których - jak zaznaczył - nie chce nawet administracja.
Jako przykład podał uchwalone w tym roku przez Izbę Reprezentantów 485 milionów dolarów na pięć prezydenckich helikopterów i 560 mln dolarów na zapasowe silniki do samolotów F-35.
Wydatków tych nie uchwalił jednak jeszcze Senat.
Obama powiedział, że establishment zbrojeniowy musi "w pełni przystosować się do postzimnowojennego świata", w którym nie są już potrzebne niektóre rodzaje broni.
podejmując się zadań utrzymania pokoju i pomocy w odbudowie ze zniszczeń, jak w Iraku, w czym Zdaniem Obamy, obecnie potrzebne są wojska znające języki obce, a nie takie -jakie utworzono w celu prowadzenia bitew lądowych przeciw armii sowieckiej w Europie. -
- W XXI wieku siła wojsk będzie mierzona nie tylko bronią, w jaką są wyposażone nasze oddziały, lecz również tym, jakimi językami władają i jakie znają obce kultury - oświadczył prezydent USA.
Po zakończeniu zimnej wojny armia USA interweniuje głównie w odległych regionach świata, często przeszkadza nieraz bariera językowa i kulturowa.
Obama powiedział, że operacja w Afganistanie "nie jest wojną z wyboru, lecz z konieczności", ponieważ kraj ten jest bazą talibów i Al-Kaidy, a więc terrorystów, którzy przeprowadzili atak na USA 11 września 2001 r.
- Nie jest to więc tylko wojna, którą warto prowadzić. Jest ona fundamentalna dla obrony naszego narodu - oświadczył."

Gość, 18 sierpień, 2009 - 00:33
Rozsądnie ujęte ...

... być może dlatego - że się pokrywa z moją percepcją Obamy ... ;-)

Natomiast nie mogę się teraz (przedtem wydawało się proste) połapać - o co właściwie chodzi w tym Afganistanie ... Wygląda mi na to, że cześć wpływowych grup tak się dała wciukać w jedenasto-wrześniową-wersje Al-Kaidy, że przez respekt dla tych przekonań nie chce ich narazie podkopywać zanim nie załatwi innych ważniejszych w jego ocenie spraw ... A pozatem stoją za tym jakieś nie znane interesy i potrzeby wojskowe ...

Ciekawa jest polityka Rosjan która pośrednio "pomaga" im w nieuniknionym ich pogrążeniu się tamże ...

Gucio z Montrealu, 18 sierpień, 2009 - 03:00
Zachowajmy proporcję

Czyli jak na razie Wołodia P. patrząc w oczy Obamy widzi co prawda potencjał do "change", ale nie widzi chyba jednak wystarczającą stanowczych kroków w tym kierunku.
No pięknie, a jak tam z tym stanowczym "change" w ojczyźnie Wołodzi P? I czy przypadkiem to "change" nie jest o wiele większym wyzwaniem? Medialne podkopywanie prezydenta USA przez media to bajka w porównaniu zabójstwami ludzi mediów w państwie Wołodzi P.
qwerty

Gość, 18 sierpień, 2009 - 08:51
inna kultura

U nas w Polsce Faltzman miał zawał, Sekuła odebrał sobie życie strzelając kilka razy w Brzuch, a w sprawie Olewnika samobójstwo popełniły badziory, a potem nadzorujący ich strażnik. I już można mówić, że w Polsce zabójstw dokonywanych przez specsłużby nie ma! A co to Polska przy takim USA. Ho ho. Choć jawne zabójstwa Amerykanie też mają na koncie. Głównie za granicą. Tylko skąd ma to wiedzieć biedny qwerty? On się biciem murzynów w Rosji przejmuje.

Gość, 19 sierpień, 2009 - 22:15
Proporcja w porównywaniu ...

... stała się - "odruchem" powodującym zwykle niepotrzebnie emocjonalne - licytacje ...

Czyli jak na razie Wołodia P. patrząc w oczy Obamy widzi co prawda potencjał do "change", ale nie widzi chyba jednak wystarczającą stanowczych kroków w tym kierunku.

- My chcielibyśmy, oczywiście, widzieć - "natychmiastowe radykalne zmiany" - ale, kierowanie rowerem a wyładowanym cieżarowym "pociagiem drogowym" to nie to samo ... Wołodja ma za soba dwa niezwykle trudne mandaty w czasie których udało mu się skierować Rosję w Jej odpowiednim kierunku (czego mu wszyscy zazdroszczą) i świetnie, jak chyba nikt inny, rozumie Obamę zbliżającego się dopiero do czekającej go Golgoty i dla tego potrafi odpowiednio docenić jego dobrą wolę ...

No pięknie, a jak tam z tym stanowczym "change" w ojczyźnie Wołodzi P? I czy przypadkiem to "change" nie jest o wiele większym wyzwaniem?

- Wyzwanie każdego z nich jest na miarę wielkości terytorium i historii ich kraji ...

Medialne podkopywanie prezydenta USA przez media to bajka w porównaniu zabójstwami ludzi mediów w państwie Wołodzi P.

- To jest nieporównywalne między sobą, ale - jeśli chodzi o "skutecznościowe" - "traktowanie ludzi mediów" w Rosji i na Jej obrzeżach z Amerykańskim i to tylko na Blizkim Wschodzie, to Rosja nie kwalifikuje się na nic "lepszego" jak na miano "przedszkola" ... ;-)

Odnosze wrażenie, że nie warto się "licytować" na ten temat, ale raczej - pasjonować - któremu z nich, Wołodji czy Obamie, uda się skuteczniej "postawić na nogi" swój kraj i obydwum życzyć - żeby im się to jak najlepiej udało !!!

Gucio z Montrealu, 21 sierpień, 2009 - 14:46
Czy "Moskwa (naprawdę) nie wierzy łzom" ? ...

... to powiedzenie nie jest mi obcym, ale jego przypomnienie wprawilo mnie w zadumę - skąd się ono wzięło a szczególnie, z czego i jakiej sytuacji ono wynikło i - czy mogą zaistnieć "przypadki - potwierdzające regułę"? ... ;-)

Natomiast - /... Niewątpliwie wystawienie Obamy na stołek prezydenta wynikało dla amerykańskich elit z przymusu sytuacji - pilnej konieczności poprawy image wewnątrz oraz w świecie - a nie z pełnego do niego zaufania. ... / - niezupełnie ... wygląda mi na to, że tym razem - "coś się wyślizgnęło z pod kontroli" - woda zamiast zerwać tamę - ją - podmyła ...

/... Ma Pan więc rację, reżyserzy tego spektaklu ... / - też niezupełnie ... nie reżyserzy tego spektaklu ale raczej reżyserzy "ratowania mebli" po nieprzewidzianym spektaklu ...

/... mają dziś niespokojny sen. Wiedzą, że wykluczyć się nie da, że ich twór może zacząć żyć własnym życiem.... / - tym gorzej - bo nie ich twór ...

/... Medialne podkopywanie Obamy służy przypomnieniu jego miejsca w szeregu. ... / - to jest raczej objaw ostrożnego organizowania się do pętania mu nóg (żeby się, za szybko, nie narazić tej ciągle wypływającej z pod tamy wodzie) ... ;-)

I to właśnie Wołodja spostrzegł i jak nikt inny - zrozumiał i docenił - i jest gotów, w ostrożny sposób - nie tracąc z oczu własnej racji stanu, mu - osobiście - pomóc ... ;-)

Ich osobiste racje stanu mają wspólny mianownik: potrzebę przyszłego wspólnego stawienia czoła Dalekiemu Wschodowi ... bo na resztę Europy, narazie, nie będą mogli liczyć ...

Gucio z Montrealu, 18 sierpień, 2009 - 14:46
Moskwa nie wierzy łzom

Na ile Obama jest w"wystawiony" a na ile jest dziełem "woli ludu" długo by można się spierać. Myślę, że jest w tym jedno i drugie.

Co do "Moskwa nie wierzy łzom" to nawiązałam tym znanym powiedzeniem do pięknego filmu o tym samym tytule. Ciekawostka - film był radziecki ale nawet Hollywood nagrodziło go Oskarem.

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/moskw...

http://www.filmweb.pl/f35711/Moskwa+nie+...

Eva, 18 sierpień, 2009 - 15:08
Przemiłe recenzje ...

/... długo by można się spierać. ... / - nie warto ..., ja wolę to przekazywanie sobie tego "międzynarodowego kalejdoskopu" i gapienie się weń z otwartą z ciekawości / podziwu gębą ... i przekrzykiwanie się - "a zauważyliście to czy tamto" ... ;-)

/... Co do "Moskwa nie wierzy łzom" to nawiązałam tym ... / - przemiłe recenzje! - I to mnie skłania de wierzenia, że na pewno mogą istnieć wyjątki potwierdzające regułę - oby tylko było ich coraz więcej ... ;-)

Gucio z Montrealu, 18 sierpień, 2009 - 15:55
To napewno nie l'art pour l'art

Andrzej:
"A moze ta cala sytuacja, co z reszta pani trafnie opisuje jest tylko srodkiem do osiagniecia pewnego celu??"

Z całą pewnością nie jest to bezcelową sztuką dla sztuki, czyli celem samym w sobie.

Eva, 17 sierpień, 2009 - 23:08
Subskrypcja RSS
Subskrypcja RSS