Ceny futures lekkiej ropy na NYMEX po raz trzeci od 3 miesięcy próbowały przebić granicę 75$. 11 czerwca był szczyt na poziomie 72,68$, 5 sierpnia – 71,94$, a 24 sierpnia dotknęły na chwilę granicy 75$ i zaczęły spadać. Trend notowań od połowy roku jest (jak widać poniżej) rosnący, poparty głównie optymistycznymi wieściami na temat ożywienia gospodarczego, jak ożywienie rynku nieruchomości w Azji czy też oświadczenia Bena Bernanke, że amerykańska gospodarka ożywa.
Dużą rolę odgrywają także rosnące ilości kapitału wpływającego na rynek towarowy, co widać po wielkościach funduszy ETN czy ETF.

wykres: oilnergy.com
Jednak na rynku mamy dwa potężne niedźwiedzie, które osłabiają ciąg notowań w górę.
Jest także drugi niedźwiedź. Pozwolę sobie Państwa zaprosić na NaftaGaz.pl, moja stronę zawodową, która właśnie rozpoczyna działalność.
- skomentujesz?
- czytano: 3651
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
69 komentarzyIstotne jest także włączenie \do tego systemu operacji zagranicznych...
- spekulanci na rynku dostarczają niezbędnej płynności i nie są w stanie długoterminowo odrywać żadnej giełdy od fundamentów. Żeby jeden mógł zawrzeć krótką pozycję - ktoś inny musi się znaleźć żeby zawrzeć przeciwstawną - długą. wolny rynek i samoregulacja - a nie wprowadzanie limitów i listy uczestników.
A może to spekulanci utrzymują od 15 lat trend wzrostowy ceny ropy?
Natomiast ograniczenie rynku i wprowadzenie "regulacji" doprowadzi moim zdaniem do tego co mamy dziś w świecie finansów - czyli Wall Street rządzi w polityce, na ulicy, na świecie - a widać Goldmany i Morgany chcą mieć rynek i cały sektor w garści. Oj będziemy cienko piszczeć jak na dobre zaczną manipulować tym rynkiem. Wtedy dopiero na maksa zaczną się przekręty.
Cholerny kartel będzie jednym ramieniem militarnie kontrolować region środkowego wschodu, gdzie tylko jeszcze jest jakaś konkretna ropa a innym ramieniem będzie kontrolować kto może zostać uczestnikiem rynku. Niezłe numery będą. ale jak rozumiem to ma dotyczyć wszystkich surowców?
Co trzeba będzie zrobić żeby dostąpić zaszczytu dopuszczenia do rynku? Wysłać wojsko tam gdzie USA nasyfiło czy grzecznie wziąć pożyczkę z IMF?! Kto niegrzeczny ten spekulant - a tych klientów nie obsługujemy...
henieck
Podstawy Pan zna (short - long). OK. Ale giełdy towarowe nie wyglądają dzisiaj tak prosto, jak Pan przedstawia. To cały system, w którym jest trochę dziur, jak w szwajcarskim serze.
Teraz pytanie: co to znaczy "długoterminowo"? (nie są w stanie długoterminowo odrywać żadnej giełdy od fundamentów). Rok, dwa? Pięć? A może wystarczy miesiąc lub kilka miesięcy? Zarabiać można na górkach i dołkach...
Zna Pan zjawisko "Enron loophole"? Dzisiaj mamy do czynienia z czymś podobnym.
A propos: trend wzrostowy na poważnie zaczął się w 2004 roku, a nie kilkanaście lat temu. Dziesięć lat temu mieliśmy dołek - 9 dol/baryłkę.
Też nie lubię, gdy politycy gmerają, gdzie ich nie prosili. Ale po co od razu tyle emocji? Musi Pan zrozumieć, że ten rynek (commodities) nie działałby bez regulacji. W ogóle rynki nie działaja bez ram prawnych.Tu chodzi o naprawę reguł. Więc spokojniej analizować trzeba, a nie unosić się emocjami.
Polecam: O gwałtownych zmianach cen ropy - wykład w Zakopanem i sprzed ponad roku, gdy jeszcze nie wiedziano, co jest grane: Ceny ropy naftowej - dlaczego tak rosną?
Teraz pytanie: co to znaczy "długoterminowo"? (nie są w stanie długoterminowo odrywać żadnej giełdy od fundamentów). Rok, dwa? Pięć?
Póki co to "oderwanie" jest na 10 lat naprzód:
http://www2.barchart.com/dfutpage.asp?sy...
Ropa z dostawą w grudniu 2017 kosztuje 93$/baryłkę.
Nadal więc pytam:
1. Skąd się biorą idioci, którzy są gotowi płacić 93$/baryłkę za ropę z dostawą w 2017 roku? Wierzą, że podbite spekulacyjnie ceny da się utrzymać przez najbliższe 10 lat?
2. Dlaczego tak niewielu jest amatorów łatwego i niemal pewnego zarobku (wystarczy sprzedać taki kontrakt 93$/baryłkę i poczekać do 2017 - jeśli ropa będzie wtedy tańsza niż te 93$ zarobi się grubą forsę).
Unknown.
przy obecnej technice realizacji zleceń nawet bardzo małe odchylenia czasowe albo kwotowe powtórzone wiele razy na wysoko lewarowanych pozycjach robią ogromną różnicę.
- nie znałem, musiałem doczytać szybko. Z tego co rozumiem chodzi o instrumenty pochodne na rynku energii i surowców, które są handlowane pozagiełdowo i że "loophole" pozwalało na te transakcje bez żadnych regulacji - co zostało "ukrócone" w imię walki ze spekulantami na rynku energii.
Dla mnie to jest uosobienie wolnego rynku - kto ma kasę albo towar może z własnej woli przyjść albo odejść w dowolnym momencie z rynku, zawrzeć z kimkolwiek chce transakcję na jakichkolwiek, wspólnie ustalonych warunkach. Tak w tyglu ściera się ryzyko, popyt, podaż, cena, zachłanność itd. -wolny, samoregulujący się rynek w najczystszej postaci.
Teraz- jeśli pojawi się ktoś z pistoletem (symbolizującym tu władzę nad kimś) i stwierdzi, że coś mu w wyniku działania rynku nie pasuje - np cena - bo ma kumpla, który chciałby kupować taniej - albo innego który chciałby zarabiać więcej - to dla mnie kończy się rynek. Co się wtedy zaczyna? - mi cisną się jedynie same przekleństwa, więc oszczędzę.
- ciekawy wykres cen ropy uwzględniający inflację: http://inflationdata.com/Inflation/Infla...
Generalnie chodziło mi o ostatni główny dołek - rzeczywiście był 10 lat temu. Można dyskutować który moment uważa się za rozpoczęcie nowego trendu - moim zdaniem przekroczenie poprzedniego ważnego szczytu co nastąpiło koło 2004- 2005 tylko potwierdza trend, który się zaczął w 1998czy 99. Mniejsza z tym...
Musi Pan zrozumieć, że ten rynek (commodities) nie działałby bez regulacji. W ogóle rynki nie działaja bez ram prawnych.
- to prawda, ramy prawne są bardzo potrzebne, są niezbędne i facet z bronią (mający do dyspozycji resort siły) ma być jedynie strażnikiem sprawiedliwości i gwarantem, że jeden uczestnik rynku nie oszuka innego, że umowa zostanie zrealizowana, że jeśli towar okażę się wadliwy ktoś za to poniesie odpowiedzialność.
Natomiast jeśli gość z giwerą korzystając z tego, że ma władzę zacznie wypaczać ideę wolnego rynku - ingerować w cenę i w to kogo można wpuścić na rynek, na co się nie można umówić – a na co trzeba- to stanowczo się czemuś takiemu przeciwstawiam - bez znaczenia na jak wzniosłe idee by się powoływał. Z doświadczenia wiadomo, że to nigdy dobrze się nie kończy.
henieck
widziałem Pana wypowiedź z TV o regulacji - dość przekonująca na pierwszy rzut oka. Źli spekulanci zawyżają ceny dla Ciebie, końcowy użytkowniku. Sami robią na tym wielkie pieniądze i trzeba ich usunąć z rynku. Mam jednak poważne wątpliwości czy to jest tak jak Pan i Pan Greenberger przedstawiacie. Nic tylko cena ropy spadnie. No chcę to widzieć. Skoro robią taką wielką kasę - to po tym cena spadnie dramatycznie, jak przypuszczam ;)
Nie tak łatwo osądzić, że dotychczas wolny rynek zachowuje się "źle" od pewnego czasu. [Źle dla kogo?] Wiadomo, że zwykła giełda jakimś sposobem wyprzedza o kilka miesięcy to co się dzieje potem w gospodarce. Obecny wzrost cen ropy może mieć swoje niewidzialne "uzasadnienie". Może ludzie czują zagrożenie wojną o Iran albo peak oil i dyskontują przyszłość? Mówi Pan, że świat ma rekordowe zapasy - ja na przykład mam pytanie czy Indie i Chiny są w stanie dziś kupować tyle ropy ile chcą?
A może chodzi o to, żeby niektóre kraje produkujące ropę nie stały się zbyt silne finansowo? To by mi pasowało do polityki imperium.
Jakoś nie chce mi się wierzyć, że jak oni to wyregulują to nagle benzyna będzie po 2,50 zł :) Jeśli nawet ceny spadną to wiele inwestycji nie powstanie i przy pierwszym odbiciu gospodarki będzie dramat – ale wtedy oficjalnie wskaże się inny powód.
Poza tym niska cena ropy zachęca do kupowania SUVów a nie energooszczędnych pojazdów - i tym sposobem przepalimy w cholerę resztki cennego surowca – ale nie jest tajemnicą, że taka właśnie jest polityka energetyczna usa.
Ja nie byłbym zdziwiony gdyby efekt końcowy tych regulacji był taki, że producenci dostawali by mniej, cena paliw dla niewtajemniczonych jeszcze by wzrosła- a różnicę jak zwykle skasowałyby by różne Goldmany.
Inna rzecz, podobno największa kasa jest w pośrednictwie handlu ropą – może właśnie jakimś oligarchom chodzi o pozbycie się konkurencji? Słowem uwierzę we wszystko ale nie w to, że rynek obiektywnie źle działa. Może natomiast „źle działać” z punku widzenie czyiś interesów i obawiam się, że regulator będzie reprezentować interesy goldmanów a nie moje i innych zwykłych ludzi.
Historia obecnego kryzysu i publiczne trylionowe bailouty "za dużych by upaść" pokazuje jak goldmany zrobiły mega przekręt na ludziach - a teraz nagle stają w obronie użytkownika końcowego, hehe. No ale przecież to wszystko "dla naszego dobra" - tylko jakoś nikt o to nie prosił...
Nawet jeśli rzeczywiście ktoś chce przekształcić rynek na taki, na którym były by niższe ceny i mniejsza zmienność – no cóż taki rynek to już nie jest wolny rynek.
Historia pokazuje, że wszelkie zewnętrzne ingerencje doprowadzają do odwrotnych skutków. Jak państwo chce chronić najem dla kobiet z dzieckiem – to dzięki regulacjom nikt nie chce wynająć takiej osobie – gdy państwo chce ręczne regulować cenę – to za chwilę jest brak towaru objętego programem.
Wprowadzenie tej regulacji efektywnie usunie mnie z jednej strony rynku. Bank w moim imieniu nie będzie mógł kupić kontraktu na ropę i sprzedać mi tego jako swój produkt finansowy. Ceny energii będą rosły - ale zwykły człowiek nie będzie mógł się przed tym zabezpieczyć ani skorzystać z sytuacji - natomiast KTO zarobi - zdecyduje regulator.
No ale życzę powodzenia z pomysłem i czekam na dużo niższe ceny na stacji...
Jeśli ktoś ma informacje to proszę o info czy Indie i Chiny są w stanie dziś kupować tyle ropy ile chcą?
henieck
Pan podchodzi w kategoriach ideologicznych: "wolny rynek vs. zły rząd". Chociaż uważam, że rynek lepiej rozwiązuje problemy gospodarcze, to jednak nie rynek źle uregulowany. Tłumaczyłem już to tutaj
Źle do konsumenta. Czyli dla nas.
Panie Andrzeju -a jak wygląda tak na szybko Pana zdanie w temacie czy Indie i Chiny są w stanie dziś kupować tyle ropy ile chcą?
Ropę kupują wszyscy na świecie w możliwych i potrzebnych dla siebie ilościach. Nie ma żadnych informacji o brakach.
oczywiście że nie ma braków... braki by były przy cenie regulowanej, regulowanej w dół.
dziś, na ten przykład, również nie brakuje leków na malarie :D
A henieck może sobie pooglądać rysunki z tego linku
http://www.theoildrum.com/tag/oilwatch
trzeba potem sobie sciągnąć PDF, gdzie masz cały swiat aktulizowany.
ja natomiast słyszałem z co najmniej 3 różnych źródeł informacje, że w Chinach chronicznie brakuje węgla i ropy, że są częste blackouty i braki na stacjach benzynowych. Może powodem jest szybki rozwój i nie nadążają ze zwiększaniem dostaw?
Przykładowo:
http://www.youtube.com/watch?v=HylCsiH-s88
chodzi mi o 1 część - od ok 5 minuty - kolejka na stację benzynową i rozmowa o sytuacji paliwowej z taksówkarzami...
Może dlatego gdy nadeszła zwała cenowa - to można było znaleźć informacje, że Chiny korzystają z okazji i robią na maksa zapasy?
znalazłem, że rzeczywiście w Chinach kilka lat temu były masowe blackouty – ale to raczej z powodów niedomagania infrastruktury niż z braku węgla. Przykładowa wzmianka, że był taki problem:
June 09, 2006
The Wall Street Journal
By Shai Oster
BEIJING -- China this summer won't have the kind of widespread power blackouts that it had two years ago(...)
***
Druga rzecz, że rzeczywiście Chiny mają ogromny problem braku paliw na stacjach – ale raczej nie wygląda to na braki ropy (przynajmniej na razie). Bywało tam kilka czynników - był tajfun, szybki rozwój i wysoki popyt – ale głównym powodem tam braku paliw na stacjach jest chiński system ręcznego sterowania ceną paliw w celu uniknięcia inflacji. Przy wysokiej cenie ropy kiedy kupuje się drogo a trzeba przedawać tanio włączają się hamujące mechanizmy w systemie żeby jak najmniej dopłacać do interesu.
To jest to o czym wczoraj pisałem przy okazji regulacji rynku – za każdym razem gdy ktoś chce wysterować niższą cenę niż rynkowa – to pojawiają się braki towaru, nic nowego, można spać spokojnie. To przecież dla dobra Chińczyków – żeby nie mieli inflacji... :)
Obszerne opracowanie na ten temat, gdyby ktoś chciał się wyspecjalizować w zakresie realiów chińskiego rynku paliw :)
http://www.jamestown.org/programs/chinab...
henieck
Nie tak łatwo osądzić, że dotychczas wolny rynek (..)
henieck
Dzisiaj Reuteres (fragment):
By Joshua Schneyer
NEW YORK (Reuters) - A debate is emerging over how curbs on energy market speculation may impact oil prices, with at least one major bank boldly expecting the new rules will trigger a 30-percent price plunge.
całość: http://uk.reuters.com/article/idUKLNE57R...)
A jesli chodzi o "wolny rynek", to model ekonomiczny wolnego rynku przewiduje równy dostęp do informacji uczestników rynku. Taka sytuacja nie występuje (patrz spekulacje JP Morgan na PLN). Mamy realny rynek (jak kiedyś realny socjalizm :).
Pozdrawiam,
S.Witkowski
Wiedzą, co mówią:-)
A poważnie: Dzisiejsze wyzwania nie tylko giełd towarowych, ale także equity, wskazują na wyczerpywanie się możliwości regulacyjnych. Jeśli przez udostępnianie na tysięczne sekundy wiedzy o operacjach dla wielkich - ci uzyskują ogroną przewagę... Nie wiem, czy to się da uregulować.
Problem z rynkami towarowymi jest taki, że zamiast znajdować fair price, służą jako zabawka dla graczy, a cały świat za to płaci. Tak być nie może.
Zastanawiam się jeszcze nad jednym - spekulanci na rynkach terminowych mogą za pomocą kontraktów terminowych grać zarówno na zniżkę jak i na zwyżkę. Spekulantowi jest wszystko jedno jaki jest kierunek w górę czy w dół – byle był jakiś trend w którąś stronę. Na spadkach zarabiają dokładnie tak samo i tyle samo co na wzrostach. Jak ktoś do tego doszedł, że spekulanci akurat zawyżają cenę o 30% - a nie zaniżają?
A przy okzaji - na naszej giełdzie pełnej spekulantów ceny są zaniżone czy zawyżone?
Nawet jeśli to jest prawda, że zawyżają cenę ropy– to dalsze pytanie jest – dlaczego akurat wybrali grę na zwyżkę i to tak ostro - skoro z ropą przecież z ropą nie ma żadnego problemu w możliwym do wyobrażenia horyzoncie biznesowym - a wręcz jest nadmiar? Są rekordowo pełne magazyny, wielkie spare capacity, na peak oil się nie zanosi, świat w kryzysie zużywa teraz mniej ropy itd. Skąd w takim razie na rynku jest 30% wyższa cena niż byłaby bez spekulantów? Czy przy rekordowo pełnych magazynach i niższym globalnym zużyciu nie grali by na dalszą zniżkę? Podobno zawyżali cenę gdy ropa była po 147$ i zawyżają gdy jest po 30$ i też 75$ ?
Czy może były jakieś okresy kiedy „źli spekulanci” zaniżali cenę?
henieck
czepianie się ;-)
ale na poważnie już odpowiadam:
1. Myślę, że jak Pan to przeczyta:
OIL FUTURES - The role speculators play
2. Niech Pan nie myli giełd towarowych i kapitałowych ("na naszej giełdzie pełnej spekulantów ceny są zaniżone czy zawyżone")
3. Nadmierny udział kapitału non-commercial (co Pan z uporem nazywa ideologicznym słowem "spekulanci") na pewno prowadzi do zjawiska "volatility"
Nieskromnie polecam: "O gwałtownych zmianach cen ropy - wykład w Zakopanem"
Czyli zapytany Pan dlaczego non commercial users wykazują niezmienny, jednokierunkowy „bias” wskazał Pan na zmienność (volatility). W tym jakby zawiera się nie wyartykułowane wprost przekonanie, że oni raz powodują zawyżenie cen- a innym razem zaniżenie – czyli większą rozpiętość cen i jest to zwiększony parametr nazywany zmiennością.
Zakładam, że chodzi Panu jedynie o „zwiększoną zmienność” – ponieważ wykres z zerowymn parametrem volatility byłby linią prostą – każde notowania giełdowe mają jakąś charakterystyczną zmienność, myślę, że tutaj jest to oczywiste i bynajmniej się nie czepiam a jedynie uściślam dle mniej zorientowanych czytelników.
Jeśli spekulanci (nazwa ogólna wprowadzona przez media) jedynie zwiększają zmienność – z czym osobiście mogę się zgodzić – to między bajki można włożyć hipotezę, że po wprowadzeniu regulacji ceny spadną o 30% - a jedynie mogą co najwyżej być trochę mniejsze wahania.
Ci, którzy dziś twierdzą, że ceny znacząco spadną – po wejściu w życie regulacji zawsze mogą powiedzieć niezależnie od ruchu rynku – że dopiero byśmy widzieli jeszcze wyższe ceny gdyby nie było wprowadzonego tego ograniczenia uczestników :)
Natomiast bardzo łatwo będzie można stwierdzić jak zmieniła się zmienność rynku zaraz po wprowadzeniu nowych regulacji.
zapomniałem się podpisać - henieck
niestety, staję bezradny i nie wiem, jak kontynuować tę wymianę...
over
- nie mogę dotrzec do zasadniczej treści tych wykładów - czy kolejne linki na pewno działają poprawnie?
henieck
dzięki za uwagę, coś się popsuło, czasami rozłącza
OIL FUTURES - The role speculators play
- przeczytałem ten dokument o rynku ropy i wynika z niego, że autor jest świadomy tego, że spekulanci są niezbędni do tworzenia płynności na rynku ale w ostatnich latach ich liczba się bardzo zwiększyła.
Autor napisał wprost, że wysoka cena ropy ostatecznie wpływa na zwiększenie wysokości deficytu USA (nagle zaczęli się tym przejmować?) , gdzie indziej było, że wysoka cena będzie hamować wyjście z kryzysu.
Jest tam wykres, z którego wynika, że było zawieranych więcej kontraktów typu long (na zwyżkę) niż short. (chociaż tego nie rozumiem, bo powinna być ilość taka sama – ale być może różnica jest uwzględniona w trzeciej kategorii – w strategiach typu spread, nie wiem). Jakkolwiek wynika z tego, że większość grała na zwyżkę – co potwierdzał istniejący trend wzrostowy cen ropy.
Czyli rzeczywiście wygląda na to, że szeroko pojętej administracji zależy na obniżeniu ceny ropy. Jest podany przykład, że w latach wcześniejszych przy wyskokach cenowych wypuszczano na rynek ropę z rezerw dla ostudzenia rynku większą podażą. No moim zdaniem jest to działanie nie tyle spekulacyjne co manipulacyjne. Każdy gracz, który by to robił w celu wpłynięcia na cenę zostałby zamknięty w więzieniu – ale gdy robi to „system” to wszystko jest OK – choćby dlatego, że to jest „dla naszego dobra” :)
Tym sposobem banki centralne oficjalnie manipulują walutami a różne agencje różnymi cenami – z tym, że taką manipulację nazywa się stabilizacją. Krótkookresowo na pewno to przynosi efekty – ale zniekształca obraz rynku i długoterminowo sprzężenie zwrotne płynące z rynku jest moim zdaniem wypaczone i prowadzi do błędnych decyzji – np. skoro cena jabłek jest sztuczne zaniżona to nie powstaną nowi producenci, którzy naturalnymi siłami rynku po czasie zwalczyliby wysoką cenę.
najważniejsze jednak jest niżej:
Dokument wspomina, że w latach 2007-2008 na całym świecie rządy budowały zapasy gdy cena rosła z 65$ do 125$ i „źli spekulanci” wiedząc, że żadne rezerwy nie zostaną puszczone na rynek mogli obstawiać na zwyżkę – co doprowadziło do wywindowania cen jeszcze wyżej.
No to jest ciekawa sprawa- bo sugeruje poważną fundamentalną zmianę. Co takiego się stało, że wszyscy robili zapasy? Moim zdaniem główny manipulant rynku został postawiony w pozycji robienia zapasów a nie wypuszczania ich w krytycznym momencie na rynku – a za wzrost cen obarcza się spekulantów, którzy to wykorzystali i wzmocnili tendencję. O – i tutaj wpadło mi wreszcie idealne określenie – spekulanci jedynie chwilowo wzmacniają tendencje (fundamentalne). Nie ma co marzyć, że po wprowadzeniu nowych regulacji coś się zmieni fundamentalnie.
Z resztą autorzy tego:
http://www.bakerinstitute.org/opinions/speculation-a-cause-or-symptom-an-important-question-for-designing-a-policy-remedy
piszą, że: spekulacja jest równocześnie przyczyną i skutkiem wysokich cen ale sami spekulanci nie są w stanie zawyżyć ceny jeśli nie istnieje przyczyna w relacji podaży i popytu. Jeśli mamy zaadresować długoterminowe źródło problemu – to trzeba zmienić niepewność co do przyszłej równowagi popytu i podaży i działać na różnych frontach – rozszerzać produkcję, zwiększać efektywność i oszczędzanie energii i zmierzać do długoterminowego zmniejszenia zużycia ropy poprzez zwiększenie udziału alternatywnych źródeł energii.
- hahaha, autorzy sami przyznają, że główny problem to fundamentalna nierównowaga popytu i podaży i że ludzie (spekulanci) dobrze o tym wiedzą obstawiając zwyżki tylko trochę wzmacniając fundamentalny kierunek od czasu do czasu.. Całkiem mądre opracowanie.
Proponowane regulacje pośrednio usuwają zwykłych ludzi z rynku energii – i nie będzie można zabezpieczać się przed wzrostem cen energii udziałem w rynku – ponieważ taka działalność ma nalepkę „spekulacja”. Mój bank nie zaproponuje mi produktu inwestującego w ropę.
To pokazuje, że dramat z energią się powolutku zaczyna i zaczyna się przedreptywanie z nóżki na nóżkę. Wiadomo, że na obniżenie popytu nie ma żadnych szans – wprost przeciwnie Chiny i Indie rozwalą niedługo system. Można sobie policzyć ile lat trzeba przy ich dynamice wzrostu zapotrzebowania na energię żeby podwoić ich popyt. Bez żadnego nawet "peak oil" będzie gorąco...
Na konec moje przekonanie, że wysokie ceny są dobre - bo zmniejszają zużycie, zwiększają oszczędzanie (starczy na dłużej), powodują szybsze przechodzenie na alternatywy. Niska cena zachęca do kupowania SUVów i bezsensownego trwonienia energii.
Z drugiej strony trwa wyścig kto się szybciej rozwinie a to umożliwia tylko tania energia - bo trzeba trzymać pozycję supermocarstwa i tym sposobem do ostatniej kropli ludzkość (USA) nie zwolni.
henieck
Henieck
Skontaktuj się ze mną pod adamduda1981 #)$(@ gmail 023020 com
mam dla Ciebie propozycje.
Amplitudę wahań notowań TO wie każdy praktyk, który ma doświadczenia z rynków towarowych, na które wchodzą hedge funds lub inni gracze. To jest całkiem nowy gracz - kilka lat temu nie było ich na rynkach towarowych.
Tacy gracze nie mogą działać przeciw fundamentom - przykładem porażki spekulacji jest rynek natgas. Gazu jest taki nadmiar na rynku, że nawet gromadzone ogromne środki na funduszach ETF czy ETN - nie dają rady wywindować ceny.
Nie ma żadnego "dramatu z energią". To histeria Peak Oil, ekologów, mediów i polityków.
Komporomituje się Pan swoją nieznajomością stanu rynku. Ceny gazu są równie "wywindowane" co ceny ropy, tyle że jedynie te o dalszych terminach dostawy. Gaz z dostawą na grudzień 2017 kosztuje 8$/mmBtu, baryłka ropy z tym samym terminem dostawy 94$ (baryłka ma 6 mmBtu) co daje "zwykłą" relację 1 Btu ropy za 2 Btu gazu.
http://www2.barchart.com/dfutpage.asp?sy...
http://www2.barchart.com/dfutpage.asp?sy...
Unknown
Po pierwsze proszę o trochę ważenia słów i nie rzucanie takimi hasłami: "Komporomituje się Pan". To nie jest zachowanie, które na tej witrynie jest tolerowane.
A merytorycznie: może Pan pisać, co zechce o notowaniach na 2017 rok. To czysta fantastyka. Liczy się spot i front month (+ następny miesiąc, gdy się zbliża). Poza tym wszystko jest możliwe.
Więc mniej emocji (zwłaszcza negatywnych wobec gospodarza), a więcej realiów. Bo fantastyka... daleko nie zaprowadzi.
Poza tym polecam jednak źródła, a nie podróbki:
http://www.nymex.com/ng_fut_csf.aspx?pro...
A merytorycznie: może Pan pisać, co zechce o notowaniach na 2017 rok. To czysta fantastyka. Liczy się spot i front month (+ następny miesiąc, gdy się zbliża).
Dla spekulantów - owszem. Inwestycje w dalsze terminy to oczywiście inwestycje długoterminowe.
Więc znów wraca nam pytanie: dlaczego tam gdzie spekulantów brak ceny ropy są o kilkadziesiąt % wyższe, a ceny gazu są wyższe kilkukrotnie?
Więc znów waca pytanie: dlaczego tak wielu inwestorów długoterminowych wierzy, że dzisiejsze (bardzo zawyżone) ceny ropy jeszcze wzrosną, a tak niewielu z nich wierzy, że spadną?
Dlaczego tak wielu wierzy, że to ceny gazu będą rosnąć do cen ropy, a tak niewielu, że to ceny ropy będą spadać do cen gazu?
Unknown.
Tacy gracze nie mogą działać przeciw fundamentom
- to wypisz wymaluj moja teza z pierwszego posta: " - spekulanci na rynku dostarczają niezbędnej płynności i nie są w stanie długoterminowo odrywać żadnej giełdy od fundamentów.”
Czyli jednak mamy podobne stanowiska w tej sprawie a teraz tylko Greenberger myśli, że po wprowadzeniu tych nowych regulacji cena spadnie o 30%... :)))
- a czy Pana zdaniem cena ropy obecnie jest wysoka - czy w sam raz w stosunku do fundamentów?
- henieck
Dlatego miło jest, gdy się znajduje wspólne punkty. Oczywiście - one są.
Ja od dawna, gdy w Polsce patrzono na to jako teorię spiskową, powtarzam, że ceny są za wysokie jak na sytuacje popytu i podaży. I to już od 1. kwartału 2008 roku.
I ceny te - dokładnie: notowania instrumentów pochodnych ropy naftowej - wg mnie obniżą się po dobrym uregulowaniu rynku. Powtarzam: na nim są konieczni inwestorzy finansowi (zwani przez Pana uporczywie "spekulantami", a ja tego słowa nie lubie, bo w Polsce się kojarzy...)
-jak przebiega regulowanie rynku ropy z półrocznej perspektywy? Cena miała spaść o 30% a tymczasem idzie w górę o 15%. Rozumiem, że nie udało się wyregulować rynku?
spare capacity
- znalazłem jakiś stary dokument z 2006 roku
http://www.cbo.gov/ftpdocs/71xx/doc7128/...
w którym są zebrane projekcje kilku agencji odnośnie wzrostu zapotrzebowania na ropę w Chinach do2010. Średnia z tych kilku prognoz to 6,88% rocznego wzrostu zapotrzebowania (a dla świata 3,78%). Pewnie to jest teraz w rzeczywistości mniej z powodu kryzysu – ale być może uśredniając z przyszłym odbiciem w gospodarce może to być jakaś liczba do wstępnego odniesienia - jednak chodzi mi głównie o zobrazowanie możliwej dynamiki a nie o najświeższe dane.
Przyjmując 6,88% rocznego wzrostu zapotrzebowania na ropę - podwojenie zapotrzebowania wypada za około 10,5 lat! Tym samym tropem idąc dalej - za 21 lat Chiny będą potrzebować 4x więcej ropy niż obecnie a już za 35 lat – 10 razy więcej.
Podwojenie światowego wzrostu przy wzroście rocznym na poziomie 3.78% zabiera 20 lat.
henieck
i trendy bez załamań - występują tylko w marnych prognozach.
Pan Bóg kreśli życie po liniach krzywych. Sinusoida jest linią życia, a nie prosta.
w ktorych Chiny staja sie powoli liderem
Oto przyklad smialej i bardzo innowacyjnej technologi w energii odnawialnej, realizowanej w Chinach
lub krocej
http://www.inhabitat.com/2007/11/26/supe...
Andrzej
- odpowiedział Pan wówczas:
- z danych z 2006 roku, na których opierały się wyliczenia w powyższym poście, kiedy o kryzysie jeszcze nikt nie myślał (uśredniając kilka liczących się prognoz) mieliśmy wzrost chińskiego zapotrzebowania na ropę w ilości 6,88% rocznie. Popatrzmy co się działo od tamtego czasu :
http://europe.theoildrum.com/node/6304#more
8) Chinese liquids demand (…)Average oil consumption in China in 2009 was 8.05 million b/d, versus 6.92 and 7.29 million b/d in 2008 and 2007 respectively.
Średnie roczne zapotrzebowanie Chin na ropę:
2007r - 7,29mb/d
2008r - 6,92mb/d – spadek do poprzedniego roku 5,08%
2009r - 8,05mb/d – wzrost względem poprzedniego roku 16,33%
[średnia z liczb: +16,33% i -5,08% wynosi 5,63% - czyli nie jest to jakoś strasznie oddalone od 6,88% a to są na razie dwie całkowicie przypadkowe liczby z 2 ostatnich lat, kiedy mieliśmy do czynienia z największym od kilkudziesięciu lat kryzysem i z lekkim po nim odbiciem. Uśredniając Pana „sinusoidy” i tak jesteśmy tam, gdzie wychodzi, że mamy być gdy liczymy wartości uśrednione. Jest jakiś trend i wprawdzie nie można przewidzieć dokładnego przebiegu krzywej – ale po to właśnie wytycza się średnią linię trendu, żeby można było się zorientować co do średniego przyszłego przebiegu jakiś spraw.
Obecnie mówi się, ze w 2010 Chiny będą potrzebować około 9 mb/d ropy – a można było to policzyć dawno w 2007r, kiedy zużycie wynosiło 7,29mb/d - już wtedy ze składania średniego przyrostu 6,88% wychodziło na 2010r dokładnie 8,9mb/d. Po 3 latach ja nie jestem niczym zaskoczony (jedynie tym, jak dobry wynik dało to przewidywanie)– a Pan – to już w sumie nie wiem, jakimi ścieżkami chodzi Pana umysł, że może Pan tak donośne projekcje skitować zdaniem o Panu Bogu i jego liniach krzywych.
Tak samo można wziąć to, co dziś wiemy i znów zadać sobie pytanie po ilu latach same choćby tylko Chiny zjedzą całe oficjalne spare capacity, które na dziś, według IEA wynosi 5,46mb/d? Wychodzi 2016rok – a nie bierzemy pod uwagę nawet tego, że zużycie w zachodnim świecie mocno spadło i jeszcze może się trochę odrodzić a do tego Indie, które też mają spory przyrost zużycia ropy (procentowo zdaje się nawet większy niż Chiny ale z niższej bazy) i reszta rozwijającego się świata – wychodzi, że całe oficjalne spare capacity (jeśli ono w ogóle istnieje, w tej wielkości, w co wielu wątpi) zniknie już za 2/3 lata :|
Z tego wniosek, że przyszłość będzie kształtować kombinacja czynnika wysokiej ceny ropy i spowolnienia gospodarczego. Albo będzie spowolnienie i do bardzo dużych zwyżek cen ropy szybko nie dojdzie – albo będzie szybki wzrost, niechybnie to spowoduje wzrost cen ropy – a w konsekwencji znów doprowadzi to do załamania gospodarczego (pierwszy cykl wysokiej zmienności cen ropy i wysokości pkb mamy już za sobą więc można mieć jakieś wyobrażenie jak to będzie mogło wyglądać).
- podsumowując było to uśrednieniem sinusoidy do linii prostej (do linii trendu). Wartość nachylenia tej prostej (pochodna) jest wartością stałą. Tak samo znając średnie przyspieszenie pojazdu można się zorientować po jakim czasie osiągnie jakąś prędkość pomijając to, że wykres prędkości jest poważnie zachwiany w momentach przekładania biegów – tak samo jak zachwiany był system gospodarczy kryzysem. Oczywiście ani samochód ani Chiny nie mogą się rozpędzać w nieskończoność – i w tym cały problem.
Takie jest otoczenie fundamentalne – to rozumieją ewentualni spekulanci i inwestorzy i dlatego głównie obstawiają wyższe ceny ropy. Więc niedługo może być problem z ropą – a nawet znalezienie złóż wielkości Arabii Saudyjskiej (na co nie ma szans) przesuwa problem jedynie o kilka lat, pomijając to, że uruchomienie nowych tak dużych złóż trwałoby dekadę i gdyby przyszedł oil cruch przed 2020 to i tak by to nie zapobiegło poważnemu, kilkuletniemu zamieszaniu. Więc albo będzie kryzys, że tak szybko problem seplaja (i demandu ;) się nie pojawi – albo ceny ropy wyjadą w kosmos i tak czy owak będzie kryzys...
Więcej o Chinach w kontekście rozwoju i energii:
http://www.theoildrum.com/node/6126
spare capacity
Jeśli ma Pan zamiar kontynuować to nabijanie się z gospodarza tej strony z postu, który został usunięty) to bardzo uprzejmie zwracam się do Pan z prośbą o znalezienie sobie innego obiektu do takich zabaw.
... nie podchodzicie Panowie do problemu przewidywań z dwóch różnych pozycji:
Pan - od strony ilościowego zużycia petropochodnych - co jest, moim zdaniem, łatwiejszym i bardziej wiarogodnym do obliczania (co napewno bardzo uważnie śledzą "investorzy") ...
A Pan Andrzej śledzi to - od strony cen rynkowych i dlatego to przestaje być "linią prostą" i nie warto się o to "pitać" nawet samej Opatrzności, bo w odpowiedzi można usłyszeć coś tak dosadnego - czego nikt jeszcze dotychczas od Niej nie usłyszał ... ;-(
ostatnio prawie co dwa tygodnie wysypują się raporty dotyczące nadchodzącego kryzysu energetycznego wydawane przez różne agencje i organizacje ze wszystkich stron świata. Jeden z ostatnich pochodzi z The United States Joint Forces Command - jest to jednostka robiąca rożne analizy trendów dla departamentu obrony USA.
http://www.jfcom.mil/newslink/storyarchi...
piszą to samo co każdy inny raport, że świat musiałby co 7 lat dodawać obecną wielkość produkcji Arabii Saudyjskiej, że już w 2012 zniknie całe spare capacity i pojawią się pierwsze niedobory, że mimo, że duże zasoby ropy istnieją problem leży w przepływach, infrastrukturze (czyli peak oil jak nic). Wszystko spowoduje ostre zamieszanie, że alternatywy w praktyce nic nie pomogą. Wszystko już było po wiele razy mówione, nudy... :)
spare capacity
w artykule: http://ft.onet.pl/10,32322,obawy_o_polit...
Usunięcie graczy typu "non commercial" z rynku surowców ma na celu obniżenie ceny ropy. Początkowo i krótkoterminowo to się może udać - bo z dnia na dzień będą musieli się wycofać z rynku ale przewaga długich pozycji nad krótkimi jest stosunkowo niewielka i na duże spadki bym nie liczył.
Ciekawe jak szybko Azja i choćby tymczasowo odbijająca gospodarka światowa może zjeść "spare capacity" i jak długo trwa uruchomienie nowych mocy (kilka lat). Jeśli w 2007 roku byliśmy na limesie - to tak na wyczucie trzy lata później świat ma dużo większy (nieujawniony) potencjał popytowy. Ja bym się obawiał, że on się ujawni w przypadku próby rozruszania koniunktury, wówczas wzrośnie cena ropy - co wtórnie zdławi próby wyjścia z kryzysu. Znów cena spadnie - ale nie na długo, bo widać wszyscy od razu robią na maksa zapasy przy każdej większej zniżce.
Dla starych i wielkich złóż cena 75$/baryłkę jest relatywnie wysoka - ale nowym projektom przy tej cenie towarzyszą "obawy o rentowność" (?) - jak piszą w powyższym artykule FT.
Zapewne Amerykanie powiedzieliby, że drogo się buduje, bo jest droga ropa i że trzeba coś zrobić, żeby obniżyć jej cenę ;)
Coś mi się zdaje, że skończyła się dotychczasowa bajka a stopniowo zaczynają się realistyczne czasy, kiedy „tyłek zawsze jest z tyłu”. Jak są duże zapasy ropy – to cena rośnie bo właśnie wszyscy robią zapasy "pod korek" (ale wini się spekulantów); jak zapasy są małe – to cena rośnie, bo trzeba robić zapasy; jak kręci się gospodarka – to cena ropy rośnie z powodu popytu; gdy gospodarka tonie – to spekulanci rzucają się na ropę w obawie przed zatonięciem dolara; gdy gospodarka chce wyjść z kryzysu – to nie może, bo już jest antycypowana przyszła wysoka cena ropy...
henieck
jeszcze jeden fragment z tego artykułu:
http://ft.onet.pl/10,32322,obawy_o_polit...
"Przedstawiciel w Caracas jednego z państwowych uczestników przetargu stwierdził, że troska o bezpieczeństwo energetyczne jego kraju jest ważniejsza od wysokich kosztów."
- dla mnie to brzmi jak Chińskie zlecenie typu PKC (po każdej cenie). Mają górę kasy i już w stosunkowo niedalekiej przyszłości do zaspokojenia rosnącą górę zapotrzebowania na ropę.
henieck
... szybko się zbroją, bo wiedzą - że nawet zapłaciwszy - to nie znaczy że ją dostaną - bez użycia odpowiednich konkretnych argumentów ... ;-(
Żeby nakierować Pana na właściwy kierunek warto pamiętać, że dzisiejsze ceny papierów np. w roku 2017 nie są dobrym wskaźnikiem cen w 2017 roku. Notowania futures na tak odległe terminy to jedynie odzwierciedlenie oczekiwań uczestników rynku, jak się będą ceny kształtować.
Łatwo to zrozumieć porównując pięcioletnie notowana papierów WTI rozdzielone jedynie dwoma miesiącami.
Proszę przy tym zauważyć, że żadne z nich nie ma nic wspólnego z dzisiejszymi (frontmonth) cenami futures na NYMEX. Ciekawe co? Można wiele się nauczyć, jeszcze bardziej się pochylając nad tak ciekawymi zjawiskami '-)
źródło: http://ftalphaville.ft.com/blog/
cena oczekiwana w odległych terminach była w okolicach 90$/baryłkę
No i o tym przecież piszę! Skąd biorą się oczekiwania, że "nadmuchane" spekulacyjnie ceny ropy utrzymają sie przez najbliższe 10 lat (a nawet jeszcze wzrosną)? Skąd biorą się oczekiwania, że na rynku gazu dojdzie wkrótce do podobnego "nadmuchania" cen?
Przecież do początku XXI wieku nawet gdy z jakiegoś powodu ceny były wysokie (wojna Irak-Iran, czy pierwsza wojna w Zatoce) ropa z dostawą w odległym terminie zawsze kosztowała ok. 20$ - wtedy uczestnicy rynku nie oczekiwali, że podbita wojną cena utrzyma się dłużej, dlaczego takie oczekiwania mają teraz w stosunku do cen podbitych spekulacją?
Proszę przy tym zauważyć, że żadne z nich nie ma nic wspólnego z dzisiejszymi (frontmonth) cenami futures na NYMEX.[/quote]
Nic dziwnego - na uczestnicy rynku nie są jasnowidzami przecież.
Widać wyraźnie jednak wyraźnie, że już wtedy cena oczekiwana w odległych terminach była w okolicach 90$/baryłkę i taka pozostała do dziś (zdaje się była taka cały czas od co najmniej 2 lat)
Jeśli różnice w przewidywanych cenach nic Panu nie mówią... a szkoda....), to proszę jeszcze uzupełnić wiedzę o pojęcie "backwardation".
I jak Pan to pozna, to może skoryguje Pan swoje tezy, które niestety nie mają w niczym podstaw oprócz Pana twardych przekonań. A praktyczne przykłady Pana nie przekonują. Oczekiwania rynku to rzecz zmienna, czasami jest contango, czasami backwardation. Praktyka łagodzi ekstremalne poglądy. .
I jak Pan to pozna, to może skoryguje Pan swoje tezy, które niestety nie mają w niczym podstaw oprócz Pana twardych przekonań. A praktyczne przykłady Pana nie przekonują.
Oczekiwania rynku to rzecz zmienna, czasami jest contango, czasami backwardation. Praktyka łagodzi ekstremalne poglądy. .[/quote]
A o czym ja do ch...y mówię? O tym, że do początkuów XXI wieku praktyka była taka, że gdy cena była wysoka (wojna Irak-Iran, wojna w Zatoce) to na ropie na odległe terminy zawsze mieliśmy backwardation, a gdy cena była niska (np. kryzys azjatycki w pod koniec lat '90) to zawsze mieliśmy contango.
Ja się pytam właśnie dlaczego ta zasada nagle przestała działać? Dlaczego mamy contango przy bardzo wysokich cenach?
Kto ma kłopoty z terminami contango i backwardation może sobie przypomnieć - uczenie wyjaśnione:
http://dwagrosze.blogspot.com/2008/07/ba...
qwerty
Cos mi sie wydaje, ze mam do czynienia tutaj z laikami. Wszyscy ci, ktorzy maja nadzieje na nizsze ceny na stacji benzynowej z cala pewnoscia nie sa specjalistami od rynkow kapitalowych czy tez materialowych. Ludzie w tym biznesie nie mowia o swoich nadziejach na nizsze ceny na stacjach bo droga. Uwierze gdy zacznie sie mowic, ze otwarta nowa knajpe w Shanghaju i tam obowiazkowo trzeba zjesc obiad bo kucharz jest nie z tej ziemi albo szukaja mieszkania w Kuala Lumpur, bo gdies trzeba miec chate w Azjii, a moze Shenzhen lepszy... albo, ze syn nie chce studiowac na Harvardzie, bo ma inne pomysly na zycie niz idee ojca. Panowie, jesli jestescie tecy dobrzy w tym o czym piszecie, to mysle, ze robicie to dla swojej przyjemnosci tylko... miedzy jakims drinkiem gdzies w Barcelonie. Wasze wypowiedzi, ze jest za droga czy tez za tanio przynosza wam pewnie krocie... bo to przeciez wiedza. Jeden chetny ktory powie mi, ktora knajpa jest super super w Hong Kongu, bo podaja cos tak wysmnienitego, ze tego nie da sie opuscic... a moze Nowy York...
Panowie, sa chetni na podroz w dowolne miejsce na swiecie... na 3 dni... i lecimy w inne... na moj koszt oczywiscie. Jena rzecz tylko... musze wiedziec czy ropa bedzie jutro wyzej czy nizej? Ten jeden trade... Ktos chetny???
RomanL
ja jestem laikiem ale nie liczę na dużo niższe ceny ropy. Wręcz przeciwnie - głównie z powodu rosnącego zapotrzebowania Azji i też rosnącego zapotrzebowania wewnętrznego wielu krajów produkujących ropę (paradoksalnie mających kasę na konsumpcję dzięki wysokiej cenie cen ropy, którą sprzedają) i z powodu problemu z możliwością zwiększania podaży (już o peak oil nawet nie wspominając) - długoterminowo obstawiam (bardzo) wysokie ceny ropy – a co za tym idzie prawie wszystkiego innego.
Azja się dynamicznie rozwija bez zbytniego oglądania się na resztę zachodniego świata pogrążonego w recesji. Rośnie zapotrzebowanie na wszystkie towary, w tym też na ropę. My jako zachodni świat na lata zostaniemy w kryzysie (gwarantuje to nam fatalna sytuacja demograficzna w bardzo niedalekiej przyszłości i ogromne zadłużenie) podczas gdy rozwijająca się Azja będzie podbijać nam ceny wszystkiego.
Gdybyśmy brali udział w rozwoju tak jak w np. w 2006/7 roku – to zwyżki cen towarów na fali wzrostów płac i kręcącej się gospodarki były by bezproblemowe.
Tym razem będzie inaczej – ceny towarów już zaczynają niepokojąco rosnąć – a nie widać większych szans na wyjście z kryzysu w ciągu najbliższych kilku lat dla całego zachodniego świata. Czyli najpewniej będzie stagflacja (inflacja razem ze stagnacją gospodarczą – czyli najgorszy z możliwych scenariusz). Wszystko na około drożeje przez azjatów a gospodarka stoi. Wszelkie próby pobudzania gospodarki dodrukowaną kasą tylko dodatkowo zwiększą wzrost cen/inflację.
Dodatkowym czynnikiem potencjalnie potęgującym wzrost cen może być urealnienie juana, bo od lat jest sztucznie utrzymywany na zaniżonym poziomie. Po prostu może nadejść taki dzień, kiedy Chińczycy zażądają pełnej kwoty za swoje pierdoły. Wówczas praktycznie wszystkie towary przemysłowe podrożałyby o 25% (plus VAT ;) pociągając za sobą podrożenie wszystkiego innego.
W tej sytuacji ten jeden, jedyny trade, którego potrzebujesz to może być dziś kupno złota.
spare capacity
... napewno jest w akcjach, ale w samym złocie ? ... Czy takowe jeszcze istnieje w takiej ilości żeby zapewnić pokrycie ? ... ;-(
- chodzi Panu o pieniądze żeby miały pokrycie w złocie? - nie ma najmniejszych szans, rynek złota to pikus przy foreksie z tego co kojarzę. Cały dowcip przy pieniądzu papierowym polega właśnie na tym, żeby nie było żadnego pokrycia :) Stąd ciągły dodruk i ciągła inflacja. Nie za duża żeby ludzi nadmiernie nie wkurzać, że tracą oszczędności - ale na tyle wysoka, że już daje bardzo duże korzyści tym, którzy drukują lewą kasę.
a co do złota to generalnie w tych warunkach gospodarczych jakikolwiek twardy towar czy trwałe dobro będzie dobre do przechowania wartości.
spare capacity
... dla pieniędzy mi chodziło, ale czy te akcje na złoto mają żeczywiście pokrycie w złocie ...
Inaczej mówiąc, czy przypadkiem nie można sprzedać akcji na 1000 ton złota - mając go w rzeczywistości w schowku tylko 10 kg ? ... ;-(
nie akcje na złoto tylko kontrakty terminowe na złoto - tak jak w przypadku ropy z tego co kojarzę wiele z nich jest "papierowych" - czyli bez pokrycia, bez opcji fizycznej dostawy towaru, więc jeśli wszyscy naraz zechcieliby to zmaterializować to nie ma szans.
Dlatego teraz jak ktoś radzi kupować złoto - to głównie w formie złota a nie papieru - bo cała idea polega właśnie na ucieczce od papieru, na którym są przekręty, dodruk, i na którym opiera się (zawalająca się) piramida finansowa współczesnych finansów. Metale szlachetne i też niektóre inne towary są odporne na to co jest ostatnio wyrabiane z kwitami.
Do 1971 roku dolar amerykański miał pokrycie w złocie, był w 100% wymienialny na złoto i była to naprawdę niesamowita, bardzo bezpieczna, twarda waluta (ale jednak był to papier na złoto). W tym że 1971r Stany w praktyce zbankrutowały - a przynajmniej ogłosiły światu, że złota tak naprawdę "ni ma".
Tutaj dobrze widać co się zaczęło robić z dolarem od momentu, gdy stracił pokrycie w złocie w 1971r http://inflationdata.com/inflation/image...
To było grube zrobienie w trąbę reszty świata, ale nikt nie mógł wyskoczyć z łapami, bo robiącym w trąbę było mocarstwo - a robionymi w trąbą byli mali.
Teraz za cały ten kryzys tak samo w dużej mierze płaci reszta świata która posiada topniejące dolary i inne kwitki, szczególnie przepakowane nic nie warte hipoteki dla bezrobotnych murzynów.
Dolar od 1971 roku zeszmacił się strasznie, praktycznie stracił całą wartość. Jeśli dobrze pamiętam na początku lat '70 złoto kosztowało ca 35$ a teraz 1100$ Przez ostatni rok Amerykanie jeszcze dodrukowali trudne do wyobrażenia sobie ilości dolarów. Reszta świata też nie ma innego wyjścia jak drukować i stymulować, bo nikt nie chce mieć silnej waluty w kryzysie – więc wszystkie waluty równo toną względem złota, ropy itd. Więc ceny ropy będą biły rekordy jeśli chodzi o nominał – a ile te 150$ będzie warte w czasie gdy tam dojdzie baryłka – to już inna sprawa.
Moim amatorskim zdaniem w realnym, długoterminowym ujęciu ropa też bardzo zdrożeje, głównie przez popyt z Azji, większy spadek wydobycia z istniejących złóż niż do niedawna powszechnie uważano (raporty IEA) i słabe perspektywy na szybkie znalezienie i uruchomienie nowych zasobów, plus na tą nieciekawą sytuację fundamentalną jeszce spekulacja i robienie zapasów przez co bardziej kumających.
Gdzieś ostatni czytałem, że Chiny kupują dużo więcej ropy niż w tym momencie zużywają – i że to albo musi być składowane albo idzie na eksport jako przetworzony produkt, bo rafinerie tam pracują z pełną mocą. Nie wiem czy to prawda, ale biorąc pod uwagę chiński głód ropy i prawie wszystkich innych towarów – to jestem w stanie uwierzyć, że chomikują paliwa póki są tanie. Byli by głupcami gdyby za swoje nadwyżki kupowali tylko amerykańskie papiery dłużne – a nie kupili sobie trochę strategicznych zasobów na zapas. W tamtym systemie, jak jakiś minister spierdzieli robotę to plus minus dosłownie głowa poleci. W naszej kulturze mania wszystkiego w d, łapówek, prywaty, przekrętów, głupoty i innych układów z lobbystami – nikt nie skuma niczego jeśli jego wynagrodzenie/łapówka zależy od nieskumania czegoś (parafrazując).
spare capacity
tak naprawde. I chodzi tylko o to by handlowac tzn. kupowac i sprzedawac papier a nie rzeczywisty towar czy produkt. To czy jest na to pokrycie czy tez nie nie ma zadnego znaczenia. Najgorsza rzecza jest miec dostawe towaru, bo to porazka... Jesli np. handluje Pan futures ropy to podstawa jest niedopuszczenie do jej dostawy... tak samo ze zlotem czy czymkolwiek. Spekulowac mozna bzdura, liczba... wazne by sie zmieniala czesto i by nie mozna bylo przewidziec zmiany. Spekulacje indexami to sa spekulacje liczba, ktora wzrasta lub tez opada bez mozliwosci przwidzenia. Mozna by tez spekulowac np. poziomem wody na rzeczce w Koziej Wolce... wazne by poziom wody sie zmienial czesto i by byli klienci, ktorzy uwierza, ze sa wstanie przewidziec poziom tej wody. Jakby tak przetransferowac ten poziom wody na index komputerowy i dzialajacy przez np. 8 godzin dziennie i automatycznie bez ludzkiej ingerencji, to naprawde otrzymujemy index, ktorym doskonale mozna handlowac na kazdej gieldzie. I sam poziom tej wody nie ma zadnego znaczenia, natomiast jej wzrost czy tez spadek powoduje zmiane pozycji inwestorow, ktorzy albo wierza we wzrost albo i spadek poziomu tej wody.
Najlatwiej jednak zarobic nie na spadkach czy wzrostach poziomu tej wody lecz na sprzedawaniu wiedzy jak ta woda moze wzrastac lub spadac i znalezc klientow by zechcieli sie poduczyc, za pieniadze oczywiscie, jak ten poziom sie moze zmieniac. Proste?
Tak powaznie to jestem upowazniony do udzielania porad na rynkach finansowych w duzej czesci swiata (egzaminy bajery rowery) a prywatnie jestem traderem na swoje konto... no i oczywiscie jestem energetykiem z wyksztalcenia.
RomanL
... spare capacity i RomanL - wielkie dzięki za tak trafne wyjaśnienia - lepiej bym nie potrafił ...
A oto pytanie które mnie dręczy: co zrobić żeby się móc wydostać z tego hamsterskiego koła ?
Jeżeli jeszcze nie znacie, to zobaczcie opowiadanie o Arce Noego http://szczesniak.pl/forum/1392#comment-...
i zawodach wioślarskich pomiędzy dwoma producentami samochodów http://szczesniak.pl/forum/1509#comment-...
Do wczoraj myślałem, że to jest niemożliwe bez czegoś w rodzaju rewolucji, ale wczoraj się okazało że niejaki Janukowicz potrafił załatwić dwie sytuacje bez wyjścia - dwoma dekretami i spokój ...
http://szczesniak.pl/forum/1606#comment-...
Ciekawe kiedy Zachodnia Strona dojrzeje do tego żeby pewne zasadnicze pociągnięcia załatwiać dekretami - od ręki ...
No gratulacje. Kwintesencja dzisiejszych mechanizmów w ustalaniu cen. Precyzyjnie i celnie.
To rodzi jednak pewien problem dla reszty, ale o tum jakąś notkę niedługo...
A niech mi Pan wyjaśni (pytam jako praktyka), jeśli są dwie strony - kupujący i sprzedający - to w ruch w dół czy w górę zależy do przypływu pieniądza na dany rynek (ropa, aluminium)? Mówię o trendach dłuższych niż dzień czy dwa. Czy są ważniejsze czynniki?
- "przypływ pieniądza" to jest pojęcie względne na giełdzie - można wystawić ciężkie (na dużą ilość towaru) zlecenie kupna po relatywnie niskiej cenie - wówczas mechanizmy ustalania cen nastawione na największy wolumen transakcji jeszcze w zależności od struktury zleceń sprzedaży mogą ustanowić niższą cenę w danej chwili(tak robią różne "Morgany").
Natomiast jeśli zlecenia kupna są ustawione na coraz wyższe ceny - to cena idzie w górę (tak robi masa napalonych płotek).
spare capacity
to ta sama osoba?
- jeśli wtraciłęm się niepotrzebnie do rozmowy to przepraszam.
spare capacity
nie bardzo wiem czy rozumiem Pana pytanie, ale wzrost i spadek ceny nie jest normalnie uzalezniony od przeplywu pieniedzy. Jesli wezmiemy np. rope, to oczekiwania zmiany ceny sa przyczyna zachwiania equilibrium na rynku i powoduja jej zmiane az do osiagniecia nowego equilibrium. Zmiana ta tworzy trend i jesli mamy pewne, ciagle oczekiwania uczestnikow rynku na zmiane to mozemy osiagnac dluzszy trend, w ktorym zawsze beda jakies zalamania, odnoszace sie do uczestnikow decydujacych sie likwidowac swoje pozycje. Np. w przypadku ropy juz samo spotkanie OPEC powoduje niepewnosc na rynku i zwieksza amplitude oczekiwan, az do momentu ogloszenia konkretnych ustalen, na ktore rynek blyskawicznie reagujac dostosowuje sie, tworzac pewien trend. Jesli mamy np. zapowiedz huraganu w Zatoce Meksykanskiej, to mozemy zalozyc, ze za kilka dni cena sie podniesie, ze wzgledu na oczekiwania, ze pewne platformy beda musialy przerwac prace, tak samo jak i rafinerie na poludniu USA. Wejscie w taki trend jest podstawa by dokonac operacji majacych na celu uzuskanie roznicy miedzy kupnem a sprzedarza... czy to bedzie kontraktow, czy tez pochodnych. Sama znajomosc, ze beda np. okresowe postoje rafinerii ze wzgledu na remonety daje juz przewage, aczkolwiek musimy wziac pod uwage, ze nigdy nie bedziemy jedyni z ta wiedza.
Znacznie bezpieczniejsze jest jednak znalezienie kilku firm, ktore maja do czynienia np. z ropa i obserwowanie ruchu ich akcji na zmiany ceny ropy np. na NYMEX. Jesli potwierdzimy, ze ceny akcji sa zgodne z cena ropy na rynku i podazaja ja niemal dokladnie, to mozemy zalozyc, ze tak nastapi w najblizszej przyszlosci. I jesli w jakiejs z tych firm znajdziemy pewna odchylke, ktora nie ma uzasadnienia, to mozemy bezpiecznie zalozyc, ze nastapi powrot do rownowagi. I to jest moment na dokonanie transakcji... long lub short, obserwujac jednoczenie rynek ropy, by zmiescic sie w trendzie lub tez przy zupelnym braku trendu. Druga metoda z miare skuteczna jest dokonanie transakcji w momencie (kilka minut) otwarcia rynku, gdy widzimy znaczny wzrost czy tez spadek indeksow, ktore zawsze podazaja futures. I najlepiej gdy trafiamy na gap, wtedy idziemy opossite to the market tzn. gdy market otwiera sie wysoko, my shortujemy i vice versa. Gdy mamy gap, na 80% musi on zostac wypelniony, gdyz market maker ma na celu tez robienie pieniedzy a my bezpiecznie podazamy za nim i likwidujemy pozycje.
dobrze Panu idzie tłumaczenie giełdowych zawiłości - może korzystając z Pana poziomu ekspertyzy mógłby Pan nakreślić swoją opinię co do tezy Pana Andrzeja z tego wątku, że głównie spekulanci wpływają na to, że jest droga ropa.
spare capacity
sprymitywizować do bólu twierdzenie drugiej strony.
- co z tego, że zyskujesz np. 5% jak inflacja zżera 8%? Nie interesuje cię, że ktoś na lewo daje nową kasę do systemu i sobie coś za to kupuje, do czego w sumie nie jest uprawniony i dzieje ise to koszem spadku siły nabywczej tych, którzy są do jakiejś wartości uprawnieni (w sensie, że sami ją kiedyś wytworzyli)?
Czy nie ma żadnego znaczenia, że za jakiś czas za to, co dziś jest milionem złotych na dom będziesz mógł sobie kupić najwyżej 1 bak paliwa? Nie mówię tu o tak drogiej ropie tylko o sytuacji jaką mieliśmy jeszcze nie tak dawno, kiedy po hiperinflacji każdy miał milion złotych w tylnej kieszeni. Lata przedtem, zanim złotówka została tak zeszmacona - ktoś kto miał odłożone w gotówce milion złotych był bogatym człowiekiem - tak samo jak dziś. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w ciągu następnych kilkunastu lat znów powtórzyć ten scenariusz (w wyniku obecnego kryzysu, dodruku pustego papierowego pieniądza ten proces znacznie przybiera na sile). Całymi Twoimi dzisiejszymi oszczędnościami za kilkanaście lat jakiś biedak może sobie będzie mógł kupić paczkę papieru toaletowego. Jest to możliwe gdy z oczu straci się to, co jakiś papier faktycznie reprezentuje.
Tymczasem jeśli 50 lat temu za X uncji złota można było kupić nowy dom – dziś za +- tyle samo X uncji złota można sobie kupić nowy dom.
Kropka, reszta to komentarze.
Podobnie z ceną ropy – należy dodatkowo patrzeć ile ropy kupuje 1 uncja złota żeby rozumieć co się zmienia a co nie – bo dziś wszystkie waluty równo toną i patrząc tylko na nie można mieć wrażenie, że nic się nie dzieje szczególnego – tylko z niezrozumiałych powodów wszystko nominalnie drożeje.
Przy postawie ludzi takich jak Ty, że nie liczy się co stoi za papierem, liczy się tylko mielenie papierem i zyskiwanie więcej papieru - rządy nie muszą się wcale trudzić, żeby odebrać ludziom ich dosłownie wszystkie oszczędności. Ludzie poprzez inflację oddają codziennie po kawałeczku, właśnie dlatego, że nie przywiązują wagi do tego co tak naprawdę jest za papierem, który to coś ma reprezentować.
Tak samo ludzie obudzą się zdziwieni, że nie ma żadnych pieniędzy na emeryturę (nominalnie jest cała kasa, jaką wpłacili plus "wypracowane odsetki" - ale siła nabywcza tego będzie bliska zeru. Wszystko przez to, że nikt się nie interesował co się dzieje z pokryciem - a pokrycie jako tak naprawdę najważniejsze w międzyczasie zostało rozkradzione.
Najgorszą rzeczą jest zlecić dostawę towaru i zobaczyć, że nie ma żadnej dostawy towaru. [ spare capacity]
Ludzie inwestujący w złoto coraz częściej kupują kruszec a nie papier na kruszec - bo ogólnie wiadomo, że kwity nie mają pełnego pokrycia. Wali się piramida współczesnych finansów - pierwsi, którzy się zorientują jeszcze dostaną pełną wypłatę w złocie (tak to jest w przypadku zawalenia piramidy). Tak samo robili wierzyciele USA w 1971 roku - stopniowo zaczęli żądać wymiany na złoto, którego zaczęli podejrzewać, że nie było - nazwano ich złymi spekulantami, zwalono na nich całą winę za spadek wartości $, zawieszono wymianę i gdy sprawa wyszła na powierzchnię w całej okazałości i wszyscy nagle skumali co jest robione - cena złota wystrzeliła w kosmos. Jako trader możesz wiedzieć, że było to początkiem jednego z największych rynków byka w całych dziejach - cała bańka technologiczna, jakieś nieruchomości i wiele innych hoss przy tamtych wzrostach cen złota to jest NIC.
Każdy poważniejszy kryzys pokazuje, że ostatecznie nie liczy się nic innego tylko złoto (ew. inne twarde aktywa). W czasach Wielkiego Kryzysu w USA ludziom skonfiskowano złoto. Właśnie trawa proces powolnej konfiskaty oszczędności w papierze - one docelowo zostaną skonfiskowane przez inflację tak jak było przy naszym bankructwie socjalizmu - a oszczędności w złocie może tak-może nie zostaną skonfiskowane (ale na pewno nie ruszy ich inflacja).
spare capacity
... Doskonale wyjaśnione !
To było o złocie ... (o czym się głośno nie mówi - można sobie tylko mruczeć pod nosem) ... ;-) ... a tutaj poniżej - to - co chciał Obama przeprowadzić w Stanach:
Ja to już tutaj przytaczałem i Pani Eva mi wyjaśniła że na tym "przesunięciu" stracił tylko hotelarz ...
Ale przy takim "oddłużeniu" ekonomia miejscowa ruszy z kopyta i on sobie to odrobi ... ;-)
Prawdopodobnie Obama myślał zrobić podobnie ... kazał nadrukować pieniędzy, ale w jego przypadku - ten "bogaty Rosjanin" w postaci miejscowych banków zamiast je rozdzielić pomiędzy zadłużonych - schowaly pieniądze do kieszeni (żeby na nich zrobić nieoczekiwany dochód przy najbliższej okazji) i w miedzyczasie pasza stęchła, świnie padły z głodu itd. itp. ...
Teraz banki maja pieniądze i drapią się po głowach, bo nie wiedzą co z nimi zrobić - bo żeby znowu rozpędzić koło ekonomii - trzeba dużo więcej czasu i sił niż na jego zatrzymanie ...
Tak, że okres rozruchu ekonomii mamy przed sobą - ile to potrwa i ile przy tym padnie i kto ? - Jeśli przeżyjemy, to - zobaczymy ... ;-(
zawsze istnieli i chyba nawet spelniaja pozyteczna role. Chociazby dlatego, ze daja zarobic innym, ktorzy wciskaja im zloto w postaci sztabek, a jeszcze lepiej w postaci monet czy innych wyrobow.
Zloto jako takie jest metalem, ktore nie rdzewieje ale poza tym nie ma szczegolnych innych wartosci, oprocz blyszczacego koloru. I ten metal chociaz dosc powszechnie uwazany za symbol bogactwa podlega takim samym prawom rynku jak i kazdy inny metal czy tez commodity, ktorym mozna handlowac. Stajac sie jego wlascicielem w rzeczywistej postaci, mamy tylko problem, gdyz nalezy go przechowywac (banki, sejfy - a to sa koszty, wiec z biegiem czasu zloto bedzie tracic na wartosci lub tez jak kto woli na wadze) lub tez zakopac w ogrodku i modlic sie by nikt nie wiedzial o tym.
Kupujac je w dowolnym momencie jego wartosc moze wzrosnac czy tez spasc i z zalozenia jego wartosc w przyszlosci jest nieznana. "spare capacity", kazde inne stwierdzenie o zlocie, ze moze tylko rosnac w value jest niepowaznym bajerem. Tak samo jak i to, ze zloto chroni przed inflacja. Kazde inne commodity bedzie chronic przed inflacja tak samo jak i zloto czy nieruchomosci, czy tez np. znaczki pod warunkiem, ze kupimy je w odpowiednim momencie lub w odpowiedniej cenie.
Najwiekszym minusem zlota w sztabkach jest brak jego liqudity, chociaz mozemy je sprzedac jako zlom i kazdy je lupi za kilkadziesiat % taniej w prawie dowolnym momencie. Natomiast certyfikaty mozna sprzedac latwo wymienic na pieniadze i odwrotnie.
By sprawdzic jak latwo mozna pozbyc sie zlota mozna zaproponowac tym gold bugs, ktorzy przekonuja do jego kupna lub ktorzy nam je sprzedali, by sami od nas odkupile je. I tutaj jest porazka.
- tak jest. Nie ma problemu z papierowym pieniądzem - ale tą właśnie bezproblemowość wykorzystuje system, żeby robić na nim swoje sztuczki - czyli głównie dodruk.
W czasach upadku pieniądza, tak jak zauważasz, sposobem przechowania wartości wcale nie musi być złoto - jakiekolwiek trwałe dobra są OK, nawet kolekcja znaczków :). Problem jedynie z tym momentem zakupu - np znaczki, nieruchomości i inne towary w szczycie koniunktury są zawsze przewartościowane i w czasach kryzysu cały dowcip właśnie polega na tym, że ich ceny spadają. U nas nieruchomości ewidentnie były przewartościowane względem prawie każdej miary - troszkę ceny spadły nominalnie, troszkę spadek zamaskowała inflacja przez te już 2-3 lata a troszkę spadek ujawnił się względem bezwzględnego, nadrzędnego pieniądza - czyli złota. Przy czym względem złota nieruchomości staniały już całkiem sporo. Teraz jeszcze brakuje spadku względem zarobków - ale do tego też dojdziemy tą lub inną drogą. Dzięki temu mimo inflacji na pieniądzu papierowym - mamy sporą deflację wszystkich cen względem złota. Tak samo znaczki i inne kolekcje nominalnie pewnie kosztują dziś +- tyle samo co w szczycie koniunktury albo trochę mniej (bo to dopiero początek kryzysu) - ale względem złota już dużo mniej. Po kilku pojedynczych latach robi się z tego zasadnicza różnica.
- wiadomo, że nie ma inwestycji bez ryzyka i nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Jednak w czasach gdy codziennie widzisz, że Twoje pieniądze kupują mniej i mniej zaczyna człowiek nabierać przekonania, że trzymanie kasy w papierze w jakimś okresie nie działa (to znaczy działa ale tylko dla tych, którzy drukują papier:).
Nie tak dawno w czasach hiperinflacji po bankrutującym PRL (1500% rocznie!) ludzie przeskakiwali jeden przez drugiego żeby tego samego dnia czy tygodnia pozbyć się pieniędzy i kupić cokolwiek trwałego. Cokolwiek!
Przy tak dużej inflacji, każdy, nawet dziecko instynktownie wiedziało co robić i wiedział, że wszystko w najbliższym czasie będzie drożało. Gdybyś wtedy powiedział to zdanie: "stwierdzenie że coś może tylko rosnąc w value jest niepoważnym bajerem" - to ludzie popatrzyli by na Ciebie jak na Marsjanina - bo WSZYSTKO w około drożało o kilkanaście % tygodniowo. Wiadomo, że taka sytuacja się nie mogła utrzymać w nieskończoność - ale wtedy uwzględniając tu i teraz kierunek był jeden i to bardzo dla każdego wyraźny.
W dodatku to nie towary "rosły w value" - tylko pieniądz tracił wartość. Tracił wartość w wyniku dodruku, bo nie było pieniędzy w systemie na spłatę zebranych długów. Jako, że w przyrodzie nic nie ginie a nie chciano niczego nie oddawać wierzycielom brakująca wartość na spłatę długu musiała się skądś wziąć. Dodrukowano pieniędzy, wartość niepostrzeżenie przepłynęła od tych, którzy posiadali dotychczasową pulę pieniędzy, czyli powstała inflacja. Wierzyciele też dostali wszystko co chcieli - ale w niewiele wartym pieniądzu. Czyli prawie cały rachunek niepostrzeżenie zapłacili zwykli ludzie, którzy próbowali odłożyć zarobione pieniądze. Gdyby oszczędzali w prawdziwym pieniądzu np w złocie - to po tej całej inflacji mogliby tak samo jak przed - np za 1g złota zrobić zakupy spożywcze na kilka dni, tylko że przed inflacją płaciliby 50zł - a po 50000zł papieru za dokładnie to samo.
Tak samo dziś - w dużej mierze to nie złoto drożeje (chociaż jest też spory efekt wezbranego popytu) tylko równo wszystkie waluty toną. Tam gdzie dodrukowano ostatnio sporo kasy mawiają inaczej: "stwierdzenie o dolarach, że nie mogą tylko tracić wartości jest niepoważnym bajerem" - i kupują złoto :)
Nie wiem co jest w tym złocie, że właśnie to jest od tysięcy lat pieniądzem na Ziemi. W XXI wieku to się raczej nagle nie zmieni.
- Nie jest tak źle – np. na Allegro widzę ludzie handlują wieloma monetami w okolicach ceny giełdowej złota lub w niektórych przypadkach nawet trochę poniżej. Można kupić uncję, za rok sprzedać też po cenie giełdowej praktycznie pokrywając tylko koszt transportu w jedną stronę.
Dla poważnych zakupów w kilku dużych sztabkach np. w Mennicy, która gwarantuje odkupienie metalu po cenie giełdowej różnica pomiędzy zakupem a sprzedażą to jest 7-8%, od ręki, bez wstawania z fotela. Roczne przechowywanie u nich to 0.5%, czyli dramatu nie ma. Do tego jak rozumiem przy przetrzymaniu złota powyżej 6 mies nie płaci się podatku dochodowego, tylko 2% wartości transakcji. Dla małych zakupów jest już drogo w takich miejscach np 15% i więcej w przypadku monet - ale tak jak pisałem szukając na Allegro można to zrobić przy minimalnych kosztach a na niektórych monetach emitowanych teraz często można w przyszłości nawet dodatkowo zyskać na wartości czysto numizmatycznej.
Żeby kupić po cenie giełdowej i sprzedać po cenie giełdowej albo kupić giełdowa+marża producenta i sprzedać po giełdowej + marża producenta to trzeba trochę się wysilić – ale bez żadnego problemu i wysiłku sprzedaż każdą ilość od razu, choćby w NBP zostawiając ca 7% na stole. Przy wzrostach cen złota jakie ostatnio były (czyli przy utracie wartości papierowej złotówki) to jest nawet do przeżycia.
W każdym razie polecam ciekawe doświadczenie - kupić raz szczerozłotą monetę, usiąść w spokoju, wziąć ją do ręki, uzmysłowić sobie, że być może po raz pierwszy w życiu ma się w ręce PRAWDZIWY PIENIĄDZ, że nie strach posiadać pieniądz - tylko przy takich deficytach systemowych i projekcjach demograficznych strach jest dziś posiadać papier, że za to można się dziś ubrać i przeżyć przez miesiąc, tak samo można było 100, 300 i 1000 lat temu - i tak samo będzie można w dowolnej przyszłości - przy czym bez znaczenia co będzie z Grecją, z euro, z dolarem, z zusem, krusem, waldemarempawlakiem, sławomiremskrzypkiem, giełdą, spekulantami, terrorystami, koniunkturą, wojną, Chinami, ropą, peakoilem, koniunkturą. Paradoksalnie im będzie gorzej - tym ze złotem będzie lepiej.
Najgorzej jakby spełnił się najczarniejszy scenariusz i powróciły czasy szalonej koniunktury gospodarczej, braku długu indywidualnego i państwowego, nadmiaru surowców i oszczędności, bezpieczeństwa i pokoju na świecie, uśpionej gospodarczo Azji, zdrowia, młodości (najlepiej całej populacji ;), i wszelkiej pomyślności - wtedy złoto trochę straci :(
spare capacity
tutaj jest historyczna wypowiedź Nixona (ówczesnego prezydenta USA) który mówi, że dolar jest atakowany przez SPEKULANTÓW i że trzeba go bronić, że to tylko tymczasowe działanie dla umocnienia waluty, że przeciętny Amerykanin praktycznie nie poczuje różnicy i inne bzdety. W praktyce dolar od dokładnie tamtego momentu systematycznie stracił właściwie całą wartość względem złota. Niesamowite.
http://www.youtube.com/watch?v=iRzr1QU6K1o
spare capacity
nie pamiętam czy wspominałem czy nie - ale ciekawie wygląda wykres światowego wydobycia złota. Mimo rekordowych ostatnio cen od 10 lat jest spadek wydobycia o około 10% od szczytu do dziś.
http://goldsurvivalguide.co.nz/wp-conten...
Co ciekawe podobnie co do zasady wygląda wykres wydobycia ropy - mimo momentami wysokich cen wiele krajów notuje istotne spadki wydobycia. Nawet Arabia S. nie zwiększyła jakoś znacząco wydobycia w czasie rekordowych cen - a szkoda, bo można było zarobić :|
Poniżej aktualny wykres światowej produkcji ropy (trzeba odszukać wykres World Crude Oil Production, na dzień wpisu to jest to 3 wykres od góry)
http://europe.theoildrum.com/node/6304#more
Czyli ceny rosną, popyt rośnie, wydobycie się zmniejsza (lub nie rośnie) – ale to spekulanci są wszystkiemu winni ;)
Paradoksalnie jest w tym jak zwykle ziarnko prawdy, bo jak człowiek widzi coś takiego to ma od razu ochotę trochę pospekulować.
spare capacity
Biorac jedna z trzech opcji, z ktorych dwie nie sa zle, nie jest az tak trudne, nieprawdaz? Jest tylko wzrost, spadek i brak zmiany. Zawsze najwazniejsza rzecza jest jakkolwiek zachowanie kapitalu, a pozniej zysk... wiec biorac to pod uwage mamy 50% szansy by wygrac w dowolnym momencie. W przypadku braku zmiany nie tracimy kapitalu, co samo w sobie nie jest zle - musimy tylko wziac pod uwage, ze brak zmiany jest sytuacja chwilowa i musi nastapic w pewnym momencie jakas zmiana.
Wszystkie bajery i rowery jak np. jakiekowliek wystapienia specjalistow od rynkow kapitalowych i materialowych maja na celu zarobienie pieniedzy z pokazania jak to zrobic, czyli zupelnym braku ryzyka. Jest to pokazanie wiedzy i 100 rozych wykresow madrych ludzi (za wystapienia bierze sie przeciez kase), ktorzy i tak nie robia trades lecz zajmuja sie robieniem tylko wykresow. Specjalista przerzuci je okiem w ciagu 20 sekund... i tak robi swoje, czyli ma te trzy powyzsze opcje, z ktorych dwie sa rzeczywiste, gdyz brak zmiany jest tylko chwilowy. Odliczam oczywiscie koszt transakcji, ktory powinien byc minimalny.
Podobnie byloby rzucac moneta, gdzie mamy 2 mozliwosci - orzelek lub reszka, czyli w dowolnym momencie 50% szans na korzystny wynik, czyli zysk w przypadku polozenia pieniedzy na jakas z tych dwoch opcji.
Reasumujac z braku czasu, rzucanie moneta jest duzo latwiejszym sposobem na zrobienie pieniedzy niz short term trading, gdyz nie ma kosztow transakcji. W realnym swiecie, z bajerami czy tez bez, typu gielda amerykanska 101, czy tez nauczymy cie robic pieniadze, czy tez nauczymy cie trading commodities czy jakkikolwiek inny instrument, fakt pozostaje faktem, ze tylko 1% procent ludzi robiac short term trading utrzymuje sie long term. Pozostale 99% traci pieniadze. I to jest bezlitosny fakt.
Konkluzja:
Rzut moneta z pewnoscia daje wieksze szanse zrobienia pieniedzy czy tez braku utraty kapitalu - a o to chodzi przeciez, nieprawdaz?
Long term to zupelnie inna pilka.
RomanL
... powtarzać stare wsiowe powiedzenie: "gdybym był prorokiem to bym nie był żebrokiem" ... ;-(
To co Pan pisze - to się przyjemnie czyta - szczególnie - "jak karta dobrze idzie" ... ;-)
... i to dzis, bo jutro to już może być - nie aktualne ... Ostatnie Dni Pompeji ... Głupim kryzys - sprytnym - trzy dni więcej !!! ... Jeżeli się uda, bo do tej pory się udawało ... ;-)
Tout va très bien Madame la Marquise, tout vas très, très bien ... http://szczesniak.pl/forum/1606#comment-...
Dożyliśmy do czasów w których cena benzyny na pompie ma coraz mniej wspólnego z ceną samej ropy ... Cena benzyny na pompie w Stanach będzie raczej stała (bo się spostrzegli - że nadeptali sobie na własny ogon) ... Natomiast cena ropy (za która płacą w większości - inni) będzie powoli szła w góre - częściowo na skutek wartości dolca a częściowo ... z powodu oczywistej - "tendencji" - wynikającej ze sztuki "równoważenia rynku poprzez stopniowe przyzwyczajanie ludności" ... "Na ten sam bank nie należy robić skoku za często, bo się może rypnać" ...
Coś mi się wydaje, że wracają czasy noszenia gotówki przy sobie (o ile ją się wogóle jeszcze ma) ... bo parę uderzeń w klawisze - po paru piwkach i system monetarny ląduje w - pokrzywach ... ;-(
P. Gucio jak to powiedziec "that's the way it is". Tak sie traktuje klientow czy ludzi, ktorzy daj zarobic. I sie zabiera klienta na dwa tygodnie po swiecie - kilka miejsc ktore chce widziec - wszystko oplacone i wszystko najwyzszej klasy. W Ameryce tak sie nie traktuje klientow... mowie o innym swiecie.
Jakkolwiek tak jak i w zyciu najwiecej do powiedzenia maja ci, co nigdy nie zrobili zadnego "tradu", a wiec profesjonalni amatorzy.
... nic innego jak - życzyć Panu jak najdłuższego utrzymania się na tej, pełnej gwałtownych i nie spodziewanych zakrętów, pasjonującej drodze - jako też - nie zwracania uwagi na te miliony innych którzy z niej w ostatnich latach wypadli i koczują w rowach - poświęcając cały swój czas na rozmyślania - co robić dalej ... ;-(