Pan Jakub poprosił mnie przez e-mail, abym ustosunkował się do wpisu p. Waldemara. Pan każe, sługa musi, więc kilka zdań przesyłam.
W powodzi bardzo mocnej retoryki postarajmy się znaleźć fakty, konkrety i przyjrzeć się ich wartości.
- - "pod Kutnem zasób gazu przekazany w 2007 roku FX Energy to ok. 500 mld m3" - firma FX Energy rzeczywiście posiada koncesję na pole Kutno, i rzeczywiście jest tam 19 Tcf (538 mld m3) gazu ziemnego. Jednak nie można tych wielkości porównywać z podawanymi przez PGI 140,561 mld m3 zasobów gazu dla Polski (na koniec 2008r.), gdyż zasoby w Kutnie są "in place", czyli jest to szacunkowo oceniona zwartość całkowitych zasobów gazu "w tym miejscu". Do zasobów wydobywalnych, które podaje PGI to trzeba to przez 5 albo 10 podzielić. Także nie porównujmy jabłek i pomarańczy.
Z czym zasoby pod Kutnem można porównać (z dużym zastrzeżeniem, bo są to inne metodologie) to "zasoby prognostyczne" gazu ziemnego, które oceniane były na 1 780 mld m3 (2004 r.) (tutaj więcej...)
Jednak i tak są to zasoby poważne (10 - 20 lat obecnej produkcji). Warto więc zapytać, dlaczego pomimo, że były znane od 60-70-tych lat - nie są do dizś wydobywane. Zwróćmy też uwagę, że spółka zaznacza, iż "poszukuje partnerów do zagospodarowania złóż (seeking industry participation)". Więc jest chęć, jest oferta do branży, a nie ma wydobycia. Przyczyny tego to dość duże opracowanie, jednak z penwością nie leżą one w jakimś spisku.
- - "rozdawane są polskie zasoby ropy i gazu obcym firmom", "gaz przekazany firmie Chevron" - zasoby naturalne są własnością państwa. Rozdawane być nie mogą - udziela się prawa do ich wydobycia. Za to prawo się płaci, a od wydobytego surowca płaci się podatek. Oczywiście lepiej dla społeczeństwa i gospodarki narodowej, gdy polskie firmy je wydobywają, jednak dla państwa (dochodów z opłat i podatków) to wszystko jedno. Wszystkie firmy ponoszą jednakowe obciążenia. Przekazano "w obce ręce" nie zasoby, ale prawo ich wydobycia, to poważna różnica.
- - "za ok. 1% wartości - opłaty koncesyjne za wydobycie – 5,63 PLN/1000m3" - tu jest rzeczywiście pies pogrzebany - w opłatach za wydobyte zasoby naturalne (royalities). Polski system nie jest zupełnie dostosowany do systemu cenowego, w którym mogą wydobywać także firmy zagraniczne. Jeżeli bowiem dzisiaj wydobywa gaz polska firma, to URE narzuca jej cenę tego gazu i w ten sposób potrzeba podatku za wydobycie nie ma znaczenia. Jednak jeśli wejdzie na rynek wydobycia konkurencja (a już FX Energy wydobywa) to będzie ambaras. Brak tego systemu uważam za poważny problem w zwiększeniu wydobycia gazu w Polsce, A przypommnę (z ;lubością ;-), że krajowe wydobycie jest fundamentem bezpieczeństwa energetycznego.
Także pisanie o "stracie ok. 2000 mld PLN" jest czystą hipotezą, bardzo modną w Polsce obecnie: co by się stało, gdyby się stało, tylko pisane, jakby się już stało. Zaraza polskie przestrzeni informacyjnej. W ten sam sposób oceniam wszytkie wykrzykniki na temat "złodziejstwa", "ostatni akt utraty suwerenności", "Polska straciła jakieś 1500 mld PLN", - wielkie wykrzykniki, obrażanie ludzi,
A już hasła: "mogliśmy być Norwegią czy Kuwejtem" - to już czysta fantazja. Autora poniosło. Możemy z pewnością więcej wydobywać, ale nie fantazjujmy na jawie.
Oczywiście co do spisków i tajności szkoda się wypowiadać - wszystkie te informacje są jawne, można je w wielu miejscach znaleźć. Co do projektu ustawy, to muszę trochę się wgłębić, bo się tym nie zajmowałem. Ale napiszę kilka słów.
- - -
więcej o tym także tutaj: "Czy Polska oddała za bezcen gaz łupkowy? dla Super Express-u"
- skomentujesz?
- czytano: 4210
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
63 komentarzyno właśnie w całej tej dyskusji rozbija się ostatecznie o to czy musieliśmy sprzedawać te prawo do eksploatacji firmie FX. Czy nie lepiej by było poczekać na opracowanie technologii w Polsce? I czy 5,67/1000 to czy to przypadkiem nie jest za tanio?
Dziękuję za ustosunkowanie się Panie Andrzeju. Właśnie coś mi się nie podobało w całym tym artykule dużo rzeczy dla podłapania tematu i pod publiczkę. Ale jak mawia się gdzie nie gdzie "ciemny lud to kupi". Tak czy inaczej ciekawie jak to się wszystko potoczy pozdrawiam Kuba
siebie samego o to, że jest się "publiczką", więc czuję się w obowiązku zwrócić uwagę na jeden drobiazg: gaz, jego wydobycie, royality, etc., to zbyt słabe argumenty, żebym ja zwrócił uwagę na taki tekst i żeby on wstrząsnął mną na tyle, żeby poświęcać jemu swój czas.
Ja przeniosłem ten tekst do Pańskiego bloga,Panie Andrzeju tylko dlatego, żeby sprowokować czytelników do sprawdzenia, czy rzeczywiście w projekcie ustawy "g i g" są te zapisy,które sygnalizuje autor notki.
Dlaczego właśnie na to zwracam uwagę? Dlatego, że Tamoil to ... prawdopodobnie - Rosjanie.
Kto mi da gwarancję, czy za FX Energy nie stoją Niemcy, którzy aż piszczę, żeby wykorzystać takie prawo jak instrument wyrównania krzywd wygnańców.
POlacy! Plujcie na zimne, żebyście nie musieli wyciągać gorących kasztanów gołymi rękoma z ognia!!!
Natomiast żeby poddać się takiej fali emocji, muszą być jakieś podstawy . Z tego co napisałem,wynika, że nie ma takich podstaw. Jest do zmiany system opłat za surowce wydobywane. A czy to wydobędzie polska firma, amerykańska czy rosyjska... Wsio ryba.
Oczywiście wolę polskie. Dadzą pracę Polakom, sprzęt wytworzą w możliwie największej części w Polsce, podatki i inne daniny też, zasponsorują koncert raczej Chopina niż... kogoś tam. Itd itp. Ale jak nie ma takiej polskiej, co potrafi wydobyć, to trzeba posłużyć się innymi. Bo bogactwo w Polsce drzemie i może zardzewieć, jak np. Panu się uda swoje nowe źródła energii uruchomić.
To bogactwo powinno setki, a to i tysiące lat służyć przyszłym pokoleniom Polaków (przecież to nasi następcy!!!).
Koncesje powinno wydawać się firmom, w których udział polskiej strony wynosi min. 51%
Prawo geologiczne powinno być podporządkowane prawu o strategicznym bezpieczeństwie Polski, a nie być instrumentem specjalnego wpływania na sytuację społeczno-polityczną w kraju.
Ja pisałem o Niemcach, a Pan o Polakach, Amerykanach i Rosjanach. To specjalnie?
co to za różnica?
Rozumiem, że tego śpiącego bogactwa nie wolno ruszać ani Polakom ani żadnej innej nacji. Ma leżeć w Polskiej ziemi i czekać...
A co będzie, gdy Pan lub inny Edison za 30 lat wynajdzie energię z "niczego". Co Pan zrobi z tym "bogactwem"? Jak Pan sobie wytłumaczy, że gdy drogo można je było sprzedać albo nie wydawać pieniędzy za granicę - to Pan kupował rosyjski (grecki, szwedzki...) gaz, soląc grube miliony. A polski gaz czekał spokojnie, aż się nie doczekał...
Ale może wyjaśniłby Pan ten cały raban, który Pan podniósł... Jak Pan reaguje na moje argumenty?
można skojarzyć dwa fakty - mit o globalnym ociepleniu - wiadomo Polska póki co węglem stoi - limity CO2 mają temu zapobiec - mamy przerzucić się na gaz tyle tylko że nie będzie on już w naszych rękach ... i o to chodzi. Z całym szacunkiem do Pana Szczęśniaka - minęło już trochę lat ale perpetum mobile jeszcze nikt nie wymyślił a więc jest to czysta hipoteza a duże złoża gazu w Polsce wydają się być faktem.
Nie pisałem o perpetum mobile. Pisałem o możliwych nowych źródłach energii. Gdyby Pan (? - bez podpisu) 150 lat temu mówił to samo - wtedy tylko węgiel był w użyciu energetycznym - już kilkadziesiąt lat później nie rozumiałby Pan, dlaczego te pojazdy tak szybko się poruszają...
Nie wiemy, co będzie surowcem energetycznym za kilkadziesiąt lat. Chowanie "skarbów" w ziemi, gdy musimy je importować pachnie "niegospodarnością".
P.S. Proszę się podpisywać.
Pan Szcześniak dość często sprowadza dyskusję "na ziemię", tzn. apeluje o powstrzymanie się od spekulacji, gdybań. To bardzo dobre, racjonalne podejście. Ale czym jak nie spekulacją jest pisanie, że lepiej ten gaz opylić teraz, bo może za kilkadziesiąt lat zostanie zdeklasowany przez coś "nowego"?
Poza tym jak ktoś tu zauważył, to nie tylko paliwo, ale i surowiec.
Ile kosztuje technologia? Więcej niż nasze koszty wojny w Iraku i Afganistanie?
Co do własności firmy. GENERALNIE większy zysk dla państwa i społeczeństwa daje firma z siedzibą w tym państwie. Ona ma tendencje wydawać na miejscu, zatrudniać miejscowych, podnosić kwalifikacje miejscowych. Dobrym przykładem to co zrobili Francuzi w TPSA.
Jest afera czy jej nie ma, nie oceniam. Po prostu zwracam uwagę na kilka spraw.
____
groch z kapustą
zgadzam się z Szanownym Przedmówcą ;-)
Co do krajowych firm to pisałem prawie to samo.
Co do argumentów za wydobyciem gazu, a nie jego "chomikowaniem" - nie spekulowałem, a podawałem jedynie JEDEN ARGUMENT. Możemy założyć, że coś się stanie albo nie stanie (np. odkrycie nowych surowców lub źródeł energii lub ogromnych tanich zasobów surowców lub źródeł - metod ich wykorzystania - już znanych, np. wiatru). I jest to alternatywa, której dwa warianty należy zbadać. Wg mnie wyczerpują one możliwe warianty rozwoju sytuacji. Rozumiem, że zgadza się Pan ze mną w przedstawionym przeze mnie wariancie.
Jeśli otrzymam odpowiedź, możemy przedyskutować inne argumenty za moją rekomendacją. To jak?
P.S. Gaz ziemny (metan) nie jest tylko surowcem chemicznym. Jego potencjał energetyczny jest znacznie wyższy niż innych kopalnych. Więc jest także (ze swoich właściwości) surowcem energetycznych. Podkreślam słowo "także", dodałbym określenie "w głównej mierze".
Pan Szcześniak dość często sprowadza dyskusję "na ziemię", tzn. apeluje o powstrzymanie się od spekulacji, gdybań. To bardzo dobre, racjonalne podejście. Ale czym jak nie spekulacją jest pisanie, że lepiej ten gaz opylić teraz, bo może za kilkadziesiąt lat zostanie zdeklasowany przez coś "nowego"?
Może Pan Andrzej myślał o panelach słonecznych na Saharze i przesyle czystej energii słonecznej trzema kanałami do Europy: zachodnim, środkowym i bałkańskim. Wszystko gotowe. Trzeba tylko wymyślić "perpetuum mobile", bo obecnie największe linie przesyłowe (w sumie to chyba tylko dwie na świecie) mają coś po ok. 1100 kV. Osobiście w to nie wierzę i nawet nie chodzi o "perpetuum mobile". Gdyby ktoś taki biznes zaplanował to natychmiast wybuchłoby kilka wojen pustynnych w rejonie Sahary i cały interes by upadł, a świat z ulgą by wrócił do ropy i gazu. Stałoby się podobnie jak wygnaniem rajdu Dakar do Ameryki Południowej. Mamy teraz rajd Dakar-Buenos Aires - śmiesznie wygląda, ale brzmi dobrze. :)
qwerty
To nie tylko ja tak odbieram sytuację. Prawdziwy raban może Pan zobaczyć na Wykop-ie, gdzie informacja ta zdecydowanie lideruje.
Sejmowe zagrywki z uchwałą lustracyjną w 1992 r. też wyglądały niewinnie, a jak się to skończyło - każdy chyba jeszcze pamięta.
Ja Pańskie wypowiedzi zawsze odbieram bardzo pozytywnie, gdyż ma Pan szczególny dar wypowiadania się merytorycznie, a nie ad personam.
Właśnie buduję generator energii elektrycznej oparty na przekształceniach atomowych. W ciągu miesiąca będę robił pierwsze próby.
P.S.: Każdego, kto może, proszę o wsparcie tego projektu dowolną sumą. Pieniądze można przekazać przez Western Union na nazwisko Waldemar Mordkowicz, a następnie zadzwonić na numer 380-97-0569026, lub napisać na email: waldemar.m@onet.pl i przekazać następującą informację:
- wysłana suma;
- miejsce nadania;
- nazwisko nadawcy
Każdy ma prawo zażyczyć sobie podania do publicznej wiadomości informacji o jego darowiźnie, co natychmiast będżie zrobione.
Idąc za Pańskim tokiem myślenia zakładam, że już za kilka miesięcy mój generator będzie pracował.
I to w żaden sposób nie wpłynie na moje stanowisko w sprawie gazu:
GAZ NIE JEST SUROWCEM ENERGETYCZNYM!!! Gaz jest surowcem chemicznym, i jako taki surowiec ma służyć całej cywilizacji, a nie być bezmyślnie spalany.
Niewyczerpanym źródłem energii jest "pole" magnetyczne Ziemi. Nam pozostaje tylko nauczyć się z niego korzystać bez spalania organicznych kopalin.
Kupowanie gazu dzisiaj, jest naszą daniną dla przyszłych pokoleń, które otrzymają w spadku, zacofany skansen o nazwie "Polska".
Każdego, kto może, proszę o wsparcie tego projektu dowolną sumą. Pieniądze można przekazać przez Western Union na nazwisko Waldemar Mordkowicz, a następnie zadzwonić na numer 380-97-0569026, lub napisać na email: waldemar.m@onet.pl i przekazać następującą informację:
- wysłana suma;
- miejsce nadania;
- nazwisko nadawcy
Już chciałem wpłacić, ale nie podał Pan adresu. Poszukałem w sieci i znalazłem, że mieszka pan w Kijowie i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że Western Union nie cieszy zbyt dobrą opinią jako instytucja przekazująca pieniądze. A moja żona twierdzi nawet, że przypomina jej Pan Kaszpirowskiego. W tej sytuacji chyba jeszcze się zastanowię, raczej skłaniam się do zainwestowania w inny pożyteczny wynalazek - rower.
qwerty
Za deklaracją dobrych namiarów w Pańskim środowisku otrzymuje się dodatkowe punkty,lub zniżkę przy spowiedzi?
Kogo, Pana, czy Pańską żonę pogłaskać po główce za "rozsądek"?
- a po co Pan odkłada na emeryturę? - przecież nie wiadomo czy Pan nie wygra w Lotto za kilkadzisiąt lat.
Pana argument powierzchownie dobrze brzmi - ale zawdzięcza to jedynie temu, że opiera się na percepcyjnym zniekształceniu czasu i rzeczywistości (time distortion). Chodzi o to, że jeśli wprowadzi się konstrukcję w umyśle, że udajemy się myślami do przyszłości, tam zastajemy zupełnie inną rzeczywistość niż obecnie mamy (ważne) i stamtąd patrzymy z powrotem wstecz na obecny czas - to emocjonalnie bardzo trudno oprzeć się takiemu "argumentowi", ponieważ prezentuje się on bardzo prawdziwie mimo, że jest tylko zsyntezowaną sztucznie konstrukcją (a nie odbiorem zmysłowym (oczy, uszy itd) tu i teraz. Po prostu tak działa mózg, jest to znana sztuczka w NLP. Im jest ktoś bardziej inteligentny tym bardziej taka argumantacja jawi mu się jako autentyczna i wartościowa. Jeśli nie można kogoś przekonać tu i teraz to stosuje się przekonanie w abstrakcyjnej przyszłości, którą dowolnie można zdefiniować dla potrzeb rozmowy.
Przykładowo jeśli pracodawca ma opory przed zatrudnieniem kogoś - można powiedzieć: "jeśli dziś mnie Pan zatrudni (teraz), to za jakiś czas(przyszłość) spojrzy Pan wstecz(cofamy się z powrotem) i zobaczy jak dobrą decyzję Pan teraz podjął (to obiektywnie teraz nie istnieje)". Na poziome pracy umysłu, emocjonalnie jest to bardzo dobrze prezentujący się argument. Znika niepewne tu i teraz a w myślach pojawia się nie mająca nic wspólnego z rzeczywistością myśl (ale możliwa do przyjęcia), którą możemy przyjąć na temat konkretnej i dobrze znanej przyszłości. Jednak jest to tylko myśl a nie sama rzeczywistość - a przy strategicznym myśleniu nie można mylić rzeczywistości z myślami o niej.
Nie wiem czy robi to Pan świadomie w celu przekonania kogoś czy nieświadomie sam sobie Pan namieszał w logice tą konstrukcją (raczej to drugie) - tylko wskazuję na potencjalne źródło problemu.
Wydaje mi się, że lepiej jest się trzymać obecnego stanu wiedzy i nie zakładać żadnych tajemniczych wynalazków. Jeśli kiedyś okaże się, że każdy w piwnicy będzie mógł sobie wstawić jakiś transmutator i do końca życia ciągnąć energię z pola magnetycznego - to najwyżej się zrewiduje podejście do spalania gazu i najwyżej świat będzie miał za dużo energii i za dużo gazu. Nikt racjonalny nie przetraci całych oszczędności, które mogą zapewnić przetrwanie rodziny w nadziei, że za tydzień może wygrać w Lotto - czy na tym ma polegać polityka energetyczna w czasach, gdy coraz więcej ludzi, organizacji i ekspertów zaczyna coraz głośniej mówić o możliwych problemach z energią w niedalekiej przyszłości!?
Na dziś, podchodząc naukowo - czyli bez gdybania i bujania w obłokach, konkretnie biorąc pod uwagę obecny rozwój inżynierii i stan wiedzy o świecie (a jest znacząco inny niż w czasach rewolucji przemysłowej napędzanej węglem i parą) - jedyną rzeczą jaką należałoby założyć jest obecny stan rzeczy - i w tych warunkach przeprowadzać myślenie i podejmować decyzje... Jeśli zaczniemy wstawiać jakieś dziwne opcje (których można wymyślać nieskończenie wiele, bo to w końcu jest tylko fantazja), do tego co nazywamy w naszych głowach przyszłością - to można sobie lub komuś niepotrzebnie bardzo zniekształcić prawdziwy obraz i doprowadzić do podjęcia niewłaściwych decyzji.
Teraz mamy dwie skrajne opcje (i wszystko pomiędzy nimi):
1. wydobywać ile się da, nadmiar sprzedawać (np. tak robiło USA i m.in. dzięki tej strategii dawno temu stało się potęgą gospodarczą, że jak teraz już nie mają swojej ropy w wystarczających ilościach - to mogą pojechać do Iraku, który wolniej się rozwijał, bo bogactwa rdzewiały w ziemi i miał tylko stare ruskie czołgi, które np. wszystkie stracił (np w bitwie o Kuwejt) przy zerowych stratach USA, bo pociski się odbijały od pancerzy Amerykańskich czołgów, przewaga techniczna była miażdżąca.
2. mamy opcję żeby bogactw nie wydobywać wcale i czekać z tym na przyszłość. Dziś nie rozwiniemy całego potencjału – ale zachowamy go na przyszłość, albo chociaż równej w czasie rozłożymy.
Moim zdaniem potrzebne jest zrównoważenie i racjonalne gospodarowanie zasobami. Dobrze jest coś powoli wydobywać, rozwijać technologię, mieć wykształconych ludzi w branży itd. – ale nie eksploatować rabunkowo i nie oddać wszystkiego za chińskie gówno w krótkim czasie tak jak przeprowadza się to w Afryce. Jeśli będziemy mieć nietknięte wielkie złoża - to ktoś się na to połaszczy albo militarnie – albo tak jak często obecnie pod osłoną globalistycznej gospodarki mafijno-korporacyjnej. Złoto wyparuje i jeszcze zostaniemy z długami...
spare capacity
- tak byłoby tylko w przypadku, gdy świat będzie w przyszłości opływać w tanią i łatwo dostępną energię (i inne zasoby) - jeśli teraz szybko nie wydobędziemy zasobów, które dała nam na tym terenie natura - to się zmarnują, bo w przyszłości nikt się tam jakąś głupią ropą, gazem czy rudami nie będzie interesować, bo będzie tu jeden wielki kosmos-tech, jakieś tam transmutacje pierwiastków itd. Osobiście ten scenariusz całkowicie odrzucam, ponieważ wierzę, że będzie dokładnie odwrotnie - będziemy potrzebować coraz więcej tego, czego w wyniku zużywania mamy coraz mniej (jako świat).
Teraz, gdy państwa bogate w ropę i gaz sprzedają ją za grosze dobrze jest z tego korzystać i potraktować nasze relatywnie małe zasoby jako strategiczne zasoby na przyszłość. Nie trzeba budować drogich magazynów - wystarczy nie wydobywać teraz. (z tego co gdzieś zasłyszałem ale zaznaczam nie wiem czy to może być prawda- Niemcy tani ruski gaz teraz wpompowują pod ziemię w celu przechowywania na przyszłość).
Dziś w radio podali informację, że szef Virgin (transport) ostrzega, żeby rządy potraktowały poważnie sprawę nadchodzącego kryzysu energetycznego. Czy to ma być peak oil, czy to "tylko" lokalny "energy crunch" - to już dalsza dyskusja, ale co do tego, że w ciągu najbliższych lat świat czeka kryzys paliwowy to już nawet tacy sceptycy (co do rychłego peak oil) jak CERA ostrzegają.
Złoży się na to m.in:
- szybkie ubożenie obecnie eksploatowanych złóż
- niewystarczające inwestycje w nowe projekty
- szybko przyrastające zużycie w krajach rozwijających się a także w krajach wydobywających ropę (sami coraz więcej zużywają i wiele krajów z eksporterów stało się importerami ropy).
Tymczasem Pan Szczęśniak w żadnym z tych punktów nie widzi poważnego zagrożenia a jako jedyny problem widzi spekulantów na rynku ropy i możliwość, że jeśli teraz szybko nie zużyjemy gazu, który leżał przez miliony lat w ziemi - to że się to bogactwo zmarnuje. Jedyna opcja jaką widzę, że może się to bogactwo zmarnować - to wtedy, gdy stracimy teren, na którym istnieją złoża np. w wyniku wojny. W przyszłości złoża będą o wiele więcej warte (chyba, że świat miałby wpaść w głęboki kryzys gospodarczy).
Niech Pan nie bajdurzy o jakiś nowych energiach, bo fizyka dziś to nie jest XVIIIw. żeby coś grubego przeoczyć. Co najwyżej nauka i technologia może jeszcze istotnie pomóc w wykorzystaniu i dostępie do e. geotermalnej. Uzysków z energii wiatrowej, słonecznej czy hydro - nie da rady powiększyć wielokrotnie - można jedynie budować więcej tego co już znamy - bo wiadomo ile energii niesie promieniowanie i masa wody - i tego się w ujęciu jednostkowym nie przeskoczy.
Możliwe są relatywnie niewielkie zwiększenia opłacalności w wyniku polepszenia wydajności o kilka % dzięki innej technologii czy w wyniku zastosowania innych materiałów - ale nigdy ten sam wiatrak czy elektrownia hydro nie da nagle 100 razy więcej energii - bo na obecnym poziomie rozwoju to nie zależy tyle od wiatraka, co od ilości energii jaka w tym miejscu jest możliwa do wyłapania (w jednostce czasu).
Poza tym Pana rozumowanie np. co do stanu zapasów i poziomu zapotrzebowania dotyczy często samych Stanów - a od kilku lat coraz ważniejszą rolę odgrywają inne kraje. W ostatnich latach zapotrzebowanie na ropę w USA spadło - ale w tym samym czasie w samych Chinach wzrosło o co najmniej tyle samo - i to jest żywy popyt a nie jakaś abstrakcyjna spekulacja.
Teraz gdyby miało dojść do długotrwałego (bo chwilowe już jest:) i silnego odbicia w gospodarce USA (w co na razie nie wierzę, bo tam problem jest strukturalny a nie cykliczny) - to globalny popyt przy obecnej cenie szybko może być większy niż podaż - a to rzutuje na podwyższenie ceny a nie spekulanci. Także USA nie zwiększy już istotnie zapotrzebowania/zużycia - ale inne kraje (rozwijające się) już tak.
Proponuję, żeby Pan nawet w żartach nie powtarzał bzdur Pana Waldemara o transmutacji pierwiastków - bo to ludzie czytają i niektórzy myślą, że jak Pan występuje w telewizorze to wszystko co Pan mówi jest prawdą - i potem wierzą w cuda, o których poza Ekspertem Panem Waldemarem w jego domowym zaciszu nikt nie widział i nie słyszał.
Póki Amerykańskie czołgi jeżdżą na ropę a wahadłowce na tlen i wodór (uzyskane technologią konwencjonalną) znaczy to, że dziesiątki tysięcy najlepszych naukowców na świecie w super wyposażonych laboratoriach wiodącego technologicznie kraju nie ma innego pomysłu niż to co znamy - a Pan Waldemar, z całym szacunkiem, raczej ma małe szanse na wybawienie świata w pojedynkę pomysłami robienia ropy z piasku.
spare capacity
Skąd u Panataki plugawy charakter. Proszą Pana od jakiegoś czasu, żeby się Pan zarejestrował, a Pan upierdliwie swoje. No, ale to tak na marginesie.
Załóżmy, że mamy (wszyscy czytelnicy tego bloga) do czynienia z poważnym, szczerym i uczciwym facetem kryjącym się pod nickiem "spare cpacity".
Proszę podać adres jakiejś skrzynki pocztowej (może Pan specjalnie zarejestrować dla potrzeb tej jednej operacji), a ja Panu wyślę pewne materiały.
Po ich przeczytaniu napisze Pan swój komentarz, którymoże składać się z jednego zdania:
1. Wariant pierwszy:
Po przeczytaniu materiałów otrzymanych od p. W. Mordkowicza oświadczam, że wycofuję swoją opinię o tym, że mówi on bzdury o transmutacji
2. Wariant drugi:
Po przeczytaniu materiałów otrzymanych od p. W. Mordkowicza oświadczam, że nie wycofuję swojej opinii o tym, że mówi on bzdury o transmutacji, gdyż:
-
-
-
tylko poważne oferty ;)
- w psychologii mówi się, że charakter otaczających ludzi jest jedynie odbiciem nas samych :)
- nadal z kimś mnie Pan myli
wie Pan co, ja sam się kiedyś mocno zainteresowałem tematyką "free energy" i z perspektywy czasu oceniam to na całkowitą stratę czasu (chociaż dzięki temu mam teraz o tym jakieś wyobrażenie).
Zainteresowałem się tym dlatego, że byłem w stanie uwierzyć w spisek przeciwko "free energy" - a znalazłem tam tylko ciemnotę, głupotę i naiwność.
Miesiącami ryłem w necie, czytałem fora, studiowałem wynalazki itd. Niestety jest cała masa "wynalazków", o których wielu słyszało ale nikt nie widział/nikomu nie udało się zbudować działającego modelu (błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli). Są całe fora internetowe i grupy entuzjastów poszczególnych rodzajów pomysłów z całego świata, które w trybie wspólnych wysiłków (open source) próbują zbudować choćby jeden działający wynalazek typu "free energy". Frustracja w pogoni za Świętym Gralem energii zdaje się być jedyną rzeczą jaką na końcu tym ludziom udaje się uzyskać. Niektórzy poświęcają całe życie, całą fortunę, niektórzy mają dostęp do profesjonalnych laboratoriów (choć 95% to amatorzy) - i NIC.
Ci, którzy twierdzą, że mają działający wynalazek albo pilnie strzegą swoich "tajemnic" ;) albo są przyłapywani na ewidentnych oszustwach - czyli nikt nie widział jeszcze wynalazku, który można zamknąć w obwód zamknięty i odbierać z niego energię i który można by poddać niezależnym badaniom ( i to nie jakiś rządowych laboratoriów, które mogą mieć inne plany względem wynalazku/wiedzy - tylko względem kumpli z forum). Szkoda w ogóle gadać.
Największe gwiazdy i guru z pola free energy nie rozumieją podstaw, często brakuje im edukacji na podstawowym poziomie. Do tego dochodzi zupełnie nienaukowe podejście, kierowanie się emocjami i jakąś nieokreśloną mieszanką pseudo-nauki, wiary, mistycyzmu i choroby psychicznej - generalnie bardzo nieciekawa sprawa.
Miałem przyjemność osobiście korespondować z dwiema znanymi osobami w branży - i skończyło się wykluczeniem z forum, delikatnie mówiąc :) Inni sensowni ludzie bywali wyrzucani za samo zadawanie niewygodnych pytań. Żadna ilość faktów tam nie jest w stanie nic poradzić - ogólnie dno.
"Pewnych materiałów" to jest w sieci więcej niż człowiek jest w stanie zaabsorbować przez całe życie - sam mam na dyskach jeszcze wiele bzdur o silnikach na wodę albo na magnes stały.
Jest jeszcze jedna rzecz, która się bardzo często przewija - wielu magików, podobnie jak Pan - "przyjmuje darowizny". Idealne rozwiązanie, bo darowizna jest aktem wolnej woli - i nikt Pana skutecznie nie pozwie za oszustwo (np. za obiecywanie wynalazków/informacji za kasę).
Najbardziej mnie zastanawiało czy ci ludzie sami to naprawdę wierzą - czy są przebiegłymi oszustami, którzy żerują na naiwności innych samemu doskonale wiedząc "jak jest naprawdę". Na dziś uważam, że większość z nich raczej naprawdę wierzy, że są o krok od przełomu, albo, że naprawdę coś daje więcej energii niż potrzebne jest do zasilania urządzenia (ale mimo tego, że niektórzy rzekomo mają taki super wynalazek w piwnicy – nadal ogrzewają dom i zasilają telewizor tradycyjną elektrycznością z sieci :). Najczęściej jednak rozmowa typu jak głuchy ze ślepym - czyli nic nie pomaga i koniec.
Jedyna rzecz jaka by mnie przekonała - to możliwość samodzielnego sprawdzenia działania modelu albo możliwość zbudowania repliki - albo chociaż eksperymentalne udowodnienie choćby samego podstawowego zjawiska, na którym oparty miał być wynalazek - czyli efektu w rzeczywistości a nie czytanie jakiś "materiałów", które mogą się różnić od rzeczywistości (w końcu przekonania to tylko model rzeczywistości a nie sama rzeczywistość).
Spokojnie poczekam ten miesiąc aż będzie miał Pan działający model, przyjadę i jeśli się okaże, że Pan Waldemar zbudował generator, który zbawi świat - to na kolanach do Częstochowy... (a mam kawałek) - chociaż jakoś szczególnie wierzący to nie jestem - ale może dwie pieczenie na jednym ogniu by Pan dla mnie załatwił: darmową energię i do tego Boga w gratisie.
(albo chociaż wiarę w powyższe - nie mylić z obłędem ;)
Mogę Panu podpowiedzieć jakie będzie miał Pan następne stadium:
- po sukcesie pierwszych kilku małych darowizn zacznie Pan mamić poważniejszych niż dawców na 50 zł ludzi, że zbiera Pan na masową produkcję i że po wpłaceniu darowizny w pewnej niemałej tym razem wysokości ktoś otrzyma urządzenie w pierwszej kolejności albo, że produkcja będzie tylko dla wybranego i wtajemniczonego kręgu wyznawców i sponsorów. Jakkolwiek wszystko nadal musi być pod hasłem darowizny – ale jednak darczyńcy mają wiedzieć, że coś dzięki temu zyskają (nazywa się to w tej branży fachowo „prezentem”) i to zyskają nie mało – bo wynalazek taki, że sam James Bond się chowa.
Czyli to taka „bezinteresowna darowizna w konkretnym interesie” ma być, „prezent w zamian za darowiznę”, „materiały edukacyjne” itd... Dobrzy oszuści już wiedzą jak to zaaranżować i jakich słów nie używać, żeby wymiar sprawiedliwości i ich ofiary mogli im na końcu „naskoczyć”...
„Uruchomienie masowej produkcji” będzie się jakoś przedłużać (jednych takich magików obserwuję już ponad rok: http://witts.ws). Wyjdą trudności z Pentagonem, albo jakaś inna teoria spiskowa, albo słuch o wynalazcy zaginie jak już uzbiera na nowe Audi A8, albo tak jak Ci wspomniani witts.ws - będzie organizacja bardzo drogich i "ekskluzywnych" wycieczek z noclegiem i wyżywieniem żeby na własne oczy zobaczyć "wynalazek" - ale jednak tylko zobaczyć z daleka :)
No i dobrze jest jeszcze współciemniaków tak jak witts nazywać „braćmi i siostrami” (a innowierców plugawcami albo jakoś tak podobnie ;).
Powinien Pan tak jak profesjonalnie robi to witts więcej wrzucać słów kluczowych typu „pomaganie ludzkości”, „duch”, „oświecenie” itd. Po tym ofiary i osoby podatne, aktywnie szukające wręcz takich wymysłów szybko się zorientują, że są na „właściwym tropie”.
No i kluczowa sprawa – nie może Pan tak zwyczajnie rozdawać „pewnych materiałów” – musi być zdecydowanie większa otoczka tajemnicy i niedostępności tak, żeby ludzie drzwiami i oknami sami ładowali do Pana a nie żeby Pan musiał się napraszać żeby komuś materiały o tak dużej wadze na maila za darmo wrzucić – ale rozumiem, że to na razie Pana początki w branży free energy i jeszcze Pan nabierze szlifu...
Zobaczy Pan, że jak tylko Pan wyceni te materiały to od razu się pojawią ludzie, którzy będą je chcieli mieć. Niech się Pan nie ogranicza tylko do Polski, dzięki Internetowi cały świat stoi przed Panem otworem, z 6 miliardów potencjalnych klientów wystarczy, że jeden na sto tysięcy okaże się naiwnym debilem i będzie Pan miał poprzez Money Union instant free energy w portfelu szybciej niż Pan przypuszcza.
Poza tym materiały o tak strategicznym znaczeniu, napisane przez jakby nie było eksperta, muszą odpowiednio kosztować – rozdawanie ich za darmo przeczy idei ich wartościowości, którą chce Pan całemu światu przekazać.
Potem na blogu u Szczęśniaka, który ma większą czytalność niż Pana własny zareklamuje Pan swój produkt i prawie bez nakładów interesik się rozkręci, że nie jeden Panu pozazdrości.
Plugawy, w nic poza rychły "peak oil" (a już co najmniej "energy crunch") nie wierzący, darowizn i na tacę (na razie jeszcze ;) nie przyjmujący,
spare capacity
Dla mnie jest rzeczą absolutnie obojętną kim Pan jest, więc nie poświęciłem i nie poświęcę ani jednej sekundy czasu na to, żeby dowiedzieć się czegokolwiek o takim typie jak Pan.
Widzę,że coś z tego Panu zostało! :))
Widocznie nie tymi co trzeba Pan się interesował, ale to Pańska sprawa. Jak ktoś nie ma intuicji, to ja nic na to nie poradzę.
O Filimonienko słyszał Pan?
Z pracami Bołotowa miał Pan styczność?
A samemu nie łaska coś wymyśleć. A samemu nie łaska coś zbudować?
jak to u nas mówią-chciałoby się wszystko na chalawę!
I tu Pana złapałem. Jak durną rybkę na pusty haczyk. Przecież nie przysyłał mi Pan darowizny. I nie przyśle mi jej Pan. Więc po cholerę stracił Pan tyle czasu na pisanie tych bzdur, zamiast przysłać adres e-mail i ... przekonać się, czym się różnię ja, od tych Pańskich forumowych guru!!!
Czy ja naprawdę zrobiłem zastrzeżenie, że przyjmuję tylko darowizny? Ależ nie. Każdy ma prawo postawić mi warunki równoważne kwocie, którą zechce ewentualnie przekazać. Każdy maprawo żądać podpisania odpowiedniej umowy. Każdy ma prawo żądać wskazania konta w banku na przekazanie jakiejkolwiek sumy drogą bankową (a to już nie przelewki, gdyż musi być kontrakt, który zakończy się podpisaniem Aktu zdania- przyjęcia przedmiotu umowy).
P.S.: ja przecież wiem, że prędzej dacie z siebie zrobić idiotów niż przekażecie na konkretny projekt 1 grosz.
Kto z was (w tym w pierwszym rzędzie z takiego przemądrzałego fircyka jak Pan) robi idiotów? Nasi politycy, którzy płacą grubą kasę z naszych podatków na projekt ITER.
Wszyscy wiedzą, że to projekt-fantazja, ale milczą, a w tym czasie polska nauka nie może niczego zrobić. Bezsilność jak na forumach!
Nie ma Pan innego wyjścia, tylko zachować spokój. POtem i tak Pan nie przyjedzie, gdyż nie otrzyma Pan odemnie zaproszenia. Bo niby dlaczego miałbym Pana zapraszać?
Model, który buduję nigdy nie będzie produkowany masowo!!! Ja buduję go tylko dlatego, żeby przekonać się, że zachodzi pewna reakcja przekształcenia atomowego. Po osiągnięciu sukcesu zbuduję kilka modeli i ... zajmę się komercyjnym projektem w sferze transmutacji materiałowej.
Rozumiem te słowa jako odmowę przyjęcia, zapoznania się i ocenienia tych materiałów, które chciałem Panu posłać. Pańskie prawo, ale w tej sytuacji muszę Pana nazwać bezczelnym chamem, rzucającym na innych bezpodstawne oskarżenia, za co należałoby Panu dać po prostu po pysku.
akurat interesowałem się odłamem Amerykańskim, bo znam podstawy języka, że coś tam piąte przez dziesiąte rozumiem, jest sporo materiałów i są sam setki odpowiedników Bołotowa... Bez zaglądania gdziekolwiek zakładam, że najpewniej ich wynalazek tak jak setki innych, o których słyszałem działa na zasadzie wyładowań krótkich impulsów, najprawdopodobniej relatywnie wysokiego napięcia. Jeśli to ma prowadzić do transmutacji to zapewne jest to podobne do idei Ponsa i Fleischmanna (cold fusion) albo prac Correa (różnica taka, że wyładowania albo w roztworze albo w gazie/próżni, reakcja na samych elektrodach albo z elektrolitem).
Na marginesie - to rzeczywiście bardzo wielu naukowców donosi, że w pewnych warunkach zachodzą "niskotemperaturowe reakcje jądrowe" (low-energy nuclear reactions). Ale od momentu pierwszych szerszych doniesień o tym zjawisku w latach 1950-tych to już 60 lat trwa budowanie praktycznego urządzenia i nic- a Pan ma mieć gotowy wynalazek za kilka miesięcy... Wielu tak samo naiwnie myślało i po 30 latach byli dalej od rozwiązania niż w dniu kiedy zaczynali. (to następna moja przepowiednia dla Pana ;).
- ze mnie akurat idioty nie zrobi ani polityk, ani Pan.
- co mi Pan tutaj nieudolnie próbuje odwracać kota ogonem - że jestem durny, bo nie przysłałem Panu darowizny? Rozumiem Pana desperację ale niech się Pan nie zniża do żenującego poziomu argumentacji. Ma Pan znacznie większe szanse zmulić kogoś pseudo naukowym bełkotem niż takimi argumentami...
- dokładnie o to mi chodziło, że to ma być coś komercyjnego - a rzeczywiście stopień tego - czy ma być to na masową skalę, czy tylko kilkanaście urządzeń to już drugorzędna sprawa. Jednak mieszanka dla przyszłego potencjalnego darczyńcy, że nie dość, że ma mieć "free energy" to jeszcze jest to inwestycja, która zwróci się finansowo wielokrotnie w projekcie komercyjnym - naprawdę mało kto się oprze.
- hehe, rozumiem, że działa Pan pod wyraźnym zewnętrznym przymusem (wskazuje na to słowo "muszę") i że dzięki temu mimo rzucania obelg jest Pan "czysty". No rozumiem, nie miał Pan już innego wyjścia. To nie Pan nazwał mnie "bezczelnym chamem" tylko coś z zewnątrz Panu kazało - (albo nawet ja sam poprzez to, że odmówiłem przyjęcia materiałów :) a Pan bezbronny Jasio, czy tam Waldemar nie miał nic w tej sytuacji do powiedzenia. Panie Waldemar, wstań Pan (z kolan, z pozycji Jasia) i idź.
- przyjmuję to za znak, że skończyły się Panu merytoryczne argumenty :| Dla mnie Pana zdanie nie ma ŻADNEGO znaczenia. Może Pan z żyłką na czole pierdzieć i wypisywać coś, czym planuje mnie Pan urazić (albo zbawić świat) - niestety mi to nie robi (choć wiem, że Pan byłby podatny na nazywanie Pana chamem).
Dobrze, że chce mi Pan dać po pysku (tak się pechowo składa, że akurat nie mam pyska) a nie bardziej zgodnie z Pana zainteresowaniem reakcjami jądrowymi - po genitaliach na przykład :)
spare capacity
Różnica między mną a Panem jest taka prozaiczna. W moich postach być może na pierwszy rzut oka widać lekceważenie interlokutora, ale tak naprawdę ja jestem pedantystą.
A Panu jest obojętne co myśli, co mówi i co pisze Pański interlokutor, gdyż Pan jest nastrojony na swoją falę i tylko od tego może Pan dostać orgazmu.
Gdzie Pan widział, żebym ja napisał o reakcjach jądrowych?
W mojej teorii atom nie ma jądra, a więc reakcje są ATOMOWE, a nie jądrowe.
Tak myślałem.Im mniej wiem i im mniej rozumiem tym bardziej drę mordę w internecie. Panie!!! Opamiętaj się Pan.
Głupota. Atom nie ma jądra!
Jak Pan taki mądry, to proszę podać do publicznej wiadomości dwie dane:
1. Ile wydano na Tokamaki + ile planuje się wydać na ITER
2. Wydatki Stanów Zjednoczonych w latach 1960-2000 na badania w zakresie "could fusion"
Czytelnicy są mądrzy. Sami wyciiągną wnioski, tym bardziej gdy wezmą do uwagi, że rezultat od Tokamaków jest ujemny.
- jeśli Pan patrzy na te projekty tak jak propaganda w wieczornych wiadomościach chce - to rzeczywiście - te projekty kosztują bardzo dużo i dosłownie nic nie dają. Jednak to nie są projekty, których celem jest wytwarzanie energii - tylko są one głównie związane z techniką militarną.
Co do Pana wynalazków - to jeśli rzeczywiście chce Pan propagować pewną wiedzę i pokazać światu nowe sposoby pozyskiwania energii - to proponuję, żeby Pan dzięki swojej wiedzy opracował prostą metodologię udowadniającą pewne zjawiska, o których Pan mówi. Ma Pan wiedzę, więc niech ją Pan zsyntezuje to prostego doświadczenia typu: budujesz odpowiedni zasilacz, bierzesz kawałek aluminium czy miedzi na elektrody, zanurzasz w roztworze i mierzysz energię elektryczną jaka dostarczasz do układu i temperaturę jaką układ uzyskuje - wyciągasz wnioski z obliczeń...
To by musiało być coś prostego lecz dokładnie opisanego, co amatorzy na całym świecie mogliby wykonać z ogólnie dostępnych, standardowych materiałów (np. żeby nie trzeba było zamawiać miedzi z Mercka czy z Sigmy - ale żeby wychodziło doświadczenie z miedzianą rurą z hydraulicznego). Im dokładniej wskazałby Pan materiały i procedurę tym lepiej.
Donośność takiego opracowania byłaby ogromna. Są tysiące ludzi na całym świecie bez żadnych barier mentalnych, którzy chcą eksperymentować i eksperymentują w domowych laboratoriach z technologiami energetycznymi - tylko problem jest taki, że w tych internetowych społecznościach nie są znane opracowania, które w prosty i powtarzalny sposób demonstrowałyby jakieś szczególne zjawiska energetyczne nieznane nauce głównego nurtu. Pan może to odmienić.
Jeśli Pana wiedza jest w relatywnie prosty sposób do udowodnienia - to za rok o tej porze zamiast się kłócić wystarczy będzie wskazać na odpowiednie międzynarodowe forum, gdzie wielu ludzi niezależnie opublikuje swoje wyniki. Jeśli uzyski cieplne są istotne, to każdy będzie w stanie wyłapać ich obecność na kuchennym stole. Jakikolwiek początkowy sukces wciągnie do zabawy następnych i ludzie sami zaczną poszerzać, udoskonalać i komplikować eksperymenty, być może pojawią się jakieś pierwsze implementacje.
Jest wielu ludzi gotowych wydać swój własny czas i pieniądze, którzy mają otwarty umysł, są niezależni, mają sporą wiedzę i sprzęt – ale brakuje im sensownego kierunku. Przykładowo silnik Bediniego został replikowany chyba tysiące razy – ale tylko dzięki temu, że wynalazca najpierw opracował prosty model do zaprezentowania samej idei, wykonany z koła do roweru kilku zwykłych magnesów, kilku metrów drutu nawojowego i kilku elementów elektronicznych dostępnych w każdym sklepie elektronicznym na świecie – i to wszystko opublikował w sieci. Dziś ludzie sami (a nawet Pogromcy Mitów) budują niezliczone repliki, np.:
http://www.youtube.com/watch?v=ZU10XJn67ao
http://www.youtube.com/watch?v=nlO8UDsc-...
Wystarczy wpisać nazwisko Bedini do dowolnej wyszukiwarki i pojawiają się tony materiałów. Podobnie z wieloma innymi wynalazkami, które magicznie miały dawać darmową energię. Bedini jest sławny, bo dał prosty układ do wypróbowania, w którym rzeczywiście coś jest (wyłapana wsteczna siła elektromotoryczna) – ale niestety nikt nie donosi o tym, że udaje mu się tym zasilać w sposób ciągły choćby żaróweczkę od latarki –słowem to nie daje żadnej ekstra energii ponad to, co się dostarcza i działa tylko do czasu wyczerpania baterii :( chociaż dwie baterie można przez jakiś czas ze sobą zamieniać, ponieważ jedna wyłapuje energię z rozpadu pola magnetycznego – ale mimo to żadna dodatkowa energia się układzie nie pojawia. Po pewnym czasie, gdy ludziom masowo nie wychodziła żadna darmowa energia- Bedini zaczął mówić, że nie wszystko powiedział i że ludzie muszą do ostatniej rzeczy jak zrobić, żeby to cały czas działało dojść sami ;)
Pana wynalazek i nazwisko może być tak samo popularne jak silnik Bediniego, z tą różnicą, że może dawać więcej energii cieplnej niż potrzeba energii elektrycznej do jego działania. Różnica energii dostarczana byłaby z niskotemperaturowej reakcji atomowej – i jako taki pomysł mógłby wcale nie przeczyć prawom zachowania energii a jedynie idei, że transmutacje atomowe mogą zachodzić w domowych warunkach. Panie Waldemarze – miliony ludzi na całym świecie gorąco chce w to wierzyć. Nie musi im Pan nic na siłę ładować ani przekonywać tak jak trzeba na siłę i bez skutków przekonywać polityków, wielki biznes czy naukowców - wystarczy dostarczyć konkretny opis prostego eksperymentu i w razie czego być w stanie odpowiedzieć na jakieś dodatkowe pytania, które mogą się pojawić.
Do tego nie trzeba specjalistycznego kalorymetru – wystarczy wziąć dwa identyczne pudełka, w jednym (porównawczym) zasilać zwykły drut oporowy a w drugim tymi samymi parametrami zasilania zasilać układ, który ma dawać reakcje atomowe. Jeśli da to choćby kilka % więcej energii, to od razu będzie to widać na termometrze (zakładając, że energia idzie w ciepło a nie w inne promieniowanie). Słowem kilka tranzystorów, NE555 na timer i kondensator do wykonania zasilacza, karton (izolacja), akumulator czy zasilacz, termometr domowy, jakieś elektrody, podstawowe mierniki elektroniczne – i zaraz to sprawdzimy. Gdyby była potrzebna próżna albo dedykowane materiały to będzie dużo trudniej, ale wierzę, że spośród tylu pomysłów jakie Pan ma, znajdzie się coś łatwego do przeprowadzenia.
Najważniejsze, że jeśli iluś ludzi będzie w stanie tego doświadczyć i uwierzyć – to od któregoś momentu, po przekroczeniu pewnej masy krytycznej idea nie będzie dłużej możliwa do utrzymywania w tajemnicy czy wypierana.
Istnieje zawsze opcja, że jakiś rewolucyjny pomysł jest nie na rękę obecnemu systemowi (bo darmowa energia przewróciła by świat do góry nogami, gdyby rzeczywiście istniała). Dlatego patentowanie wynalazków i utrzymywanie ich w tajemnicy przed innymi – jest działaniem na rękę obecnemu układowi sił a publikacja w niekontrolowanym Internecie może mieć potężne znaczenie.
Patent sam w sobie niczego nie udowadnia, wielu ludzi patentuje jakiś pomysł zawczasu i na wszelki wypadek – gdyby w końcu zadziałał. Jeden wynalazca silnika na magnesy stałe (Johnson) miał kilka patentów, ludzie przez kilka dekad zachodzili w głowę co w nich sprytnie ukrył, że nikomu się nie udało tego powtórzyć – a jak gdy był już starcem zrobiono o nim film w jego domu, to się okazało, że piwnica jest zawalona tak samo niedziałającymi (i „jeszcze nieukończonymi”) wynalazkami jak te, które próbowali budować jego niezliczeni naśladowcy. I tak wygląda cała branża „free energy” – dużo hałasu i zamieszania, poro tajemniczych spraw i wielkich deklaracji - a jak przychodzi co do czego to NIC TAM NIE MA (oprócz frustracji tych, którzy próbują kopiować słynne „wynalazki”).
Poza tym patent jest zgłoszeniem „do systemu” jakiejś idei, żeby „system” obronił wynalazcę w razie gdyby inni chcieli bezprawnie skorzystać z idei. Jeżeli chce się Pan przeciwstawić obecnemu „systemowi” – to ukrywanie pomysłów, ograniczanie dostępu, patentowanie i działania nastawione wyłącznie na komercję ostatecznie nie prowadzą do zmian, jakie by się Panu marzyły i światu przydały (zakładając, że rzeczywiście ktoś coś odkrył – bo jeśli silnik Bediniego służy tylko sprzedawaniu podzespołów do modelu - to wówczas pilne strzeżenie tajemnicy (że to wszystko jest ściemą) jest uzasadnione).
Ja słyszałem już dawno temu z różnych źródeł i amerykańskich patentów o doniesieniach o niskoenergetycznych reakcjach na poziomie atomowym i sam bym chętnie poobserwował co się dzieje w tej materii. Ale cały temat stoi od lat, bo wynalazcy patentują pomysły (słaba dokumentacja techniczna patentów, dużo niewiadomych) w celu ochrony ich potencjalnych interesów a nie w celu bezinteresownej propagacji idei. Czy jest Pan w stanie coś tutaj zmienić w tym zakresie? Świat czeka...
spare capacity
Dlatego takie wyzwania traktuję z przymróżeniem oka.
Pozwalam sobie zaprotestować. Jeśli tak właśnie byłoby, to Ameyrkanie potraktowaliby projekt ITER dużo poważniej i nie realizowaliby konkurencyjnego projektu "Mashine Z"
Bedini taką metodologię opracował, jeśli ja dobrze zrozumiałem Pański post - I CO Z TEGO???
My pokazaliśmy nasze możliwości w skali technicznej. Chłopcy się wystraszyli tego co zobaczyli i ... na tym się skończyło.
Chcieliśmy pokazać nasze możliwości polskim Instytutom Naukowo-Badawczym, ale wszystkie zlekceważyły naszą propozycję.
Proponowaliśmy Hucie Aluminium Konin prezentację naszej technologii w warunkach przemysłowych. Posłali nas na drzewo, a sami zamknęli Zakład Hutniczy z powodu strat na wytopie aluminium.
Pan proponuje, żebyśmy oddali know-how za darmo? W zamian za sławę? Ależ my tą sławę mamy głęboko w ... Domyśla się Pan gdzie?
Raczy Pan żartować! Sam oglądałem ostatnio dwa filmiki na youtube, na których pokazano generowanie energii elektrycznej z potoka lecącej wody oraz z płonących świec.
Genialnie proste i ...daję głowę, że żaden fizyk nie wyjaśni skąd się ta energia bierze.
Jak Pan widzi, nie w tym problem.
Odkrycie Akademika Bołotowa było opisane w artykule prasowym opublikowanym przez organ Akademii Nauk ZSRR. Akademia Nauk sama zainteresowała się tym odkryciem? Nie, oczywiście. W czasach pierestrojki zrobił się w Moskwie szum z powodu Bołotowa i na polecenie KC wysłali do Kijowa Doktora nauk dla zorientowania się wsytuacji.
w 1997 r. w Syberyjskim Oddziale Rosyjskiej Akademii Nauk powtórzono ten eksperyment na podstawie tego artykułu. Uzyskano wspaniały rezultat (dokładnie taki jak u nas) więc ... opatentowano ten sposób.
w 2006 r. Urząd Patentowy FR wycofał patent wydany Syberyjskiemu Oddziałowi, a Urząd Patentowy Ukrainy wydał patent prawdziwemu odkrywcy tego zjawiska.
Wniosek: instrukcja jesz opublikowana, trzeba chcieć tylko powtórzyć to co w niej napisane.
P.S.: Proponowałem Panu te dokumenty, ale Panu wydaje się, że jest Pan mądrzejszy od wszystkich.
I on nie przeczy! A kto powiedział, że reakcje transmutacji nie mogą zachodzić w domowych warunkach, jeśli kura produkuje skorupkę jajka, to odbywa się to poprzez reakcje transmutacji zachodzące w temperaturze jej ciała i ... bez energii z zewnątrz.
Nie chce mi siębawić w kalorymetry, gdyż wiem, że jeżeli nawet uzyskam dobry rezultat, to fizycy złożą go na karb błędów w eksperymencie i pomyłek w interpretacji.
Buduję generator w którym energia transmutacji ma się zamienić bezpośrednio w energię elektryczną.
Nikt specjalnie nie wypiera naszej idei. Ale nikt też jej nie popiera. Amerykanie z chęcią poznaliby tą technologię i nawet być może zapłaciliby, ale ... stawiają taki warunek: należy przejechać do nich i pracować pod ich kierunkiem w USA.
Człowiek ma tylko jedno życie i powinien je przeżyć godnie ze swojego punktu widzenia, a więc nie próbujcie z nas robić łochów.
Jeszcze do Pana nie dotarło, że nie zajmuję się się tą branżą? Jestem zbyt mądry na to, żeby mówić o "free energy"
Ja sam - nie. Ale ja z narodem - tak. Tylko że naród interesuje penisem Palikota, a po kraju hazardziści hasają.
Czyzbysmy byli w przededniu odejscia od ropy i gazu, przededniu epoki prądu i wodoru?
http://en.wikipedia.org/wiki/Z_machine
Andrzej
a obecnie Rosyjskiej Federacji, już dawno etap wodoru mielibyśmy za sobą. Rozwiązania są, ale głęboko utajnione.
... Panie Waldemarze, pisze Pan, że:
... toutaj widzę możliwość prostego testu: karmić kurę tylko pożywieniem które nie ma wapnia (Ca) i śledzić co się będzie działo z tak karmioną kurą z biegiem czasu i ze skorupkami znoszonych przez nią jajek i jak długo to będzie trwało zanim ona - "wyzionie ducha".
Z moich obserwacji wynika, że skorupka jaj znoszonych pod płotem - przez kury chodzące po podwórku i karmiące się tym co znajdą - jest znacznie grubsza od tej z jaj znoszonych przez kury trzymane w klatkach i karmione sztucznie.
Co nie wyklucza możliwości tych reakcji transmutacji na jakąś mikroskopijną skalę w ramach potencjału energetycznego żyjącego organizmu ...
Po namyśle dodaję: Nie jest wykluczone - że w Naturze istnieją mechanizmy transmutacji (szczątkowej) pozwalającej organizmowi żywemu transmutować z tego co ma - na to co mu jest potrzebne a nie jest w danym czasie dostępne z otoczenia ... np. metale rzadkie służące w metaboliźmie jako katalizatory ...
Jak się nie cieszyć, że ludzie mają jeszcze czas na obserwacje. Dla Pana informacji, badania z karmieniemkur żywnością pozbawioną wapnia oczywiście prowadzono i w ten sposób otrzymano jednoznaczny dowód na to, że organizm kury transmutuje krzem do wapnia.
Technologie,które mogą być wdrożone na odkryciu zjawisk zachodzących pod wpływem impulsowej elektroniki oceniamy na conajmniej 3 tryliony dolarów,ale ... to nie jest Pański poziom,więc daruję sobie kontynuowanie tego tematu.
- czyli dobrze trafiłem, z tym, że to bazuje na impulsach - ale ostro się pomyliłem z reakcjami jądrowymi, bo nie przewidziałem, że w Pana teorii atom nie ma jądra. No cóż, człowiek się uczy całe życie ;)
Jak Pana teoria wyjaśnia istnienie promieniowania neutronowego?
Byłbym zapomniał o ważnej sprawie – kolejną rzeczą jaka charakteryzuje magików takich jak pan jest to, że prawie każdy ma swoją własną nową teorię naukową.
Kiedyś rozmawiałem z jedną taką osobą, która publikuje w internecie bardzo zaawansowane teorie o elektryczności, energii i materii (podobnie swoją bogatą wyobraźnię traktuje jako cnotę a nie problem) – a okazało się, że nie rozumie i nigdy sobie nie zadała trudu na zrozumienie tego co się dzieje w akumulatorze z punktu widzenia nauki (jej idiotyczny wynalazek zakładał magiczne pojawienie się energii w akumulatorze ładowanym impulsowo).
No nic, po bliższym przyjrzeniu się „nowym teoriom” i śmietnikowi w głowach jaki im towarzyszył każdorazowo towarzyszyło temu przykre wrażenie podobne do tego, jakiego się doznaje gdy wdepnęło się w gówno.
Jeśli powstaje autentyczna nowa teoria to ona jest rozszerzeniem poprzednich, bazuje na ich zrozumieniu i rozszerzeniu a nie na zaprzeczeniu. W chemii jest kilkanaście teorii kwasowo zasadowych – i każda zawiera w sobie poprzednią. Alchemicy, którzy wymyślali odrealnione od całego dotychczasowego dorobku debilizmy prawdopodobnie podczas siedzenia w kiblu (w odróżnieniu od siedzenia w bibliotece) - się jakoś nie przyjęli.
- "oceniamy" - czy to znaczy, że jest "was" więcej?
- „skoro tryliony dolarów”, to tym bardziej powinien Pan kasować chociaż ze 3 dyszki za tak potencjalnie wartościowe materiały.
Niech się pan zastanowi najpierw jakie jest światowe PKB a potem zacznie mówić o trylionach. Światowe pkb wynosi 60 bilionów dolarów http://en.wikipedia.org/wiki/World_gdp a pan tutaj wyskakuje z wielkościami o milion razy większymi. Czy to w tym miejscu dochodzi do głosu problem, że jest was więcej, czy bierze pan milion kul ziemskich pod uwagę, czy milion lat do kalkulacji wartości pana wynalazku? Czy pan już całkiem stracił czucie? Wynalazek warty tryliony dolarów, energia potencjalna nie istnieje, atom nie ma jądra - przepraszam że tak pytam - ale czy pan pomyślnie ukończył w ogóle „podstawufkę”?! Czy może napisanie „conajmniej” zaraz obok trylionów ma mnie przekonać, że jednak mam do czynienia z kimś poważnym, kto rozwiąże problem energetyczny naszej planety i całej ludzkości a nie z kompletnym półgłówkiem? „No na prawdę i napewno” ;)
- szczerze rozumiem.
spare capacity
... atomy bez jajowe - jądrami jak berety ... a refleksje P.Fronczewskiego - refleksjami z innej beczki ... Pozwalają odnaleźć wspólny mianownik, czyli - poczucie humoru ...
Polecam: http://szczesniak.pl/forum/1392#comment-... ...
A co do odkrycia - siedmiu cudów gospodarczych - to odsyłam do:
http://szczesniak.pl/forum/1392#comment-...
Pozdrawiam ... ;-)
Stan dolarowych zapasów Chin wynosił na początek światowego kryzysu finansowego - ok. 1 tryliona dolarów.
Stan dolarowych zapasów Chin wynosił na 1 stycznia 2010 r. ok. 3 trylionów dolarów.
I to by było na tyle.
Podejrzewam, że cierpliwość Pana Andrzeja i tak trzyma się tylko na ostatniej nitce, więc spadam.
Chyba Pan Andrzej usunął chamski komentarz niejakiego spare c., ale uznałem, że powinienem wyjaśnić jedno nieporozumienie jakie miało miejsce w dyskusji o stanie dolarowych zapasów Chin.
Amerykanie poinformowali, że wzrosły ona do ponad 3 trilionów USD.
Chiny informowały, że wynosiły one przezd kryzysem 1 trylion USD.
Niejaki zapluty spare c. raczył się chwalić na prawo i lewo, że do jego ograniczonej mózgownicy dociera tylko to co napiszą ci debile Amerykanie.
A dla Amerykanów, 1 razy 10 do potęgi 12 to jest TRYLION !!!
I taka jest ta prozaiczna prawda.
Mam pytanie dlaczego Pan moderator usunął mój ostatni post?
- czy był jakiś techniczny problem z linkiem do pliku graficznego z wikipedii?
- czy post był nie podpisany?
- czy za mało merytorycznie wskazywałem Waldemarowi, że błądzi?
- czy użyłem jakiegoś brzydkiego słowa? (próbuję sobie przypomnieć ale nie przypominam sobie).
spare capacity
- brawo Waldemar, ty mały prozaiku. Troszkę to trwało ale wysiłek się opłacił.
A wtedy pisałeś po polsku czy po amerykańsku?
Pewnie powiesz, że po amerykańsku - niestety to też nie przejdzie, bo po amerykańsku pisze się "trillion".
Prozaiczna prawda jest taka, że myślałeś, że trillion znaczy trylion i „szłeś” w zaparte. Tak samo prozaiczna prawda jest taka, że „co najmniej” pisze się osobno i inne kwestie, które tu poruszaliśmy – ale szkoda wracać. „Wszystko jest trudne nim nie stanie się proste” (i dodałbym prozaiczne ;).
Trochę żałuję, że cię naprowadziłem z ortografią i z podstawami odnośnie liczb, bo teraz o tyle trudniej innym będzie od razu poznać że się rozmawia z...
Starczy już tych baboli, bo styrany moderator chyba powoli nie daje rady i stracił już nawet poczucie humoru z tego wszystkiego.
spare capacity
Zostawiam Pana sam na sam z tym inteligentem. To sięPan teraz rozwiniesz.
- zostanie pan z nami, w naszych sercach, prawdopodobne dłużej niż sam pan przypuszcza. Przykładowo gdyby prezydent dziś zapytał eksperta paliw odnośnie złóż gazu w Polsce - to mógłby potencjalnie usłyszeć:
"Wypalmy wszystko w cholerę jak najszybciej, bo niedługo transmutacyjny wynalazek Waldemara, tego co wymyślił teorię atomów bez jąder (przy czym "bez jąder" to zupełnie przypadkowa zbieżność z osobą wynalazcy) może dać nam duuużo energii i potem będziemy żałować, że dziś chomikujemy gaz, który jeszcze możemy opchnąć, póki ceny nie zjechały do zera". :)
Gdyby prezydent pytał jak tam nasze spare capacity to też proszę go pozdrowić ode mnie.
Na tym kończę, bo ile można ciągnąć te głupoty i robić sobie rozrywkę kosztem zdrowia psychicznego Waldemara, który już chce rzucać zabawki z bezsilności...
spare capacity
treść ok.
tylko tytuł?
Jeśli tak, to niech Pan później nie narzeka, jak Panu wsiądą na łeb i narobią ... takie niedomówienie, inteligentne. A poza tym ... wężykiem, a jak!
na pwien bardzo ważny detal materiału o "Megaprzekręcie".
Człowiek, który o tym pisze bardzo celnie zauważył jeden detal: on nie martwi się o to jakie były przewidywane zapasy gazu i jakie były zbadane zapasy gazu.
On martwi się o to, że to co dzisiaj jest niby maleńkim nierozpoznanym zapasem, jutro, gdy już będzie przekazane "inwestorowi" okaże się fantastycznie dochodowych złożem.
Skąd ja wiem o tym, że taki scenariusz jest prawdopodobny? Gdyż przez wiele lat posiadałem licencję na poszukiwanie kopalin w Ukrainie i byłem w związku z tym w bezpośrednim kontakcie z odpowiednimi służbami geologicznymi (Nadra Ukrainy).
Zeby nie było wątpliwości - posyłam na adres p. Andrzeja kopię odpowiedniej licencji.
1. On się nie martwi - on miesza. Jabłka z gruszkami. I udaje (albo nie wie - tym gorzej), że nie rozumie różnicy.
2. Słowo "przekazane" - to cały strach. Jest niewłaściwie użyte. Nadano mu prawa wydobycia tego z ziemi. Nic nadzwyczajnego w świecie - od Rosji, przez USA po Wenezuelę. Pytanie, jak się te zasoby wycenia. I tu (opłata) jest słaby punkt systemu, który autor porusza, ale do którego nie przywiązuje znaczenia. Nie rozumie go. Jakby nadanie prawa wydobycia było nieograniczonym prawem własności. Nie jest. Ogranicza się je na przykład opłatami. Ale żeby opłaty powstały, musi zostać wydobyty produkt, który ma wartość. Jeśli go nie będzie - nie będzie ani wartości, ani opłaty dla państwa.
Będzie bida. Tylko niektórzy będą ją chwalić i mówić, że zostawiają jakieś skarby przyszłym pokoleniom. :-)
P.S. Myślałem, że to Pan tekst, Panie Waldemarze, ale widzę, że to "Modry"... Pisze on o sobie: " Jestem ekspertem d.s.e" Ktos wie, co to jest d.s.e?
Ależ to bardzo dobrze, że autor tej notki nie zajął się takimi drobiazgami, które powinny być z mocy prawa prawidłowo stanowione, a jeśli nie są, to mamy służby specjalne (w tym CBA - :)), które powinny trzymać rękę na pulsie.
Autor skoncentrował się na dwóch aspektach, które ja również uważam za najważniejsze:
- czynownicy oszukują nas już na etapie przekazywania perspektywnych działek do "niby poszukiwań", zaniżając opłaty jakie mają wpłynąć do kasy państwa;
- zmiany do prawa "g i g" są po prostu tragic zne.
Tyle, tylko tyle i ... aż tyle!!!
Gdybym ja napisał tą notkę, to nie pytałbym was o potwierdzenie tego, co napisał autor o zmianach do prawa "g i g"
W dalszym ciągu nie znajduję jakiejś konkretnej materii za tymi wykrzyknikami.
Starałem się to jasno wyłożyć, ale chyba nie zostałem zrozumiany.
i do tego jasno, trzeba było się postarać zrozumieć to co ja uważam za najważniejsze w tej sprawie.
Pańskie spostrzeżenia o stawkach opłat, tylko dodają kolorytu tej sprawie.
Koloryt to kpina. Ważne są fakty, realia, konkrety. Te wszystkie emocjonalne (spekulacyjne, oskarżycielskie) uniesienia, ie podarte faktami to czysta pustka. Wiatr z Matrixa.
Jak dla kogo i w zależności od sytuacji.
Gdy będzie Pan oceniał jaki "interes" zrobiła Polska na zakupie litewskiej rafinerii, to oprze się Pan na faktach, realiach i konkretach.
Gdy zechce Pan ocenić, czy rzeczywiście FX Energy wiedziało co brało, gdy podpisywało papiery na poszukiwania gazu pod Kutnem, zo musi Pan przeprowadzić śledztwo w tej sprawie.
Autor notki "Megaprzekręt" doszedł do informacji, że w tej firmie pracuje były wice szef PGNiG, a na jej stronie już siępokazała informacja o przewidywanych zasobach takich, jakie publikuje autor.
TO SA FAKTY!!!
Wróćmy do zakupu Możejek. Ja już wtedy pisałem, że to skandal, gdyż Rosjanie odetną ropę od tej rafinerii.
To był fakt, czy emocjonalne uniesienia?
To jest fakt!!!
Gdzie jest Stocznia Szczecińska? Gdzie jest Stocznia Gdańska?
Były i to jest fakt. Gdzie one? W Matrixie, dzięki takim lekceważącym postawom jak Pańska.
Był taki czas, kiedy Polska robiła na wszystkim "interes" i nic nie "wypuszczała z rąk". Ta Polska nazywała się PRL. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy.
Od robienia interesów i zarabiania pieniędzy są prywatne przedsiębiorstwa, czyli kapitaliści. Państwo ma tworzyć warunki, które im to umożliwią, a także tworzyć prawo i pilnować jego przestrzegania. Państwo nie może ingerować w rynek i na przykład dotować nierentowne przedsiębiorstwa jak: stocznie, kopalnie i koleje, gdyż robi to nie za swoje (bo państwo nie ma swoich pieniędzy, tylko: nasze). Rzeczy nieopłacalne mają dla naszego dobra lądować na przemysłowym śmietniku historii. Tak, jak np przewozy dyliżansem, bo inaczej niemożliwy jest postęp. Nierentowne ma bankrutować, a w jego miejsce powstawać co innego - rentownego.
Kopalin naturalnych mamy na kilkaset lat i jeśli tylko ktoś chce inwestować w ich wydobycie, to powinniśmy się z tego cieszyć. Tak, jak się cieszymy z dużej ilości piekarni, czy zakładów szewskich. Bo one powstają dla zaspokajania naszych potrzeb. Dają zarobek kapitaliście i pracę ludziom.
Czy te proste prawdy tak trudno zrozumieć i to w kraju zgnojonym przez siermiężny socjalizm??
Pozdrawiam, Mirek
... to wejdzie Pan pod stół i będzie szczekał?
Karkosik? I jego Huta Aluminium Konin? - Ile miejsc pracy?
Krauze? I jego Petrolinvest? - Ile miejsc pracy?
Kulczyk? i jego TP S.A.? - Ile miejsc pracy?
O czym Pan, Szanowny Panie Mirku pieprzy trzy po trzy.
O tych miliardach, które wpakowano w amerykańskich oszustów?
O Haiti, które aż się dławi wolnymi miejscami pracy przy odgruzowywani tych miejsc, które są oznaczone na mapie jako zamieszkałe punkty?
O tym miejscu pracy w Radzie Nadzorczej Totalizatora Sportowego, które szykowali dla córki Sobiesiaka?
Pan nie zastanawiałby się i oddałby cały ten Totalizator Sobiesiakowi z prawem decydującego głosu w Sejmie RP.
Ludzie! Przestańcie pieprzyć o czymś takim jak kapitalizm. Nie ma czegoś takiego.
Kapitalizm to taki ustrój, w którym prawo dostępu do dóbr dla sprytniejszego zostało zastąpione prawem dostępu do dóbr dla sprytniejszego, jeśli ten sprytniejszy, to członek rodziny decydenta.
1. W Polsce niestety nie ma kapitalizmu, zresztą podobnie, jak w Europie. To co jest u nas, to jakaś karykatura: pół socjalizm - pół kapitalizm, który dodatkowo opanowany jest przez byłe molochy państwowe, częściowo sprywatyzowane tak, by były posady dla tych, co się dorwą do władzy.
Wszystkie duże fortuny wyrastają na styku: państwo - biznes i są dodatkowo chronione przez system koncesji i pozwoleń, aby nie dopuścić do powstania konkurencji. Te koncesje i pozwolenia wydawane są: albo za łapówki, albo w ramach sitwy - dla swoich. Dwadzieścia lat temu było ich (koncesji, pozwoleń)kilkanaście - obecnie jest kilkaset. Jak już ktoś uczciwie zbuduje duży interes, to musi się dzielić, bo jak nie, to go zniszczą - jak p. Kluskę.
W prawdziwym kapitalizmie nie do pomyślenia byłaby jakaś sejmowa komisja śledcza, bo politycy nie mieliby nic do "zaoferowania" dla różnych "Sobiesiaków".
2. Mówi Pan, żeby nie pieprzyć o kapitalizmie, bo nie ma czegoś takiego. Może obecnie nie ma (dlatego wszystko schodzi na psy), ale w XIX-to wiecznej Ameryce był. Nasuwa się pytanie: dlaczego miliony ludzi płynęły z całego świata na ten Dziki Zachód? Mimo, że nie było tam zasiłków dla bezrobotnych, bezpłatnej opieki zdrowotnej i edukacji, pomocy społecznej, związków zawodowych, a także programów wyrównywania szans. Powiem Panu dlaczego. Jechali tam po wolność. Ciężką pracą można było utrzymać rodzinę, a większą część obywateli stać było na odłożenie dodatkowego kapitału. Z pokolenia na pokolenie rosło bogactwo. Państwo się nie wtrącało w życie osobiste i gospodarcze swoich obywateli. Nie było tam czegoś takiego, jak podatek dochodowy i obowiązkowe ubezpieczenie społeczne. Człowiek był wolny, ale odpowiedzialny za swój los. Państwo nic nie gwarantowało ale też nie okradało jak u nas: z połowy, (albo i więcej) naszych wypracowanych środków. I chyba to ludziom odpowiadało. Pierwszymi robotnikami, mającymi własne samochody byli właśnie Amerykanie - tak strasznie wyzyskiwani przez kapitalistów.
3. W "moim" państwie nikt by nie "pakował miliardów w amerykańskich oszustów", gdyż politycy nie mieliby takiej możliwości. Oni są potrzebni jedynie do stanowienia prawa i zagwarantowania równości wobec niego dla wszystkich obywateli. Biznesem ma rządzić wolny rynek.
Na koniec powiem, że kapitalizm, to przede wszystkim setki tysięcy drobnych przedsiębiorców, którzy dają miliony miejsc pracy i to im trzeba dać swobodę gospodarowania i możliwości rozwijania się. Jak bankrutuje np pięć tysięcy małych sklepów, które zatrudniają razem 20 tysięcy ludzi to nikogo to nie obchodzi. Jak bankrutuje stocznia, do której wszyscy dopłaciliśmy z naszych podatków miliardy złotych i pracę traci półtora tysiąca ludzi, to jest awantura. I to jest chore.
Co do szczekania, to pozwoli Pan, że pozostawię to psom.
Pozdrawiam, Mirek
W XIX -to wiecznej Europie też nie było jeszcze zasiłków dla bezrobotnych, bezpłatnej opieki zdrowotnej i edukacji, pomocy społecznej, związków zawodowych, a także programów wyrównywania szans. Więc o czym Pan pisze, co porównuje? Dopiero Bismack wprowadził to pod koniec XIX w. i to tylko rzecz jasna w Niemczech, pod naciskiem rosnącego w siłę Marxa i formujących się partii socjalistycznych. Innym krajom zajęło to trochę więcej czasu. Tak więc to nie ucieczka od raju socjalnego była przyczyną ówczesnej emigracji lecz nędza, często przestępczość plus wykroczenia religijne oraz zwłaszcza brak perspektyw dla niżej urodzonych we chciwych, zchierarchizowanych i skostniałych strukturach europejskich tamtego czasu.
Dziś zaś tam w Europie, gdzie zasiłki dla bezrobotnych, bezpłatna opieka zdrowotna i edukacja, pomoc społeczna, związki zawodowe (nadal, jak długo jeszcze?) dobrze się mają, nie ma emigrantów do USA. Albo może słyszał pan o tym, by Szwedzi, Duńczycy czy Norwegowie masowo uciekali do US-wolności?
Może i uciekaliby, gdyby amerykańcy nie byli takije tupyje!
Ja nie mówiłem, że emigracja była ucieczką od raju podatkowego. Ta emigracja do Ameryki, to był mój argument w dyskusji, pokazujący, jak ludzie potrzebują wolności i przykład prawdziwego kapitalizmu (który wg Waldemara nie istnieje).
Co do obecnych czasów: Hiszpania, Portugalia, Francja, Wielka Brytania - były to swego czasu imperia światowe z górami złota przywiezionymi z całego świata. Państwa bardzo bogate, które dziś toną w długach i ledwo zipią. Do Ameryki, która do bogactwa doszła pracą rąk swych obywateli, dzielą je lata świetlne. Szwecja po wojnie (na której nieźle zarobiła), była jednym z bogatszych, jeśli nie najbogatszym krajem świata. Dziś powoli staje się gospodarczym trupem. Socjalizm wykończy wszystko. Niestety zawitał także do USA, gdzie jednak ta degeneracja przebiega nieco wolniej (nie licząc kilku spektakularnych wpadek, jak np Enron, czy bańki spekulacyjne).
Zgoda co do XIX-to wiecznej Europy, ale nie mogła być przykładem w mojej dyskusji, bo gdyby tu panowały wolności takie, jak w Ameryce, to nikt by stąd nie wiał.
"Dziś zaś tam w Europie, gdzie zasiłki dla bezrobotnych, bezpłatna opieka zdrowotna i edukacja, pomoc społeczna, związki zawodowe (nadal, jak długo jeszcze?) dobrze się mają ..."
Otóż, nie mają się dobrze. Proszę sprawdzić długi publiczne tych państw. Ja też mogę się mieć dobrze, jak bank będzie finansował moje zachcianki. Pytanie: jak długo? Proszę zobaczyć na przykładzie Grecji, czym się kończy ta zabawa. Jednak my powinniśmy być mądrzejsi. Przecież przeżyliśmy bankructwo PRL.
Tylko prawdziwy kapitalizm nas wybawi.
A ja o tym mówiłam? Najwyraźniej nie rozumie Pan, o czym ja piszę.
Jak nie mogła być? Przecież Pan ją sam wniósł do dyskusji pisząc w poprzednim poście o XIX-wiecznej Ameryce:
Otóż to była praktycznie wyłącznie emigracja z Europy.
Nie bardzo rozumiem tok Pańskiego myślenia i argumentacji, Pan sam sobie przeczy. Niestety, rację ma p. Waldemar - nie wiadomo jak z Panem dyskutować.
A ja o tym mówiłam? Najwyraźniej nie rozumie Pan, o czym ja piszę.
Tak, mówiła Pani i najwyraźniej rozumiem co czytam. W tym oto fragmencie, do którego się odniosłem:
" Tak więc to nie ucieczka od raju socjalnego była przyczyną ówczesnej emigracji lecz nędza, często przestępczość plus wykroczenia religijne oraz zwłaszcza brak perspektyw dla niżej urodzonych we chciwych, zchierarchizowanych i skostniałych strukturach europejskich tamtego czasu."
Jak nie mogła być? Przecież Pan ją sam wniósł do dyskusji pisząc w poprzednim poście o XIX-wiecznej Ameryce:
Znowu się Pani myli. Proszę sprawdzić, gdzie w moim poście z godz. 22:32 podałem za przykład kapitalizmu XIX-to wieczną Europę.
Otóż to była praktycznie wyłącznie emigracja z Europy.
Nieprawda: Chiny, Indie, Wietnam, Australia, cała Rosja - to tylko niektóre przykłady.
Nie bardzo rozumiem tok Pańskiego myślenia i argumentacji, Pan sam sobie przeczy. Niestety, rację ma p. Waldemar - nie wiadomo jak z Panem dyskutować.
Szanowna Pani - normalnie dyskutować.
Proszę mi powiedzieć: gdzie sobie przeczę. Ale rzetelnie, bo Pani mi wmawia rzeczy, których nie mówiłem (co powyżej udowadniam). Proszę sobie spokojnie przeczytać całą moją dyskusję i zobaczyć: kto używa argumentów, a kto zamiast nich, manipuluje dyskusją.
Pozdrawiam, Mirek
Tak, mówiła Pani i najwyraźniej rozumiem co czytam. W tym oto fragmencie, do którego się odniosłem:
" Tak więc to nie ucieczka od raju socjalnego
Raj socjalny (którego NIE było w XIX w. Europie) nie jest równoznaczy z rajem podatkowym, na króry Pan się z nagła, bez sensu w dyskusji w swym 2. poście powoływał.
No jeśli tak było wg Pana, że w XIX w. do USA emigrowali Chińczycy, Hindusi etc., to OK. Ale wobec tego, o czym tu dalej z Panem dyskutować?
Pańskie rozważania o kapitaliźmie nie poddają się komentowaniu, a bajeczka o Klusce mnie nie bawi.
to i nawet tutaj dotarła ta histeryczna notka anonimowego autora..
z przymrużeniem oka trochę tutaj ;)
http://www.adamduda.pl/2010/02/10/lupki-...
Na Salonie24 upomina przez Pana notka jest podpisana przez autora,kryjącego się pod indywidualnym nickiem, a więc nie jest anonima.
Tutaj ta notka jest autoryzowana przez "listonosza", czyli mnie, a ja, jak Pan widzi i nie będzie mógł zaprzeczyć, jestem najmniej anonimowym człowiekiem w sieci Internet.
W tej sytuacji notkę należy uznać za taką, pod tezami której podpisał się Waldemar Mordkowicz, a więc nie jest ona anonimowa.
Ona jest tak "histeryczna", jak Pańska z "przymrużeniem oka", więc zanimna drugi raz Pan coś takiego palnie, niech Pan się zastanowi z kim Panu przyjdzie trzymać gardę.
CzytałemPańską notkę poświęconą notce "Megaprzekrętet".
Nie będę tu cytować tej Pańskiej notki, bo aż się wzdrygam, jak takie nonsensy miałbym tu przytaczać, ale mimo całej absurdalności, warto Pańską notkę przeczytać, żeby mieć pogląd jakim stylem przedstawiania sprawy posługują się nieanonimowi KRYTYKANCI.
P.S.: Ani jesden fakt, czy agument, który Pan krytykuje w swojejnotce, nie był przedmiotem takiej analizy w notce "Megaprzekręt".
P.S.2.: Pan jest chyba zwolennikiem peak oil? Jeśli tak, to nie dziwię się obrzydzeniu, jakie musi odczuwać właściciel tego bloga, gdy widzi was na jego łamach.
Nie bede wchodził w polemikę bo nie ma z czym.. tyle tu merytoryki w Pana komentarzu. Odniose sie do ostatniego zdania
Ja sie z kolei dziwie, że Pan, jako wynalazca czegoś co zrewolucjonizuje energetykę, spędza całe dnie na blogu szcześniak.pl, zamiast dopracować do końca swój wynalazek. Mało ciekawy?
albo i nie. Niech Pan jednak weźmie pod uwagę, że to ja nie dyskutuję z takimi tanimi cwaniakami, grającymi rolę tępego amerykańskiego szeryfa na swoim blogu.
Tutaj może Pan prężyć muskuły i cieszyć się, że nie spotkaliśmy się na moim terytorium, bo rozniósłbym Pana argumentami po ścianach.
W moim poście było tyle merytoryki co u Pana. Mało tego. Nawet przefrazowałem Pańską konkluzję, a więc brak merytoryczności ma swoje źródło w Pańskim pisaniu.
Przebywanie na blogu p. A Szczęśniaka, zajmuje mi minuty, więc na coś takiego mogę sobie raz na jakić czas pozwolić. Zapytał Pan o wynalazek, więc czuję się w obowiązku odpowiedzieć, żeby w zalążku uciąć wszelkie spekulacje.
1. Czy i gdzie ja napisałem, że pracuję nad jakimś wynalazkiem? To jest typowa dla Pana spekulacja - identycznie spekuluje Pan w notce o tekście "Megaprzekręt"
2. Faktycznie pracuję nad trzema super ważnymi i ciekawymi projektami, ale:
2.1. Budowa generatora
Mam już wszystkie materiały i detale. W przyszłym tygodniu wytoczą mi specjalne elementy ze spektralnie czystego grafitu i ...przystąpimy do budowy. Elektronicy już pracują nad obwodami.
2.2. Produkcja nano krzemu metodą transmutacji.
Krzem wyprodukowano. Wyprodukowano z niego specjalny Silumin, który przekazano na analizy do Instytutu Materiałoznawstwa Nacjonalnej Akademii Nauk Ukrainy. Analizy zostaną zakończone pod koniec następnego tygodnia.
2.3. Pomiar prędkości promieni monochromatycznych w atmosferze powietrza.
Po trzech miesiącach dyskusji i oczekiwania na sprzyjające warunki atmosferyczne otrzymałem informację, że eksperyment można uznać za perspektywny. W przyszłym tygodniu będę miał zorganiszowane spotkanie, na którym zapadną ostateczne decyzje co do organizacji tego eksperymentu.
Jak Pan widzi, ani obecność na tym blogu, ani Pańska głupia złośliwość nie wpływają w żaden sposób na tempo prac.
P.S.2.: Pan jest chyba zwolennikiem peak oil? Jeśli tak, to nie dziwię się obrzydzeniu, jakie musi odczuwać właściciel tego bloga, gdy widzi was na jego łamach.
A Pan jest zwolennikiem twierdzenia Pitagorasa? Bo ja jestem zwolennikiem wszystkiego, co można MATEMATYCZNIE udowodnić. I nie rozumiem jak można nie wierzyć w coś, co matematyka potrafi udowodnić.
Czy również jest Pan w stanie powiedzieć, co autor czuje widząc moje wpisy? Tak tylko z ciekawości pytam, bo jestem pełen podziwu, z jaką pewnością zgaduje Pan uczucia towarzyszące czytelnikom tego bloga, łącznie z jego autorem.
Nie wiem, czy autor widzi Pańskie wpisy, gdyż ja widzę Pański wpis po raz pierwszy. Jak napisze Pan coś ciekawego to może i ja Pana zobaczę.
[spam] usuwamy