W sprawie kolejnego zawirowania w polskim rządzie na temat umowy gazowej z Rosją (tutaj nagła konferencja premiera Pawlaka: "Premier Pawlak oddaje negocjacje ministrowi Sikorskiemu") Polska Agencja Prasowa (PAP) zamieściła mój komentarz:

Eksperci o kryzysie gazowym
Wicepremier, minister gospodarki Waldemar Pawlak chce, żeby porozumienie gazowe z Rosją - zamiast niego - podpisał minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, ponieważ - jak twierdzi umowa ta "nabrała wymiaru międzynarodowego". Jego zdaniem są jeszcze trzy miesiące na sfinalizowanie kontraktu, bo - jak powiedział - zimą może być trudna sytuacja.
Zdaniem niezależnego eksperta paliwowego Andrzeja Szczęśniaka, ruch wicepremiera Pawlaka to efekt wielomiesięcznej walki wewnątrz rządu o dywersyfikację dostaw gazu. "Pawlak jest z opcji regionalnej, on chce współpracować z Białorusią i Rosją, z kolei Sikorski prezentuje wersję transatlantycką i współpracę z USA" - powiedział Szczęśniak.
Ekspert zaznaczył, że umowa jest "gotowa do podpisania", ale jego zdaniem wicepremier Pawlak chce uniknąć politycznych ataków po jej podpisaniu. "Jeśli Sikorski faktycznie przejmie sprawę, to mamy kryzys. Czeka nas kolejne pół roku negocjacji z Rosjanami" - ocenił Szczęśniak.
Dodał, że szef resortu spraw zagranicznych będzie chciał w duchu uniezależniania się od rosyjskich dostaw zmienić zapisy tj. wielkość i długość dostaw - a na ich zmianę nie zgodzą się Rosjanie. "Dlatego Sikorski nie ma szans na rozwiązanie tej sprawy, a przez najbliższe 1,5 do 2 lat innych możliwości niż import ze wschodu nie ma" - powiedział.
Jako na ewentualną alternatywę dla Gazpromu, Szczęśniak wskazał na pośrednika RosUkrEnergo, który dostarczał nam gaz do 2009 roku.
Pytany przez PAP, jakie skutki ta sprawa może mieć dla gospodarki, Szczęśniak odparł: "gdyby zima była ciepła, to będziemy balansować na skraju, ale pierwszy mróz i jesteśmy »ugotowani«. Nawet przy ciepłej zimie grożą nam odcięcia gazu, a przy zimnej - ostry kryzys".
Przy okazji doszło do wymiany strzałów między Piotrem Naimskim (guru od dywersyfikacji w rządzie PiS) a PGNiG. Były minister nie wie, jaki jest bilans gazu w Polsce, ale myśli o scenariuszach, gdyby umowy nie podpisywać: "jaki będzie rzeczywisty niedobór, gdyby umowa z Rosjanami na dodatkowe dostawy nie była podpisana".
To zadziwiające, jak nieodpowiedzialni mogą być politycy, gdy dążą do realizacji swoich przeświadczeń (delikatnie to nazwałem). Są gotowi zdecydować się na kryzys gospodarczy, nawet wieloletni, byle nie kupować (np. gazu) od dostawcy, którego nie lubią. Dla mnie to jest pouczające, ale wyobraźmy sobie, że takim politykom nagle nie spodobają się Niemcy (nasz największy partner handlowy), choćby z powodu Eriki Steinbach, albo jakiekolwiek innego powodu. Czy swoje emocje będą też przetwarzać na zrywanie więzi handlowych?
Minister, jak to politycy, nie ma szacunku dla tajemnic handlowych i ujawnia:
"Trzeba nieustannie zadawać publicznie pytanie panu ministrowi Pawlakowi, zarządowi PGNiG i premierowi Tuskowi, dlaczego jesienią ubiegłego roku odrzucili ofertę E.ON Ruhrgasu, który chciał sprzedać PGNiG w krótkoterminowym kontrakcie 2 mld m sześc. gazu przesyłane poprzez system ukraiński"
.
Nie wiem, czy przysłużył się szansom na alternatywne rozwiązanie tym strzałem w rząd. Duże firmy, mające długoletnie powiązania z dostawcami, nie lubią, gdy się ich dobrego imienia używa do walk politycznych. Gdy PGNiG zjawi się kiedyś u takiej firmy, może usłyszeć. "Wiecie, koledzy. Dobrze jest, może i pomoglibyśmy wam w waszych delikatnych stosunkach z Rosjanami. Ale obawiamy się, że u was niczego nie daje się utrzymać w tajemnicy handlowej, więc nie chcielibyśmy usłyszeć nazwy naszej firmy w głównych wiadomościach telewizyjnych. Wiecie, że w takim biznesie to nie jest dobra sytuacja".
Odpowiedź z PGNiG wyjaśniała tajemnice hadlowych negocjacji:
"PGNiG prowadziła w ub. roku rozmowy na temat dostaw gazu z wieloma firmami, m.in. z E.ON Ruhrgas. W październiku ub.r. PGNiG zawarło z tą firmą "warunkową" umowę na dodatkowe dostawy. Warunkiem było jednak uzyskanie przez E.ON Ruhrgas zgody na transport gazu do Polski przez terytorium Ukrainy, której niemieckiemu koncernowi nie udało się uzyskać. 3 maja br. PGNiG ponownie zawarł umowę z Ruhrgasem na dostawy od 1 czerwca do końca 2011 roku. Wciąż jednak spółka ta nie zawarła umów transportowych z ukraińskimi operatorami.
"Ostatni aneks podpisaliśmy z tą firmą w środę, zawiera ona zapis o sfinalizowaniu umowy do 10 października. Nasz partner usilnie zabiega o podpisanie umowy transportowej, od której zależy realizacja dostaw gazu do Polski" - powiedziała PAP Zakrzewska.
No i dostało się ministrowi Naimskiemu za ujawnianie tajemnic handlowych:
"Nie byłoby problemów z dostawami gazu do Polski, gdyby np. w 2006 roku - wówczas pan Piotr Naimski był wiceministrem gospodarki, odpowiedzialnym m.in. za branżę gazową - skorzystano z oferty, jaką E.ON Ruhrgas złożył PGNiG SA. Jednak zamiast z niemiecką firmą kontrakt na dostawy gazu podpisano ze spółką RosUkrEnergo, co spowodowało m.in. wzrost cen gazu, a ostatecznie pośrednik ten przestał dostarczać nam gaz rok przed zakończeniem kontraktu" - dodała.
Więc (w tej absurdalnej logice politycznej) wychodzi na jaw, że minister Naimski także odrzucił ofertę zachodniej firmy i podpisał również wtedy "skrajnie niekorzystny" (jak o dzisiejszym kontrakcie obecnie mówi były specjalny pełnomocnik do spraw dywersyfikacji i bezpieczeństwa energetycznego rządu PiS) kontrakt z RosUkrEnergo. No cóż, od "skrajnie niekorzystnego" do takiego samego - jakoś to się w polskiej polityce tak toczy... Czyli, jak rozumiem, co najmniej Trybunał Stanu się należy?
Wracając ze świata politycznego absurdu do realiów: RosUkrEnergo czy E.ON Ruhrgas? Żadne z tych rozwiązań nie zastąpi uporządkowania i ustabilizowania stosunków z Rosją i Gazpromem. Bez tego będziemy wciąż skazania na konflikt z dwoma naszymi potężnymi sąsiadami. Jeśli taki jest cel polityków, to mają sukces, rzeczywiście.
Ale jeśli już myśleć o wyjściu awaryjnym, to szanse RosUkrEnergo na dostarczenie gazu uważam za większe. Tajemnica nie leży bowiem w "zachdniości" czy "wschodniości", ale umiejętności uzyskania zgody ukraińskiego rządu na eksport gazu stamtąd. Czyli ktoś z dobrymi koneksjami w Kijowie by się przydał.
A propos: tyle lat "strategicznego partnerstwa" z Ukrainą i takiego drobiazgu na telefon z prezydentem Janukowyczem nie potrafimy załatwić? Mhm...
I w końcu RosUkrenergo nie dostarczyło nam gazu w 2009 roku, a że okazało się, że gaz ten został im ukradziony (delikatnie mówiąc: bezprawnie zabrany) przez rząd Julii Tymoszenko (tej samej, która powiedziała polskiemu premierowi: chcecie gazu? Idźcie do Gazpromu. Oni mają"), więc... Polska strona nie miała przecież do nich o to pretensji, nie dochodziła swoich praw, więc może też by byli tak dobrzy i wyrozumiali dla nas, jak my jesteśmy dla nich?
I jeszcze kilka słów o fundamentach tego rządowego kryzysu z TVN CNBC:

"Rów tektoniczny w rządzie"
Podstawowy problem to podziały w naszym rządzie - mówi TVN CNBC Biznes ekspert rynku paliw Andrzej Szczęśniak.
- Polski rząd jest takim głębokim rowem tektonicznym podzielony w sprawie Rosji i premier Pawlak ma opcję powiedzmy europejsko-regionalną - współpracować z Rosją. A minister Sikorski ma opcję atlantycką czy euro-atlantycką, i mówi - współpracować z Ameryką a Rosję to odpychać jak się da. I tego rowu nie zasypiesz niczym. Tu jest podstawowy problem.
TVN 24
- skomentujesz?
- czytano: 1544
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
3 komentarzy... to gazu na potrzeby ludności raczej nie zabraknie ... Natomiast mogą mieć klopot końcowi odbiorcy gazu o wysokim ciśnieniu (przemysł) - tylko że będzie trzeba płacić cenę spotowa, to znaczy - tyle ile dostawcy zarządają ... ;-(
Ciekawą może być sytuacja tych co czerpią gaz z gazociagu biegnącego przez Polskę do Niemiec. Jeżeli Rosjanie zmniejszą trochę ciśnienie, to Niemcy mogą wywierać nacisk na Polskę - żeby zapłaciła to co kto za to zażąda - żeby oni mieli to co potrzebują ... Chyba że ostatnia tłocznia po stronie polskiej może takie ciśnienie (kosztem ciśnienia w polskiej części rurociągu) utrzymać ...
Panie Guciu, owszem zabraknąć może dla przemysłu, ale kłopoty przemysłu = kłopoty pracowników = kłopoty ludności. Proste, nieprawdaż?
--
Tomasz Dąbski "CzarnyZajaczek"
... tylko niech Pan zauważy że to jest szczególna sytuacja w której "woda może podejść pod nos" prędzej lewej stronie równania niż prawej i z tąd ta rozczulająca wrażliwość lewej strony równania o słuszne "dobro" tej z prawej ... ;-)
Tylko że uszy "rządowych karbowych" - jako wykonawców poleceń - sa inaczej wyczulone na komentarze nadchodzące z lewej strony równania niż z prawej ... Co gwarantuje pomyślne i szybkie załatwienie sprawy ... ;-)
PS. Up! Jakieś "lewicowe odchylenie" pokazania się tego wpisu ... Powinien był się ukazać po prawej stronie wpisu "Czarnego Zajączka" ...