Nawiązując do wpisu "Polscy tani robotnicy", w którym pokazałem amerykańskie statystyki dotyczące prac w przemyśle przetwórczym, warto rzucić okiem na płace jako element dochodu narodowego (PKB = GDP). Otóż w Polsce nie jest z tym różowo.
Analizując udział płac w PKB wg Eurostatu, można wysnuć wniosek, że wynagrodzenia pracownicze nie są najważniejszym elementem polskiej gospodarki. Oczywiście w porównaniu z innymi państwami członkowskimi Unii.

Oprócz bardzo niskiego miejsca Polski w tym rankingu (państw unijnych i nie tylko) warto zauważyć trend spadkowy, który spowodował, że udział płac w polskim PKB zmniejszył się o 3% od 2001 roku.
- - -
dane: średni udział wynagrodzeń pracowniczych (Compensation of employees) w PKB za 2001-2010, zmiana 2010 wobec 2001.
źródła: Eurostat
- skomentujesz?
- czytano: 1191
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
22 komentarzy... nie koniecznie - "pracownicy są wyzyskiwani" ...
Coś mi się wydaje, że poprostu spora grupa pracowników nie znajduje się po tej stronie "zakładowej bramy" po której powinni być ... ;-(
Czy przypadkiem w tym przemówieniu http://szczesniak.pl/forum/1951 nie ma części wyjaśnienia ??? ...
Gucio z Montrealu... nie koniecznie - "pracownicy są wyzyskiwani" ...
Coś mi się wydaje, że poprostu spora grupa pracowników nie znajduje się po tej stronie "zakładowej bramy" po której powinni być ... ;-(
Panie Guciu, to w tym przypadku akurat nie gra roli, bo rozpatrywany jest udział pracujących w wytworzonym przez nich PKB.
... to w tym
... tak powinno by było być ! ... ;-)
Tymczasem, to nad-uproszczone administracyjne uśrednianie, pomimo że czasami przydatne (tak jak tutaj - do rozpoczęcia dyskusji), sprytnie uniewidacznia inne szczegóły ... ;-)
I tak, w przesadzonych sytuacjach dwóch przedsiębiorstw o tym samym udziale w PKB tylko że w jednym pracuje 101 pracowników (dla uproszczenia - z równym zarobkiem dla wszystkich) a w drugim - wysoce zautomatyzowanym - w którym dyrektor pozostawił tylko jednego pracownika do pilnowania takiej produkcji a sam zwiększył stukrotnie swoje uposażenie - nie wiem czy skarbowi państwa uda się z tego przedsiębiorstwa o dwóch pracownikach ściągnąć tyle podatku - żeby wyżywić tych pozostałych 99 pozostających w domach albo - palących z rozgoryczenia niemożliwości nabycia - produktów z tegoż przedsiębiorstwa ... ;-(
Ale - cyfrowo - wszystko gra! Tylko rezultaty zaczynają, miedzy sobą, coraz bardziej się różnić ... ;-( ... Ale to już jest inny temat ... ;-)
Znów trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie sondażu. Temat jest złożony, więc ograniczę się tutaj do jednego tylko aspektu, który dobrze można przedstawić posługując się Pańską tabelką.
Otóż , żeby ocenić sytuację, trzeba znać strukturę zatrudnienia, tj. wiedzieć, jaki jest udział pracobiorców (tych na pensji) i samodzielnych przedsiębiorców w całości aktywnych zawodowo osób. Ta struktura jest dla różnych krajów różna, w krajach żyjących w bardzo znacznym stopniu z turystyki - jak Grecja około 20-25% aktywnych zawodowo to właścieiele małych rodzinynch hotelików, pensjonatów, restauracji, kawiarni, lodziarni, wypożyczalni sprzętu etc. etc. Ponadto - w Grecji nadal sporo osób zatrudnionych jest w rolnictwie. Wszyscy wymienieni i ich członkowie rodziny są sami sobie pracodawcami i tym samym wypadają ze statystyki pokazującej udziały dochodów z pracy najemnej/PKB , mimo że nie są krezusami i ich dochody nie są znacznie wyższe od dochodów pracy najemnej (często pewnie niższe, zwłaszcza w przeliczeniu na jednostkę czasu pracy włożonej w wytworzenie jednostki dochodu) .
W krajach "nieturystycznych" i praktycznie nierolniczych jak Niemcy udział samodzielnych przedsiębiorców jest znacznie mniejszy i wynosi ca 10% (to odpowiada mniej więcej średniej krajów przemysłowych) . W Polsce zapewne jest dość podobnie, choć pewnie udział jest ciut wyższy, bo PL ma wciąż jeszcze dość znaczne rolnictwo. Tak czy inaczej - polskie 37,4 % udziału w PKB jest trochę czym innym niż zbliżone swym rozmiarem greckie 35,4%. Różnice struktury aktywności zawodowej dość nieźle wyławia tak zwany oczyszczony współczynnik płac, którego w tabeli nie ma.
Znam trochę statystyki niemieckie i zgodnie z nimi obecny spadek udziału płac w niemieckim PKB wiąże się w znacznym stopniu ze zmianą struktury aktywności zawodowej. Na przestrzeni ostatnich lat spadła ilość zatrudnianych na pełnym etacie na rzecz wzrostu samozatrudnienia (często wymuszonego przez firmy) oraz pracy w niepełnym wymiarze godzin. Ponieważ jednak w Niemczech rośnie jednocześnie udział dochodów z działalności gospodarczej (a nie chodzi tu o małe hoteliki jak w Grecji, czy o drobne, słabo płatne samozatrudnienie lecz o większe, prężne dochodowo przedsiębiorstwa) oraz dochodów z majątku (akcje, udziały, nieruchomości etc.) widać jest wyraźnie tendencję do coraz mniej sprawiedliwego podziału dochodu narodowego. Rosnie udział dochodów z kapitału, a spada udział dochodów z pracy (przynajmniej z tej najemnej).
Nie mam pod ręką odpowiednich danych dotyczących Polski, ale faktycznie na podstawie cytowanej przez Pana tabeli ( jeśli pominąć jej kilka ułomności, z których jedną wymieniłam) niski udział płac w PKB pokazuje to jeszcze silniej niż w przypadku Niemiec. W obu krajach (jak zresztą w wielu innych w EU) tendencja jest negatywna, czyli nierówności się nasilają, co zresztą gołym okiem widać.
Panie Andrzeju co Pan myśli o spółce poszukującej ropę i gaz w Kazachstanie Petrolinvest?
Podali ostatnio ciekawy komunikat, ale spółka ma strasznie złą reputację wśród inwestorów i analityków giełdowych.
Myśli Pan, że istnieją realne szanse na wydobycie gazu/ropy ze złóż Kazachskich kontrolowanych przez tą firmę?
A można łaskawie wiedzieć - Kto pyta?
Pyta zainteresowany tą spółką drobny akcjonariusz, który przeczytał w dzisiejszym parkiecie kilka Pana słów (zapewne wyrwanych z kontekstu) na jej temat:
http://www.parkiet.com/artykul/1088240_P...
Strasznie dużo szumu wokół tej spółki - jedni twierdzą, że odkryła morze ropy i gazu, inni że tam nic ekonomicznie opłacalnego do wydobycia nie ma i to jedna wielka ściema.
Laikowi bardzo ciężko się w tym wszystkim ogarnąć.
Pozdrawiam,
Marek
Co do spółki niestety nie ma żadnych wątpliwości. Nie sprawdziła się jako eksplorer Azji Centralnej, Rosji itd. To widać w cenach akcji, więc co tu dużo mówić. Ale w takich spółkach zawsze jest szansa na duże odbicie, bo jakiś odwiert może wypalić. Risky business.
Dla "Parkietu"
:
Puls Biznesu donosi:
Reszta: http://www.pb.pl/2/a/2011/08/25/Najglebs...
Jeżeli dobrze zrozumiałem treść artykułu to chodzi o to słynne złoże w łódzkim, ten polski Kuwejt?
Najgłębszy odwiert to Kuźmina 1 - 7541 m i Paszowa 1 - 7214 m
Anda
Miło że mogę się trochę podciągnąć w makroekonomii. Rzeczywiście - rolnictwo to prawie 4% PKB, ale 14% zatrudnionych.
Zainteresował mnie w tych danych mały udział Płacy w PKB na tle Europy, ale już znalazłem dane na temat "disposable income". Też bardzo ciekawe.
Generalnie publikuję to dlatego, że w Polsce nie ma miejsca, gdzie dyskutuje się nad tego typu faktami, analizując je, prześwietlając. Wszędzie tylko, co będzie za pięć lat, albo że perspektywy są świetlane. Wszystko z wirtualu lub z emocji budowane.
Nie ma za co dziękować. Dobrze, że Pan to publikuje, aczkolwiek Polska jest w tym temacie nieco "za Murzynami",. na Zachodzie wrze do tego stopnia, że część francusckich milionerów sama prosi o podniesienie jej podatków, ponad to, co zaproponował wczoraj bardzo ostrożnie i tylko na okres przejściowy Sarkozy .Także i w Niemczech klasa najbogatszych (jej część) zaczyna dostrzegać, że tak nierówny podział PKB to źródło zamieszek i chaosu. Kilka m-cy temu grupa bogaczy niemieckich poprosiła o wyższe opodatkowanie, jednak jak dotąd bez skutku. Na temat konieczności takiego kroku było w ostatnich miesiącach sporo artykułów w prasie niemieckiej. Podaję najnowszy:
http://www.spiegel.de/politik/deutschlan...
Niemcy, Francja czy nawet Włochy to ojczyzny (zwłaszcza Niemcy) socjaldemokracji, świadczeń społecznych, społecznej gospodarki rynkowej o dużej sprawiedliwości, haseł równości (Francja) etc. Wg mnie Polska jest bardziej amerykańska niż zachodnioeuropejska. Taki przyjęto model po 1989 r i inny jest nieznany. E. Zach. poddała się nieco oporniej US-neoliberalizmowi niż Polska, ludność tych krajów WIE z niedawnej autopsji, że przed neoliberalizem było znacznie lepiej, więc się burzy.
... określenie - "bandycko niesprawiedliwego podziału" w stosunku do - "oficjalnie przyjętych norm" - jest wysoce - "niefortunnym" ... ;-)
Podobnie jest z określeniem - piractwo v/s korsarstwo - skutek jest ten sam ale, to drugie, z przyzwoleniem panujących władz staje się - noble ... a pierwsze to jest zwykłym - "korsarstwem na czarno" ... ;-)
Nie mówiąc już o osobach z odpowiednich sfer u których popularne "podkradanie" staje się - "cierpieniem na kleptomanię" ... ;-)
A niech Pani spróbuje - "wychylić sie z klasy" na "korytarz" czyli tam gdzie się "bryka" na Forum http://szczesniak.pl/Forum i zerknie pod http://szczesniak.pl/forum/1964 ... ;-)
Miło że mogę się trochę podciągnąć w makroekonomii. Rzeczywiście - rolnictwo to prawie 4% PKB, ale 14% zatrudnionych
Panie Andrzeju, sęk w tym, że nie "zatrudnionych", lecz aktywnych zawodowo samodzielnych przedsiębiorców pracujących w rolnictwie , którzy wypadają ze statystyki ukazującej relacje płac (pracowników najemnych) do PKB.
Gdy patrzy się na PKB od strony jego tworzenia, czyli od strony jego twórców, wydzielć można z grubsza 3 grupy:
1) żyjąca z pracy rąk własnych
2) żyjących z kapitału
2) grupa to sprawa dość prosta - to, ci, którzy odcinają kupony od majątku (akcji, udziałów, nieruchomości) bez pracy własnej (w uproszczeniu ujmując)
1) grupa jest skomplikowana, są tu zarówno ci, którzy:
a) są pracownikami najemnymi (etat, pensję) jak i ci którzy
b) są samozatrudni (one man show, freelance, rolnicy itp) , słowem finansowa drobnica, oraz ci którzy
c) są formą mieszaną - z jednej strony to przedsiębiorcy pracujący osobiście w swoich firmach, czyli samozatrudnienie, z drugiej zaś mający udziały (czyli czerpiący dochody z kapitału) w zyskach swojej firmy. Dotyczy to rzecz jasna firm nieco większych o odpowiedniej konstrucji prawnej.
Strona dochodowa PKB jest ciekawa. Niestety tego nie mogę się doszukać:
Eurostat pisze tak:
Czy dochody rolników i firm jednoosobowych są włączone w Eurostacie do "compensation of employees"?
Do różnych celów różnie się grupuje, czyli różna jest metodologia. W Niemczech do liczenia PKB każdy, kto nie jest na etacie, jest zaliczany do employees (pracowników najemnych), podobnie musi być zapewne w Eurostacie (przyznam, że nie sprawdziłam, niemniej to logiczne, by metodologia była ta sama, bo jak inaczej porównywać) . Ale warto pamiętać, że można być na etacie we własnej firmie, to kwestia formy prawnej przedsiębiorstwa - wtedy jest się i pracobiorcą (wypłata pensji) i kapitalistą (dochód z zysku firmy).
w końcu w Luksemburgu "jest gorzej".
A tu taki artykulik z Pulsu Biznesu:
Reszta: http://www.pb.pl/2/a/2011/08/25/Polacy_o...
Może być ciekawym komentarzem odnośnie polskiego 'cudu' gospodarczego ostatnich 2 dekad. Czy ktoś może pamięta, ile wynosiło spożycie wołowiny per capita w czasach PRL w dekadach lat 60., 70. i 80.?
Pojeść mięsa to my sobie lubimy, z głodu nie przymieramy:
Wszystko fajnie, tylko od kiedy sprzedaż = konsumpcja wewnętrzna? Przecież to są jaja (bycze) z tymi danymi. Już ta Argentyna ze 116 kg/głowę powinna być lampką ostrzegawczą. Przecież to jeden z największych eksporterów wołowiny.
W ten sposób można napisać artykuł, Niemcy produkują duuuuuuuuużo aut ergo Niemcy kupują najwięcej samochodów na świecie, lub coś w tym stylu.
Polacy jedzący więcej mięsa niż Niemcy i Włosi? :DDDDDDDDDDDD
Natomiast, jak zestawi się 2 fragmenty z tych 2 artykułów:
i
To wszystko zaczyna się układać w miarę zgrabną całość.
Inaczej pozostaje jeszcze wyjaśnić, dlaczego Polska nie jest restauracyjnym eldorado. Przecież tu 'steakhouse' (stekownia?) na 'steakhouse'ie' 'steakhouse'a' poganiać powinien. :))))))))))))))))
Albo tylko czekać na dane, że Polacy jedzą więcej ryb niż Włosi i Hiszpanie razem wzięci.
To prawda, ale to nie wina P. Andrzeja, lecz niechlujstwa żurnalii. Radio ZET/PAP na które się on powołuje, myli beztrosko pojęcia. Pisze o sprzedaży wołowiny na osobę - co ma sens tylko w przypadku konsumpcji krajowej, bo tylko tą łatwo przeliczyć per capita. Tymczasem liczby, które podaje dotyczą nie tylko konsumpcji wewnętrznej, lecz całości sprzedanej produkcji, czyli włącznie z eksportem, nieprzeliczanym per capita.
To tylko kolejny przykład, jak trudno oprzeć się na tym, co żurnalia na szybko i bezmyślnie wypisuje.
Mięso wykupuje zagranica, która ustawia ceny zbyt wysoko. W efekcie spożycie wołowiny w Polsce spadło do poziomu najmniejszego od 20 lat, z 17 kg rocznie do zaledwie 3 – stwierdza "Puls Biznesu".
Argenyna ma niemalze cale spozycie miesa w wolowinie, a polacy spozywaja glownie nizszej klasy miesa.
http://biznes.onet.pl/polakow-nie-stac-n...
RomanL
... mieli pecha - trafiając na samych - "trawo-żernych" ... ;-)
"... każdy może się pomylić - westchnął soliter wychodząc z pudła z makaronem ..." ... ;-(