W gazecie Fakt z 2 lutego ukazał się wywiad red. Anity Sobczak na temat cen i podatków paliwowych.
Politycy polscy przyjęli standard podatkowy UE. Problem polega jednak na tym, że Unia przyjęła je, gdy jej mieszkańcy byli bardzo bogaci, inaczej niż my dziś - mówi w rozmowie z Faktem Andrzej Szczęśniak, ekspert ds. rynku paliw
- - Orlen zapowiedział obniżkę cen paliw. Jest szansa na trwały trend spadkowy?
– Ostatnie podwyżki cen benzyny to głównie efekt podwyżki podatków. Olej napędowy zdrożał ok. 20 groszy. Na to nałożyło się jeszcze osłabienie złotówki. Dziś nasza waluta nieco odrobiła straty i stąd lekka obniżka cen.
- - Dlaczego w ogóle benzyna jest tak droga?
– Są dwa czynniki, które mają wpływ na ceny paliw. Jeden to cena ropy naftowej. Na międzynarodowym rynku więcej jest graczy finansowych niż tych, którzy faktycznie handlują ropą. Szacuje się, że 70-80 procent to spekulanci. Na nowojorskiej giełdzie między sprzedawcą a ostatecznym nabywcą średnio odbywa się około 2 tysięcy transakcji. I to oczywiście nie fizyczną baryłką ropy, tylko tzw. papierową baryłką – instrumentami finansowymi. Dlatego ropa jest dziś szalenie droga. Wydobycie najtańszej ropy kosztuje od 1,5 dolara do 2,5 za baryłkę. Więc uzasadniony koszt baryłki to może wynosić kilkanaście, w najdroższych miejscach 30 – 40 dolarów. A dziś kosztuje ponad 110 dolarów.
Rynek jest rozregulowany i nie znajduje właściwej ceny produktu, tylko podlega fluktuacjom finansowym, uzależnionym głównie od drukowania amerykańskich dolarów, które powodują bańki spekulacyjne na rynkach towarowych – także w żywności.
- - Dlaczego akurat handel ropą jest tak zyskowny i popularny?
– Ropa jest produktem, którym najczęściej się handluje. Polska w końcu lat 90. importowała ropy za ok. 2 mld dolarów, dziś kosztuje nas ona 18 mld dolarów rocznie. Ocenia się, że obciążenie gospodarki międzynarodowej kosztami zakupu ropą naftową dochodzi do 5-6 procent. Ten rynek to największy rynek towarowy na świecie. Atrakcyjny, płynny, można na nim dużo zarobić.
- - Czy są w ogóle szanse, żeby te spekulacje na ropie ograniczyć?
– Owszem. Ten rynek został otwarty za prezydenta Clintona – wtedy zmieniono przepisy, zdjęto ograniczenia ilość kapitału spekulacyjnego na rynkach towarowych. Wtedy zaczęła się cała zabawa. Dziś Kongres amerykański i prezydent Obama próbuje nałożyć ograniczenia, ale od 3 lat mu się to nie udaje. Opór instytucji finansowych, ich lobbing powoduje, że ustawa nie weszła jeszcze w życie. Środowiska spekulantów zaprzeczają publicznie, że mają wpływ na cenę ropy, ale regulacjom, które mogłyby ją ustabilizować opierają się bardzo. Wszczynają sprawy sądowe, negocjują – jednym słowem nie chcą odpuścić. Ameryka nie potrafi przełamać oporu tych wielkich graczy finansowych.
- - Wzrost cen nie tłumaczy się wzrostem popytu?
– W ostatnich 5-7 latach światowy popyt na ropę się ustabilizował. Nie ma też żadnych problemów z podażą – gwałtownych braków. A cena baryłki osiąga horrendalne wysokości porównywalne z czasami, kiedy toczyła się wojna Irak-Iran i miała miejsce rewolucja irańska.
- - Mówił pan, że na cenę paliwa składają się dwa czynniki – co poza ceną ropy naftowej?
– Wspomniane już przeze mnie podatki. Dziś w litrze paliwa, za który płacimy 5,80 złotych sama ropa naftowa kosztuje raptem 2,20. Poza tym marże rafinerii i stacji, a reszta to obłożenia podatkowe – akcyza, opłata paliwowa i VAT. Na paliwa bardzo łatwo nałożyć podatki. W przypadku ceny innych produktów, obciążenia podatkowe to ok. 19 procent VAT-u. W przypadku benzyny 3-4 lata temu było to aż 65 procent. To dla państwa czysty zysk.
- - I nie ma jednej grupy społecznej, która mogłaby skutecznie protestować.
– Dopiero ostatnie, potwornie wysokie ceny paliw sprawiły, że ludzie zaczęli się interesować, co zawiera cena. Politycy polscy przyjęli standard podatkowy UE. Problem polega jednak na tym, że Unia przyjęła je, gdy jej mieszkańcy byli bardzo bogaci. Koszty transportu w ich domowym budżecie są niewielkie w stosunku do zarobków. W Polsce ceny paliw są podobne jak w Niemczech. Ale dla nas, przy 4 razy mniejszym portfelu, są one znacznie bardziej dotkliwe. To dławi mobilność Polaków, a poza tym wysysa nasze portfele. Dlatego tej europejskiej pompy nie można stosować wobec biedniejszego społeczeństwa.
- - A jak jest gdzie indziej na świecie?
– Tylko Europa ma tak wysokie podatki od paliw, nigdzie na świecie takich nie ma. A to jest model bardzo bogatego regionu świata, bogatych mieszkańców, dla których wysoka cena paliwa nie jest tak dotkliwa jak dla Polaków.
- - Wyższe ceny paliwa przekładają się na wzrost cen w ogóle.
– Tu nie ma przełożenia wprost. Obserwuje się go głównie wtedy, gdy cena paliwa przekracza psychologiczne progi, np. 5 złotych. Wtedy mamy tzw. impuls inflacyjny - sygnał – paliwa poszły w górę, to podnosimy ceny.
- - A gdzie bezpośrednio widać wzrost cen?
– Wziąłem ostatnio na warsztat prywatną jazdę Polaków – zwykłymi autami na benzynę i LPG. I moje badania pokazały, że aut mamy coraz więcej, choć są dość stare, ale coraz mniej użytkujemy benzyny i gazu LPG. W roku 2010 w porównaniu z rokiem 2006 średnio na jeden samochód Polacy zużyli o 17 procent mniej paliwa. Na pewno nie z powodu postępu technicznego i mniejszego spalania, bo auta w Polsce są coraz starsze. Moim zdaniem z powodu cen jeżdżą mniej, bo nie mają pieniędzy na paliwo.
To dotyczy też LPG, który jest paliwem dla uboższych ludzi i małego biznesu. Liczba samochodów z instalacją rośnie, ale zmniejsza się zużycie tego paliwa. To ewidentny efekt szalonego wzrostu cen.
- - Czy i kiedy ceny benzyny powrócą do bardziej przyjaznych poziomów?
– 4 lata temu, w 2008 roku cena baryłki skoczyła do 145 dolarów. Paliwa w Polsce były tańsze niż dziś, ale tylko dlatego, że była silniejsza złotówka, litr benzyny kosztował 4,75 złotych. W ciągu pół roku ropa staniała do 33 dolarów, a paliwa w Polsce do 3,30 złotych za litr. Kryzys finansowy spowodował, że kapitał spekulacyjny uciekł z rynku ropy. I ona staniała. Jeśli dojdzie do podobnego kryzysu finansowego jak w 2008 roku, to ropa i polskie paliwa stanieją. Ale jeśli nie uda się okiełznać rynków, to niestety każdy niepokój, rewolucja, czy wiosna arabska będą powodowały wzrost cen.
- skomentujesz?
- czytano: 893
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
13 komentarzyPanie Andrzeju,
jeżeli pisze pan, że podatki na paliwa są za wysokie. To proszę powiedzieć, które podatki sugerowałby pan podnieść tak, żeby można było sfinansować wszystkie wydatki państwa (czyli 45% PKB, 675 mld). Wybór nie jest zbyt duży, także odpowiedź powinna być łatwa:
- PIT
- składki ubezpieczeniowe
- CIT
- VAT
- akcyza na inne niż paliwa towary
- cło
-dochody niepodatkowe: prywatyzacja, dywidendy, mandaty, opłaty
???
Niestety bilans musi się zgadzać i wydatki muszą być równe dochodom.
Pozdrawiam,
Robert
Nie jestem zwolennikiem wysokich podatków.
Proponuje obniżyć wydatki.
Bardzo mi miło, że Pan to pisze Panie Andrzeju.
To jest prawdziwa uczciwość intelektualna. Powiedzieć "chcę obniżenia podatków", jest bardzo prosto i zapewne 99% społeczeństwa się z Panem zgodzi. Nieelegancko nazywając sprawę, populizm.
Ale powiedzieć, chcę obniżenia wydatków, żeby paliwa były tańsze to już nie brzmi tak "słodko" dla niektórych uszu (vide ostatnie medialne wystąpienia: związkowcy policyjni (wspaniały pan Duda), ZNP (pan Broniarz), podwyżki temu, owemu, reforma emerytalna itd)
Moim skromnym zdaniem optitmum, to jest ok. 30% PKB wydatków, podatków tak jak w Szwajcarii, USA, Korei Płd., Singapurze.
Także, stoimy po tej samej stronie intelektualnej barykady. Obniżka wydatków. Z tym, że ja wolę obniżkę w pierwszej kolejności obniżkę podatków na pracę, najlepiej do zera, a podwyżkę w to miejsce podatków na paliwa, żeby zrównoważyć bilans do tych 30%.
Pozdrawiam,
Robert
To ja postawię się po innej stronie barykady: owszem obniżyć wydatki, ale nie obniżać podatków, a otrzymaną dzięki temu nadwyżką spłacać zadłużenie państwa (jest tego coś około 1 000 000 000 000 złotych) - o obniżaniu podatków będzie można pomyśleć, gdy zadłużenie spadnie poniżej 10% PKB (czyli jak dobrze pójdzie za 20 lat).
fs
Ciekawy wpis.
Myślę, że nie ma potrzeby aż tak się wyżymać i katować. Ale to dobrze wiedzieć, że istnieją osoby (zapewne młode ;)), które są aż tak skłonne do poświęceń.
Pytanie, czy zdaje pan sobie sprawę w jakiej mniejszości w społeczeństwie pan jest? ;)
Ile osób chce aby państwo zafundowało im to, tamto i jeszcze to. Te 45% znikąd się nie wzięło.
vide: opinia Polaków o wydłużeniu wieku emerytalnego, etc ;)
Pozdrawiam,
Robert
To żadna "skłonność do poświęceń", ale myślenie w perspektywie dłuższej niż najbliższe wybory. Wiesz, że same odsetki dla naszych wierzycieli od tego biliona złotych na które jesteśmy zadłużeni, to coś około 50 mld zł rocznie: to po 5 000 zł na statystyczną Polską rodzinę - te odsetki spłacane są przecież z wcześniej ściągniętych podatków, także tych zawartych w cenach paliwa! Policz sobie ile benzyny taka rodzina mogłaby za te 5000 zł kupić - nawet przy dzisiejszych jej cenach albo ile autostrad można za to wybudować i utrzymać (tym samym zapewniając ich "darmowość") - wystarczyłoby "tylko" nie mieć długu.
Jak państwo coś za darmo zafunduje, to też będę brał - głupi nie jestem.
A no stąd, że ludzie dobrze postrzegają tych polityków, którzy zadłużyli państwo: patrz jaką dobrą opinię ma w polskim społeczeństwie Gierek, za 30 lat równie dobrze będzie wspominany Tusk (zakładając, że uda mu się dalej zadłużać państwo w dotychczasowym tempie i zejść ze sceny politycznej przed krachem polskiej gospodarki).
fs
To mnie wprawia w zdumienie. Czy w tych ludziach, nie budzi się czasem taki niepokój poznawczy. Te państwo tyle daje, a tak mało rzeczy w życiu jest za darmo. Czy ci ludzie, nie stawiają sobie czasami po cichu pytania, skąd te państwo to ma??? To wszystko czego ja chcę. Czyli:
- darmowe żłobki
- darmowe przedszkola
- dotowane przejazdy
- darmowe studia
- podwyżki wszystkim ciężko pracującym (na państwowym oczywiście ;))
- "godne" renty
- "godne" emerytury
- wsparcie rodzin
- wsparcie dzieci
- dobrze opłacani: nauczyciele, strażacy, policjanci
- szkolenia dla bezrobotnych
- godne zasiłki dla bezrobotnych
- dotacje na rozpoczęcie firmy
i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej... można wymieniać bez końca. Aż się rzygać chce, od tego bezmiaru głupoty. I wszystko "za darmo" :) :)
Pozdrawiam,
Robert
... i zaczniesz liczyć na własnych palcach na ilu etatach o przeciętnych zarobkach trzeba będzie pracować żeby na tą listę co podajesz - samemu i to bez zadłużania - zarobić ... ;-) ... Albo, swoje plany życiowe, przez stopniowe wykreślanie wymienionych pozycji, ograniczać - do realnie stworzonych możliwości ... ;-(
Wydaje mi się że obniżenie wydatków równocześnie z obniżeniem niektórych podatków, np. dalsze obniżenie opodatkowania pracy, też w dłuższym okresie pozwoliłoby tak samo obniżyć zadłużenie jak pozostawienie podatków na tym samym poziomie ;) Nawet jeśli początkowo obniżymy podatki w takiej skali że w pierwszym roku w budżecie deficyt się nie zmniejszy, ale przy okazji za parę lat parę mln Polaków mniej wyjedzie z kraju jak kryzys na świecie minie - teraz dużo zostaje tylko dlatego że w Polsce sytuacja jest w miarę stabilna.
--
Tomasz Dąbski
... jeśli nie będzie pracy. Polityka podatkowa niewiele ma wspólnego z tworzeniem miejsc pracy. Właśnie kończymy wieloletni etap zachęcania inwestorów niskimi podatkami. I co? Taniej ściągnąć Polaka do siebie i na miejscu wykorzystać jego zasoby.
... warta rozwinięcia !!! ... Opracowanie warunków wpuszczania obcych kapitałów na własne podwórko - takich żeby zapewniały przeważające i trwałe korzyści (nie tylko monetarne) dla gospodarzy ...
Warto się przyjrzeć jak to rozwiązali kontynentalni Chińczycy ... ;-)
to proste - zwolnić pół miliona niepotrzebnych urzędasów. Oczywiście, jako jeden z elementów całkowitej przebudowy państwa.
Tak, tak Panie Robercie, słuszna uwaga, ale schody zamiata się od góry!!!
L.