Wrześniowy wirtualny kryzys

Polska-Rosja.jpg

10 września 2014 roku wybuchł w Polsce kolejny kryzys gazowy. Jak to ostatnimi laty bywa, kryzys przetaczał się przez ekrany telewizorów, zagościł w gazetach, rozpryskał po internecie. „Do Polski przestaje płynąć gaz!” Już „45% mniej gazu płynie do Polski!” - krzyczały nagłówki i paski na ekranach telewizorów.

Kryzys ten był całkowicie wirtualny. Jak to kiedyś określił znany polityk – był to „fakt medialny”. To taka nowa klasa faktów – wydarzeń, które się niekoniecznie wydarzyły, ale które zostały szeroko nagłośnione.

Przyjrzyjmy się temu wydarzeniu, jak ono w rzeczywistości wyglądało.

Początek września w Polsce – piękne babie lato, małe zużycie gazu (28 mln dziennie), w 100% pełne magazyny. Spokojnie płynie gaz z Rosji. 10 września PGNiG podaje komunikat, że Rosja w ostatnich dwóch dniach dostarcza mniej gazu o 20 i 24%. Kryzys wybucha.

Nikt nie doczytuje zaszytego w komunikacie sformułowania, że „mniej od zamówień”. A to duża różnica, bo do 8 września różnice między dostawami a zamówieniami (renominacjami) były zerowe. 9 września PGNiG zwiększyło na wejściu w Drozdowiczach zamówienia z 6,7 mln m3 do 10,1 mln (renominacje), czyli ponad 50%. Rosjanie zwiększyli tego dnia o 0,9 mln (czyli o 16%). Na wejściu w Wysokoje (Białoruś) PGNiG zwiększyło renominacje z 7,2 mln m3 do 8,7 mln – o 21%, a Rosjanie dostarczyli o 10% mniej - z 7 mln zmniejszyli przesył do 6,3 mln m3.

Specjalnie zanudzam Czytelnika takimi drobiazgami, gdyż widać tu jasno, że 9 września doszło do jakiegoś nieznaczącego wahnięcia dostaw – zwiększono zamówienia, na jednym punkcie odbioru zwiększono dostawy, na drugim – zmniejszono. I skala tych zdarzeń jest niewielka. A w świat idzie informacja o kryzysie dostaw.

A kolejnego dnia ukazuje się jeszcze bardziej dramatyczny komunikat, że dostawy gazu do Polski zmniejszyły się o 45%. To już prawdziwy kryzys gazowy. W telewizjach zostały powołane specjalne programy, które wałkują temat na okrągło. To już prawie wojna gazowa. Tłum ekspertów rzuca się do przedstawiania swoich przemyśleń, które brzmią zadziwiająco jednorodnie: gazowy szantaż rosyjski. No, mamy prawie wojnę gazową.

Co się stało 10 września, że ogłoszono podniesienie poziomu zagrożenia dostaw, już prawie „red alarm”? Na przejściu w Wysokoje coś się stało w południe (w okolicach ogłoszenia komunikatu PGNiG i gaz przestał płynąć. Zamiast 6,3 mln jak dzień wcześniej – popłynęło 1,9 mln m3. Co się stało? Nie wiemy. Ale ogłoszono alarm – cały kraj żył wirtualnymi brakami gazu. Chociaż następnego dnia dostawy wróciły do normy i ogłaszając alarm – doskonale o tym wiedziano.

Po kilku tygodniach PGNiG ogłosił, że uzgodnił z Gazpromem rekompensaty za niedostarczenie zamawianych ilości według zasad kontraktu. Czyli spór został załagodzony w normalnej procedurze handlowej. Gazprom podawał, że nie jest w stanie zwiększyć dostaw z powodu zapełniania magazynów na zimę.

Dlaczego podnieśliśmy aż taki alarm? Wydaje się, że było to przydatne w budowaniu atmosfery, która potem rozkwitła w mediach całego świata jako kolejny kryzys gazowy. Z drugiej strony ta tendencja przybrała kształt namawiania przez Amerykanów do zakupu prze Polskę ich gazu. Specjalna delegacja rządowa gościła w USA, negocjowała import amerykańskiego LNG. PGNiG oficjalnie rozpoczęła program zwiększania mocy gazoportu w Świnoujściu. Wszystko układa się w klarowny obraz psucia stosunków z dzisiejszym dostawcą gazu i budowania stosunków z nowym - mającym dostarczyć swój.

- - -
Kilka notatek na ten temat:

Tematy: