Unia blokuje Południowy Potok (7)

... czytaj od części 1...

Włochy, Bułgaria i Węgry, wraz z pozostałymi uczestnikami projektu (Austria, Grecja, Serbia), dążyły do zbudowania Południowego Potoku, licząc na znaczące korzyści. Bruksela natomiast od początku przedsięwzięcie blokowała. Już we wrześniu 2007 r. komisarz ds. energii Andris Piebalgs oceniał przyszłość projektu jako „niepewną”, zniechęcając zainteresowane państwa do angażowanie się w to przedsięwzięcie.

Komisja Europejska, popierała, także finansowo, plany dostaw gazu z Azerbejdżanu przez Turcję rurociągiem Nabucco, który przegrał konkurencję o zasoby Azerbejdżanu z projektem TAP. Takie konflikty jak wojna gruzińska w 2008 r., czy przerwanie dostaw gazu przez Ukrainę w styczniu 2009 r., również czasowo blokowały realizację South Stream.

Rosjanie podejmowali różne inicjatywy polityczne pod adresem UE na rzecz realizacji South Stream. Minister energetyki A. Nowak w 2012 r. dwa razy składał projekty porozumień między Unią a Rosją, próbując rozwiązać spory i proponując by lądowe rurociągi sprowadzające gaz przez Morze Czarne i Bałtyckie potraktować jako przedłużenie ich morskich odcinków. Inicjatywa jednak nie spotkała się z żadnym odzewem Brukseli.

W grudniu 2013 r., gdy już wszystkie przygotowania były zakończone, Komisja Europejska uznała umowy rządowe między uczestnikami projektu i Rosją za sprzeczne z prawem unijnym. Zagroziła, że banki europejskie nie będą finansować takiego projektu. Zastrzeżenia Komisji uderzały w kluczowe parametry:

  • kontrolę właścicielską nad rurociągiem (unbundling),
  • możliwość wykorzystania całej mocy przesyłu (dostęp stron trzecich) i
  • koszty przesyłu (taryfy ustalane przez regulatora).

Wszystkie kraje (oprócz Węgier) pod naciskiem Komisji zaprzestały współpracy z Rosją i upoważniły Komisję do negocjacji dostosowujących projekt do wymogów unijnych.

Od początku 2014 roku spór między Brukselą a Moskwą narastał z powodu zaostrzania się wojny na Ukrainie. Unia nałożyła sankcje na Rosję, ta odpowiedziała kontr-sankcjami, a rurociąg South Stream stał się ofiarą eskalacji konfliktu. 10 marca Komisja zawiesiła rozmowy i prace grup roboczych, które miały rozwiązać problemy Południowego i Północnego Potoku.

Wrogie nastroje wobec inwestycji wyrażał także Parlament Europejski, który przytłaczającą większością przyjął 16 kwietnia uchwałę, żądającą zablokowania rurociągu. Kolejna uchwała, podjęta we wrześniu tego roku, wzywała do unieważnienia międzyrządowych umów dotyczących projektu. Grożba zablokowania South Stream została również otwarcie użyta przez Komisję Europejską jako narzędzie politycznego szantażu. W maju 2014 komisarz Oettinger w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” stwierdził, że budowa może być kontynuowana pod warunkiem, że Rosja zmieni swoje stanowisko wobec Ukrainy, uzna jej władze, a także dostosuje się do unijnego prawa. Ponadto Bruksela trzymała w zanadrzu sprawę antymonopolową przeciwko Gazpromowi, rozpoczętą 4 września 2012 r., a także w połowie zakręcony kurek na Nord Stream.

Pomimo przeszkód spółki rurociągowe kontynuowały prace, podpisywały kontrakty na zakup i układanie rur na dnie morskim i na lądzie. Budowa w Bułgarii i Serbii uroczyście się rozpoczęła i trwała aż do 1 grudnia 2014, kiery to W. Putin. ogłaszając zamknięcie projektu, nazwał działania Brukseli „wkładaniem kija w szprychy”. Jednak to nie chęć zepsucia czyjejś pracy miała decydujące znaczenie. Działania Unii Europejskiej mają głębsze uzasadnienie.

Chcąc zbudować jednolity europejski rynek gazu, UE nie może dopuścić do powstawania niepasujących do niego elementów i wzmacniania pozycji krajów członkowskich, czemu sprzyja współpraca z Gazpromem, będącym konkurentem zachodnioeuropejskich firm w Europie Wschodniej.

Z tego względu Komisja Europejska cieszy się w swoich działaniach wsparciem międzynarodowych koncernów, chcących budowy wspólnego europejskiego rynku i złamania krajowych monopoli. Szef Shella, Jeroen Van der Veer, wzywał komisarza europejskiego do poskromienia państw członkowskich w ich zapędach zawierania dwustronnych umów z Gazpromem, gdyż takie rynki pozostawały niedostępne dla międzynarodowych graczy.

EUrope-South-Stream_MoscowTimes.jpg

Fundamentem strategii Brukseli jest liberalizacja, czyli otwarcie dostępu do rynków krajowych, wręcz przygotowanie infrastruktury dla tego celu. Unia, broniąc własnych inwestorów, zdecydowanie sprzeciwia się także rosyjskim akwizycjom w sektorze energetycznym, protestując przeciwko większościowym udziałom rosyjskim w krajowych odcinkach South Stream. W przypadku bankrutującej Grecji nie zgodziła się na sprzedaż Gazpromowi operatora gazowego.

Unia Europejska przyjęła w III Pakiecie Gazowym system, który jest tak skonstruowany, by o możliwościach przeprowadzenia dużych projektów decydowała Bruksela. Rosjanie chcieli to ominąć, zawierając porozumienia z rządami. Unia nie może ich unieważnić czy zabronić, lecz może wszcząć długotrwałe kontrole zgodności z unijnym prawem, które w przypadku takich inwestycji polegają na… udzieleniu zwolnień od wymogów. Długa lista wyjątków od wymogów III pakietu jest dowodem, jak silna jest kontrola Brukseli. Nawet krótki łącznik między Turcją a Grecją (296 kilometrów i 7 miliardów m3 rocznie) wymagał zgody komisarza Piebalgsa na uchylenie wymogów prawa energetycznej konkurencji. Bez nich inwestycje w importową infrastrukturę są nieopłacalne, gdyż inwestor nie może wykorzystać całych mocy rurociągu. Konkurencyjne projekty – zarówno Nabucco, jak i TAP – takie zgody na wyjątkowe traktowanie otrzymały. South Stream ich nie uzyskał, nie znajdował się bowiem na liście projektów priorytetowych.

Istotnym czynnikiem polityki UE jest także układ sił w Brukseli. W oczy rzuca się bowiem różnica w traktowaniu rurociągów South i Nord Stream, gdzie silne kraje Unii, przede wszystkim Niemcy, nie pozwoliły sobie na ingerencję ze strony Komisji Europejskiej. Wręcz przeciwnie, komisarze unijni deklarowali, że jest to „projekt europejski, unijny”. Dotyczyło to zarówno przewodniczącego Barroso („Europa potrzebuje Nord Stream”), jak i pani komisarz ds. stosunków zewnętrznych, Benita Ferrero-Waldner, która zadeklarowała, iż „gazociąg północny, jest projektem bezpiecznym z ekologicznego punktu widzenia, wniesie ogromny wkład w urzeczywistnienie bezpiecznych, nieszkodliwych dla środowiska dostaw gazu do UE”.

zakończenie - kto zyskał, kto stracił?

- - -
Tekst jest fragmentem większej całości, który będzie publikowany w częściach na tym blogu. Całość można zleźć na witrynie Nowa Debata

Tematy: 

komentarze: 5

Dzięki za artykuł, czekam na

Dzięki za artykuł, czekam na drugą część...
Ciekawe że pod wpływem nacisków zza Wody w sposób tak samobójczy zmieniły się Europie priorytety...

Pozwolę sobie wkleić końcówkę mojego "opracowania":

Pojęcia „dywersyfikacja dostaw gazu” oraz „bezpieczeństwo energetyczne albo gazowe” mają zupełnie inne znaczenia w Europie Zachodniej i w Polsce.
Do lat 80-tych kiedy to powstały pierwsze połączenia gazowe Rosji z Europa Zachodnią przez terytorium Ukraińskiej SRR – Europa korzystała z gazu z Afryki Północnej oraz ze złóż na Morzu Północnym. Sytuacja w Afryce Północnej nigdy nie była pewna a główne złoża gazowe położone są na terenie Algierii oraz Libii.

Z kolei złoża z rejonu Morza Północnego okazały się wcale nie tak ogromne w ilości gazu ale ogromne w kosztach.

Europa zaczęła szukać sposobu by „dywersyfikować” dostawy czy znaleźć stałego dostawcę który by mógł zapewnić dostawy w przypadku problemów w Afryce czy na polach podmorskich na Morzu Północnym.

Dywersyfikacja dla Europy oznacza uniezależnienie się od Algierii – przede wszystkim.

Bezpieczeństwo energetyczne dla Europy to „bezproblemowe” dostawy gazu rosyjskiego.
Z kolei dla Polski od czasów rządów solidarnościowych – „dywersyfikacja” oznacza uniezależnienie się od dostaw z Rosji. Problem jest taki, że nie ma „w pobliżu”, poza ogólnie mówiąc „Algierią” czy „Morzem północnym” innego źródła gazu niż Rosja. Do tego dochodzą niskie koszty tego surowca. Podobne lub niższe od gazu algierskiego a dużo niższe niż drogi gaz z Morza Północnego…
Polskim „bezpieczeństwem energetycznym” powinno być nasze geograficzne położenie – pomiędzy dostawcą gazu a odbiorcą – o ile gazociągi będą biegły przez nasz kraj…

MAPKI które więcej mówią niż tysiące słów…

https://adnovumteam.wordpress.com/2015/0...

Faktycznie wyniki kiepskie!

Faktycznie wyniki kiepskie! Ale dlatego budują kolejne gazociągi do Turcji i do Chin by można było sprzedawać wcześniej wydobywając. Cały spadek to wynik "oszczędzania" w Europie. Jak widać nie tylko UPAdlina nie bierze zakontraktowanych 46 mld m3 rocznie ale i przemysł całej Jewropy stanął przez samobójcze sankcję! Jak widać polityka USA by zniszczyć Europę zaczyna przynosić skutki! (Pierw zrobiono "ruchawkę" w AfrycePółnocnej by odciąć Europę od gazu Afrykańskiego a potem wsparto faszystów w Ruinie by tamtędy gaz nie płynął)...

Ale piszą też że po 7-miu miesiącach spadków eksportu gazu do Europy - zaczyna być coś lepiej....

Andrzej's picture

Protest przeciwko gazowej dwulicowości Brukseli

Foreign ministers of Bulgaria, Greece, and Hungary held a meeting in Luxembourg

The three countries are greatly concerned over the lack of a reaction on the part of the European Commission (EC), which is expected to prevent the expansion of the Nord Stream gas pipeline in case “before that, the EC exerted great pressure on Central Europe and Western Balkans countries to prevent the construction of the South Stream [gas pipeline],” the Hungarian foreign ministry said in a statement.

They called on the EC to clearly state which projects it intends to back, thus contributing to the energy security of the region.

6 November 2015
Politics.hu