Światowy spisek naftowy nie wypalił

Cały świat i każdy kierowca może odetchnąć z ulgą. Światowy spisek producentów ropy nie udał się. Próba poszerzenia kartelu naftowego OPEC o nowe kraje – nie wypaliła, spotkanie w stolicy mikro-państewka Katar, zakończyło się porażką. Doha miała być przełomem, miała poszerzyć oddziaływanie arabskich eksporterów ropy na takich producentów jak Rosja, Azerbejdżan, Kazachstan, a nawet Meksyk. Nic z tego.

Zapłacilibyśmy za to słono, prosty przykład. Importujemy do Polski 25 milionów ton ropy. Gdy kosztowała ona 100 dolarów za baryłkę, Polska płaciła 70 miliardów złotych za import. Dzisiaj, gdy kosztuje 40 dolarów – płacimy też dużo, ale tylko 28 miliardów złotych. Tak więc zaspokajając te same potrzeby, jeżdżąc tyle samo, co wcześniej, w naszej zbiorowej polskiej kieszeni pozostaje ponad 40 miliardów złotych. Do wyobraźni może przemówi fakt, że jest to ponad tysiąc sto złotych rocznie w kieszeni każdego Polaka, łącznie z nowonarodzonymi berbeciami. No i poza tym niby nic się w realu nie dzieje a PKB nam rośnie o ponad 40 miliardów zł.

Gdy więc ceny ropy spadły z poziomu 110 dolarów za baryłkę w 2013 roku do dzisiejszego poziomu 30 – 40 dolarów, Polska odnotowała po raz pierwszy dodatni bilans handlowy. To podstawowy, może nawet jedyny czynnik tego, że zamiast się dalej zadłużać, zaczynamy zarabiać na międzynarodowym handlu. To tak jakby gospodarstwo domowe przestało wydawać więcej niż zarabia, więc przestało zwiększać górę długów i wysprzedawać swój majątek, by opłacić rachunki. Co za ulga dla gospodarki, dla konsumentów i dla przyszłych pokoleń, które te długi mają spłacić.

I nagle na początku 2016 roku zawiązał się spisek. Zmowa krajów OPEC, które od ponad 40 lat trzęsą rynkiem naftowym, zmniejszając wydobycie taniej ropy i wywołując wzrost jej ceny, z innymi chętnymi do podwyższania dochodów z eksportu ropy. Oczywiście trudno mieć im za złe, że walczą o swoje interesy, ale dzisiaj ta walka to gangsterski napad w biały dzień.

Przypomnieć bowiem warto, że jeszcze 10 lat temu oficjalnym „pasmem cenowym” państw OPEC był przedział 22 – 28 dolarów za baryłkę. Gdy cena obniżała się poniżej dolnej granicy 22$, obniżano produkcję, gdy przekraczała górne 28$ – zwiększano wydobycie. Później nastąpił czas szalonej spekulacji, ropa kosztowała powyżej stu dolarów, choć nie nastąpiło nic szczególnego po stronie kosztów.

„Złoty deszcz” trwał latami, dochody eksporterów ropy zapierały dech w piersiach i szybko się do tego przyzwyczaili, podnieśli poziom życia, zwiększyli wydatki socjalne. I gdy ceny ropy wróciły do bardziej normalnych poziomów, okazało się, że brakuje środków, że kasa pustoszeje w błyskawicznym tempie. A przecież dzisiaj ceny są znacznie powyżej ceny 28 dolarów sprzed 10 lat, nawet po uwzględnieniu inflacji.

W zmowie czołową rolę odgrywały dwaj najważniejsi światowi eksporterzy i producenci – Arabia Saudyjska i Rosja. Początkowo osiągały swój cel – już po pierwszych przeciekach w styczniu – ceny ropy podskoczyły w górę i to bardzo mocno – z 28 do 35 dolarów. Pogłosek podnoszących ceny nie wystarczyło na długo, więc 16 lutego Rosja i Arabia Saudyjska podpisały pierwsze porozumienie o możliwym zamrożeniu wydobycia ropy. Podkreślić warto – o „możliwym”, przyszłym i ciągle w sferze zamierzeń. Rynki finansowe jednak zareagowały szalonym optymizmem – cena podskoczyła z 30 do 40 dolarów. Gdy w niedzielę narada w Doha zakończyła się fiaskiem i realnego zamrożenia poziomu wydobycia nie uzgodniono – ceny zaczęły spadać.

Wcześniej gracze na giełdach nie dostrzegali faktów – rosnącego wydobycia Arabii Saudyjskiej i Rosji, Iranu wchodzącego z nową ropą na rynek europejski, konsumpcji nie tak dynamicznej, jak to planowano. Wtedy to nie miało znaczenia, teraz o tym znowu słyszymy.

Jest to bowiem owa absurdalna cecha dzisiejszych rynków towarowych, które za nic mają realia, liczą się jedynie inwestorzy finansowi, ich nastroje i „apetyt na ryzyko”. Oczywiście realnym mechanizmem decydującym o cenach są przepływy gorących pieniędzy z rynku na rynek, kreowanie baniek spekulacyjnych. I jak już cena jest odpowiednio wysoka, następuje „realizacja zysków”, czyli bierz, ile się da… i w nogi. Na kolejny rynek.

Racjonalne to nie jest, ale jak mówiła dzisiejsza pani komisarz - „sorry taki mamy klimat”.

opec-rosja-doha_0.jpg

- - -
18 kwietnia 2016

Tematy: 

Komentarze: 2

Światowy spisek naftowy nie wypalił

Jeżeli mniej wydaliśmy na zakup ropy i "zarobiliśmy" miliardy, to pozostaje pytanie, gdzie one są i na co zostały/zostają wydane? Czyżby wzrost wartości dolara i spadek wartości złotówki, to wszystko zrekompensowała? Wychodzi, że powinno zostać 42 mld (70 mld - 28 mld = 42), czy to tylko wirtualne zyski? Pozostało najważniejsze pytanie i co dalej z tymi cenami i kosztami?

Andrzej's picture

tymi rachunkami nikt się nie zajmuje

o bilansie handlowym to więcej u nas się pisze o USA i Japonii niż o Polsce.

42 mld jest różnicą w bilansie handlowym - na nasza korzyść. ale potem są usługi i przepływy finansów. Jeśli te dwa ostatnie sie nie zmieniły to 42 mld zł możemy NIE pożyczać. Ale tym (oprócz zadłużenia państwa) też się tym nikt nie zajmuje, więc problemu nie ma. W efekcie można powiedzieć, że Europa, Zachód trochę mniej przejęli naszą gospodarkę i aktywa.

skomentujesz?

Filtered HTML

  • Use [fn]...[/fn] (or <fn>...</fn>) to insert automatically numbered footnotes.
  • Allowed HTML tags: <a> <i> <b> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <font> <dt> <blockquote> <img> <center> <strong> <em> <u> <b> <span> <bgcolor> <del> <strike>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Lines and paragraphs break automatically.