Zatrzymać Gazprom

część trzecia opracowania

Amerykańska gra energetyczna o Europę

Zacznij od części pierwszą...

Priorytetem polityki amerykańskiej jest obrona Europy przed Gazpromem, zmniejszenie jego obecności na rynku. W 2015 r. Rosja dostarczyła Unii 40% importowanego surowca, gdy jej bezpośredni konkurent - Norwegia 37%. W latach 90-tych udział ten był znacznie większy – wynosił nawet powyżej 50%, jednak stopniowo się zmniejszał. W dostawach ropy naftowej i węgla Rosja ma podobny udział w imporcie europejskim – 30 procent. Już ten udział jest powodem krytyki Waszyngtonu, dlatego aktywnie przeciwdziała zacieśnianiu się relacji. I to od dziesięcioleci.

Czasy Zimnej Wojny

W planie Marshalla największym pakietem pomocowym były dostawy ropy i paliw oraz pomoc w budowie rafinerii. Dzięki temu integracja transatlantycka i amerykańskie wpływy polityczne i gospodarcze zyskały solidny fundament. Od lat 60-tych, gdy Związek Radziecki zaczął eksport swoich surowców, najpierw ropy naftowej, później gazu, zaczął się nowy etap. W 1962 r. niemiecki Mannesmann zawarł w ZSRR umowę na dostawy rur, jednak Amerykanie zmusili Adenauera do zerwania kontraktu. Interesy niemieckiego przemysłu były tak dobrze strzeżone, że następne rządy socjaldemokratów doprowadziły w 1966 r. do wznowienia prac nad gazociągiem.

W 1982 roku prezydent Reagan zareagował znacznie mocniej na podobny projekt, określany jako kontrakt stulecia „gaz za rury”. Rosjanie i Niemcy porozumieli się ws. budowy ogromnego rurociągu - 4650 kilometrów rur ze złóż Urengoj w zachodniej Syberii do Użhorodu i dalej przez Czechosłowację do Niemiec, który miał kosztować 22 miliardy dolarów, dostarczać 40 miliardów m3 gazu rocznie.

Jednak było to nie do zaakceptowania dla prezydenta Reagana. W 1982 r. CIA opracowała analizę (National Intelligence Estimate), zatytułowaną „The Soviet Gas Pipeline In Perspective”. Współpracę tę oceniono jako zagrożenie dla USA, gdyż

„Związek Radziecki liczy w przyszłości na zwiększoną zależność zachodniej Europy od dostaw gazu z ZSRR, co uczyni ją bardziej narażoną na sowiecki szantaż i stanie się to stałym czynnikiem w stosunkach Wschód – Zachód”.
.
„ZSRR wykorzystał rurociąg do tworzenia i rozgrywania podziałów między Zachodnią Europą i USA […] i ma nadzieję, że sukces rurociągu, ograniczy chęć Europejczyków do popierania przyszłych sankcji ekonomicznych USA przeciwko ZSRR”.

Jak widać, niewiele od tamtych lat do dziś zmieniło się w geopolitycznych kalkulacjach.

eu-russia-usa_staern-pipedreams.jpg

Prezydent Reagan ocenił więc, że "zbyt mocne związki Europy ze Związkiem Radzieckim nie służą Sojuszowi Północnoatlantyckiemu" i ogłosił embargo - zakaz udziału amerykańskich i europejskich firm w budowie rurociągu. Nastrój do sankcji był dobry, było to po grudniu 1981 r., gdy rząd PRL wprowadził stan wojenny, delegalizując „Solidarność”. I tak też uzasadniono te sankcje, jednak realnym celem było zablokowanie dostaw radzieckiego gazu na Zachód, i odcięcie ZSRR od dopływu twardej waluty. Waszyngton naciskał Europę, łącznie z Margaret Thatcher, by nie kupowała gazu od Rosji, a przede wszystkim - nie sprzedawała rur stalowych i sprężarek, które umożliwiałyby przesłanie gazu z Syberii do Niemiec. Do Europy przyjechali przedstawiciele Departamentu Stanu, by przekonywać do dwóch pomysłów, mających zrekompensować utratę z syberyjskiego gazu: importu amerykańskiego węgla i rozwoju wydobycia gazu w Norwegii.

Jednak Europejczycy, łącznie z Margaret Thatcher, zdecydowanie powiedzieli „nie”. I pomimo zimnej wojny, pomimo rakiet z głowicami atomowymi na granicach w listopadzie 1982 r. embargo zostało wycofane. Było to również podyktowane interesem amerykańskich farmerów, gdyż ZSRR potrzebował dużych ilości zboża, które USA mogły dostarczyć po zniesieniu sankcji.

Jednak wtedy też Waszyngton założył pewien hamulec na współpracę gazową Europy z ZSRR. Otóż poprzez Międzynarodową Agencję Energii ustalono, że maksymalny poziom dostaw z tamtego kierunku nie może przekraczać 30 procent. Ten poziom Amerykanie uznawali za krytyczny dla bezpieczeństwa sojuszu transatlantyckiego, czyli „zależności od rosyjskiego gazu”. Właśnie to ustalenie stało się podstawą polityki dywersyfikacji, do dzisiaj blokującej związki Europy z Rosją.

Zdecydowana postawa wobec amerykańskich sankcji wynikała z doświadczeń kryzysu naftowego 1973 roku. Wtedy Europa przekonała się, że poleganie jedynie na sojuszniku może być kosztowne. Przerwanie dostaw ropy z Zatoki Perskiej, którą gwarantowały Stany Zjednoczone, okazało się zabójcze dla Europy - embargo OPEC i podwyżka cen ropy wywołały wieloletnią recesję. Europa przychylniej zaczęła patrzeć na zakupy ropy i gazu ze Związku Radzieckiego.

Z tamtym okresem wiąże się także wydarzenie, które nie trafiło do annałów historii, a o którym opowiedział w swojej książce Thomas C. Reed - ówczesny minister ds. lotnictwa. W styczniu 1982 r. prezydent Reagan zgodził się na operację podstawienia radzieckiemu wywiadowi wirusa w oprogramowaniu przemysłowym, sterującym pracą rurociągów gazowych. Oprogramowanie to zamontowane w systemach sterujących syberyjskimi rurociągami - pompami, turbinami i zaworami, latem 1982 r. po pewnym czasie nieaktywności doprowadziło do tak ogromnych przeciążeń, że w rezultacie. na Syberii doszło do wybuchu i pożaru gazociągu, który zarejestrowały amerykańskie satelity jako „największy nienuklearny wybuch spowodowany przez człowieka”. Rosjanie do dziś nie potwierdzają tej historii.

Jednak po upadku ZSRR, w latach 90-tych stosunki amerykańsko – rosyjskie układały się świetnie. Spotkania Jelcyn – Clinton, amerykańska pomoc w wyborach prezydenckich, prywatyzacja zasobów surowcowych, oddanie przez Rosję zapasów plutonu do bomb jądrowych, świetne warunki dla inwestorów poszukujących ropy – to wszystko składało się na tak ciepłe stosunki, że 50-lecie zwycięstwa nad faszyzmem prezydent Clinton i Jelcyn uczcili wspólnie przyjmując defiladę wojska w Moskwie, a Rosja została uhonorowana „specjalnym partnerstwem” z NATO i uczestnictwem w poszerzonej grupie G-7.

Wiele mówiący jest moment w którym zakończyła się ta idylla. Gdy złoża ropy przejęte przez nagle wzbogaconych oligarchów naftowych z Jukosu miały być przekazane amerykańskiemu Exxonowi – coś pękło. Chodorkowski - właściciel Jukosu – w 2003 r. trafił do więzienia, transakcja nie powiodła się i od tej pory Rosja i Putin stały się obiektem nieustannego ataku światowych mediów i zachodnich polityków. Od tego momentu konflikty narastają, przemieniając się nawet w starcia zbrojne na Ukrainie, gdzie z jednej strony frontu ukraińskich żołnierzy i ochotników szkoli NATO, a z drugiej - zbuntowane republiki wspierają Rosjanie.

Przyjrzyjmy się także dwu największym projektom ostatnich lat, o które toczyła się zacięta walka.

Północny i południowy potok

Największym z nich jest rurociąg Nord Stream (Północny Potok), prowadzący gaz z Rosji przez Morze Bałtyckie bezpośrednio do Niemiec. W trakcie pierwszej części projektu – w latach 2005 – 2011 – opór przeciwko niemu był podnoszony przede wszystkim przez Polskę i kraje bałtyckie. Z ujawnionych depesz dyplomatycznych wiemy, że Amerykanie działali dyskretnie, raz jedynie posuwając się do jawnego nacisku. We wrześniu 2008 r. amerykański ambasador Michael Wood, w wywiadzie dla Svenska Dagbladet zachęcał Szwecję do przewodzenia zabiegom o zablokowanie rurociągu, ostrzegając przed "specjalnymi stosunkami między Rosją a Niemcami”. Niemiecki MSZ wystąpił z oficjalnym protestem, sprawa przycichła, rurociąg wybudowano, Polska i państwa bałtyckie były za słabe, by go powstrzymać.

Przy budowanej obecnie drugiej nitce rurociągu dyskrecja już nie obowiązuje. Senatorzy amerykańscy, w tym znani z jastrzębich poglądów John McCain czy Marco Rubio, wysłali list otwarty do prezydenta Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckera, w którym uznawali Nord Stream 2 za „krok wstecz w polityce dywersyfikacji i wobec planów Unii Energetycznej”. Żądali także od Junckera, by rozszerzył działanie trzeciego Pakietu na obszar morza Bałtyckiego, tak aby była nim objęta całość rurociągu, a nie tylko niemiecka część.

W maju 2016 r. John Kerry powiedział, że to „duże zmartwienie dla USA”, gdyż Ameryka chce bronić krajów środkowej Europy. Również wiceprezydent Joe Biden odradzał Europie ten krok, w Rydze w sierpniu 2016 r. nazywając rurociąg „złym interesem dla Unii”. To na najwyższych szczytach dyplomacji, a na co dzień odradzali takie „złe interesy” Amos Hochstein i pani Robin Dunnigan. Przypominała ona, że Nord Stream 2 „nie spełnia przyjętych celów dywersyfikacyjnych”, dlatego radziła państwom członkowskim wstrzymać się i „jeszcze raz przemyśleć”. Amerykanie zwalczając Nord Stream 2 powołują się na Ukrainę, która może stracić 2 miliardy dolarów rocznie za opłaty z przesyłu.

Podobnie jak amerykańscy senatorzy, siedem państw środkowej Europy wystosowało wspólny list do Junckera, protestując przeciwko rurociągowi. Wspierał je ambasador amerykański w Niemczech, powołując się na państwa europejskie, które „głośno zwracają uwagę, że konsekwencje rurociągu wychodzą daleko poza stosunki rosyjsko – niemieckie”, zapowiadając, że Stany będą przedstawiać swoje obawy tak w Brukseli, jak i wobec Niemiec.

Niemiecka dyplomacja odpowiedziała kontrofensywą, ambasador Niemiec przypominał, że „w pewnych sprawach Europejczycy muszą decydować sami”. Zarzucił przy tym Amerykanom rozniecanie obaw kilku państw europejskich. Pracowano też nad Polską - w czasie wizyty na początku 2016 r. wicekanclerz Sigmar Gabriel mówił: „Nord Stream 2 to sprawa biznesowa dla Niemiec i polityczna dla Polski”. Uspokajał naszą troskę o sojuszniczą Ukrainę, zapewniając, że Rosja zgodziła się, by przesył przez Ukrainę był utrzymany. Rok później kanclerz Merkel w Polsce całkowicie uspokoiła niepokoje polskiego rządu, tak że miękkie stanowisko Polski wywołało protesty dziennikarzy, stojących na straży antyrosyjskiego kursu gazowego.

Pani kanclerz Merkel przedstawiła argumenty nie do podważenia, twierdząc, że „to jest projekt biznesowy, tam są prywatni inwestorzy”. Logika biznesowa jest bowiem po stronie Nord Stream 2 – to najtańsza i najkrótsza droga dostaw, omijająca niepewne kraje tranzytowe, dostarczająca tani rosyjski gaz, którego dostawy można zwiększyć także wtedy gdy najbardziej jest potrzebny. Dowiodła tego już wybudowana pierwsza część, a druga dodatkowo umacnia Niemcy jako centrum europejskiego rynku gazowego. Dostawy LNG nie mogą konkurować z tym rurociągiem, dlatego Niemcy, po kilka latach badań, zarzucili pomysły budowy terminali odbiorczych z morza.

nord-stream-otwarcie_0.jpg

W odróżnieniu od północnej nitki, projekt South Stream (Południowy Potok) – rurociąg od Morza Czarnego do Włoch - udało się powstrzymać połączonymi siłami Brukseli i Waszyngtonu. Szczególnie wiele wysiłków włożyła amerykańska dyplomacja dla odwodzenia Bułgarii i krajów środkowej Europy od wzięcia udziału w bardzo dochodowym dla nich projekcie Gazpromu.

Amerykańska dyplomacja energetyczna poświęciła też dużo czasu Grecji, która na skutek kryzysu gospodarczego i końskiej kuracji zaordynowanej przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, szukała sojuszników i źródeł finansowania. Rosjanie chcieli kupić sieci gazowe, ale zostali zablokowani przez Brukselę. Także propozycje przeprowadzenia przez Grecję rurociągu „Turecki Potok” - następcy South Stream, były ostro zwalczane przez amerykańskiego wysłannika Amosa Hochsteina, który przekonywał lewicowy rząd, że zachodnie projekty powinny mieć specjalne priorytety. Zachęcał także do kupienia pływającego terminalu regazyfikacyjnego, który mógłby być „prawdziwą dywersyfikacją źródeł”. Zdecydowane działania zablokowały energetyczny sojusz Grecji z Rosją. Ambasador Pyatt podsumowuje ten sukces amerykańskiej strategii:

„chcemy widzieć dodatkowe projekty takie jak TAP, które zwiększają dywersyfikację, a stawiamy opór projektom takim jak Nord Stream 2, które jedynie zwiększają zależność od rosyjskiego gazu”.

tsipras-hochstein-greece-.jpg

część czwarta...


- - -
kwiecień 2017 r.
tekst dla Nowa Debata

Tematy: 

skomentujesz?

Filtered HTML

  • Use [fn]...[/fn] (or <fn>...</fn>) to insert automatically numbered footnotes.
  • Allowed HTML tags: <a> <i> <b> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <font> <dt> <blockquote> <img> <center> <strong> <em> <u> <b> <span> <bgcolor> <del> <strike>
  • Youtube and Vimeo video links are automatically converted into embedded videos.
  • Lines and paragraphs break automatically.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.

Plain text

  • No HTML tags allowed.
  • Web page addresses and e-mail addresses turn into links automatically.
  • Lines and paragraphs break automatically.