Kolejna próba legislacyjna dotycząca biopaliw znowu jest obarczona poważnymi błędami. Przede wszystkim chce się je wprowadzić przymus, co rodzi opór tych, którzy są do tego zmuszani. Dodatkowo należy się spodziewać obowiązku stosowania dużych ilości biokomponentów w bardzo krótkim czasie, co jest nierealistyczne wobec potencjału produkcji rolnej. Nie ma klarownego sytemu finansowania, który premiowałby rolnicze nośniki energetyczne. Deklarując „pomoc” rolnikom - uruchamia się mechanizmy oszustw i obchodzenia prawa.
Dlatego proponowałbym bardzo uważnie przyjrzeć się dzisiejszym obietnicom politycznym, i nie uleganie kuszącym hasłom, gdyż jest wielce prawdopodobne, że dzisiejsze podejście zakończy się podobnie jak poprzednie.
Dzisiejszy model produkcji biopaliw w Polsce opiera się z założenia na polskich produktach rolnych (istnieje też teoretyczna możliwość importu z krajów UE), które przerabia się na komponenty paliwowe i dostarcza jako półprodukty do polskich producentów paliw i na rynki zachodniej Europy. Produkowane z rzepaku estry są głównie eksportowane są przez jedynego wytwórcę– Rafinerię Trzebinia – do Niemiec. Etanol jest dodawany do paliw krajowych, jednak w coraz większych ilościach potrzebuje go Europa, szczególnie Skandynawia.
Ta sytuacja jest bardzo korzystna dla polskich rolników. Popyt na nasze produkty rolne rośnie dzięki zapotrzebowaniu bogatych krajów europejskich na komponenty do biopaliw, które można zaspokajać przez rosnąca produkcję rolną. Nie rozumiem, co stoi na przeszkodzie takiemu rozwojowi polskiego rolnictwa, gdyż jest ona o wiele bezpieczniejsza dla producentów rolnych, niż opieranie kalkulacji na niepewnych dopłatach z budżetu państwa. Model, kiedy my produkujemy, a finansują to podatnicy niemieccy, szwedzcy czy austriaccy (najwięksi realni i potencjalni odbiorcy naszych produktów) – jest bezpieczniejszy i znacznie bardziej dochodowy, gdyż tamte rynki są gotowe zapłacić więcej za surowce czy półprodukty do biopaliw.
Zamiast rozwijać ten model, zwiększać produkcję rolną, po raz kolejny usiłuje się przeprowadzić prawo, które ma małe szanse, by właściwie funkcjonować. Wydaje mi się także, że zyskiwać na nowych propozycjach wcale nie będzie polski rolnik, ale raczej producenci biopaliw czy biokomponentów. Interesy tych dwóch grup wcale nie są identyczne, a czasami sprzeczne.
Przypatrzmy się podstawowym pomysłom, zawartym w projektach ustaw, aby ocenić, co możemy otrzymać jako efekt pracy polityków w rządzie i Sejmie.
Przymus wprowadzania biopaliw na rynek, przewidziany ustawą i wsparty wysokimi karami, może zablokować wprowadzenie biopaliw. Podobnie stało się z inicjatywą sprzed 4 lat - tam także zostały wprowadzone elementy przymusu, które naruszyły prawa obywateli i zostały odrzucone przez Trybunał Konstytucyjny.
Dostawcy paliw stają wobec przymusu. Będą narażeni na kary za wydarzenia, nad którymi nie mają kontroli, przede wszystkim za dostępność biokomponentów. Ich dostawcy niczym nie ryzykują, gdy okaże się że nie ma wystarczającej ilości towaru na rynku.
Dodatkowo projekt ustawy o biopaliwach szykuje nam nostalgiczne rozwiązanie z czasów wczesnego PRL: przymus kontraktacyjny. Każdy przymus w gospodarce jest niszczący, doświadczyli tego rolnicy w czasach socjalizmu, a i ówczesna władza przekonała się, że niewiele osiągnie w ten sposób. Przymus połączony z nierealistycznymi oczekiwaniami – rodzi podejrzenia o forsowanie interesów nie do końca klarownych.
Politycy chcą w ekspresowym tempie wprowadzić wielkie ilości produktów na duży bardzo skomplikowany rynek. Przypomina mi to poprzednie próby – podobnie „na kolanie” uchwalano ustawę, przepychano ją „na szybko”. Skutki znamy.
Wielki polski przemysł naftowy, który przerabia 18 milionów ton ropy rocznie staje wobec nagłych zmian, narzuconych przepisami. Od razu – w 2008r.przewidywane są bardzo duże ilości biopaliw – to pomysły polityków, nie biorące pod uwagę realiów i wielkości produkcji choćby rzepaku w Polsce. Proponowana w pierwszej wersji ustaw wielkość 4% udziału biokomponentów, wymaga nagłego - dnia na dzień, bo od 2007 roku pojawienia się na rynku polskim ok. 300 tys. ton estrów, a więc w ciągu jednej chwili na rynku miało się znaleźć Około miliona ton rzepaku jako surowca. Realność takiego rozwoju wydarzeń jest żadna.
Dobry przykład spokojnego, ale skutecznego wprowadzania biopaliw dają Stany Zjednoczone Ameryki– największy rynek biopaliw w zachodnim świecie. Już prawie 30 lat promują poprzez prawo, przeznaczają ogromne środki na dotacje, a po tylu latach rynek biopaliw to 3% całego rynku. I to tylko w benzynach, gdzie producenci kukurydzy dostarczają surowców do produkcji etanolu. Dzisiaj wobec ogromnego popytu, obserwuje się szybki rozwój importu etanolu z Brazylii, ponieważ USA zastosowały preferencyjne taryfy celne na import biokomponentów. Czy i taki scenariusz nas czeka?
Wielkie moje zdumienie wywołała odpowiedź jednego z działaczy biopaliwowych, na pytanie, skąd weźmie rzepak konieczny w przyszłym roku. Odpowiedział: „z Ukrainy”. Na moje wątpliwości: „ale przecież wymogi kontraktacji, ustawa nie pozwala itd.” - usłyszałem coś, co mnie zmroziło. „A kto rozpozna, jaki to rzepak, gdy i tak i ten polski i ten z importu, pójdą do jednej tłoczni?” Było to wprost przyznanie się, że ponad interesami rolników, ponad interesami kraju (który dotuje to przedsięwzięcie) stoją zupełnie inne interesy. Że można w prosty sposób obejść prawo, nie przejmując się ani duchem ani litera ustawy.
Już dzisiaj, mimo zapewnień producentów etanolu ,że „mamy olbrzymie nie wykorzystane moce produkcyjne”, sprowadza się do Polski surowy spirytus, a sytuacja po wprowadzeniu ustawy biopaliwowej będzie się tylko pogarszać, podobnie jak z rzepakiem. .
W dzisiejszej gonitwie, by jak najszybciej, najlepiej „na wczoraj”, uchwalić prawo o biopaliwach, gubi się podstawowe zasady tworzenia prawa, jego przewidywalność i stabilność. Politycy starają się wprowadzić naprędce zmiany, nad którymi inni pracowali latami. Zamiast rzetelnie popracować, „puszczają oko” do rolników, zachęcając ich do produkcji paliw na własna rękę, choć oczywistym jest, ze nie jest to zajęcie dla drobnych wytwórców. Starając się usunąć wymogi kontroli nad podatkiem, jakie obowiązują w produkcji paliw, sugerują dodatkowo, ze prawem nie należy się zbytnio przejmować. Może to doprowadzić do szerokich oszustw przy wytwarzaniu biopaliw przez chętną do szybkich zysków grupę nieuczciwych „bio-producentów”. Nie przyniosą oni chluby polskim rolnikom,
Jeśli więc będzie się forsować rozwiązania gwałtowne, doprowadzi się jedynie do tego, że powstanie zamieszanie na rynku, braki produktów, a produkcje krajową zastąpi import. W ten sposób polski podatnik będzie finansował rolników ukraińskich czy farmerów z Kanady. Dodatkowym efektem takiego wprowadzania prawa może być szok cenowy, spowodowany gwałtownym wzrostem kosztów, brakiem surowców i wzrostem ich ceny. Skutkiem generalnym takich wydarzeń może być to, że polski klient - przychylnie dzisiaj nastawiony do biopaliw, wskutek takiego wprowadzenia ich na rynek - może się od nich odwrócić. I obarczyć winą „pazernych rolników”.
Zamiast przymusu, nierealnych terminów i ilości biopaliw – należy przedstawić długofalowy i klarowny pakiet rozwiązań, który może zachęcić producentów paliw, by korzystali z zasobów biokomponentów. W związku z tym, że biopaliwa są droższe w produkcji i nie tak wydajne, jak produkty pochodzenia naftowego, należy zachęcić użytkownika i producenta ceną. Jedyna drogą do tego jest system podatkowy. Jeśli państwo decyduje się na wspieranie produkcji rolnej, także przez kreowanie popytu na biopaliwa, musi to jasno zadeklarować i przedstawić narzędzia, jakimi chce ten cel osiągnąć. Niestety – w tej sprawie panuje głucha cisza. Dlatego można mieć wątpliwości co do intencji polityków. I dlatego nadzieje rolników na większe zasiewy mogą okazać się płonne.

Andrzej Szczęśniak
copyright
- skomentujesz?
- czytano: 2108
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
3 godz 32 min temu
3 godz 57 min temu
7 godz 43 min temu
10 godz 27 min temu
18 godz 11 min temu
18 godz 36 min temu
22 godz 20 min temu
1 dzień 5 godz temu
1 dzień 7 godz temu
2 dni 19 godz temu