Gdy europejski handel uprawnieniami do emisji CO2 startował w 2001 roku, był uznawany za cudowne dziecko ekologii, wizjonerski projekt ratowania naszej cywilizacji przed globalnym ociepleniem. Dzisiaj raporty wielu instytucji wskazują na fakt, że warunki narzucane przez protokół z Kyoto i wymogi ograniczenia emisji gazów cieplarnianych ponoszą porażkę tak wewnątrz Unii Europejskiej, jak i w skali globalnej. Wszystko wskazuje na to, że Kyoto nie działa. Gorzej – że zbliża się jego klęska.
Gdy europejski handel uprawnieniami do emisji CO2 startował w 2001 roku, był uznawany za cudowne dziecko ekologii, wizjonerski projekt ratowania naszej cywilizacji przed globalnym ociepleniem. Dzisiaj raporty wielu instytucji wskazują na fakt, że warunki narzucane przez protokół z Kyoto i wymogi ograniczenia emisji gazów cieplarnianych ponoszą porażkę tak wewnątrz Unii Europejskiej, jak i w skali globalnej.
Kryzys wokół Protokołu narasta - emisje globalnie rosną. Jak podał Departament Energii rządu Stanów Zjednoczonych w 2003 roku emisja dwutlenku węgla wyniosła 25 miliardów ton, to znaczy zwiększyła się 4,5% od poprzedniego roku. A Protokół z Kyoto postawił przed światem monumentalne zadanie redukcji emisji o połowę do roku 2050. Niestety, świat na tej drodze raczej się cofa niż postępuje zgodnie z zaleceniami ONZ-owskich ekologów. Od roku 1997 (gdy został uchwalony) emisje wzrosły o 20%.

Jeśli bowiem przyjrzeć się zmianom emisji od 1990 roku (rysunek powyżej - źródło: www.ghg.unfccc.int) to jedyną grupą krajów, w których emisja się zmniejszyła, są kraje byłego obozu radzieckiego, które wskutek rozpadu energochłonnej gospodarki planowej, znacząco zmniejszyły emisje. Ze znaczących gospodarek jedynie Niemcy (a to dzięki wchłonięciu NRD) oraz Wielka Brytania, mogą się poszczycić jakimiś sukcesami. Inne kraje znacznie zwiększyły emisje.
Jeszcze gorzej trend ten wygląda, gdy przyjrzeć się "osiągnięciom" ostatnich 4 lat 2000 - 2003. W tym czasie już tylko kilka krajów (w tum USA - które nie podpisały Protokołu z Kyoto!) obniżyły emisje. Finlandia - rekordzista - zwiększyła o ponad 20%, a średnia Unii - to ponad 2%. Widać wyraźnie, że trend jest bardzo niekorzystny dla zwolenników Kyoto.

Na przyszłość ocenia się, że skutkiem nie przystąpienia do Kyoto takich potęg jak USA i Chiny, może być wręcz - wzrost emisji do roku 2012, który o ocenia się na ok 10%. Jest to skutkiem systemu przydziału pozwoleń, którego start nie osiągnął zakładanych celów.
W 2005 roku państwa członkowskie Unii wyemitowały pozwolenia na 1,829 milionów ton dwutlenku węgla, podczas gdy realna emisja wynosiła jedynie 1,785 miliona ton. Innymi słowy: system jako całość nie ograniczał emisji, a wręcz przeciwnie – zwiększał je. Ten ”fenomen” odbił się na cenie pozwoleń, które startując z 10 dolarów, osiągnęły w szczytowych notowaniach 38 $, by w maju, gdy się okazało, ze pozwoleń jest za dużo – spaść do 12 $.
Państwa członkowskie Unii zaczynają postrzegać ten mechanizm nie jako działanie na rzecz środowiska, lecz jako mechanizm transferów ogromnych pieniędzy. Dla przykładu brytyjski think tank „Open Europe” ocenił wartość obciążeń dla brytyjskiego przemysłu na 2,8 miliarda Euro w ciągu 3 najbliższych lat, gdy przemysł niemiecki będzie zasilony 1,8 miliardami Euro z handlu nie wykorzystanymi pozwoleniami. Wcale nie Polska ze swą ubogą gospodarką, lecz właśnie bogate Niemcy.
Natomiast w przyszłości wzrost emisji będzie głównie przypadał na kraje rozwijające się, które w 2050 roku będą łącznie emitować 3,5 razy więcej, jeśli nie zmienią dzisiejszych standardów. A jest to podstawowa słabość protokołu – obejmuje on jedynie państwa rozwinięte (OECD).
Dlatego państwa bogate nie chcą dźwigać tego ciężaru. Kanada, która zobowiązała się do redukcji emisji do 2012 roku o 6% w stosunku do lat 90-tych, ogłosiła niedawno, ze nie wywiąże się z tych obietnic. Mając na względzie, jak ogromny balast kosztów, zmniejszających konkurencyjność wobec dynamicznej gospodarki USA, ogromnego sąsiada, który nie przyjął zobowiązań Kyoto, wzięłaby Kanada na siebie – okazało się, że zobowiązania te to mrzonka.
W Unii Europejskiej, która chce skorygować dzisiejszą anty-skuteczną politykę, w drugiej fazie w latach 2008 – 2012 możemy się spodziewać ograniczenia poziomu pozwoleń. Odbije się to z pewnością niekorzystnie na Polsce, która z „beneficjenta” przekształcić się może w ofiarę tego systemu, gdyż przejrzystość systemu, którą chce wprowadzić Unia, będzie uderzała we wszelkie przywileje, a Polska zalicza się do państw uprzywilejowanych, co już raz posłużyło do obcięcia nam przydziałów.
Tak więc dzisiaj, kiedy system dzięki swoim lukom umożliwia rozwój, jeszcze jest zgoda na Kyoto. Gdy zaczną się schody, gdy wymogi zaczną poważnie uwierać przemysł – Europa stanie przed alternatywą: rezygnacja z Kyoto bądź emigracja energochłonnych branż do krajów rozwijających się. Wydaje mi się, że protokół z Kyoto nie przetrzyma tej próby. Propozycje te idą bowiem zbyt daleko w narzucaniu nowych kosztów produkcji, wręcz w zmienianiu naszego stylu życia, który jest oparty na wysokiej konsumpcji energii, żeby mogły się zakończyć sukcesem.
Dla państw takich jak Polska, USA czy Chiny, które leżą na górach węgla, mogących na wiele lat zabezpieczyć ich potrzeby energetyczne, taki protokół może wyglądać na spisek konkurentów, chcących wyeliminować to źródło energii z konkurencji. Różnica między państwami jest jedna: USA i Chiny nie podpisały protokołu, a Polska uczestniczy w tym programie. Niektórzy nawet twierdzą, że za takim planem może stać Rosja ze swymi przeogromnymi zasobami gazu. Być może jest to wersja już zbyt spiskowa, jednak przyznać trzeba, że realnie Protokół działa na korzyść Rosji.
Podstawa polskiej energii, czyli węgiel może okazać się bardzo drogi pod rządami cesarza z Kyoto. Chyba że ktoś w końcu głośno powie, że cesarz ten jest nagi.

Andrzej Szczęśniak
copyright
Artykuł napisany dla "Gazety Finansowej"
- skomentujesz?
- czytano: 3127
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
3 komentarzyProtokół z Kioto i dogmat globalnego ocieplenia to jedyny obowiązujący świadopogląd UE. Zadziwiające, że "prawicowe" rzędy PiS (wcześniej AWS) wykonują posłusznie strategie ekologów. Strategię, której celem jest niszczenie cywilizacji przemysłowej, a u której podłoża leży nienawiść do istoty ludzkiej.
Emisja gazów cieplarnianych ("greenhouse gas") wzrosła w Japonii o 0,6% w ciągu ostatniego roku. Wyniosła 1,364 miliarda ton i jest 14% ponad celem wyznaczonym na podstawie "protokołu z Kyoto".
Japonia, aby osiągnąć te cele musiałaby opodatkować energię albo wprowadzić handel emisjami. Japonia nie chce jednak pójść śladem Unii Europejskiej, chcąc wydać jedynie 45 mln$ na zakup pozwoleń na emisję. Jest to jednak jedynie 0,2% (nadwyżka nad celem emisyjnym wynosi 14%).
Przyczyną jest... rozwój gospodarczy. Rząd japoński ma więc dylemat: protokół z Kyoto czy wzrost dobrobytu.
Jak widać nawet w ojczyźnie "protokołu z Kyoto" jego realizacja nie idzie zbyt sprawnie. Pytanie, czy nie powinniśmy się głęboko zastanowić przed obciążeniem naszej gospodarki tak horrendalnymi kosztami? Efektem może być bowiem uszczerbek w budowie dobrobytu.
Więcej: news.yahoo.com/
- - - - - -
Andrzej Szczęśniak
... Czy ten wulkan w Islandii dostał kredyty na wydzielanie gazów cieplarnianych ?
Według tej cieplarnianej teorii, przy takiej ilości "wyplutych gazów cieplarnianych" powinno się w tamtej okolicy zrobić cieplej a tu, jak na złość, zrobiło się chłodniej - bo okazuje się, że to "cieplarniane paskudstwo" zasłoniło słońce ... I jak tu teraz dopasować praktykę do teorii ? ... Może będzie lepiej skorzystać z praktyki żeby skorygować teorię ?
No dobrze ... Ale jak tu się teraz wycofać z tak obiecującego szwindlu ? ... Czy to chodzilo o klimat ? Czy o - grube pieniądze ? ... ;-(