Wiadomości ostatnich tygodni z Orlenu koncentrowały się na sprawach kadrowych i płacowych. 1 kwietnia ma zacząć obowiązywać nowy system zaszeregowania pracowników.
Zakłada m.in. ujednolicenie systemu zatrudniania, oceny i premiowania pracowników (dotychczas działały różne systemy, inny był w spadku po Petrochemii, inny po CPN). Likwiduje on też ponad 800 funkcjonujących w firmie stanowisk i wprowadza 50 grup zaszeregowania.
wnp.pl
Pracownicy w kryzysie mają gorzej. Zwyczajna rzecz. Dobrze że po 10 latach od połączenia Petrochemii z CPN-em rozpoczęto likwidację różnic między byłymi pracownikami tych dwóch wielkich, połączonych ze sobą struktur.
Wcześniej już związki zawodowe wszczęły spór zbiorowy z zarządem, przypominając, ze mówił o „papierowej stracie”. W jego efekcie załoga otrzymała doroczne nagrody, jednak
wnp.pl
Premier Pawlak na spotkaniu w Płocku pokazywał, jakie są przyczyny tak głębokich problemów Orlenu, sięgających także pracowników:
- Orlen potrzebuje całościowej strategii i tu najważniejsze pytanie dotyczy inwestycji w Możejkach. O ile Unipetrol przynosi pozytywne efekty i dysponuje infrastrukturą pozwalającą na dostawy ropy przez Adriatyk, to Możejki już nie. Rafineria powinna być zaopatrywana w ropę rurociągiem. Nie jest, zamiast tego przywozi się do niej ten sam rosyjski surowiec morzem. Naturalne, że rentowność zakładu spada - tłumaczył Waldemar Pawlak.
- Jeśli Orlen przeorganizuje produkcję, to może zwolnienia w Płocku nie będą potrzebne.
Premier przyznał, że ma sygnały, iż zmiany kadrowe w PKN sięgają kadry inżynierskiej, która odpowiada za produkcję. A są to ludzie "wymagający szacunku".
Jednak szeregowi pracownicy i niższa kadra kierownicza Orlenu to oaza stabilności w porównaniu ze zmianami, jakie zachodzą na wyższych stanowiskach. Więcej informacji na ten temat przyniósł Parkiet.
Asumpt do rotacji dało wygaśnięcie pod koniec zeszłego roku trzyletnich kontraktów 60–70 kluczowych menedżerów płockiego koncernu [..] władze Orlenu zdecydowały się odnowić kontrakty z mniej niż połową dyrektorów! Co więcej – im wyższy szczebel, tym więcej zmian personalnych wprowadzono. W strukturze płockiego koncernu jest blisko 50 stanowisk tzw. dyrektorów biur - […] wymieniono około połowy ich obsady. Zmieniło się również aż kilkunastu z niespełna 20 tzw. dyrektorów wykonawczych Orlenu. […] stosunkowo najmniej zmian było w pionie produkcyjnym, a najwięcej – w finansach i w pionie dyrektora generalnego.
Wymieniono m.in. dyrektora wykonawczego ds. sprzedaży detalicznej – Williama Kozika zastąpił Marek Podstawa. Annę Walczowską na stanowisku dyrektora wykonawczego ds. marketingu zastąpił Leszek Kurnicki. Nowym dyrektorem wykonawczym ds. kadr został Arkadiusz Kawecki, szefem biura prawnego (również w randze dyrektora wykonawczego) – Bogdan Dzudzewicz, a dyrektorem wykonawczym ds. zakupów – Jacek Czapliński. W gronie nowych dyrektorów biur znaleźli się zaś m.in. Tomasz Gryguć, Karol Kuch oraz Zbigniew Żuk.
Parkiet
Oczywiste jest, że zmiany kadrowe są konieczne. Bez nich zapanowałby marazm, wzmacniany dominującą pozycją PKN Orlen na rynku i wieloma barierami, które chronią przed konkurencją. I tu warto przypomnieć, że grupa spółek Orlen przerabiając 28 mln ton ropy (2008r.) zatrudnia 24 tysiące osób (2007r.), natomiast spółka PetroPlus, zarządzająca 8 rafineriami, przerabiającymi 40 mln ton ropy, zatrudnia 3 tysiące.
Jednak zmiany zachodzą w polityce kadrowej Orlenu nie tylko na stanowiskach pracowniczych. Jeśli przyjrzeć się samemu zarządowi czy stanowisku prezesa, to jest to wyjątkowo niestabilna kadrowo firma. Od 1999 r. (debiut na giełdzie) Orlen miał 8 prezesów.
slajd z wykładu "Orlen - o wynikach 2008r."
Jeśli sytuację porównać z koncernami, z którymi często porównuje się Orlen, to widać, że gospodarka zasobami ludzkimi na najwyższych szczeblach jest wyjątkowo marnotrawna. W Orlenie było 8 prezesów (Konrad Jaskóła już nie był prezesem w czasie debiutu giełdowego, natomiast w MOL czy OMV (a także w Grupie Lotos) zarządzają spółkami te same osoby.
Czynnikiem najbardziej istotnym jest przygotowanie fachowe prezesów spółek. W czasie obecności spółki na giełdzie jedynie prezes Heydel miał doświadczenie branżowe. Poza nim żaden z prezesów takiego nie miał. Wielu z nich nie miało także doświadczenia menedżerskiego. Jednak taka sytuacja ma w Polsce utytułowanych zwolenników, czego przykładem jest choćby krytyka mojej opinii przez profesora Macieję („Czy nafciarze potrzebni są w Orlenie”).
Ostatnie zmiany władz spółki wywoływały duże zainteresowanie, gdyż Platforma Obywatelska, która zawiesiła prezesa Piotra Kownackiego, nominowała Wojciecha Heydla najpierw jako p.o., a później wygrał on konkurs na to stanowisko. Jednak bardzo szybko zastąpiony został przez nowego prezesa - Jacka Krawca. O ścieżce kariery i koneksjach aktualnego prezesa spółki pisze Marek Czarkowski:
Media kojarzyły go z osobą wszechwładnego ministra spraw wewnętrznych Janusza Tomaszewskiego. Po jego upadku w wyniku fałszywego oskarżenia o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa fotel stracił też Krawiec.
Ponownie obecny prezes PKN Orlen wypłynął w 2002 r., obejmując na krótko stanowisko prezesa Elektrimu.
Po czym nastąpiła przerwa. W marcu 2005 r. Paweł Wroński na łamach „Gazety Wyborczej” pisał, że ówczesnemu szefowi klubu Platformy Obywatelskiej, Janowi Rokicie, w kwestiach ekonomicznych doradzają „specjaliści od gospodarki Jarosław Kochaniak i Jacek Krawiec”. [...]
Ale Platforma wybory przegrała i przyszło mu zadowolić się posadą prezesa spółki giełdowej Action, z której odszedł 25 marca 2008 r. Media podały, że podjęcie decyzji ułatwiła mu obietnica prezesury Orlenu. Chwilowo Krawiec został członkiem rady nadzorczej tej spółki.
Od razu doszło do konfliktów między nim a zwycięzcą konkursu na stanowisko prezesa Wojciechem Heydlem. 18 września 2008 r. Heydel zrezygnował z funkcji, nie chcąc kopać się z koniem. Gabinet po nim objął Krawiec. Była to trzecia w tym roku zmiana na szczytach władzy w spółce.
Przegląd
Widać jak na dłoni preferencje partii obsadzających stanowiska w wielkich spółkach. Ale skutki są nie najlepsze. Taka rotacja kadrowa nie sprzyja realizacji planów długofalowych. Wszelkie strategie Orlenu, jeśli patrzeć na nie w perspektywie wielu lat potrzebnych na ich realizację – nie mają szans na realizację. Za rok, dwa, gdy zmienia się partia u władzy, lub gdy w tej samej koalicji rządzącej dochodzą do głosu inne siły - przychodzi nowy prezes, zmienia się znaczna część zarządu, i zmieniają się plany. Politycy nominujący prezesów mają różne priorytety, więc plany zakupu rafinerii lub inwestycji w wydobycie są raczej wynikiem pomysłów politycznych niż strategii wynikającej z sytuacji na rynku i możliwości spółki.
Istota problemu tkwi we własności spółki. Pomimo tego, ze jest to spółka formalnie prywatna (o czym informowała w ogłoszeniach prasowych w czasie walk o prezesów w lecie 2004r.) realnym właścicielem jest państwo. Stąd problemy spółki. I choć jest wiele możliwości zapewnienia sobie przestrzegania warunków, które są dla państwa istotne, to Polska wybrała najgorszy model – ręczne sterowanie. Problemy polskich spółek naftowych wynikają przede wszystkim z tego.
- skomentujesz?
- czytano: 6197
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
30 komentarzySpółki akcyjne podobnie jak urzędy i budżetówka są podatne na zawyżanie płac powyżej rynkowych.
Dlatego powinno się wprowadzić zaostrzoną ustawę kominową obowiązującą nie tylko urzędy, budżetówkę i firmy będące własnością publiczną, ale także obowiązującą spółki akcyjne.
Pisałem o tym tu:
http://niepoprawni.pl/blog/404/likwidacj...
... miło się to czyta, ale żeby to zrealizować ... chyba łatwiej by było zmienić kierunek spływu Wisły ... "Demokracja zachodnia" zaowocowała wspaniałym niezrównanym tworem - Addmmiinistracją i basta. Żeby móc zacząć rozumieć co to znaczy - trzeba przeczytać to opowiadanie o zawodach wioślarskich pomiędzy Fordem i Toyota pod adresem i niestety czy stety narazie tylko po amerykańsku http://szczesniak.pl/node/1130#comment-4987 i co jest ciekawe to to, że po zachodniej stronie ta Administracja rozwija się szybciej niż gospodarka ... ;-( ... i dlatego mamy takie genialne resultaty ... Pozdrawiam ... ;-)
Szanowny Panie Andrzeju,
Ze smutkiem zaznajomiłem sie z Pana refleksjami na temat braku od 9 lat jakichkolwiek zasad tworzenia długoterminowej polityki kadrowej w spółkach Grupy Kapitałowej PKN Orlen.
Kadry menedżerskie sa zawsze podstawa do zapewnienia skutecznej realizacji strategicznych wieloletnich planów rozwoju wielkich koncernów gospodarczych takich jak np. PKN Orlen. Podjęta w 2003 roku próba zmian Statutu Spólki PKN zawierająca projekt stworzenia statutowych zapisów stabilizujących kadencyjnośc składu władz zarządowych Orlenu została odrzucona przez ówczesne kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa.
Krótkie uzasadnienie:
Rzeczywiście, patrząc na historie rotacji na stanowiskach członków zarządu, członków rady nadzorczej i kadry dyrektorów wykonawczych i zarządzających w PKN Orlen od 2000 roku, to nigdzie w krajach Unii Europejskiej czyli w krajach dojrzałej gospodarki rynkowej nie znajdziemy przykładów tak negatywnej praktyki częstej, bezmerytorycznej wymiany osób zarządzających olbrzymim majątkiem narodowym.
Przykład skali wymiany kadr w PKN Orlen na przestzreni ostatnich 8 lat jest evenementem chyba juz na skale światową. Być może równac sie moga tylko z nami koncerny z tzw. republik bananowych, gdzie rządzi woluntaryzm gospodarczy i nepotia.
Dla uzasadnienia tej tezy przytoczę Panu anegdote pochodzącą z okresu mojej pracy w zarządzie PKN Orlen w okresie lat 2002 - 2004.
Przepowiednia mojego kolegi z b. zarzadu niebawem, bo już na jesieni 2004 roku, sie sprawdziła. Zas jak pamietamy, karuzela zmian składów zarządow PKN Orlen, poczynając od kolejnego prezesa I. Chalupca, zaczęła sie szybko kręcic, własnie wg formuły " orlenowskiego stołu pożywieniowego ".
Mozna przypuszczać że szefami kuchni kadrowej doboru władz PKN i uzyskiwanych bonifikat zarobkowych dla swoich delegowanych znajomych czy kolegów byli następni Prezydenci RP, Panowie Premierzy, Ministrowie MSP i szefowie rządzących partii politycznych.
Tym silnym naciskiem na mozliwość szybkiego odwołania osób ze składu zarządów PKN, a w konsekwencji pozbawienia b. dobrych zarobków nalezy tłumaczyc nadzwyczajną spolegliwośc i niemerytoryczna zgodę członków b. zarządów PKN Orlen pod kierownictwem prezesów I. Chalupca i P. Kownackiego na zrealizowanie politycznej, a nie uzasadnionej biznesowo, decyzji nabycia rafienerii w Mozejkach, za cene zakupu zawyżoną o ca 1 mld USD ponad wartośc ekonomiczna i rynkową tej litewskiej Spółki.
Na podstawie mojej praktyki zawodowej moge jedynie stwierdzić, że na dobre poznanie w szczegółach wszystkich zasad petrochemicznej i paliwowej ekonomii procesowej w PKN Orlen trzeba poswięcic od 6 do 12 mcy wytężonej pracy. Taki okres czasu na naukę maja wszyscy nowo zatrudnieni dyrektorzy w PKN.
A po 2 latach przyjdą kolejni nowi dyrektorzy do nauczenia sie w trybie przyspieszonym wiedzy o zarzadzaniu rafinerią i marketingiem paliwowym. Jak to sie potocznie mówi : " Od nowa się zacznie polka galopka". Dzisiaj, za prezesury Pana J. Krawca, dokonana obecnie wymiana ponad 50-70 % ilości kadry zarządzającej w samym PKN Orlen, jest tylko potwierdzeniem dalej istnienia politycznie wszechobecnej koncepcji " wyżywienia w Grupie PKN nowych osób doproszonych do stołu".
To pewne, że zmiana osobowa kadry kierowniczej w takiej skali przyczynia sie wprost do obniżenia wartości Spólki PKN. Czy o tym negatywnym wpływie czynnika personalnego na obnizenie wartosci wycenowej Koncernu nie wie aktualne kierownictwo MSP?
Nie przeczę Panie Andrzeju, że jeśli jest taka merytoryczna potrzeba chwili, np. związanej z nowymi kierunkowymi decyzjami strategicznymi, to nalezy dac władzom prawo dobierania sobie do składu tzw. Topic Managementu Koncernu PKN osob bardziej zaufanych, niz osoby dotychczas zastane, ale jednak nadzorując dokonanie doboru osób kierowniczych o lepszych udowodnionych branżowych kwalifikacjach zawodowych.
Natomiast obecna skala i rozmiar zmian kadrowych w PKN Orlen potwierdzają, że nastał czas na wybranie "nowej rodziny królika w Orlenie", która sie musi dobrze zarobkowo "wyżywić" w Spólce. Dzisiejszy poziom zarobków na stanowiskach dyrektorów wykonawczych i zarządzających w PKN Orlen jest rzędu od 30-80 tyś zł/miesiąc.
Jak mi doniesiono, obecnie w PKN dobiera sie kadre kierowniczą wywodzącą sie z dawnych zasobów kadrowych spółki telekomunikacyjnej TP SA. No cóz, trudno chyba wymagac od pana Prezesa J. Krawca by ściągał do PKN Orlen kadrę kierowniczą z Grupy LOTOS. :-)
Najbardziej dla mnie smutnym jest fakt, że wdrażany od 2003 roku strategiczny projekt wieloletniego rozwoju Koncernu oparty o program Value Based Management, projekt VBM który wymagał od kadry zarządzającej bardzo dobrej wiedzy procesowej, typowej dla działaności chemiczno - rafineryjno-dystybucyjnej i handlowej, został od 2005/2006 roku przez władze Koncernu juz bezpowrotnie odłożony na półki.
Stąd uzasadniniona jest teza Pana Wicepremiera W. Pawlaka o braku dostosowawczej strategii w Orlenie. Ale kto tą strategię ma przygotować dla MSP I Min. Gospodarki. gdy wymieniono aż tylu dyrektorów zarządzających w PKN Orlen? Nowi dyrektorzy pilnie dopiero sie uczą wiedzy o Koncernie.
Zarządy naszych konkurentów z MOL i OMV jak i z innych europejskich koncernów paliwowych, oraz analitycy inwestycyjni z Londynu, wg moich zagranicznych informacji, obecną polityke Orlenu określają jako bezmyślną i nieracjonalną ekonomicznie oraz rynkowo.
Cóz im sie dziwić,tym petrochemicznym długoletnim branżystom, że pukają się na hasło Orlen delikatnie w czoło, gdy fakty o złych praktykach polityki kadrowej PKN są jednoznacznie negatywne w ocenie.
Pozdrawiam Pana , Panie Andrzeju
Jacek Strzelecki
b. CFO PKN Orlen SA
Jest Pan świadkiem zachowań i osób korzystających z tego systemu i polityków, którzy to kreują, bronią przed zmianami i wykorzystują ten system. I to niezależnie od barw politycznych - zgoda co do trwania tego systemu jest pełna.
Pisze Pan: "Podjęta w 2003 roku próba zmian Statutu Spólki PKN zawierająca projekt stworzenia statutowych zapisów stabilizujących kadencyjnośc składu władz zarządowych Orlenu została odrzucona przez ówczesne kierownictwo Ministerstwa Skarbu Państwa." To ciekawe - nie miałem świadomości takiej próby. Rzeczywiście - mogłoby to pomóc, jednak nie wolno zapominać, że ważne jest też otoczenie (konkurencyjne czy też wręcz przeciwnie - monopolistyczne). Ono decyduje, czy zarządom chce się w ogóle pracować czy nie. Ale rzeczywiście - z tym systemem kadrowym - sytuacja Orlenu nie może być dobra.
Anegdotka jest pyszna, pozwoliłem sobie ją wyróżnić.
Patrzę na praktykę innych firm naftowych, większych i mniejszych i rzeczywiście - nasza polska polityka nie ma precedensu. To jest coś niepowtarzalnego. Dla przykładu, jeśli się chce zasięgnąć wiedzy branżowej, warto posłuchać wykładów menedżerów Shell, BP czy innych firm. Aż miło słuchać czy też czytać te wykłady i prezentacje. Świadczą o dużej wiedzy i pożytku, jaki firma z takich ludzi ma. W Polsce? Nie słyszałem o takich rzeczach.
Dlatego gdy dziennikarze pytają mnie o takie czy inne plany, decyzje polskich spółek paliwowych, staram się w bardzo delikatnych słowach wyjaśnić, dlaczego spółki nasze nie są w stanie zrealizować zadań, które zapowiadają. Ale oczywiście siła czarowania medialnego naszych kolosów jest ogromna. Jednak jeśli popatrzeć historycznie - na plany sprzed 3 -5 lat - widać jednoznacznie - wszystko pozostaje na papierze, najczęściej gazetowym. Realizacja jest żadna, lub przynosi opłakane skutki, jak np. Możejki.
Z chwilą objęcia władzy przez komunistów, rząd Millera natychmiast przystąpił do „odzyskania” Orlenu. Usunięcie Modrzejewskiego, przy współudziale służb specjalnych, zarządzanych przez Siemiątkowskiego, otworzyło tzw. lewicy drogę do zarządu spółki. Prezesem został Zbigniew Wróbel popierany przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (miał go wspierać także najbogatszy Polak Jan Kulczyk, akcjonariusz PKN Orlen). Inni członkowie zarządu (wszyscy w randze wiceprezesa) również mieli wpływowych protektorów. Janusz Wiśniewski zawdzięczał nominację Krzysztofowi Janikowi, Jacek Strzelecki - Leszkowi Millerowi, Sławomir Golonka był protegowanym Wiesława Kaczmarka, a Andrzej Macenowicz ( współpracownik WSI, pseudo.Parys) - Józefa Oleksego. Nic dziwnego, że gdy w szeregach SLD zaczęły się rozłamy, walki frakcyjne zaczęły się też w zarządzie Orlenu. Mówiło się wręcz o dwóch zarządach - "małym", który tworzyli Zbigniew Wróbel i Sławomir Golonka, i "dużym", skupiającym pozostałych menedżerów. W ten sposób w PKN Orlen i spółkach, które do niego należały, krzyżowały się wpływy i interesy finansowe wszystkich frakcji SLD.
Dzisiejszy Parkiet przynosi nowe informacje:
Nową procedurę przydzielania stanowisk można uznać za ukłon zarządu spółki wobec załogi. Zakładowy układ pracy, podpisany jesienią zeszłego roku przez reprezentujące pracowników organizacje związkowe, nie przewidywał bowiem procedury odwoławczej w tej sprawie. W opinii Arkadiusza Kaweckiego, dyrektora wykonawczego ds. kadr w Orlenie, taki zapis był błędem.
Generalnie jest to ciekawy obraz stanu spółki, gdzie mamy podział na podlegają "pracowników produkcyjnych", którzy weryfikacji nie podlegają i "osób niezatrudnionych przy produkcji (głównie pracowników biurowych)", gdzie "degradacji" ma sięgać średnio 70–80 proc. Czy to tylko walka o tytuły? ("prawie wszyscy, którzy dotychczas byli starszymi specjalistami, zostaną tylko specjalistami lub nawet młodszymi specjalistami")
Podziały jak za dawnych czasów socjalizmu. Orlenowi potrzebna jest chyba generalna kuracja odchudzająca (przede wszystkim od góry, nominowanej politycznie), a nie walki o "młodszego" czy "starszego" specjalistę.
Związki zawodowe w firmach to trzymanie lisa w kurniku.
Trzeba zabrać związkom zawodowym wszystkie przywileje, powinny działać poza zakładami pracy i poza czasem pracy.
I oczywiście żadnych tam praw do strajku. Komu się praca nie podoba to się zwalnia i tyle.
... z tymi "Związkami zawodowymi" ... które nie są ani zwiazkami ani zawodowemi tylko pomysłem administracyjnym do niepuszczenia pracowników żeby się mogli sami zrzeszyć ... ;-)
Ale - o tem - potem ... bo mnie "popędzają" ...
Pozdrawiam ...
Same dobre informacje 30 do 80 tys /miesiąc za wygenerowanie straty, i może jeszcze jednej straty, przerost zatrudnienia, za silne związki zawodowe, polityka kadrowa wg. politycznego łańcucha pokarmowego, informacje z zagranicy, spadek ratingu kredytowego, brak realnych koncepcji działania. Konkluzja - niech upada. Może dopiero problemy monopolisty są w stanie zmienić obraz rynku paliwowego w Polsce, lub szerzej obraz struktury zarządzania w tym państwie. Orlenowi trochę można współczuć, bo jeśli nadal będą pojawiały się kolejne straty, pogarszał się rating kredytowy, to niestety z gotówką może być ciężko, zresztą chyba nie tylko jemu. Wiele osób, pewnie do tego grona ja również się zaliczam, spodziewa się na światowych giełdach jeszcze jednego mocnego tąpnięcia za sprawą sektora finansowego. Zaczęły się pojawiać bardzo niekorzystne rekomendacje znanych analityków, w dodatku są spore szanse, że nie wydumane. Może być ciężko o finansowanie, zwłaszcza spółkom które zaczynają zbierać żniwo swojej nieudolności. Oczywiście jest też pewnie jakiś plus z tego, te korytka wysychają i mogą zacząć wysychać jeszcze szybciej. To mogą być ciężkie dwa kwartały.
... czyli do amerykańskiej koncepcji tego co oni nazywają "związkami zawodowymi" ... czyli poprostu złej odpowiedzi na złe traktowanie ...
Gdyby dyrekcje przedsiębiorstw traktowały swoich pracowników po ludzku, to by tych "związków zawodowych" u siebie nie miały ...
Przytoczę dwa przykłady:
Pierwszy z nich obserwowałem osobiście w Paryżu; w latach 65-69 pracowałem tam u Sulzera, opracowywaliśmy i wykonywali kompletne instalacje ogrzewczo-klimatyzacyjne na terenie Francji. Około stu pracowników w dyrekcji i biurze projektowym i około czterystu w warsztatach i na budowach. Nie znając francuskiego pracowałem jako technik-kreślarz w tymże biurze. Mieliśmy nasz własny związek zakładowy, przynależność była dobrowolna (ja nie należałem). Członkowie tego związku wybierali swego przedstawiciela który był zwalniany, na okres swojej kadencji, z obowiązków pracowniczych żeby mógł poświęcić cały czas na sprawy procownicze. Stawał się jakby członkiem dyrekcji representującym pracowników, miał wgląd we finanse przedsiębiorstwa, organizował rozdział trzynastej pensji pomiędzy wszystkich pracowników w/g pracowniczego uznania i w razie jakiegoś zatargu pomiędzy pracownikiem i jego kierownikiem sprawa była odrazu przedstawiana, rozpatrywana i załatwiana na poziomie dyrekcji. To on był tym łącznikiem pomiędzy dyrekcją i pracownikami. Przed Bożym Narodzaniem mieliśmy zawsze przyjęcie/zebranie w biurowej kantynie, przychodził dyrektor - Monsieur de Miller - wyciągał notesik z kieszonki od marynarki przedstawiał sytuację finansową przedsiębiorstwa w kończącym się roku, jakie projekty, dochody, podział ich pomiędzy właścicieli, akcjonariuszy i pracowników (ta trzynasta pensja na zapłacenie podatków), przedstawiał przewidywania na następny rok - chudy/tłusty - podziękowania - życzenia i pozostawiał nas ze skrzyniami szampana do wypróżnienia ... Przez cztery lata mojego tam pobytu nie było mowy o żadnym strajku, poprostu nie było po temu powodu ...
Drugim przykładem jest kanadyjska firma "Magna" stworzona przez Austryjaka nazywanego Stronachem, kilkanaście fabryk rozrzuconych na Kontynencie amerykańskim i w Europie produkujących części zamienne/podzespoły do samochodów - bez związków zawodowych ... poprostu pracownicy ich nie potrzebują ... Jak ktoś się nadaje to pracuje, jak nie to nie ... Pracownicy mają stawki, warunki pracy i uznanie lepsze niż ci z innych zakładów znajdujących się pod osłona związków. Można sobie wyobrazić jak przywodcy central związkowych "kochają" dyrekcję tejże Magny ... ;-)
Otóż związki zawodowe stylu amerykańskiego są odpowiedzią na brak kultury i umiejętności kierowniczych ich dyrekcji. Na początku były one bardzo potrzebne, ale z czasem zostały przechwycone przez "administracje zwiazkowe" a pracownicy stali się zakładnikami pomiędzy dwoma administracjami ... ;-( ... i to stało się tragedią/rakiem przyczyną upadku ekonomii amerykańskiej i rozprzestrzenia się jak zaraza po całym Zachodnim "wolnym" Świecie ...
Pozdrawiam ... dobranoc ... na całe szczęście - jutro zacznie sie nowy dzień ... ;-)
... o czym się niechętnie wspomina to fakt, że "monetaryzm" zdeformował/zdeprawował do tego stopnia administracje pracodawców i zwiazków zawodowych, że obydwie wyeliminowały bardzo skutecznie - etos pracy - nikt za nic się nie czuje odpowiedzialny, wszyscy (albo prawie) zostali zredukowani wyłącznie do wykonywania poleceń - jak roboty - wszystko przeliczane jest na pieniądze, człowiek się już nie liczy tylko - natychmiastowy zysk ... ;-(
No! to się "wyłuszczyłem" i teraz mogę się zabrać do czegoś innego ...
Pozdrawiam ...
This comment has been moved here.
brzmi sensacyjnie i kuriozalnie, no ale pewnie się dobrze sprzeda i będziemy mieli już wkrótce kolejne artykuły tego typu. Z drugiej strony, może nieudana szarża na Repsol zniechęciła (rozłościła )... a udana na MOL zachęciła (rozeźliła jeszcze bardziej) do dalszych podobnych działań. hmmm czyżby nie PKN tylko Lotos, ktoś skupuje papiery?
Lukas
Ale takich tytułów pełno wszędzie w mediach, od lat, a ci mityczni Rosjanie coś się nie chcą pojawić...
Takie okazje, Lotos po 9 złotych z a akcję, a ich nie ma.
Nie wiedzą, co tracą? ;-)
Panie Andrzeju, może 'oni' własnie są... Tak naprawdę przecież akcjonariat Lotosu nie jest w pełni znany :) a po drugie może już jednak ktoś skupuje - tak powoli mozolnie i trochę ospale, ale jednak. wiem wiem, nasze koncerny nie są jakimiś super brylantami i z tym musimy się pogodzić i politycy też. ale z drugiej strony nie możemy negować szczególnego zainteresowania Rosjan naszym korytarzem tranzytowym w EU. Po prostu rosyjskie koncerny są obecne praktycznie na wszystkich rynkach UE (pośrednio lub bezpośrednio) a tylko Polska jest taką swoistą 'pustynią'. dlategoteż z pewnością wykorzytaliby każdą okazję aby a) kupić, b) przejąć, c) zepsuć (vide Możejki).
... zainteresowani. I to jest fakt, który przez lata był przeczołgiwany przez wszystkie komisje śledcze i dywagacje o bezpieczeństwie energetycznym. Jak Łukoil był zainteresowany Gdańskiem, to Leszka Millera za samo spotkanie z Alikpierowem oskarżano o zdradę. Śmieszne.
Rosjanie poszli szeroko po Europie. Robią interesy z tymi, którzy chcą z nimi te interesy robić;. My nie chcemy? Cóż, tracimy.
Ostatnio ciekawie o tym mówił prezes PGNiG Szubski w wywiadzie dla WSJ. Stwierdził, że Gazprom kontrakty już pozawierał, inwestycje w toku, a my... my możemy sobie szukać drogich (czytaj: "bezpiecznych energetycznie") surowców po świecie.
Był kiedyś taki program "Śmiechu warte".
"Jak Łukoil był zainteresowany Gdańskiem, to Leszka Millera za samo spotkanie z Alikpierowem oskarżano o zdradę. Śmieszne".
,.,
Tak z ciekawości pytam, Pan na miejscu premiera Millera sprzedałby Rosjanom ten Gdańsk?
qwerty
Nie mam tej wiedzy politycznej, którą ma premier. Nie wiem na przykład, czy nasze zobowiązania sojusznicze nie obejmują także bezpieczeństwa energetycznego. Wg mnie - obejmują (ale to jest jedynie wnioskowanie z wydarzeń, a nie wiedza źródłowa). Wobec tego o takim kroku nie może być mowy. A ze koszty coraz większe? No cóż, bezpieczeństwo musi...
...nawiązując do wypowiedzi z początku kwietnia... to może sytuacja finansowa PKN-u nie była tajemnicą dla łukoila i ten już za wczasu chciał złozyć stosowna ofertę, ale tego sie nie dowiemy.
Bezpieczeństwo musi kosztować:
http://naftagaz.pl/node/228
Link: http://www.rp.pl/artykul/182403,287667.html
Komentarz mój.
Polscy politycy muszą zrozumieć że wojny gospodarczej z Rosją nie wygrają.
W polityce jest zasada, że jak nie można kogoś pokonać to się należy do niego przyłączyć. Zresztą weszliśmy w epokę gdy wojny się nie opłacają, pomyślność kraju trzeba budować na pracy własnej i współpracy z innymi państwami.
Blokując kapitał rosyjski owszem politycy szkodzą Rosji, ale tyle samo a może więcej szkodzą Polsce - nie musimy jeść tej żaby.
Bacz
O zaniku wojen w nowej epoce historii Świata piszę tu:
http://niepoprawni.pl/blog/404/wojny
Proszę bardzo:
Jest bardzo zła. Mamy nawet problemy z płatnościami bieżącymi. Na domiar złego właśnie teraz jesteśmy w sezonowym dołku.
Rzeczpospolita
Ta firma tez chyba nie ma szczęścia do stabilności kadrowej i trafnych decyzji kadry o "dużym doświadczeniu biznesowym".
i to jakie kontrakty... na paliwo, można by rzec sukces. Gdyby tylko nie przyniosły one więcej strat niż pożytku. Z drugiej strony ciekawe jest to, że LOT jako spółka skarbu państwa może zostać postawiona w stan upadłości ze względu na fakt, że zakontraktowała paliwo od spółki której jest współwłaścicielem razem z PKN. smiechu warte?! to dobry program był Panie Andrzeju to prawda :).
Petrolot jest firmą usługową, dostarczająca paliwo "na skrzydło". Hedgowe kontrakty zawiera się z takim JPMorgan. To oni są specjalistami od "zarządzania ryzykiem".
ponieważ dopiero się uczę :)...dlatego uważam że pytać to i rzecz ludzka i potrzebna, w szczególności gdy ma się przekonanie, że pytany zna się na rzeczy :)
a więc--- jak to jest z tymi kontraktami? tzn LOT kupuje paliwo od petorlotu, ale nie płąci mu zakontraktowanej ceny??? media trąbiły, że LOT zakontraktował na 2 lata paliwo po 140USD za baryłkę. w takim razie, ile z tej kwoty trafia do pośrednika (tak jak Pan napisał np. JPMorgan) a ile do Petrolotu? bo wydawało mi się , że LOT ma problemy a petrolot kasę....
dzięki z góry za wyjaśnienie mechanizmu zawierania takiego kontraktu
Lukas
To trudny temat, na którego przegryzienie też poświęciłem dużo czasu. Nie zrobię więc wkładu. Proszę zagooglać "opcje futures" i jakieś popularny wykład po polsku może się znajdzie.
Istota krótko:
What is hedging?
Hedging is a financial strategy that lets airlines or other investors protect themselves against rising prices for commodities such as oil by locking in a price for fuel. It has been described as everything from gambling to buying insurance.
Airlines can hedge in several ways, making financial transactions with banks, energy companies or other trading partners.
They can buy contracts for crude oil or unleaded gasoline, and reap a gain if prices rise, offsetting the higher cost of jet fuel.
They can buy a “call option” that gives them the right to buy fuel at a certain price.
They can also use collar hedges, a combination of rights to buy and sell at set prices (“call” and “put” options). Collars provide protection from a decline in prices but less upside if prices rise.
Airlines also use swaps, contracts that require them to buy oil or fuel on a certain date at a set price. These are risky — one party in a swap wins, the other loses.
MSNBC
Petrolot nie jest podmiotem zdolnym do oferowania takich instrumentów. To banki inwestycyjne albo traderzy.
lub inne instytucje finansowe 'zarobiły' na Locie. No ale i tak pozostaje kwestia - ile finalnie z takiej sumy140USD/baryłka trafiło do Petrolotu, który jako jedyny dostarcza Lotowi paliwa?
OMV to firma z dużym udziałem państwa, jej szef był ministrem finansów w jednym z rządów (dotąd podobne do Polski), ale:
Rada nadzorcza OMV zatwierdziła wybór wszystkich dotychczasowych członków zarządu spółki na kolejną kadencję. Obecny prezes Wolfgang Ruttenstorfer ma pozostać na swoim stanowisku do 2011 roku.
- To był jasny sygnał potwierdzający po raz kolejny nasze zaufanie do tego zarządu, a w obliczu światowego kryzysu szczególnie istotne jest, aby mieć zarząd doświadczony - powiedział Rainer Wieltsch, przewodniczący rady nadzorczej OMV.
Według niego rada uwzględniła w swojej decyzji fakt, że Wolfgang Ruttenstorfer i Helmut Langanger zamierzają zrezygnować z funkcji po osiągnięciu wieku 60 lat. - W tym kontekście ważne było zapewnienie kontynuacji polityki zarządu w 2011 roku, kiedy prezes spółki osiągnie ten wiek - podkreślił Rainer Wieltsch.
Dlatego od kwietnia 2011 roku prezesem spółki ma zostać Gerhard Roiss, obecny wiceprezes koncernu ds. rafinacji i marketingu.
Helmut Langanger, członek zarządu odpowiedzialny za poszukiwania i wydobycie, osiągnie wiek 60 lat z końcem września 2010 roku i do tego terminu przedłużony został jego kontrakt.
Kadencja pozostałych członków zarządu potrwa do 31 marca 2014 roku, z zastrzeżeniem, że Gerhard Roiss z początkiem kwietnia 2011 roku obejmie funkcję prezesa spółki, a David C. Davies, członek zarządu ds. finansowych, w tym samym czasie obejmie stanowisko wiceprezesa.
Zarząd OMV, składający się z pięciu członków, pod przewodnictwem Wolfganga Ruttenstorfera, działa od stycznia 2002 roku. Wyjątkiem jest Werner Auli, który dołączył do składu zarządu w styczniu 2007 roku.
wnp.pl (Piotr Apanowicz) - 08-04-2009
Czyli doświadczony zarząd (pracuje od 2002 r.) na kryzys, jasne perspektywy, kto będzie szefem za 2 lata. Jak oni mogą w takim spokoju i przewidywalności egzystować? :-)
Ale kolegom w Orlenie tylko życzyć takiej przewidywalności.
Ropne zapalenie PiS
Nie, nr strony: 1, 2009-04-16,
autor: Robert Jaruga
Problemy Orlenu
Nie jest tak, że piece destylujące ropę wylecą w powietrze od technicznego niedbalstwa. Jest tak, że stan krytyczny osiągnął poziom wkurwienia załogi. Negatywnej energii psychicznej w głowach dwóch tysięcy pracowników zatrudnionych na stanowiskach robotniczych jest tyle, że musi się to skończyć gwałtownym wyładowaniem. Przyczyny są jak zawsze te same: niesprawiedliwe rządy, megalomania, głupota, brak empatii, hipokryzja i zarozumiałość. Z pozoru sytuacja nie wygląda źle. Średnie zarobki pracowników fizycznych i tych, co odwalają najcięższą i efektywną robotę w koncernie, kształtują się na poziomie 3 700 zł. To sporo - choć właśnie ten stan względnej sytości jest naprawdę wybuchowy. Jak wiemy z historii - choćby początków "Solidarności" - strajki nie rozpoczynają się tam, gdzie robotnicy głodują, ale tam, gdzie ich płace pozwalają na przetrwanie strajków. Ból w dupie robotników Orlenu jest taki, że choć harowali jak woły i z należytą starannością, w minionym roku koncern wygenerował 3,1 mld zł strat. Można by powiedzieć, że gdyby nikt nie przychodził do pracy, byłoby taniej. Dziennie Orlen był w plecy prawie 100 baniek. Płockiemu Orlenowi grozi eksplozja. Ropne zapalenie PiS We wrześniu powołano na stanowisko prezesa Orlenu - bez bawienia się w konkursy - Dariusza Jacka Krawca, rodzonego brata pani Małgorzaty Bochenek z Kancelarii Prezydenta i szwagra wiceprezesa TYP Marcina Bochenka (dobrze, że rodzina Krawca nie jest nadzwyczajnie liczna - bo by dla niej zabrakło prominentnych stanowisk w naszym małym kraju). Pan Krawiec twierdzi, że zasadniczo jest dobrze, ponieważ strata Orlenu jest czysto księgowa. Ta księgowa strata powstała, albowiem w czasach Krawca kupiono około 14 milionów baryłek ropy, gdy jej cena dochodziła do kosmicznej kwoty 135 dolarów, wierząc najwyraźniej, że stanie się cud i cena jeszcze wzrośnie. Krawcowi zapewne wydawało się, że będzie wtedy sprzedawał benzynę po 10 zł za litr, a kierowcy tego nie zauważą. Tak to bywa, gdy zarabia się 300 tyś. zł miesięcznie - czy benzyna kosztuje 5, czy 15 zł, to wszystko jedno, zwłaszcza że dupę się wozi służbowym audi A-8. Być może więc pan Krawiec nie wie, że owe księgowe straty to nie tyle zapis w papierach, ile realny i niepotrzebny wypływ euro i dolarów z kasy firmy na konta rosyjskich eksporterów ropy, dla których Orlen jest kluczowym partnerem. Być może nie wie i tego, że ceny są funkcją podaży i popytu. Nie przyśniły się więc Panu Bogu i niekoniecznie trzeba je płacić. Owe nadzwyczajne zakupy ropy były o tyle dziwne, że zapasy zapewniające bezpieczeństwo kraju były zachowane. Dodatkową stratą Orlenu, w związku z którą Krawiec nie może sobie jednak nic zarzucić, jest wyższy kurs dolara. Ten uszczuplił aktywa Orlenu o kolejne 1,2 mld zł. Co w sytuacji, gdy za plecami czuć nieświeży oddech prokuratora, robi prezes Krawiec? On osobiście, aby udowodnić, że w Orlenie nie ma przestępczości gospodarczej, przekazuje 8 samochodów dla płockiej policji, przy czym wygodne i komfortowe audi A-6 trafia właśnie do wydziału przestępczości gospodarczej owej policji. To na pewno po to, aby chłopaki mogli dogonić czmychających z Orlenu księgowych. Policja dostaje także 15 komputerów. Krawiec realizuje w ten sposób - jak twierdzi - program dobroczynności, przez co bezpieczeństwo w całym powiecie płockim się podniesie. Następnie, aby lepiej zarządzać koncernem, pan Krawiec wymyślił dziwne organy nazwane przez się komitetami. Aczkolwiek dysponujemy bogatą dokumentacją, co one i zacz, a może właśnie z tego powodu, nie możemy ogarnąć ich prawdziwych funkcji. Z rozporządzenia prezesa wynika bowiem, że komitety są jednoczesną władzą w stosunku do istniejących struktur zarzą- dzania na każdym niemal szczeblu i pełnić mają takie same funkcje. Rozmawiający z nami związkowcy twierdzą natomiast, że komitety mają charakter stricte polityczny i trudnić się będą wyłuskiwaniem malkontentów, którzy z pracy są niezadowoleni. Bardzo słusznie zresztą. Niezadowolony pracownik zwykle pracuje źle i na szkodę firmy. Ponieważ jest dym, w lutym tego roku odbyło się poufne spotkanie związkowców z członkiem Zarządu Orlenu Markiem Serafinem. Związkowcy domagali się wyjaśnień, co właściwie zarząd Orlenu kombinuje. Chodziło o to, kogo będzie się zwalniać, jak będzie się płacić, co z programem emerytalnym i takie tam nieistotne najwyraźniej dla menedżmentu drobnostki. Prezes Serafin nie był w stanie w ogóle odpowiedzieć na te elementarne pytania. W środę l kwietnia płocka "Gazeta Wyborcza" na pierwszej stronie informowała o "Brudnej robocie w Orlenie". Artykuł relacjonował skutki nowego układu zbiorowego wymyślonego dla pracowników Orlenu przez Krawca w listopadzie zeszłego roku - dzięki czemu w obecnym roku rewaloryzacji płac dla najciężej pracujących w Orlenie nie będzie. Gazeta tłumaczy: Tak złej atmosfery w Orlenie nie było. Nowa siatka zaszeregowania pracowników oznacza dla PKN-u miliony zlotych oszczędności, ale dla wielu ludzi degradację. Dalej jest tłumaczone, że winę za nowy układ zbiorowy, którym załatwiono roboli, odpowiedzialność ponoszą działacze związkowi, bo po prostu kiepsko negocjowali warunki z prezesem Krawcem. Kolejnym krokiem Krawca uszczęśliwiającym księgowych Orlenu jest likwidacja mikrobusów zapewniających transport pracowników po kilkusethektarowym obszarze petrochemii oraz autobusów dowożących ich do pracy. Pojazdy prezes zamierza sprzedać, a kierowców zwolnić - robole będą poruszać się po zakładzie z buta. Pospólstwo postrzega to jako zwykłe skurwysyństwo, w sytuacji gdy białe kołnierzyki mają do dyspozycji 809 samochodów służbowych, których utrzymanie w minionym roku, bez kosztów paliwa, kosztowało 12,9 min zł. Wykryto też takie oszustwo: wbrew komunikatom prasowym, iż za miniony rok zakończony stratami, menedżment nie dostanie premii - kasa poszła. Jak się okazało 460 menedżerom wypłacono premie na łączną kwotę 39 min zł. Natomiast wynagrodzenie 30 dyrektorów za ubiegły rok kosztowało zakład 16 min zł. Co oznacza, że ci, którzy są naprawdę odpowiedzialni za fatalną sytuację koncernu, dostawali za swoje wysiłki 45 tyś. zł miesięcznie. Związki się też czepiają horrendalnych kosztów utrzymania biurowca Orlenu w Warszawie, który służy wyłącznie dobremu samopoczuciu kierownictwa, gdy wyjeżdża ono do stolicy w delegacje. Gdyby biura wynajmowano, kosztowałoby to mniej niż 2,9 min zł, demagogizują związkowcy - a przecież biurowiec jest własnością firmy. Choć kryzys, również na sponsoring firma nie żałowała pieniędzy promując takie doniosłości, jak światowa premiera filmu "Świadectwo" - o Janie Pawle II, koncert dyplomantów Akademii Muzycznej w Warszawie lub stworzony przez Muzeum Narodowe projekt "Przywróćmy blask arcydziełom malarstwa polskiego". Te i inne fanaberie, bez których robotnicy Orlenu nie potrafiliby się obejść, kosztowały 89 min zł. Czym się to skończy? Skończy się to tym, że pan Krawiec, trzeci w ostatnich 24 miesiącach prezes Orlenu, którego większość pracowników zna ze zdjęcia w gazetach, dostanie kilkumilionową odprawę i pojedzie pławić się w egzotycznych kurortach. Po nim przyjdzie kolejny i będzie zupełnie tak samo. Chociaż może nie do końca... Pocztą pantoflową niesie się po koncernie plotka, że firma uzyska właściwy standing finansowy tylko wtedy, jeżeli w najbliższym okresie zwolni około 300 ludzi. Oczywiście nie tych z biur. Może więc rzeczywiście nie ma sensu dalej się z tym cackać. Czas wystrzelić z Aurory.
Tylko ciekawe na ile jest to rzetelna dziennikarska robota, a na ile konfabulacje dziennikarzy z gazety Urbana (kiedyś nawet pisali o tym, że samolot Buzka porwali kosmici nad Atlantykiem)
pozdrawiam
Kuba