Leszek Balcerzak, dziennikarz PAP-a przesłał mi tekst z „Kommiersanta”, bym wyraził swoją opinię. Na skutek nieporozumienia i mojego braku czasu, nie udało się zrobić tego dla PAP. Może więc wieczorkiem uda się dla czytelników mego bloga.
"Kommiersant" 10.10.Moskwa (PAP) - Podczas rozpoczętej we wtorek dwudniowej wizyty w Niemczech prezydent Rosji Władimir Putin zaproponuje niemieckiej kanclerz Angeli Merkel utworzenie "energetycznej osi" Moskwa-Berlin - zapowiedział wtorkowy "Kommiersant".
Takiej osi nie trzeba tworzyć – ona już istnieje. Wzajemne uzależnienie ("interdependence") między potężnym dostawcą gazu i ropy oraz największym odbiorcą rosyjskich węglowodorów jest faktem. Niemcy wykorzystują swoje położenie i możliwość zaopatrzenia w gaz z Rosji, które uważane jest za gwarancję bezpieczeństwa energetycznego Niemiec. Ta polityka jest prowadzona od lat i umożliwia niemieckim koncernom energetycznym dostęp do zasobów gazu w Rosji. Dzięki potędze swego rynku, Niemcy tworzą wielkie koncerny z dostępem do złóż, mogące konkurowć ze swiatowymi potęgami. Rosjanie z kolei od wielu lat obecni na niemieckim rynku, budują podstawy swej ekspansji na rynki całej Europy (w Austrii, Włoszech, Francji, docierają już do W. Brytanii).
Jednak Niemcy jednocześnie rozwijają import gazu z innych krajów (północna Afryka, Azja Centralna), także zależność od rosyjskiego gazu będzie się zmniejszać z biegiem czasu. To samo zresztą robią Rosjanie, rozwijając się w kierunku nwoych rynków azjatyckich (Chiny). Pozwoli im to zdywersyfikować odbiorców rosyjskiej ropy i gazu, gdyż są zbytnio uzaleznieni od rynków europejskich.
Rosyjski dziennik wyjaśnia, że Putin złoży Merkel ofertę, aby Niemcy stały się głównym partnerem energetycznym Rosji w Europie i głównym rzecznikiem Moskwy w Unii Europejskiej. Według "Kommiersanta", prawdopodobnie zaproponuje także, aby Rosja i Niemcy wspólnie zwalczały projekt paneuropejskiego układu o współpracy w sferze energetyki, lansowany przez Polskę.
Co do „zwalczania” projektu „energetycznego NATO”, to nie za bardzo jest już co zwalczać. Propozycja polska spotkała się ze zdziwieniem państw europejskich. Po pierwsze, nie wiedziały za bardzo, o co chodzi („chcecie zmilitaryzować energetykę?”), nie mając też narzędzi, żeby w obrocie gospodarczym prywatnych przedsiębiorstw stosować zasady sojuszy militarnych i odpowiedzialności jednych za niepowodzenia drugich. Do dzisiaj słychać w korytarzach Unii żarty nawet najwyższych urzędników na temat "energetycznego NATO". Wynikaja one chyba z tego, że Polska chciała ustanawiać reguły gry w dziedzinie, gdzie nasza pozycja jest bardzo slaba.
Po drugie Rosja jest zbyt poważnym partnerem dla wielu krajów Unii (Niemiec ale także Francji, Włoch, W. Brytanii), żeby wybierały polityczną konfrontację zamiast współpracy. Konfrontacja z Rosją na tle energetycznym to pomysł amerykański. Europa ma inne koncepcje – budowania na stabilnych dostawach z Rosji bezpieczeństwa energetycznego, gdyż dużo bardziej ryzykowne są źródła z krajów Zatoki Perskiej, niż z Rosji. Także nie trzeba się specjalnie sprzymierzać dla zwalczania polskich propozycji, gdyż ich siła w Unii jest żadna.
"Energetyczny alians wymaga wspólnych działań, a Władimir Putin ma o co prosić Angelę Merkel. I tak, Moskwę silnie irytuje aktywność rządu Polski, propagującego ideę zawarcia paneuropejskiego układu o współpracy w sferze polityki energetycznej" - pisze moskiewska gazeta.
Raczej nie „irytuje” ile wymaga pewnego zneutralizowania. Rosja patrzy na politykę energetyczną Polski ze świadomością swojej silniejszej pozycji i całkowitym brakiem alternatyw ze strony polskiej. Dowodem tego jest ostatnia wizyta ministra Ławrowa. Szczególnie ciekawie prezentowało się jego stanowisko w sprawie gazociągu „Nord Stream”, w którym sprzedawał nam Inflanty, czyli udziały firm zagranicznych, nie zaś rosyjskie. Jednak propozycja padła po Ra drugi (którą my natychmiast odrzuciliśmy, zamiast rozegrać tę piłkę i nie wypaść z gry). Teraz już Rosja może powiedzieć Unii: „złożyliśmy Polsce już po raz drugi ofertę współpracy – patrzcie, odrzucają ja natychmiast, a wciąż protestują, gdy my chcemy z wami robić dobre interesy. To awanturnictwo”.
Wyższość i pewność, że jesteśmy dużo słabsi w tej rozgrywce wyraziła się w takim określeniu przez rosyjskiego ministra naszej pozycji w sprawie Możejek: „O ile wiem przy pomocy firm rosyjskich ropa do rafinerii jest dostarczana". Ironia szyta na miarę.
"Nowy rząd Polski jest poważnie zaniepokojony gwałtownym spadkiem dochodów tranzytowych w wypadku, że dostawy gazu do Europy przez terytorium Polski ulegną zmniejszeniu. Dlatego Warszawa upolitycznia ten problem, lobbując - z inspiracji USA - projekt +energetycznego NATO+ dla Europy Wschodniej" - dodaje "Kommiersant".
Pytanie i uwaga: o jakich dochodach z tranzytu gazu pisze autor? Chyba nie z rurociągu jamalskiego. Opłaty z tego rurociągu idą na spłatę kredytów zaciągniętych w Rosji na jego budowę, a nie do budżetu państwa.
"Kommiersant" odnotowuje, że "w ubiegłym tygodniu minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow próbował nakłonić prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i jego brata-bliźniaka Jarosława Kaczyńskiego do +ugody+ w sprawie Gazociągu Północnego". "Jednak szefowa resortu spraw zagranicznych tego kraju Anna Fotyga powtórzyła, iż nie widzi żadnych możliwości włączenia się (Polski) do bałtyckiego gazociągu i że uważa ten projekt za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski" - dodaje gazeta.
Rzeczywiście – Polska nie zmieniła swej polityki ostrego protestu przeciw rurociągowi „Nord Stream”. Jednak nie odrzucenie tej propozycji jest dla Polski niebezpieczne. Ten projekt nie ma jednak dla nas dużego znaczenia, a jego rozgłos medialny jest niezasłużony. Ogromne ryzyko niesie sytuacja całkowitego zastoju w działaniach Polski, które rozwijałyby przemyślane inicjatywy, które mogłyby polepszyć naszą pozycję na rynku. Jeśli popatrzeć na mapę, to Polska jest czarną dziurą w planach inwestycji i programach budowy infrastruktury naftowej i gazowej.
Nasze pomysły na inwestycje są albo nierealne (gazociąg norweski, naftociąg Odessa-Brody) albo niewykonalne w dzisiejszej sytuacji polskiego rynku (gazoport). Dodatkowo inwestycje mogące nas wzmocnić (trzecia nitka Przyjaźni) są albo zarzucone ze względów politycznych (druga nitka Jamału) lub bardzo niejasnych sytuacji kłótni między polskimi firmami (trzecia nitka Przyjaźni).
Pani minister i rząd polski "uważa ten projekt za zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski”. Równie dobrze można mieć pretensje do Węgier czy Turcji, a ostatnio do Ukrainy, że wykorzystuje swoje położenie geograficzne do robienia dobrych interesów z Rosją i budowaniu w ten sposób swego bezpieczeństwa. Zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa energetycznego nie są interesy i inwestycje robione przez innych. Na potężne zagrożenia naraża nas brak działań. Przy ogromnych inwestycjach wokół nas może się niedługo okazać, że jesteśmy całkowitym zaściankiem energetycznym Europy, którego pozycja i siła (a więc i bezpieczeństwo) są żadne. Tylko bowiem silne rynki, silne konkurencyjne przedsiębiorstwa są mocnym podłożem, żeby bezpiecznie funkcjonować. Ani jednego, ani drugiego u nas nie ma.
- Andrzej Szczęśniak's blog
- skomentujesz?
- czytano: 1951
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
2 komentarzyIstotnie, brak działań + autoizolacja są cechą wszystkich polskich (nie)rządów. Pobożne Kaczory i ich polityczne środowisko pochodzą z przeszłości, a ich wszystkie działania prowadzą do przybliżenia nam tej przeszłości, bo w niej czują się jak ryby w wodzie. Dlatego to co dla nas wydaje się pozbawione sensu, dla nich ma sens, ich sens.
Nie zgadzam się, że jest to cecha tylko obecnych rządów. Takze poprzednie nie robiły nic, żeby zmienić sytuację. Albo nierealistyczne projekty, albo trwanie w dzisiejszym układzie, który woła o pomstę do nieba. Ich łączny dorobek składa się na naszą beznadziejną sytuację.
Przyjdzie nam za to słono zapłacić, gdyż mamy do czynienia z twardym graczem, a sami popełniamy elementarne błędy.
- - - - - -
Andrzej Szczęśniak