Polski upstream w Egipcie

8 maj, 2007 - 16:58

W artykule "Naftowo-gazowy Egipt. Nie tylko piramidy...", jego autor, Piotr Kwiatkiewicz, przedstawia następującą analizę dotychczasowych starań polskich firm w Afryce.

cytuję: <a href=http://www.rynekgazu.pl/filez/Egipt1337821312.pdf>„Energia Gigawat” kwiecień 2007</a>

Miejscowy klimat najwyraźniej służy perłom naszej motoryzacji, czego najwyraźniej nie da się powiedzieć o rodzimych firmach sektora naftowo–gazowego.

Dotychczasowe starania i wysiłki, jakie poczyniły one, aby się tu znaleźć, delikatnie rzecz ujmując, okazały się - jak dotąd - zupełnie bezowocne i - co gorsza - na jakiś spektakularny sukces nie ma co czekać. Nie ma zresztą co uogólniać, dotyczy to tylko tych największych, mniejsze znalazły dla siebie miejsce. Niestety głównie w charakterze podwykonawców. Przykładem jest tu spółka Poszukiwania Nafty i Gazu Nafta Sp. z o.o., która wierci dla Egypt-Apache West Kanays Corporation Ldc. Pewną szansą dla kolejnych mogłaby okazać się licencja, jaką posiada na wydobycie w Egipcie rosyjski Łukoil. Rosyjski koncern dysponuje - co prawda - własnym potencjałem w tym zakresie, ale - choć zaprzecza - jak głosi plotka, poszukuje solidnych i rzetelnych usługodawców.

Triumwirat trzech największych polskich firm wydobywczych: PKN Orlen, Grupy Lotos oraz PGNiG wbrew szumnym zapowiedziom upstreamu w Afryce Północnej nie tylko jej nie zdobył, ale też uczynił wszystko, by do tego nie dopuścić.

W efekcie wszystko, co dzieje się w sprawie upstreamu, to jedynie wielka heca, komedia odgrywana dla polityków zniecierpliwionych sytuacją pogłębiającej się zależności surowcowej od Rosji lub częściej deklamujących patetyczne frazesy o bezpieczeństwie energetycznym i obsadzających swych politycznych popleczników w spółkach sektora nafty i gazu.


Oczywiście, przecież najważniejsze jest pojechać tam, zabrać ze sobą bardziej lub mniej znaczącego polityka, poznać się bliżej, przejść na "ty"... Z każdą władzą da się tak wytrzymać.

Subskrypcja RSS
Subskrypcja RSS