Kto będzie prezesem Orlenu?

25 październik, 2005 - 12:25

Liczne wpowiedzi polityków, obejmujących władzę, na temat sektora naftowego wskazują na rychłe zmiany. Kandydat na premiera kilkakrotnie brał udział w sesjach, konferencjach i wypowiadał się wielokrotnie na temat sektora paliwowego i szerzej – energetycznego. Jako przewodniczący komisji sejmowej skarbu państwa miał wiele okazji, by bieżąco uczestniczyć w dyskusjach na temat branży. W czerwcu występował np. przeciw zmianom statutu PKN Orlen, zmniejszającego wpływ państwa na decyzje koncernu.

Kandydat na Premiera powinien być dobrze poinformowany. PiS powołał zespoły ekspertów zbierające informacje o działaniach zarządów w strategicznych spółkach skarbu państwa. Kazimierz Marcinkiewicz nadzorował prace tych ekspertów. Zapewniał:

- Nie chodzi o zbieranie haków na poprzednią ekipę, tylko o to, żeby przyszły minister skarbu miał informacje na temat sytuacji w spółkach, którymi będzie zarządzał. (Gazeta Wyborcza 21 września)

Wśród spółek znalazły się PKN Orlen i Lotos. Raport opracowawywano bez wynagrodzeń, a wśród ekspertów byli także byli pracownicy firm. Na zarzut, że liczą być może na synekury, były przewodniczący komisji skarbu oburzył się:

- Nie będzie żadnych synekur! Przygotowaliśmy regulamin nadzoru nad spółkami skarbu państwa. Są w nim dokładnie określone procedury wyłaniania zarządów i rad nadzorczych. Postępowania konkursowe będą jawne. Każdy będzie mógł wystartować, członkowie zespołów też.

Oczywiście najbardziej wszystkich interesują decyzje personalne.

W czerwcu Kazimierz Marcinkiewicz zapewniał, że “państwowe spółki nie będą traktowane jak polityczne łupy”.

- Można zachować pakiet kontrolny dla skarbu państwa i wyjąć spółkę spod wpływów politycznych. Jednym ze sposobów jest zawarcie kontraktów menedżerskich, które uniezależniałyby członków zarządu od koniunktury politycznej - mówi Marcinkiewicz. (Gazeta Wyborcza)

Na kursach umożliwiających udział w radach nadzorczych zrobiło się bowiem tłoczno. Nadchodzi czas zmian. Skarb Państwa ma udziały w ponad 1600 spółek. Gdy skarb ma ponad 50% udziału, wynagrodzenia członków są ograniczone: dla przewodniczącego do 1,4 średniej krajowej, i dla członka do 1,1 średniej. W PKN Orlen nie ma takich ograniczeń - w 2004 roku było 882 tys. zł do podziału na dziewięć osób.

I w tej sprawie kandydat na premiera wypowiadał się dość zdecydowanie:

– Po wyborach będzie czas na przyjrzenie się władzom spółek Skarbu Państwa – zapowiadał w Życiu Warszawy z 2 lipca Kazimierz Marcinkiewicz – Rządziło kolesiostwo, a my będziemy powoływać władze spółek na zasadach konkursów.

Jednak rady nadzorcze to mało znaczące miejsca w porównaniu z zarządami spółek. Tu oczywiście trudno o oficjalne wypowiedzi, jednak media doniosły o kilku ciekawych propozycjach.

Prezes Chaluppiec cieszy się na tyle uznaniem wśród polityków nadchodzącej koalicji, że jak szepczą kuluary "może liczyć, że zostanie w zarządzie, może będzie nawet wiceprezesem...” Choć oczywiście mogą to być zasłony dymne dla "“osłabienia czujności wroga”.

Politycy wypowiadają się oględnie, ale ich doradcy (zwykle anionimowo) są bardziej rozmowni.

W czerwcu w Gazecie Wyborczej poseł Chlebowski mówił: "Cenię prezesa Chalupca, dobrze oceniałem go jako wiceministra finansów i teraz - jako prezesa Orlenu". A Marcinkiewicz: "PKN Orlen też jest obsadzony politycznie".

Czy to znaczy, że obaj prezesi mogą spać spokojnie? Osoby doradzające PO zwracają uwagę, że "choć Chalupec czy Stypułkowski to całkiem inna liga niż Dobrzański czy Błądek, to mimo to może będą musieli odejść”.

Co do prezesów, to krążą dwie kandydatury. Jedna ze strony Platformy Obywatelskiej, druga ze strony Prawa i Sprawiedliwości.

Ze strony PO media donoszą, że Rafał Zagórny, były poseł, a wcześniej wiceminister finansów. Ta kandydatura już trochę funkcjonuje w branży. Poseł Rafał Zagórny był uznany za jednego z trzech najzamożniejszyc parlamentarzystów ostneij kadencji. Jednocześnie komisja ds. PZU podejrzewała go o niedopełnienie obowiązków, gdy był wiceministra finansów. To może mu zaszkodzić w staraniach.

Jednak ze strony PiS może nas czekać większa niespodzianka. Kuluarową plotkę sprzedał Rafał Ziemkiewicz:

Na dziennikarskiej giełdzie usłyszałem już: a wy wiecie, co te Kaczory chcą wyrabiać w spółkach skarbu państwa, wy wiecie, że szefem Orlenu chcą zrobić szefa warszawskich wodociągów? Nie poddając się nastrojowi ogólnej zgrozy zapytałem, co ktoś z obecnych wie o szefie warszawskich wodociągów, i czy w ogóle zna ktoś jego nazwisko. Zapanowało lekkie zdziwienie, że pytam o takie rzeczy. No, bo co to kogo obchodzi, że człowiek, który obecnie jest szefem warszawskich wodociągów, wcześniej był menadżera Ursusa i wyciągnął tę firmę z beznadziejnej sytuacji, ku podziwowi wielu specjalistów?

Stanisław Bortkiewicz został szefem Ursusa w grudniu w 1997 r. Protestowano przeciwko powierzeniu wielkiej firmy "lekarzowi", a nominację człowieka związanego z ROP uważano za uległość wobec roszczeniowych związkowców z Ursusa.

W 2004 donoszono: “Traktory Ursusa idą jak woda”

Popyt na nowe traktory Ursusa jest ogromny. Firma ma pełny portfel zamówień do wiosny 2005 r. Odchodzi z niej dotychczasowy prezes Stanisław Bortkiewicz, który postawił upadające przedsiębiorstwo na nogi.

- Ursus nie jest już wyzwaniem - tłumaczy swoją decyzję Bortkiewicz. Ma zostać szefem Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie, które jego zdaniem wymaga teraz restrukturyzacji, "choć nie w stylu Ursusa".

Trochę inne zdanie na temat obsadzania spółek ma Adam Szejnfeld, wymieniany jako kandydat na ministra gospodarki. Na pytanie o kandydatury do zarządu Orlenu odpowiedział: "Jeśli zaczniemy rządy od zmiany ekip w takich firmach, jak Orlen, faktycznie wejdziemy w te same koleiny, w których poruszał się SLD, a wcześniej AWS. Jestem temu przeciwny}.

Jednak czy najłatwiej jest wpaść po prostu w koleiny?

Andrzej Szczęśniak

Subskrypcja RSS
Subskrypcja RSS