Wypowiedzi Premiera Marcinkiewicza o branży paliwowej wybiły się na czołówki doniesień telewizyjnych i pierwsze strony gazet. Uznał on bowiem, że obniżenie przez Ministerstwo Finansów akcyzy nie przyniosło korzyści konsumentom, a jedynie zwiększyło zyski rafinerii. A wobec konieczności podniesienia akcyzy – trzeba zrobić to tak, aby klienci tego nie odczuli. W związku z tym trzeba się spotkać i przekonać producentów paliw, żeby tyle nie zarabiali.
Premier Kazimierz Marcinkiewicz zapraszał do dyskusji o przyczynach i rozwiązaniach tej sytuacji. Korzystam więc z zaproszenia i chciałbym przedstawić skrótowo kilka tez, pod rozwagę przy najbliższych decyzjach.
Premier ma rację. Rzeczywiście ceny benzyn na polskim rynku nie spadały tak szybko, jakby na to wskazywały i trendy cen światowych i obniżona 15 września akcyza. Wcześniej potężny kryzys na rynkach światowych, spowodowanym huraganem Katrina, doprowadził do najwyższych światowych cen benzyny w historii branży. W Polsce także – naturalną koleją rzeczy – ceny poszły w górę. Jednak później ceny światowe spadały bardzo szybko, gdy w Polsce ustabilizowały sie na bardzo wysokim poziomie.
Obniżka akcyzy benzyn z 15 września – ruch konieczny dla ochrony gospodarki przed szokiem cenowym, osłabiającym rozwój gospodarczy – bardzo szybko odbiła się na cenach na stacjach. Były to jednak ruchy wywołane naciskiem opinii publicznej i rządu, niż realną konkurencją na rynku. Dlatego obniżka cen była nietrwała. Doszło do sytuacji, gdy marże sprzedaży benzyn osiągnęły bardzo wysoki poziom. I może mniej w tym zjawisku udziału producentów, niż rynku detalicznego, który okazał się bardzo odporny na konkurencję cenową.
Jest to zachowanie charakterystyczne dla rynków, gdzie nie działa konkurencja, gdzie nie ma czynników, mogących obniżać ceny do najniższego racjonalnego poziomu. Podwyżki są oczywiste i jest dla nich wiele, zwykle racjonalnych uzasadnień. Jednak ani politycy czy urzędnicy, ani też opinia publiczna poprzez media nie jest w stanie weryfikować cen, gdy powinny one iść w dół. Nie mają oni ani wystarczającej wiedzy, ani narzędzi wpływu.
Zgadzając się więc co do opisu sytuacji, zdecydowanie trudno zgodzić się z zaproponowanymi sposobami jej rozwiązania.
Ogromne zyski wywołują ogromne zainteresowanie, a często także zawiść, szczególnie jeśli dotyczy to firm naftowych. Padają wtedy pomysły "podatków od nadmiernych zysków" (windfall taxes), które miały by zapobiegać nadmiernemu bogaceniu się firm. Żadne racjonalne argumenty nie działają na rozgorączkowane głowy. Mówi się wtedy o krzywdzie kierowców, wyzysku konsumentów. Z taką falą mieliśmy do czynienia po ostatnim ogłoszeniu kwartalnych wyników koncernów naftowych. W USA doszło do publicznych przesłuchań szefów największych firm, którzy musieli się tłumaczyć z “nieuzasadnionych zysków”.
W Polsce dochodzi do podobnych zjawisk przy okazji dylematów rządu, czy przywrócić stawki akcyzowe na benzynę, obniżone 15 września. Państwo chciałoby zyski z akcyzy otrzymać, ale chciałoby przenieść koszty tego ruchu na przedsiębiorstwa. Niestety jest to powrót do praktyk, kiedy państwo dyktuje decyzje, za które nie odpowiada. Taki wpływ mógłby bowiem mieć dwie formy.
Pierwsza, zapowiedziana przez Premiera, to spotkanie z zarządami spółek i zachęcenie ich do zmniejszenia zysków. Jednak jest to element ręcznego sterowania spółkami, które podlegają obrotowi giełdowemu, które mają swoich akcjonariuszy, które powinny dbać o własne dochody, a nie ulegać naciskom najwyższych nawet urzędników państwa. Realizują one bowiem zyski, na które pozwala im sytuacja rynkowa. Jeżeli władze spółek ugięłyby się przed takim naciskiem, pogorszyły swoje wyniki – każdy akcjonariusz mógłby zawołać: "Panie Prezesie, bardzo mi miło, że się Pan spotyka z Premierem czy Ministrem, ale dlaczego działa Pan na szkodę spółki, której jestem właścicielem?"
Państwo bowiem nie może zmuszać przedsiębiorstw do niekorzystnych dla nich decyzji. Państwo odpowiada za otoczenie, w którym te przedsiębiorstwa działają. A otoczenie jest złe. Brak w nim konkurencji. Za kształt tego rynku odpowiada państwo i dotychczas godziło się ono z brakiem konkurencji. Wynikało to z prostego mechanizmu: państwo jest współwłaścicielem i zarządza kilkoma największymi przedsiębiorstwami rynku paliw. Dochodzi więc do konfliktu interesów: nie można być jednocześnie sędzią, odgwizdującym faule i graczem na boisku. Dlaczego państwo ma stwarzać trudniejsze warunki gry dla własnych przedsiębiorstw?
Państwo broni monopolu pod hasłem "polskiej racji stanu", bezpieczeństwa energetycznego, strategicznych branż. Państwo unika realnej prywatyzacji tych firm, a jeśli nawet ma pakiet mniejszościowy, to i tak zarządza tymi firmami poprzez swoich ludzi w radach nadzorczych czy zarządach spółek.
Dlaczego więc spodziewać się, że rynek będzie konkurencyjny i dostarczy konsumentom paliwa po najtańszej możliwej cenie? Jedynie na konkurencyjnym rynku mogą zadziałać mechanizmy obniżające ceny.
Drugim nasuwającym się mechanizmem zmuszenia do obniżenia zysków może być urzędowa kontrola cen. Jednak ten mechanizm, choć może być zgodny z prawem w odróżnieniu od poprzedniego, może przynieść jeszcze więcej szkód. Wystarczy przypomnieć, że w Polsce do 97 roku taki mechanizm działał. Doprowadził do dwóch kryzysów, gdy na rynku zabrakło paliw. Rząd chciał być tak dobry dla konsumentów, Paliwo miało być tak tanie dla kierowców, że w końcu wcale go nie było.
Trzeba jasno sobie powiedzieć, że wprowadzanie takiego mechanizmu w okresie bardzo ostro zmieniających się cen może doprowadzić do katastrofy. Takiej doświadczyła Ukraina wiosną tego roku, gdy Premier Tymoszenko zablokowała wzrost cen. Paliw zabrakło w całym kraju. Oskarżano wtedy o spisek rosyjskie firmy, ale jak zmusić firmy ponoszenia strat? Można ale trzeba przejść na ręczne sterowanie.
A byłby to powrót do czasów, gdy przedsiębiorstwa działały wbrew rachunkowi ekonomicznemu. Wbrew własnemu interesowi, realizując cele państwa, a nie konsumentów. Państwo stanęłoby ponad właścicielami, którzy mają prawo do zysków.
Oczywiście zyski te nie mogą pochodzić z sytuacji, gdy nie działają mechanizmy konkurencji. Dlatego podstawowym mechanizmem, który posłużyłby tak kierowcom, gospodarce, jak i budżetowi państwa – jest wprowadzenie w Polsce konkurencji, która zracjonalizowałaby zachowania graczy rynku paliw. Jakość paliw by się podniosła, cena i marże wróciły do racjonalnego wymiaru, a państwo mogłoby poprzez akcyzę realizować swoje potrzeby finansowe. Znacznie łatwiej to robić w racjonalnym mechanizmie.
To nie jest łatwy proces, gdyż panuje u nas przedziwny zwyczaj prywatyzowania monopoli. Z takiej sytuacji jeszcze trudniej wyjść, niż z monopolu państwowych przedsiębiorstw. Ale wyjść trzeba.
Andrzej Szczęśniak
Zdjęcie Premiera Kazimierza Marcinkiewicza pochodzi z serwisu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
- skomentujesz?
- czytano: 1296
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu







