Czy benzyna stanie się w Polsce dobrem luksusowym? Osiągnęła już podobno ceny włoskie.
Jeśli mierzyć ceny benzyny w Polsce według siły nabywczej, to rzeczywiście w stosunku do cen europejskich jesteśmy najdroższym (łącznie z Węgrami) rynkiem. Oczywiście ceny nominalne w wielu krajach europejskich są wyższe, jednak o wiele wyższa jest siła nabywcza tych rynków.
Rząd rozważa jednocześnie podwyżkę akcyzy na benzynę. Minister finansów Teresa Lubińska stwierdziła, że nie wpłynie ona na wzrost ceny paliw. Czy Pani Lubińska „rżnie głupa”?
- Minister finansów przekonuje nas, że jeżeli podniesie akcyzę, to klienci tego nie odczują. Jest to mamienie klientów stacji, gdyż takie podatki zawsze płacą konsumenci. Można się umówić z producentami czy dystrybutorami, że nie “przeniosą” tej podwyżki kosztów na konsumenta. Być może nie przeniosą od razu, ale po dwóch – trzech tygodniach, gdy społeczeństwo zapomni – te koszty muszą zostać uwzględnione w cenie produktu.
- Taka sztuczka nie pierwszy raz jest stosowana. W czasie rządów AWS wicepremier Balcerowicz umówił się z Petrochemią, Rafinerią Gdańską i CPN, że “nie przeniosą” podwyżki akcyzy na ceny, rzeczywiście – podatki wzrosły, a ceny nie wzrosły. Podskoczyły dopiero dwa tygodnie później.
Premier proponuje ograniczenie zysków spółek paliwowych i stacji benzynowych poprzez ograniczenie ich marży. Czy to oznacza powrót do kontroli cen z czasów Hilarego Minca?
- Polskie rafineria produkują drożej od europejskich (o ok. 10 groszy na litrze), co oznacza, że ich nieefektywność kosztuje nasz rynek ok. 1 mld. Można to nazwać “premią lądową”, jak określa ją największa polska firma, można nazwać także monopolistyczną. Trzeba pamiętać, że są to dodatkowe pieniądze, nałożone jakby na bardzo wysokie dzisiaj marże rafinerii europejskich i światowych. Dzisiaj również bardzo wysoka jest marża detaliczna. Nasz rynek jest nieefektywny, cała gospodarka i konsumenci wydają nań zbyt dużo pieniędzy. Gospodarka traci konkurencyjność, a konsumenci mają obniżoną siłę nabywczą w innych swoich potrzebach.
Premier “przyłapał” dzisiaj przedsiębiorstwa na wysokich marżach. Ale wcześniej nie “przyłapywał” ich, gdy sytuacja na rynku była bardzo dla nich zła. I gdy minister twierdzi, że “nie będzie ręcznego sterowania”, to przypomina mi się klasyczne powiedzenie: “nie wierzę nie zdementowanym informacjom”.
Czy sytuacja nie jest dość paradoksalna. Rząd walcząc o mniejsze marże spółek paliwowych walczy bowiem jednocześnie o zmniejszenie swoich zysków. Skarb Państwa ma spore udziały w Lotosie i Orlenie.
Jeśliby był wyłącznym właścicielem tych spółek – to nie byłoby nic zdrożnego. Jednak jest on jednym z wielu właścicieli i działa w ten sposób na ich szkodę. Są to spółki prawa handlowego, podlegające ostremu reżimowi obrotu giełdowego, więc taka interwencja rządu prawnie wydaje się bardzo wątpliwa. Poza tym jest jeszcze rynek, na którym są przedsiębiorstwa prywatne i taka polityka może być dla nich zabójcza.
Jakie instrumenty ręcznej kontroli cen może zastosować rząd?
- Dzisiaj rząd nie ma żadnych instrumentów. Spotkanie, które odbyli ministrowie z prezesami Lotosu i Orlenu, to dość przygnębiające widowisko. Prezesi dwóch największych spółek zostali wezwani “na dywanik”. Sytuacja jest także bardzo wątpliwa pod względem prawnym. Państwo jest jednym z wielu właścicieli tych spółek. Inni mogą oskarżyć zarządy, że dogadują się ich kosztem i działają na szkodę spółek. Jest to stosowanie nieformalnego nacisku.
Rząd natomiast nie posiada żadnych mechanizmów prawnych, by regulować ceny paliw. Jedynie ustawodawstwo antymonopolowe daje taką szansę, jednak w tym samym dniu w Sejmie Prezes UOKiK oświadczył, że nie stwierdził praktyk monopolistycznych. Ja bym jedynie skromnie przypominał, że rynek paliw jest zmonopolizowany.
W jakiej cześć cena benzyny w Polsce podlega siłom gry rynkowej?
Cena benzyny i paliw jest ograniczana przez ceny światowe, po których można do Polski paliwa zaimportować. Zbyt wysokie podniesienie cen spowodowałoby napływ towaru importowanego.
Dlaczego rząd po prostu nie zdecyduje się liberalizacje rynku i wpuszczenie do polski zagranicznych producentów paliw, co wymusiłoby spadek cen?
Rząd ma także dylemat: chciałby mieć swoje spółki, chronić je przed konkurencją, jednocześnie chce mieć niskie ceny paliw i nakładać na nie wysokie podatki. To sytuacja schizofreniczna, z której trzeba wyjść. Wystarczy zrobić tak jak w Czechach czy byłej NRD. Tam rafinerie sprywatyzowano i uczyniono z nich tzw. “cost centre”. Tak jest na przykład w przypadku Unipetrolu, który niedawno kupił Orlen. Taka rafineria ma po prostu tanio produkować paliwo. Spowodowałoby to, że Polacy zaczęliby płacić taniej na stacjach.
Jak Pan skomentuje zapowiedzi ministra skarbu Andrzeja Miłosza o połączeniu dwóch największych polskich spółek paliwowych Lotosu i Orlenu? Czy oznacza to dalszą monopolizację sektora i ręczne sterowanie rynkiem?
Oznaczałoby to ogromny wzrost monopolizacji rynku. Pozycja takiego kolosa na rynku będzie bardzo potężna, a siła oddziaływania politycznego znacząco wzrośnie. To niebezpieczna sytuacja tak dla klientów, jak i dla państwa, gdyż monopole kosztują. A niejasne powiązania polityki i nafty, ujawnione przy okazji afery Orlenu, wręcz się nasilą.
Wywiad dla "Najwyższego Czasu!" przeprowadził Konrad Rajca

- skomentujesz?
- czytano: 2395
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu







