Rosja ruszyła do twardego starcia z Ukrainą – spektakularne zakręcanie kurka z gazem dla Ukrainy transmitowane w telewizji to przykład, jak sprawnie Rosja wykorzystuje swoją siłę energetyczną. Jednak na skutek twardej postawy Ukrainy – zakończyć się to może eskalacją konfliktu na wielką skalę. Prezydent Juszczenko wie, że skuteczne może być jedynie twarde postawienie się Rosjanom. Polska wygląda na całkowicie nie przygotowaną, pomimo ciągłych zaklęć o “bezpieczeństwie energetycznym”
Zachowanie Prezydenta Putina i Gazpromu wydaje się bardzo nieracjonalne gospodarczo, natomiast jest logiczne politycznie - doskonale pasuje do strategicznych celów politycznych, które rosyjski prezydent chce osiągnąć..
Prezydent Putin zarzuca, że ceny ukraińskich zakupów gazu po 50$/1000m3 są “nierynkowe”, gdyż Unia kupować będzie niedługo gaz ziemny po 255$. Nie jest to wszakże żadna “cena” 50 $ jest kwotą czysto rozrachunkową. Ukraina rozlicza się za tranzyt gaz w towarze: opłata 2,2% gazu za każde 100 km przesyłu daje możliwość wzięcia do 15% ilości gazu przesyłanego ukraińskimi rurociągami, co jest ustalone w kontrakcie, obowiązującym do 2009 roku. Rosja nazywa to kradzieżą, ale wypowiedzenie tego kontraktu oznacza dla niej niemożność przetransportowania gazu do Europy.
Wprowadzenie tak wysokiej “ceny” (kwoty rozliczeniowej) jest niekorzystne także dla Gazpromu, gdyż na skutek podwyższonych cen eksportowych musi on zapłacić o wiele wyższe cła - traci ogromne kwoty na rzecz rosyjskiego budżetu. Nawet biorąc pod uwagę, że zyskuje na opłatach za transport gazu turkmeńskiego (gdzie są taryfy powiązane z ukraińskimi), to w sumie traci potężne kwoty. Oczywiście Rosja w sumie wychodzi bardzo korzystnie na tym interesie.
Prezydentowi Putinowi chodzi przede wszystkim o zlikwidowanie opłaty “barterowej” za przesył gazu, gdyż daje ona potężne narzędzie w ręce Ukrainy, a przy bardzo wysokich cenach gazu, podnosi ogromnie koszty jego transportu. Ukraińcy to rozumieją i gotowi są obniżyć realne koszty przesyłu. Jednak gwałtowna zmiana dzisiejszych warunków płatności może kosztować Ukrainę 4,5 miliarda dolarów. Kryzys gospodarczy i niezadowolenie społeczne może obalić prezydenta Juszczenkę.
Skutkiem tak agresywnego zachowania Rosji może być także nadszarpnięcie zaufania do stabilności dostaw gazu do Europy, która może zacząć myśleć o alternatywach dostaw. A przecież za kilka lat można będzie to zrobić dużo łatwiej, gdyż alternatywne rurociągi (także bałtycki) i linie dostaw LNG dadzą gwarancje ominięcia pośredników. Pozostawienie Ukrainy na pożarcie “gazowego imperium” nie wzbudziłoby większych reakcji spokojnej o swoje ciepło Europy.
Niedługo na Ukrainie wybory i prezydent Putin bardziej ceni “przyjaźń” sąsiedniego kraju, byłego członka Związku Radzieckiego, niż opinię Europy. Duże szanse na zwycięstwo ma Wiktor Janukowycz, dla którego poparcie wynosi 35%, gdy partia Juszczenki ma tylko 19% zwolenników. Dalsze trwanie kryzysu może pogarszać te proporcje. Już podczas Pomarańczowej Rewolucji racjonalność poparcia Rosji dla Janukowycza była dość wątpliwa. Dzisiaj niektórzy szepczą, że nienawiść do Juszczenki może skłaniać Putina do gwałtownych ruchów, nieracjonalnych i na dłuższą metę nie dających się zakryć nawet dobrze rozgrywaną osłoną informacyjno-propagandową.
Jest ona bardzo sprawna. Powtarzane hasła o “rynkowej cenie” znajdują uznanie u zachodnich analityków, a oskarżanie Ukrainy za możliwe braki gazu w Europie przemawia do medialnej wyobraźni zachodnich społeczeństw. Z drugiej strony – otwarcie dla zagranicznych inwestycji w Gazprom Te same metody zastosowano w czasie rozgrywki o Jukos, gdy z jednej strony niszczono dynamiczną, ale niepokorną firmę, a z drugiej wprowadzano zagranicznych inwestorów (Phillips Conoco) do Łukoila. Z bardzo dobrym skutkiem, gdyż inwestycje zagraniczne w Rosji szybko rosną, a wielki biznes nie czuje się zaniepokojony.
Pomimo ogromnego nacisku oraz braku wsparcia z Europy czy Polski, prezydent Juszczenko trzyma się twardo. Po prostu nie ma się gdzie cofać. Wie że ten przeciwnik szanuje tylko mocnych, więc twarde stawia się Rosjanom. Przykładem dla niego może być postępowanie Turcji przy gazociągu Blue Stream, która wstrzymała przesył gazu i zażądała lepszych warunków. Politycznie zaś Juszczenko nie ma się gdzie cofać. I tego czynnika nie docenił prezydent Putin.
W tej sytuacji Polska jest narażona na ogromne ryzyko. Jeśli konflikt będzie się zaostrzał, może dojść do zmniejszenia dostaw rosyjskiego gazu. A dostawy od strony granicy ukraińskiej stanowią ok 40% zużycia gazu ziemnego w Polsce. W wariancie najbardziej drastycznym może dojść do wstrzymania dostaw.
Tymczasem Polska popełniła poważne błędy w stosunkach z energetycznym gigantem. Zła umowa przy kontrakcie jamalskim, kolejne błędy w czasie rządów SLD. Jedyna inicjatywa dywersyfikacji – gazociąg norweski – przyszedł na sam koniec kadencji AWS, więc nie miał najmniejszych szans realizacji. Skutkiem tego Polska w przypadku podobnego szantażu cenowego nie ma narzędzi tak skutecznych jak ukraińskie. Rurociągiem jamalskim nie zarządza suwerenna polska spółka, lecz wspólne przedsięwzięcie polsko-rosyjskie, dodatkowo z pokrętną strukturą własności, uniemożliwiającą obronę polskich interesów.
Przypomnieć tutaj należy, że właśnie teraz Białoruś utrzymała bardzo dobrą cenę 47 $ za 1000m3 gazu. Warunkiem tej ceny jest utworzenie spółki białorusko-rosyjskiej, która zarządzać będzie rurociągami. Tymczasem Polska płaci ceny dużo wyższe, a od wielu już lat rurociągiem zarządza spółka polsko-rosyjska. Ta różnica pokazuje, jak słaba jest polska polityka wschodnia.
Polskie ceny zakupu ciągle są objęte tajemnicą (ponoć ”w pobliżu cen europejskich”). Sytuacja absurdalna, gdyż ceny kontraktowe sprzedaży gazu do Ukrainy, Białorusi, Gruzji czy Kazachstanu można wyczytać w gazecie. Powoduje to, że publiczna dyskusja i kontrola tak ważnego segmentu polskiej gospodarki grzęźnie w niemożności ustalenie podstawowych faktów.
To nie koniec braku przejrzystości polskiego systemu bezpieczeństwa gazowego. Drugim słabym punktem jest stan rezerw gazu ziemnego. Zapasy magazynowe są jedynym elementem bezpieczeństwa gazowego Polski, który mógłby być dostępny w tej chwili. Nie mamy ani terminali LNG ani alternatywnych dostawców. Jeśli prace nad dywersyfikacją ruszą natychmiast – efektów spodziewać się możemy za 4-5 lat. Już teraz spalibyśmy spokojniej, gdybyśmy utrzymywali rezerwy.
A tymczasem oświadczenie Ministerstw Gospodarki z 30 grudnia, że “co najmniej na tydzień wystarczy gazu ziemnego” mrozi krew w żyłach. Oznacza ono, że nie wykorzystuje się jedynego narzędzia tak często odmienianego przez polityków hasła “bezpieczeństwo energetyczne”. Oczywiście to, że nikt nie wie, jaki jest stan zapasów – jest wygodne i dla rządu i dla PGNIG, jedynej firmy, która takie zapasy może zgromadzić. Nawet nadzorujący energetykę Urząd Regulacji miał trudności z otrzymywaniem informacji o stanie zapasów, jak stwierdza NIK w swoim raporcie.
Wiadomo od dawna, że pojemności magazynów nie pozwalają na zgromadzenie zapasów większych niż miesiąc konsumpcji. Wiadomo, że przechowywanie rezerw kosztuje – PGNiG oceniało koszt na pół miliarda złotych. A gdy prezes Kossowski pyta: “Wyobraża pan sobie, że ktoś takie pieniądze trzyma bezproduktywnie w biurku?” to widać, jak krótkowzroczne jest myślenie polskiego monopolisty. Wiele mógłby się nauczyć od Gazpromu.
Polscy politycy także nie myślą strategicznie. Na co dzień odmieniane na wszelkie sposoby pojęcie “bezpieczeństwo energetyczne” nic nie znaczy, gdy przychodzi do faktów. Rafinerie mogą przetrzymywać w postaci ropy aż 80% zapasów obowiązkowych. Oznacza to trzymanie nieprzydatnego produktu, którego w przypadku awarii rafinerii do niczego użyć się nie da.
W ropie jest dobrze, a w gazie jeszcze lepiej.. dla monopolisty oczywiście, nie dla kraju. Od 1996 obowiązywało utrzymanie zapasów gazu ziemnego na 90 dni sprzedaży. Jednak po nowelizacji Prawa Energetycznego pozostał jedynie obowiązek gromadzenia 3% wielkości importu. No i teraz się okazuje, że w szczycie grzewczym mamy zapasy na “więcej niż tydzień”.
Zdumiewa tak wielka rozbieżność stanu rzeczywistego i codziennego mówienia o “bezpieczeństwie energetycznym”. A to zachęca do ostrych zagrań zawodników tak twardych prezydent Putin i chłopcy z Gazpromu. Kiedy się obudzimy i zaczniemy coś robić, a nie tylko mówić?

Andrzej Szczęśniak
- skomentujesz?
- czytano: 2962
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu







