Gość Radia PiN 102 FM
Cezary Szymanek: Gościem Radia PiN 102 FM jest dziś Andrzej Szczęśniak - ekspert rynku paliw. Witam panie Andrzeju.
Andrzej Szczęśniak: Dzień dobry.
CS: Nieobecność w studiu usprawiedliwiona, to wytłumaczenie dla słuchaczy. Panie Andrzeju, jest takie powiedzenie, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Czy podobne powiedzenie można zastosować w kontekście ogłoszonej wczoraj podpisanej umowy o zakupie 15 % udziału w złożach w Norwegii?
AS: Świetnie pan to ujął, ale jak przylatuje pierwsza jaskółka, to się cieszymy. Tutaj też się można cieszyć, ponieważ...
CS: Wczoraj wszyscy to widzieliśmy, jak z tego faktu cieszyli się politycy, jak również kierownictwo spółki PGNiG.
AS: No tak, oczywiście jest to pierwsza jaskółka. Jest to wstępna umowa, jeszcze warunkowa. Jeszcze tych kilka warunków jest. Pod koniec roku ona się może zacząć realizować. PGNiG jest monopolistą krajowym. Rynek krajowy w zasadzie ma opanowany i będzie raczej musiał z niego ustępować pod naporem konkurencji, która z dyrektywami Unii tutaj przychodzi, i musi się gdzieś rozwijać. W związku z tym ma takie dylematy, ma pewne blokady. Pierwszą blokadą jest blokada polityczna. Tzn. naturalnym terenem rozwoju, ekspansji, czy poszukiwań ropy i gazu przez PGNiG jest Rosja, to jest Wschód. Nie ma co ukrywać. Jesteśmy od tego kierunku uzależnieni. Poza tym to jest taki rozwojowy teren. Tam nie możemy - blokada polityczna, więc szukamy gdzie indziej. Znacznie bliżej, warunki również są na Morzu Północnym. To jest bliższy teren. To jest ten alternatywny wobec rosyjskiego teren dostaw gazu i ropy naftowej. I PGNiG wchodzi. Wchodzi na takich warunkach małego udziałowca ,15 %, raczej...
CS: Ale czy na dobrych warunkach, panie Andrzeju? Płacimy miliard złotych za sam fakt wejścia w posiadanie 15 % udziałów, ale spółka będzie musiała jeszcze ponieść koszty związane z inwestycjami. Ministerstwo Gospodarki szacuje te koszty na ok. 500 mln dolarów.
AS: Tak, tylko trzeba się już przyzwyczaić, że to jest inny świat. To nie jest świat niskich nakładów i pewnych w miarę zysków. To jest świat ogromnych kapitałowych nakładów, przypomnę, że to są na razie koszta licencji udzielonej na poszukiwanie i wydobycie. I to jest normalny świat. Tzn. kupuje się za duże pieniądze licencję i nie ma się wcale pewności, że tam będzie ropa, czy gaz. Tam są oczywiście oceny i one są wiarygodne, ale to jeszcze cała walka o to, żeby te szpilki, te wiertnicze elementy dobrze ustawić, tak żebyśmy mogli wydobyć gaz. Poza tym to nie będzie zmartwienie PGNiG, ponieważ PGNiG jest tylko 15 % udziałowcem. Operatorem, czyli tym wykonawcą tego jest lider tego konsorcjum, to jest BP i on będzie zajmował się sprawą techniczną i tymi wszystkimi elementami wykonawczymi. Także w efekcie można powiedzieć tak, rzeczywiście zawrót głowy od tych kosztów, ponieważ one są bardzo wysokie. A jak się policzy ten gaz, szansa na niego jest, i przemnoży się przez lata, przez które się będzie wydobywał, to się okaże, że to jest 2 % krajowego zużycia. To jest niewiele, a pieniądze są duże.
CS: No właśnie, panie Andrzeju, bo pojemność złoża to ok. 36 mld metrów sześciennych gazu, z tego dla Polski jak się szacuje ok. 6 mld sześciennych. Sam zresztą pan przed chwilą wspomniał, że to zaspokoi ok. 2 % naszego krajowego zużycia. Rodzi się podstawowe pytanie: Czy gra była warta świeczki w takim razie?
AS: Uważam, że krajowe złoża nie są rozwojowe. Tzn. może czekają nas jakieś przełomowe odkrycia, tak jak na Węgrzech ostatnimi miesiącami, kiedy rzeczywiście odkryto złoże, które na wiele lat zaspakaja potrzeby Węgrów, ale na to nie można liczyć "na pewniaka". Dzisiejsze polskie złoża nie są rozwojowe. To widać po tym, że wydobycie z nich, bo głownie je robi PGNiG, ustabilizowało się, i niestety pomimo poszukiwań, i pomimo takich poszukiwań polityków, że tu trzeba zwiększyć itd., ono nie rośnie. Czyli PGNiG, żeby się dobrze skonfigurować, żeby nie być tylko takim sprzedawcą gazu musi mieć złoża. Dobrze skonfigurowana firma ma złoża i ma rynek, i wtedy...
CS: Ale nie ma jeszcze transportu surowca z tych złóż do Polski.
AS: Dokładnie, uderzył pan w bardzo czuły punkt. I tutaj muszę powiedzieć, że ta radość polityków jest dla mnie lekko podejrzana. Tzn. uważam, że przypisuje się temu posunięciu zbyt wielkie znacznie dla Polski. Dla PGNiG oczywiście, że to ma znacznie, bo wychodzi na taki nowy odcinek, w którym czekają na pewno nowe przygody. Natomiast dla Polski w sensie bezpieczeństwa energetycznego, to ma naprawdę mikroskopijne znacznie.
CS: No właśnie, wczoraj premier mówi tak: "Przełamanie sprawy dywersyfikacji dostaw gazu", obwieszczając ową wiadomość o tym, że mamy 15 % udziału w złożu w Norwegii. Czy to jest to przełamanie?
AS: Ja tu mogę chrząknąć i powiedzieć, że troszeczkę chyba za wysoko celowane. Tzn. nie jest to ten ruch. Oczywiście za kilkanaście lat powiedziałbym, że może zaskutkować tym, że PGNiG się jej uda, będzie solidną firmą. Ja tu daję przykład jej konkurenta, niemieckiej firmy, która jest solidną firmą i na tyle potężną, i budującą właśnie swój udział w wydobyciu, że ciągnie rurociąg bałtycki z Rosji, buduje terminal LNG Wilhelmshaven, i jeszcze na Morzu Adriatyckim buduje terminal LNG, który będzie zaopatrywał Niemcy z dołu.
CS: Czyli co, tak naprawdę kupujemy sobie zaufanie, a nie gaz?
AS: My inwestujemy, jeszcze nie kupujemy, inwestujemy. Zwrot z inwestycji jest niepewny, bo ja chcę powtórzyć, że to jest naprawdę "risk business". To jest miejsce, gdzie nie ma pewnego tego, że ci wszyscy odbiorcy: i te kuchenki, i zakłady chemiczne, że oni wszyscy kupią ten gaz.
CS: Jak wysoko ocenia pan to ryzyko, powiedzmy w skali od zera do dziesięciu?
AS: Ja bym powiedział pół na pół, ponieważ jak się patrzy na współczynnik sukcesu w wydobyciu, to można powiedzieć, że pół na pół (a jeszcze jest to nowy gracz). A jeszcze jest to sytuacja taka, że dwa pola, one mają pewną historię. One zostały odkryte w 1998 roku i były już dwa podejścia do ich wystartowania. W 2000 i w 2002 roku. Według tego pierwszego projektu w 2005 już powinno być wydobycie. Próby wystartowania tego projektu upadły. Ja nie znam przyczyn powiem szczerze, natomiast to już troszeczkę źle wróży. I dzisiaj mamy trzecią próbę tego projektu. Czyli tutaj ryzyko jest, jakie jest, ale ja bym chciał zastrzec, że słuchacze podejrzewam, że wiedzą: bez ryzyka nie ma rozwoju, nie ma zysków, nie ma biznesu. W związku z tym uważam, że to ryzyko jest uzasadnione. Tylko to, o czym pan mówił wcześniej - politycy. Bo tutaj wydaje mi się, że to jest poważne ryzyko, że dla takiego, jakby to powiedzieć - propagandowego trochę, PR - owskiego efektu mówiąc delikatniej, może być nacisk taki, żeby nie liczyć się z ekonomią, nie liczyć się z warunkami biznesowymi, a jakby pchać do przodu, ponieważ tutaj potrzeba chwili "wicie rozumicie". Ja obawiam się o to. Tutaj nie ma na to dowodów, to się sprawdzi. Dzisiaj inwestycja wygląda racjonalnie, natomiast nacisk polityczny jest tutaj niebezpieczny i trzeba go unikać, a wiązanie tego, tak jak mówiłem z bezpieczeństwem energetycznym jest sprawą znacząco przesadzoną. Ponieważ bezpieczeństwo energetyczne to jest w Polsce, w gazie ziemnym, przede wszystkim sprawa infrastruktury. Jeżeli się popatrzy na polską infrastrukturę, to jest jasne. Nie ma praktycznie żadnej, zerowa alternatywa wobec rosyjskiego gazu. W związku z tym dopóki tej alternatywy infrastrukturalnej, czy to rurociąg, czy Gazoport, czy inne możliwości np. połączenia międzysystemowe z Niemcami, to nie będzie żadnego bezpieczeństwa, ciągle będzie ryzyko.
CS: Panie Andrzeju i na koniec jeszcze jedno pytanie. Myśli pan, że kiedykolwiek w polskich kuchenkach popłynie ten gaz z Norwegii?
AS: Miejmy nadzieję. Skoro już weszliśmy w ten interes, podpisaliśmy umowę, zapłacimy za to, więc wypadałoby, żeby popłynął. Może nie ten sam gaz, bo PGNiG wyjdzie z tym gazem na rynek światowy, ale może dzięki temu wywalczy sobie pozycję taką na rynku, żeby ten gaz w Polsce był lepszy. Wydaje mi się, że jest to mało możliwe bez włączenia Polski do rynku energetycznego Europy. Tzn. żeby po prostu pójść w tym kierunku europejskim, integracji, liberalizacji rynku, urynkowienia tego segmentu. I wtedy wydaje mi się, że jak PGNiG będzie pod naciskiem konkurencji, to działania PGNiG będą bardziej racjonalne. I wtedy jest szansa na obniżenie cen i na taki gaz, jak gdyby alternatywny w naszych kuchenkach.
CS: Dziękuje bardzo, gościem Radia PiN 102 FM był dziś Andrzej Szczęśniak - ekspert rynku paliw. Dziękuję bardzo.
AS: Dziękuję.
2.03.2007 r.

Więcej o gazie z północy
- skomentujesz?
- czytano: 1977
Wyślij znajomemu







