
Trzeba zdecydowanie rozdzielić ropę i gaz. Kazachstan dzisiaj jest znaczącym i rozwijającym się eksporterem ropy (64 - 65 mln ton w tym roku). Eksportuje z tego 52 mln ton, a warto zaznaczyć, że znaczącą większość tego eksportu odbywa się przez teren Rosji.
Z drugiej strony - gaz ziemny nie jest jeszcze poważnym atutem eksportowym Kazachstanu. Wydobycie jest niewielkie w porównaniu z sąsiednim Turkmenistanem.
Kazachstan rozwija swoją produkcję ropy naftowej i gazu, podobnie jak inne kraje tego rejonu. Surowce te z regionu Azji Centralnej to przyszłościowo duże dostawy na rynek światowy. Znacząco mniejsze ilości niż z Rosji, ale jednak poważny dostawca o rosnącym trendzie wydobycia, o znacznie mniejszym ryzyku niż w rejonach Middle East.
Połączenie Azji Centralnej z Europą to sprawa diametralnie odmienna od połączenia Azerbejdżanu. Tej różnicy zdają się nie dostrzegać polscy politycy i to jest podstawą klęski naszych starań. Azerbejdżan leży na zachód od Morza Kaspijskiego i doprowadzenie rurociągu do miejsca, gdzie jest swobodny dostęp do rynków światowych - zostało dokonane. Rurociąg BTC istnieje i przesyła coraz większe ilości ropy. Przeszkody w postaci gór i niepewnych terenów kurdyjskich zostały pokonane.
Od zasobów Azji Centralnej oddziela nas zbiornik wodny o niewyklarowanym statusie prawnym i o dużych ryzykach ekologicznych (zamknięty zbiornik) i utrudnieniach prawnych (Rosja i Iran). Przeszkoda naturalna w postaci Morza Kaspijskiego jest bardzo trudna do pokonania. Stąd naturalna (geograficznie i historycznie - sieć rurociągów z czasów komunistycznych) przewaga Rosji na tym terenie. Objawia się ona choćby w potędze, jaką tam stanowi Gazprom,mając na przykład umowę z Turkmenistanem na eksport większości turkmeńskiego gazu do 2028 roku. Tę przewagę skonsumowano właśnie w czasie szczytu w Astanie.
Zachód, głównie USA są znacznie słabsze w tej grze i poniosły porażkę w "Wielkiej Grze" - czyli walce o wyprowadzenie zasobów energetycznych z tego rejonu - już w latach 90-tych. Europa jest bardzo słaba w tym rejonie, natomiast Polska nie istnieje w polityczno-biznesowym horyzoncie Azji Centralnej. W związku z tym rozpoczęcie naszej aktywności w tym rejonie od tak trudnego przedsięwzięcia - można uznać za strategiczny błąd.
Nasza propozycja dla Kazachstanu jest nieatrakcyjna ekonomicznie. Jeśli opłata za wysłanie tony ropy rurociągiem CPC wynosi 58 $ za tonę, to polska propozycja Odessa - Gdańsk jest o 24 $ droższa. Prezydent Nazarbajew jest człowiekiem myślącym ekonomicznie i nie zgodzi się na płacenie niepotrzebnie wyższych stawek. Dzisiaj budowane są dwie alternatywy dla polskiej propozycji: rurociąg Burgas - Aleksandopoulis (Bułgaria Grecja) i Samsun - Ceyhan (budowany przez Turków z ENI). Są one znacznie tańsze, a poza tym KazMunaiGaz planuje wybudować w Ceyhan rafinerię. Są to atuty, których nie oferuje strona polska.
Powyżej pokazałem nieatrakcyjność ekonomiczną propozycji polskiej. To jest sprawa najbardziej istotna, gdyż projekt okazuje się znacznie gorszy od propozycji konkurencji (rosyjsko-grecko-bułgarskiej czy turecko-włoskiej). To jest fundamentalna wada, na którą wielokrotnie wskazywałem: ten projekt nie ma zdrowych korzeni biznesowych. Nie ma podstaw, by uczestniczyły w nim duże międzynarodowe firmy, bo te muszą odnosić zyski, a nie budować wielkie rurociągi bez nadziei na zwrot z inwestycji. Niestety, polscy politycy otwarcie mówią, że jest to projekt polityczny, a państwowe firmy go wykonają. Mam ogromne wątpliwości wobec takiego scenariusza.
Podstawową przeszkodą są złe stosunki z Rosją. Dysponuje ona w rejonie Azji Centralnej ogromnymi atutami, które nawet Stany Zjednoczone nie potrafią skutecznie zniwelować. Prezydent Putin wybrał grę na wroga zewnętrznego, który cementuje Rosjan. Niestety jest nim Polska. Stąd symboliczne działania, wymierzone w Polskę (jak choćby ta sama data szczytu w Krakowie i Astanie). Uważam tę sytuację za krytyczną dla polskiej racji stanu, i za podstawową przeszkodę w staraniach o zmiany w sektorze naftowo - gazowym. Wobec bardzo symbolicznych i nie opartych na gospodarczych realiach działaniach Polski - Rosja podejmuje również symboliczne działania, ale posiadające solidne podstawy choćby w zasobach surowców i wykorzystuje przewagi, które posiada w sektorze energetycznym. Ktoś wywołujący konflikt z Rosją na polu, na którym nie mamy żadnych atutów i wobec tego szans - z góry skazał się na przegraną, która powoli staje się coraz bardziej konkretna.
Przeszkodą bardzo istotną jest także osamotnienie Polski. Tak w staraniach o Możejki, jak i zabiegach w rejonie kaspijskim powinniśmy występować w sojuszu albo z Unią europejską albo z USA. Gdyby udało się być zwornikiem tych supermocarstw w konkretnym projekcie - byłby to spektakularny sukces polskiej dyplomacji i biznesu. Jednak działając sami, osłabiamy swoje szanse. Skład uczestników szczytu krakowskiego (i jego rezultaty) dowodzą, że zasada doboru uczestników nie jest jasna i jest nakierowana na budowanie politycznych sojuszy (o charakterze antyrosyjskim) niż na gospodarcze przedsięwzięcie o dużej skali.
Podsumowując - nasze starania nie biorą pod uwagę ani podstaw gospodarczych ani układu sił w Azji Centralnej. Nie budujemy sojuszy z partnerami o dużych możliwościach działania, a kreujemy konflikty z potężnym energetycznym graczem. Dlatego uważam, że stoimy na przegranych pozycjach.
- - - - - -
Tekst powstał na podstawie pytań Dr. Marcina Sienkiewicza, adiunkta w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu
Wrocławskiego.
- skomentujesz?
- czytano: 855
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
10 godz 12 min temu
15 godz 49 min temu
23 godz 11 min temu
1 dzień 37 min temu
1 dzień 53 min temu
1 dzień 1 godz temu
1 dzień 1 godz temu
1 dzień 14 godz temu
1 dzień 16 godz temu
1 dzień 23 godz temu