
- Cóż zbudujemy na polskim wybrzeżu terminal LNG, dokąd statki przywiozę miliardy metrów sześciennych gazu z postaci skroplonej i problem z Rosją i jej gazem „mamy z głowy”
- Nie tak szybko i nie tak prosto. Gaz płynny czyli LNG nie jest projektem, który może całkowicie rozwiązać nasze zaopatrzenie w gaz ziemny. Po pierwsze mamy umowę z Rosją, która do 2022 r. zobowiązuje stronę polską do zakupu określonej ilości gazu – już wkrótce będzie to 10 miliardów metrów sześciennych rocznie! Nadal podstawą naszego zaopatrzenia w gaz ziemny będzie Wschód: Rosja i rejon Morza Kaspijskiego. Moim zdaniem, fatalne kontrakty na dostawy gazu do Polski gazociągiem jamalskim uwiązały nasz kraj, i to łączy się z kontekstem politycznym, co z reguły szkodzi stosunkom gospodarczym. Gazociąg jamalski przykuł nas do Rosji i jest to praźródło naszych dzisiejszych kłopotów.
- Rynek LNG jest rynkiem bardzo mocno rosnącym i – co bardzo ważne – jest rynkiem globalnym; nie rządzą tu naturalne monopole typu „rurociąg”, „złoże” itp. Jest to typowy rynek z wahaniami cen kształtowanym przez popyt i podaż, nie – przez politykę. Analiza wykonana przez PGNiG za lata 2001-2002 wykazała, że bywają miesiące, kiedy LNG jest tańszy niż rosyjski gaz ziemny dostarczany do Polski gazociągami. W związku z tym jest to świetny element – powiedzmy – równoważący dostawy ze Wschodu.
- Nie możemy wypowiedzieć kontraktu jamalskiego, skoro jest on skrajnie niekorzystny dla Polski i przestawić się na LNG?
- Jest mi trudno wyobrazić sobie wypowiedzenie tej umowy, choćby z uwagi na kolosalne skutki finansowe. Przez jeszcze 15 czy 16 lat jesteśmy zobowiązani odbierać gaz rosyjski i tu nie ma litości. Moim zdaniem należy poważnie rozważać budowę terminalu odbioru skroplonego gazu i zastanawiać się, jaki gaz, rosyjski czy idąc znad Morza Kaspijskiego, w przyszłości zastąpimy. Chodzi o to, by stać się mniej podatnymi na naciski związane z dostawami przez terytorium Ukrainy.
- Taka dywersyfikacja ma dwa oblicza: po pierwsze dlatego, że w normalnej grze rynkowej – w odróżnieniu od kontraktów typu „take or pay” (bierz lub płać), jak w przypadku kontraktu jamalskiego – kupuje się tyle, gazu, ile potrzebujemy i na ile nas akurat stać. LNG pozwala na wdrożenie tzw. arbitrażu cenowego – jeśli dostawca za swój surowiec żąda zbyt wiele można to równoważyć zakupami z innego źródła. Mamy już obecnie podobną sytuację z importem z Rosji LPG (Liquid Petroleum Gas – propan-butan, zwany u nas autogazem), który co prawda wywozi się auto-cysternami, nie rurociągiem, ale sens finansowy tej operacji pozostaje takim sam.
- Po drugie, bezpieczeństwo energetyczne – całkowicie od dostaw rosyjskich się nie uwolnimy i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Rosja posiada od 30 do 40 procent udokumentowanych zasobów gazu ziemnego świata. Ale! nie musimy być aż tak dotkliwie uzależnieni od rosyjskiego gazu. Dzisiaj dostrzegają to chyba wszyscy. Istnienie alternatywnych dostaw LNG uwalnia Polskę od rosyjskiego przymusu.
- Jest jeszcze jedna sprawa: poprawność ekonomiczna. Czy wiadomo, ile będziemy płacić za rosyjski gaz?
- To kolejna sprawa wołająca o pomstę do nieba: tajność wszystkich danych w PGNiG. Za rosyjski gaz podobno będziemy płacić 230-250 USD/1000 m3. Ale poza grupką wtajemniczonych nikt tego do końca nie wie! Tego w Europie się nie stosuje, ceny i ilości gazu są co miesiąc podawane do publicznej wiadomości. I to nie tylko w Unii, ale także na Białorusi, w Gruzji czy w Turkmenistanie; tylko nie w Polsce...
- Można przypuszczać, że nasi negocjatorzy, którzy tak fatalnie podpisali kontrakty z Rosją, nie chcą ujawniać żenujących szczegółów, bo kompromitują ich one jako polityków gospodarczych i finansowych. O Białorusi mówi się, że będzie otrzymywać gaz ziemny z Rosji w cenie 46 USD/1000 m3 tylko dlatego, iż oddała kontrolę nad gazociągiem na swoim terytorium Rosjanom. My płacimy 4-krotnie więcej, a kto zarządza gazociągiem jamalskim na terytorium Polski?! Konsorcjum, w którym około połowy głosów mają Rosjanie...
- Czyli – Polska powinna budować terminal LNG?
- Tak, ale moim zdaniem winno to być przedsięwzięcie prywatne, oparte na zdrowych zasadach businessowych, poprzedzone analizą ekonomiczną, a nie zadanie typu politycznego. Rząd powinien dać gwarancje, ale wydatki musi ponieść prywatny kapitał. Tylko on jest w stanie rzetelnie – bo na własne ryzyko – zbilansować koszty i zyski. Z tego względu trudno jest w tej chwili powiedzieć, w którym miejscu na polskim wybrzeżu zlokalizować taki port, jaka ma być jego wielkość, a tym samym – jego koszt.
z Andrzejem Szczęśniakiem, ekspertem paliwowym, pełnomocnikiem w Polskiej Organizacji Gazu Płynnego rozmawiał Jacek Świdziński
- skomentujesz?
- czytano: 2293
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu







