Polska otrzyma dzisiaj zaproszenie do Międzynarodowej Agencji Energii. Jakie może to mieć skutki dla naszej gospodarki i polityki? Oczywiście takie, jakie zamierza rząd. Jeśli podkreśla głównie sprawy bezpieczeństwa energetycznego w naszym konflikcie z Rosją i możliwość korzystania z rezerw innych państw - to się srodze zawiedzie.
O jakich korzyściach się mówi? Nie przeceniałbym podnoszonych przez analityków korzyści w rodzaju:
- umacnianie pozycji w UE,
- mocniejszy głos w sprawach polityki energetycznej,
- możliwość korzystania z rezerw innych państw,
- wzmacnianie bezpieczeństwa energetycznego.
Są one albo iluzoryczne, albo bardzo kosztowne.
Szeroko propagowane nadzieje, że "w razie czego" (czytaj - Rosja zakręci kurek) będziemy mogli korzystać z rezerw innych krajów - są dość naiwne. IEA interweniuje jedynie w sytuacjach globalnych kryzysów. Pierwszy raz w sytuacji wojny w Zatoce Perskiej 1991 i ostatnio z powodu huraganu Katrina w 2005 roku. Agencja ma bardzo precyzyjne zasady uruchamiania rezerw i mogą to spowodować jedynie zakłócenia na skalę globalną. Wszelkie lokalne kryzysy, a szczególnie o charakterze handlowym (konflikty Rosji z krajami sąsiednimi) czy "technicznym" (jak dostawy ropy do Możejek) nie są brane pod uwagę.
Wręcz odwrotnie - to państwa członkowskie maja starać się o własne zabezpieczenie stabilnych dostaw. Z jednej strony jest to dywersyfikacja dostaw - co Polska stara się osiągnąć jednak bez widocznych rezultatów. Z drugiej - Agencja w swoim statucie podkreśla wagę stosunków z krajami dostawców, nakładając (art. 44) na kraje członkowskie obowiązek utrzymywania współpracy i podejmowania inicjatyw, poprawiających te stosunki.
Miejmy nadzieję, że Polska weźmie na poważnie to zalecenie i nie będzie utrzymywać tak lodowatych stosunków z Moskwą i przewodzić inicjatywom, które nic nie wnoszą oprócz pogarszania tych stosunków.
Przynależność do IEA to przede wszystkim ogromne koszty, które należy ponieść, by wejść do niej. Same rezerwy wymagane przez kraje IEA (ale także Unię Europejską) to ogromne zamrożone środki. Przy dzisiaj zgromadzonych rezerwach (86 dni) mamy w kraju zgromadzonych 4,5 mln ton (33 mln bbl) ropy i produktów. Ilość ogromna, jej wartość - jeszcze bardziej imponująca. Dzisiejszą (licząc ropę jedynie po 70$/bbl) można ocenić zgromadzone zapasy na 2,3 miliarda $. To są ogromne środki, które wyjęte są z obrotu, nie pracują na dobrobyt Polski. Czymś zupełnie innym jest zamrożenie takich środków w krajach, które są "nasycone" kapitałem. Znacznie bardziej obciąża kraje na dorobku.
Sama zmiana systemu liczenia zapasów, związana ze staraniami o członkostwo w Agencji (wliczenie nie tylko importu, ale konsumpcji) spowodowała konieczność dodatkowego zmagazynowania miliona ton ropy w magazynach (wartości ok. 500 milionów $). Dzisiaj system wypracowany w 1973 roku jest kwestionowany - konieczność przechowywania aż 90 dni konsumpcji wydaje się nadmiernym ubezpieczeniem, gdyż krajobraz dostaw ropy zmienił się znacząco od lat 70-tych. Rola państw OPEC, dominacja tego dostawcy, uzależnienie gospodarek świata od ropy jest znacząco mniejsze.
Agencja kładzie nacisk w swojej działalności na ochronę środowiska, w tym na redukcję emisji CO2, oraz na oszczędność energii. Są to projekty bardzo kosztowne, które mogą znacząco ograniczyć rozwój krajów uboższych, dysponujących dużym udziałem takich przemysłów jak hutniczy czy cementowy. Także rozwój rafinerii jest znacząco ograniczony w krajach, które przyjęły ograniczenia w emisji czy też stawiają bardzo wysokie wymagania ekologiczne. Dla krajów uboższych oznacza to konieczność ograniczeń w tych "brudnych" branżach. Pytanie czy stać je na przeskoczenie bez etapu intensywnego rozwoju industrialnego, które bogate kraje zachodu mają za sobą - do epoki postindustrialnej.
Świat się zmienia i dzisiaj nie mamy już dwubiegunowości między krajami rozwiniętymi (OECD) a dostawcami ropy czy gazu. Wyrosły nowe kraje konsumujące surowce energetyczne, a nie należące do świata Zachodu, jak choćby największe Chiny (drugi konsument ropy naftowej na świecie po USA) czy Indie. W ramach International Energy Forum (IEF) czy organizacji krajów Azji wyrastają konkurencyjne dla IEA instytucje i platformy porozumienia między krajami produkującymi a konsumentami ropy i gazu.
IEA ma także w swoich celach (niestety - dopiero na 3. miejscu) wydajność, czyli wzrost gospodarczy, czyli konkurencję jako podstawowy mechanizm jego budowania. Pozostałe kraje członkowskie mają te mechanizmy od samego początku - dlatego Agencja nie stawia ich na czołowym miejscu. Jednak w Polsce przydałyby się one dużo bardziej niż kolejne obciążenia dla gospodarki.
- skomentujesz?
- czytano: 715
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
5 komentarzyCzłonkostwo w organizacji pozwoli Polsce na współpracę z głównymi producentami i konsumentami ropy naftowej. Umożliwi także korzystanie ze wsparcia innych państw należących do MAE w sytuacji kryzysu energetycznego. Funkcjonujący w ramach MAE mechanizm polega na udostępnianiu przez państwa członkowskie części własnych zapasów ropy naftowej państwom odczuwającym zakłócenia w dostawach tego surowca.
Podzielam stanowisko Ministerstwa gospodarki , MAE zapewnia bezpieczenstwo energetyczne dla POLSKI
Wojtek
Wojtku, z całym szacunkiem, ale nie wydaje Ci się że to co napisałeś jedynie parafrazując zaklęcia kół rządowych to jedynie szczyt infantylizmu?
Zauważyłem że zagraniczna polityka obecnych władz w aspektach ekonomicznych (także energetycznych) jest zbudowana w całości na zasadzie "ktoś inny jest nam cały czas coś winien" - ten inny ma nam zapewnić bezpieczeństwo, ten inny ma nam rozwiązać problemy embarga, ten inny ma nam zagwarantować gaz czy ropę, ten inny ma nam dać to czy tamto. Najpierw to była UE, teraz to ma być MAE.
Jest to stanowisko nie tylko błędne, ale też szkodliwe. Błędne ponieważ NIKT nam nie jest NICZEGO winien. A szkodliwe ponieważ wychodząc z takiego założenia marnujemy własny czas na jałowe dyskusje i sami nic nie robimy. No sam pomyśl - czy po to by mieć własne rezerwy koniecznie trzeba należeć do jakichś organizacji? Nie, wystarczy po prostu je zgromadzić. A żeby je zgromadzić trzeba zbudować infrastrukturę - a tego naprawdę nikt za nas nie zrobi! Czy żeby mieć możliwość otrzymywania dostaw z "innych" źródeł trzeba do czegoś tam należeć? Nie, bo wystarczy mieć pieniądze i znowu infrastrukturę. Członkowie czegoś tam mają nam dostarczyć gaz? Niby jak? W butlach?
Piszesz: "Członkostwo w organizacji pozwoli Polsce na współpracę z głównymi producentami i konsumentami ropy naftowej." A co, teraz Polska jest pozbawiona możliwości takiej współpracy? Kto teraz broni Polsce współpracować?
Poza tym wszystkie bez wyjątku międzynarodowe stowarzyszenia działają na zasadzie wzajemności. OK, rozumiem że Polska czegoś tam chce od innych. Ale co jednocześnie Polska innym oferuje? Polska cały czas domaga się czegoś od UE. Ale co Polska UE proponuje ze swojej strony? Permanentne straszenie wetem, które nic nikomu nie daje? Bo jak nam nie zrobicie dobrze to my na złość mamie odmrozimy sobie uszy?
Infantylizm - cytowanie panstwoej instytucji dzialając z Urzędu dla dobra bezpieczeństwa energetycznego ? Pozycja Polski w polityce zagranicznej kreowana przez PIS juz w przypadku UE napotkała na znaczny opór - za liczne veta.
Kaczyński idzie na wymiane handlowa emisjami CO2 w skali globalnej , rezerwy ropy zmagazynowanej (kawernowo) w Polsce to jeszcze nie szczyt bezpieczenstwa energetycznego.
Gładka deklaracja to nie nie wszystko
Wojtek
O wzmocnieniu bezpieczeństwa nie świadczy przystąpienie do klubu bogatych. Do Klubu, w którym wejściówka jest tak droga, miło należeć, zwłaszcza tym, co to "zdrowie wasze w gardła nasze..." Ale realnie - oprócz kolejnego "sukcesu" kampanijnego (w "Rzeczpospolitej" Polska "od dziś oficjalnie należy") niewiele to wnosi.
To dobrze być członkiem takiej organizacji, wiązać się ze światem zachodnim, ale najlepiej się z nim zwiążemy poprzez dobrobyt, jaki zbudujemy. A z tym idzie cienko.
- - - - - -
Andrzej Szczęśniak
Bo nie jestem w stanie inaczej nazwać bezkrytycznego powtarzania zaklęć polityków. Poza tym deklaracje działań "na rzecz dobra Polski" niekoniecznie są tożsame z realnymi działaniami na rzecz tego dobra.
Gwoli ścisłości, absolutnie nie jestem przeciwnikiem bycia członkiem tego czy tamtego, nawet za wysoką cenę. Jestem natomiast przeciwnikiem tego typu propagandy - wstąpmy do jakiegoś "klubu" żeby nam coś dali. Nazywa się to "postawa roszczeniowa" i raczej nie jest uznawana za zaletę i rzadko się takie postawy traktuje poważnie.
Mi to przypomina znany z literatury klasycznej przykład drobnego cwaniaczka, który za gotówkę kupuje tytuł szlachecki, załatwia sobie wejściówkę do jakiegoś klubu, ale to wszystko jeszcze nie czynni z niego szlachcica, bo pozostaje on parweniuszem. Polski rząd, zamiast realnie zacząć rozwiązywać realne problemy i rozwijać kraj, wbija ludziom do głowy że te problemy za nas rozwiążą "inni", wystarczy tylko wejść do ich "klubu".