Ameryka to kraj bardzo bogaty w zasoby naturalne. Jednak na własne życzenie - decyzje polityczne i niechęć mieszkańców - nie może do nich sięgnąć. Kraj, którego zależność od importu ropy jest ogromna - wynosi dzisiaj 60% - nie może zmienić przepisów, uniemożliwiających wydobycie tak na lądzie, jak i w szelfie wokół USA (off-shore).
A zasoby ropy wokół Ameryki są ogromne - ocenia się na 85 miliardów baryłek, czyli wystarczające na zaspokojenie potrzeb świata na ropę przez 2 1/2 roku, a potrzeb Ameryki - przez 10 lat. Wystarczy spojrzeć: oprócz tradycyjnie eksploatowanej Zatoki Meksykańskiej, jedynie tam udało się rozpocząć wydobycie, gdzie nafciarze zdążyli znaleźć ropę przed prawnymi zakazami.

Prezydent Bush apelował w środę do Kongresu o zniesienie wieloletniego już zakazu wierceń i wydobycia u wybrzeży Ameryki.
Rzeczywiście - sytuacja jest zadziwiająca: wokół wybrzeży Stanów są bardzo bogate złoża ropy. Jednak jej nie wydobywają.
Zjawisko to ma kilka przyczyn.
Tradycyjny podział polityczny - demokraci są za ograniczaniem popytu na ropę i energię, zmniejszeniem jej udziału w bilansie energetycznym (postulat "niezależności" energetycznej). Czyli stosują czy planują klasyczny sztafaż środków:
- wysokie podatki (na firmy, na paliwa)
- wysokie wymogi na efektywność spalania paliw w samochodach (CAFE standards)
- wymóg dodawania biopaliw (ethanol) do benzyny
Demokraci są także przeciwko wydobyciu, ale tutaj posiłkują się argumentami ekologicznymi, gdyż ograniczenie podaży ropy ma oczywisty skutek: podwyżkę cen.
Republikanie są za zwiększaniem podaży i za umożliwieniem działania amerykańskich firm we własnym kraju. Na ten aspekt zwracają często uwagę. Po nacjonalizacjach w krajach wydobywających ropę w latach 70-tych, wielkie amerykańskie koncerny straciły bazę surowcową, a do tej istniejącej w Ameryce nie mogą się dobrać ze względu na zakazy wiercenia. Ich argumenty przy tak wysokiej cenie paliwa zyskują nowych zwolenników.
Punktem zapalnym w wieloletnich bojach polityków jest ANWR (Arctic National Wildlife Refuge), czyli przebogate złoża w Prudhoe Bay na Alasce. Zasoby ANWR są przeogromne: EIA oceniła je w 2002 roku na 10,3 miliarda baryłek możliwej do wydobycia ropy (expected value). To oznacza, że przeciętnie można by wydobywać tam 1 do 1,35 mln b/dzień. Polecam ANWR.org.
Amerykańska Energy Information Administration, ostatnio podała, że uruchomienie tych złóż mogłoby obniżyć ceny paliw od 41 do 144 centów na galon. Problem jednak, że... na pełny efekt dzisiejszych decyzji trzeba czekać 20 lat! Taka perspektywa czasowa nie zachęci żadnego polityka do narażania się na ataki Greenpeace'u.
Dlatego Kongres USA systematycznie odrzuca próby otwarcia wód amerykańskich (Outer Continental Shelf) na wiercenia i wydobycie. Wspomniany milion baryłek dziennie płynąłby już teraz, gdyby w 1995 roku prezydent Clinton nie zawetował ustawy, zezwalającej na wiercenia. Warto pamiętać, że wtedy obydwaj dzisiejsi kandydaci na prezydenta - Barack Obama i John McCain - głosowali za zakazem wierceń.
Podstawową przeszkodą jest bowiem ruch ekologiczny. O mentalności "NIMBY (not-in-my-backyard)" pisałem już tutaj. Dotyczyło to bardziej rafinerii i niechęci mieszkańców do pogarszania jakości powietrza czy wody w swoim sąsiedztwie. Jednak w sprawie wydobycia off-shore więcej od mieszkańców mają do powiedzenia ekolodzy (ruchy takie jak Geenpeace). Ich nacisk, siły wpływu są na tyle duże, że Ameryka nie może korzystać ze swoich skarbów, bronionych przed wydobyciem przez ludzi marzących, byśmy się cofnęli z naszym sposobem życia o wiele setek lat.
Obawy ekologów wydają się są wyolbrzymione. Wiercenie, nawet w morzu (offshore) - nie jest już niebezpieczne dla środowiska. Huragan Katrina, który zniszczył setki wież wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej w 2005 r. nie spowodował większych wycieków ropy. Generalnie - o d1969 r. nie było w USA znaczących wycieków. A wydobyto już ponad 7 milionów baryłek z morza przez ostatnie 25 lat. Tylko 0,001% (tysięczna część procenta dostała się do morza.
- skomentujesz?
- czytano: 2977
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
7 komentarzyPo co Amerykanie mają eksploatować swoje złoża, jeśli mogą cudze. Mają przecież kontrolę militarną nad zatoką perską, dużą częścią ameryki południowej, Azją południową. Swoje złoża traktują jako rezerwy na czarną godzinę. Amerykanie to sprytny naród, w przeciwieństwie do Polaków. Nie są tak głupi by zrezygnować z wiedzy o lokalizacji złóż surowców na własnym terytorium. Po co więc te zakazy? Moim zdaniem wprowadzili je aby zablokować firmom nieamerykańskim możliwość wydobycia.
Mieli je kiedyś:
To slajd z prezentacji z Zakopanego. Widać, że potęga Big Oil wyparowała po 70-tych latach.
Co do teorii "pozostawiania złóż na na czarną godzinę" - to jestem w pełni sceptyczny.
- - - - - -
Andrzej Szczęśniak
Amerykanie nie mają "swoich" złóż za granicą.
Co do teorii "pozostawiania złóż na na czarną godzinę" - to jestem w pełni sceptyczny.
Nie mają ich pod względem prawnym. Ale jeśli zechcą to będą mieli, ponieważ jest to w zasięgu ich możliwości. Jeśli Ameryka mogła "sprywatyzować" złoża ropy Iraku to również może to zrobić ze złożami np. Wenezueli. I żadne krzyki Hugo Chaveza nie zatrzymają jej.
Jak tylko Chiny zaczną budować przy pomocy wojska z państw trzeciego świata swoje "republiki bananowe", "bliską zagranicę" czy "państwa satelickie" na wzór postkolonialnych wpływów Europy czy Ameryki, to wtedy przekona się Pan, że Amerykanie nagle zaczną "odkrywać" złoża ropy u siębie.
... czyli ucieczka od reguł wnioskowania w sfery, gdzie wszystko jest możliwe i "nie jest", ale "może być". Niestety zbyt mało rozwijające intelektualnie dla kogoś, kto lubi dyscyplinę myślową.
- - - - - -
Andrzej Szczęśniak
Polecam link do opracowania
http://www.cfr.org/content/publications/...
pt. tytułem "National security consequences of u.s. oil dependency"
The Task Force przenaczona dla USA twierdzą, że polityka energetyczna jest nękane przez mity, takie jak możliwość osiągnięcia "niezależności energetycznej" poprzez zwiększenie wiertniczych lub cokolwiek innego.
W ciągu najbliższych kilku dziesięcioleci, wyzwania stojące przed Stanami Zjednoczonymi majacymi się lepiej przygotować do zarządzania nimi, zamiast dążyć do chimery niezależności.
Jednak większość z dźwigni potencjalnie dostępne w Stanach Zjednoczonych jest poprzez krajową politykę energetyczną.
Tak aby Independent Task Force poświęciło znaczną uwagę do sposobu zużycia ropy naftowej (lub przynajmniej wzrost konsumpcji) może być zmniejszona, i dlaczego i w jaki sposób kwestie związane z energią muszą się lepiej zintegrowane z innymi aspektami polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.
Zakaz wprowadził ojciec obecnego prezydenta w 1990 r. z powodów ekologicznych. Aby zakaz został efektywnie zniesiony - konieczna jest jeszcze zgoda Kongresu.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami George W. Bush ogłosił uchylenie prezydenckiego zakazu eksploatacji ropy naftowej i gazu ziemnego na morzach u wybrzeży USA.
Według administracji USA ma to przyczynić się do rozładowania kryzysu z wysokimi cenami ropy. Oznajmiając swoją decyzję przed Białym Domem, Bush wezwał Kongres, aby jak najprędzej uchwalił ustawę znoszącą analogiczny zakaz w legislaturze.
"Restrykcje władz wykonawczych dotyczące wydobycia ropy zostały zniesione. Oznacza to, że między amerykańskim społeczeństwem a tymi ogromnymi zasobami ropy jest już tylko działanie amerykańskiego Kongresu. Piłka jest teraz po stronie Kongresu" - powiedział prezydent.
Zakaz wierceń w szelfie - głównie chodzi tu o Zatokę Meksykańską i Ocean Spokojny w pobliżu Kalifornii - wprowadzono w latach 80. ze względu na ochronę środowiska.
WPROST
http://www.wprost.pl/ar/134127/USA-uchyl...
W co naprawdę gra Georg Bush
Poza narzuceniem na tę gałąź przemysłu nowego podatku Kongres może niewiele zrobić, by odwrócić ten proces . Bodźce dla nafciarzy w czasie, gdy kompanie ogłosiły rekordowo wysokie dochody, mogą okazać się szczególnie niewygodne dla administracji teraz, gdy obcina fundusze na programy krajowe.
Jakby nie zdając sobie sprawy z politycznych reperkusji, prezydent Bush i republikanie z Izby Reprezentantów pracują nad usunięciem zatwierdzonej w ub. roku przez Senat ustawy, która narzuca na kompanie naftowe jednoroczny podatek w wysokości $5 miliardów od niespodziewanych zysków.
Federalny rząd może wkrótce podarować kompaniom gazowym i naftowym największy w historii USA prezent wartości $7 miliardów.
Co więcej, zapowiedziane w budżecie ulgi mogą być tylko początkiem. W ub. tygodniu KerrMcGee Exploration and Development oddała sprawę do sądu. Sukces kompanii może kosztować rząd dodatkowe $28 miliardów w ulgach od opłat za wydobycie.
Demokrata z Kalifornii kongresmen George Miller, który od 10 lat walczy o zniesienie ulg uznał to posunięcie za "największy rabunek w historii świata".
Republikańscy ustawodawcy również nie czują się najlepiej z prezentem dla przemysłu, który szczyci się największymi dochodami. "Nie sądzę, aby ktokolwiek w Kongresie myślał, że przydzielanie ulg jest przyzwoite w chwili, kiedy baryłka ropy kosztuje 70 dolarów. Intencją rządu było zastosowanie bodźców w czasach, gdy baryłka kosztowała 10 dolarów", powiedział republikanin z Kalifornii kongr. Richard W. Pombo.
Rząd nie podaje, w jakim stopniu indywidualne kompanie korzystają z ulg. Większość kompanii również odmawia ujawnienia danych na ten temat. Wiadomo jedynie, że ulgi odnoszą się prawie wyłącznie do wydobycia w Zatoce Meksykańskiej. Największymi producentami w tym rejonie są: Shell, BP, Chevron i Exxon Mobile. Pracują tam również mniejsze, niezależne kompanie, Anadarko i Devon Energy.
http://www.polishdailynews.com/pol.php?m...