Minister obrony Radek Sikorski dość szokująco wyraził się o naszych wschodnich i zachodnich sąsiadach, przyrównując współpracę w budowie gazociągu do paktu Ribbentrop Mołotow, czyli rosyjsko-niemieckiej (dokładnie komunistyczmo – hitlerowskiej) umowy, która zaowocowała likwidacją Polski. Występując na forum German Marshall Fund (amerykańskiej fundacji w Niemczech), stwierdził:
"Polska jest szczególnie wrażliwa na punkcie korytarzy i porozumień ponad naszymi głowami. To była tradycja Locarno, paktu Ribbentrop-Mołotow. To był XX wiek. Nie chcemy powtórki".
Odbyło się to wkrótce po spotkaniu Angeli Merkel z Władimirem Putinem i podpisaniu przez nich i przez firmy Gazprom i BASF współpracy, która daje obu stronom korzyści: Niemcy otrzymują dostęp do rosyjskich złóż gazu (pole Jużnorusskoje na Syberii), a Rosjanom dostęp do rynku niemieckiego i wspólną ekspansję na rynku europejskim.
Nasi politycy wciąż popełniają te same błędy:
nie biorą podstawowego aspektu pod uwagę: to jest biznes, który kieruje się zasadą opłacalności i w imię przyszłych zysków ponosi niemałe ryzyka. To jest przedsięwzięcie gospodarcze, które daje obu stronom korzyści. zajmujmują się tylko polityczną stroną tego przedsięwzięcia i takimi właśnie narzędziami starają się je zablokować. W tej strategii nie ma czynnika gospodarczego, prywatnego przedsiębiostwa, czyli po prostu graczy rynkowych, którzy byliby w stanie zrealizować strategie na tę skalę. militarne postrzeganie problemu może rzeczywiście zakłócać ocenę gazociągu jak i współpracy niemiecko-rosyjskiej. Jednak współpraca gospodarcza ma charakter obopólnych korzyści (strategia “win-win”) i nie musi mieć na celu agresji przeciw innym, co jest normalne w wojskowości. Tego rodzaju perspektywą grzeszyła także poprzednia koncepcja “energetycznego NATO”. polscy politycy starają się zbudować jedność Europy w polityce energetycznej, czyli tam, gdzie tej jedności nie ma, jednocześnie nie będąc w tym wiarygodni, gdyż Polska sprzeciwia się wprowadzeniu Konstytucji Europejskiej. Nie ma bowiem wspólnej polityki energetycznej Unii i jeszcze długo nie będzie. Każde państwo stara się zapewnić wsparcie przedsiębiorcom, działającym na ich rynkach i zabezpieczających możliwości rozwoju gospodarki, a poszczególne przedsiębiorstwa walczą między sobą o dostęp do zasobów surowcowych, także w Rosji. przeceniane jest zagrożenie rosyjskie dla Europy, która ocenia (wielokrotnie to powtarzając) Rosję jako wiarygodnego partnera. Konflikty z Ukrainą, czy podnoszenie cen krajom byłego Związku Radzieckiego – jest spektakularne politycznie i medialnie, jest odbierane bardzo pozytywnie przez biznes (więcej:Gazprom idzie w górę wbrew politykom), a przecież podstawy bezpieczeństwa energetycznego budują firmy podejmujące wspólne przedsięwzięcia z Gazpromem, a nie rządy państw. Ocena Rosji i Gazpromu przez biznes jest decydująca, pomimo krzyczących nagłówków prasowych. znacznie mniejsze jest uzależnienie Europy od gazu rosyjskiego, gdy wykluczyć ze statystyk kraje “nowej Europy”. Dlatego w ogólnym bilansie Unia chce zwiększyć udział Gazpromu i jest to świadoma polityka równoważnia niestabilnych źródeł bliskowschodnich. jedynym celem naszej polityki jest suwerenność energetyczna Polski, a nie bierzemy pod uwagę, że kluczowym czynnikiem w tym biznesie jest międzynarodowa współpraca konsumentów energii i jej producentów, która obu stronom przynosi zyski. Uzależnienie wielu krajów europejskich jest znacznie poważniejsze niż Polski (więcej..., jednak nie jest to przyczyną politycznych kryzysów. Polska zachowuje się jak pies ogrodnika, starając się nie dopuścić do współpracy innych, przeszkadzając korzystnym dla nich interesom, nie mając jednocześnie własnej energetycznej strategii: projekty przedstawione przez nowy rząd są w bardzo wstępnej fazie (gazoport), albo są mało realistyczne (gaz z Norwegii), lub brak widoków na przełamanie wieloletniego impasu (rurociąg Odessa-Brody). Alternatywą dla współpracy rosyjsko-niemieckiej może być jedynie realistyczna polska strategia, realizowana przez sprawne i mocne przedsiębiorstwa, a wspierana przez państwo.
Podsumowując ten szkicowy zarys naszych błędów. Minister Sikorski stwierdził: "W rozmowach energetycznych między Unią Europejską i Rosją po jednej stronie padają argumenty handlowe, po drugiej siłowe. - Nietrudno przewidzieć, która strona wygra".
Nie zgadzając się z taką diagnozą i pozwoliłbym sobie ją trawestować: W stosunkach energetycznych między Polską a Rosją po jednej stronie są potężne atuty biznesowe, wsparte politycznie przez państwo, a z drugiej nieskoordynowana polityka, której brak poparcia w sile państwa czy w atutach gospodarczych. Nietrudno przewidzieć, która strona wygra.”
Postawienie sprawy przez ministra Sikorskiego w ten sposób nie wnosi nic, oprócz zdenerwowania naszych sąsiadów ze wschodu i z zachodu. Obrażanie nie jest dobrą metodą na robienie polityki, a na pewno złym pomysłem na korzystne interesy. Politycy niemieccy zabiegali o to, by premier Marcinkiewicz przywołał do porządku ministra obrony. Tak chadecy (Ruprecht Polenz - “takie absurdalne porównania są szkodliwe dla stosunków polsko-niemieckich”), jak i socjaldemokraci (ekspert Hans-Ulrich Klose - "Pan Sikorski powinien przemyśleć swoje uwagi i je jak najszybciej wycofać” - UPI).
Premier nie skorzystał z oferty uspokojenia nastrojów, wsparł swojego ministra: "Wszyscy wiedzą, jaki jest nasz stosunek do Gazociągu Północnego. Ta wypowiedź nie jest inną wypowiedzią od dotychczasowego naszego stanowiska w tej sprawie". Na krótko przed swoją wizytą w Niemczech. Prawie w rocznicę wejścia Polski do Unii. Cóż za świetny sposób jej uczczenia.
W Polsce przytaczano wypowiedź komisarza unijnego ds. energii Andris Piebalgsa, który ponoć "wspierał" stanosisko Polski. Jednak media europejskie prytaczają także jego wypowiedzi, w których apelował o współpracę z Rosją zamiast konfrontacji: "Unia Europejska powinna raczej pomóc Rosji w koniecznych inwestycjach w wydobycie" (www.euractiv.com). Dobrze, że nasze media są tak patriotyczne, ale warto by nie zakłamywać odbioru naszych działań w Europie.
Fragment komunikatu z dnia 2 maja powinien mówić za siebie:
Energy Commissioner Andris Piebalgs and Austrian Federal Minister for Economics and Labour, Martin Bartenstein, on behalf of the Presidency, have written to Russian Energy Minister Victor Khristenko, responding to recent comments that have been made in Russia regarding the EU energy market.Commissioner Piebalgs and Minister Bartenstein acknowledge that Russia, and Gazprom in particular, have been, and remain, a reliable supplier of natural gas to the European Union. They consider it important that this relationship is maintained, given that the EU looks to Russia for increased deliveries of gas in the future.
europa.eu.int
Jasnym jest, że jednoznacznie odcina się od polityki Polski i stara się o zdobycie zaufania i o długoterminową współpracy Unii z Rosją. Powinniśmy się chyba z tym liczyć.
Ponieważ reputacja to rzecz podstawowa w biznesie. Nadszarpnął ją rząd Leszka Millera, nie kończąc rozpoczętego dzieła swoich poprzedników, jednak dzisiejsze działania rządu wydają się drastycznie pogłębiać nieufność do Polski jako wiarygodnego partnera gospodarczego. I politycznego.
Andrzej Szczęśniak
- skomentujesz?
- czytano: 3023
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
2 komentarzyMinister Sikorski uprawia politykę zagraniczną, choć jest "tylko" ministrem obrony. Ostatnio dla BBC:
więcej: http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/499720...
Jeśli minister Sikorski chce utrzymać dobre stosunki handlowe, to nie powiniene obrażać Rosjan i Niemców, i nie głosić publicznie (jest ministrem RP, a nie dzisnnikarzem - słowa mają inną wagę...), że Rosja stosuje szantaż, bo to nie buduje dobrych stosunków. Być może idzie śladem wice-prezydenta Cheney, ale to nie jest nasza liga.
Co do zróznicowania cen energii dla określonych odbiorców... Mamy dużo wyższe ceny gazu z Rosji niż Litwa, Białoruś, Ukraina. Ale sami się na nie zgodzilismy, sami oddaliśmy polsko-rosyjskiej spółce władzę nad rurociągiem. Czego możemy teraz chcieć? Mamy pomysł na naprawienie tych błędów?
Może doczekamy się niedługo jakichś realnych i konstruktywnych propozycji? Co sami chcemy zrobić, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo, a nie przeszkadzać sąsiadom robić interesy. Ich prawem jest robienie ich bez nas.
Co do Sikorskiego, to generalnie zgadzam sie z Pana krytyka. Dodalbym od siebie, ze jemu kompletnie myla sie role dziennikarza, polityka parlamentarnego i czlonka rzadu.
Dziennikarz moze pisac, co chce. Polityk parlamentarny moze mowic to, co sluzy jego partii - wszyscy rozumieja, iz nie nalezy tego brac powaznie. Wypowiedzi czlonka rzadu sa wykladnia polityki panstwa. Po paru juz kolejnych wypowiedziach tego typu Sikorski powinien stracic posade.
Jezeli jej nie stracil, to tylko dlatego, ze rzad Marcinkiewicza w ogole nie czuje spraw polityki swiatowej w ogolnosci, a spraw europejskich w szczegolnosci.
Co do sily panstwa, to z pewnoscia nie wiaze sie ona z pyskowaniem zza plotu. Co wiecej, w tym plocie sa dziury, przez ktore obrazani moga sie do pyskacza dobrac... Z tym, ze dobiora sie do nas wszystkich, a Sikorski ponownie wyjedzie do Ameryki.