Barack Obama i energia

Komentarze

16 komentarzy
Czyli taka promocja 3 w

Czyli taka promocja 3 w 1:
1. Bańka spekulacyjna na rynku technologicznym
2. Bańka spekulacyjna na rynku CO2
3. Bańka spekulacyjna na rynku żywności.

Technologie drogie, energia droga, żywność droga. Coś nie jestem pewien, czy to pomoże temu przeciętnemu Amerykaninowi.

Gość, 6 listopad, 2008 - 03:04
Wielkie dzięki ...

... nie mam w tej chwili czasu żeby to przeczytac jak należy, ale już rozesłałem linki po znajomych - jako warte kliknięcia ... gratuluję i pozdrawiam ... ;-)

Gucio z Montrealu, 6 listopad, 2008 - 13:34
komentarz dla Wall Street Journal Polska

Kilka słów dla reaktora Macieja Góździa z "Wall Street Journal Polska":

cytat:
Prezydentura Baracka Obamy z pewnością nie jest po myśli wielkiego amerykańskiego biznesu naftowego. Demokraci już od dawna chcą obłożyć tzw. Big Oil specjalnym podatkiem od rekordowych zysków, które ostatnio pokazał choćby Exxon. Na Obamę z kolei z nadzieją spogląda Unia Europejska, która liczy, że powściągliwa do tej pory polityka Stanów Zjednoczonych, jeśli chodzi o wprowadzenie protokołu z Kyoto i "czystą energię" nabierze tempa. Liczą też na to producenci alternatywnych źródeł energii, z których Obama wspierał (produkcja paliw z węgla). Na przeszkodzie ambitnym planom nowego prezydenta może stanąć jednak kryzys finansowy i dziura w budżecie Stanów Zjednoczonych. Aby się rozwijać, Stany potrzebują taniej energii, ciężko więc demokraci będą ograniczać spekulację na rynku ropy, co powinno obniżyć jej ceny, a wykładanie olbrzymich pieniędzy na dotowanie ekologicznych rozwiązań nie będzie łatwe. Poza tym deklaracje Obamy, co do ograniczania emisji gazów i udziału energii ze źródeł odnawialnych są zbyt dalekosiężne i przez to prawie niemożliwe do zweryfikowania.

- - - - - -
Andrzej Szczęśniak

Andrzej Szczęśniak's picture
Andrzej Szczęśniak, 6 listopad, 2008 - 17:27
Wczesniejsze deklaracje Baraka Obamy w paliwach

cytuję: Andrzej Szczęśniak
Aby się rozwijać, Stany potrzebują taniej energii, ciężko więc demokraci będą ograniczać spekulację na rynku ropy, co powinno obniżyć jej ceny, a wykładanie olbrzymich pieniędzy na dotowanie ekologicznych rozwiązań nie będzie łatwe. Poza tym deklaracje Obamy, co do ograniczania emisji gazów i udziału energii ze źródeł odnawialnych są zbyt dalekosiężne i przez to prawie niemożliwe do zweryfikowania.

- - - - - -
Andrzej Szczęśniak
[/quote]

Zadziwiające jest że program i deklaracje Baraka Obamy z 26 lutego 2006 roku są zgodne z jego aktualną deklaracją programową ogłoszoną na wybory prezydenckie 2008r.

Barak Obama podkreślał niezależność energetyczna USA i nie uleganiu szantażom energetycznym.

http://gristmill.grist.org/story/2006/2/...
wg. Davida Robertsa

wojtek's picture
wojtek, 6 listopad, 2008 - 19:33
Zastanawiałem się nad tą

Zastanawiałem się nad tą ceną ropy wyrażoną w dolarach, czyli zazwyczaj jest tak, że jak dolar rośnie to spada cena ropy ( nie koniecznie jej wartość). Teraz mamy sytuację, że zamykane będą luki spekulacyjne, sytuacje korzystną dla stabilizacji cen tego surowca, nie mniej jednak jak spojrzałem na wykres popytu dolara to mimo wszystko, choć ostatnio rósł jest on jednym z najniższych od lat. W tej chwili jest w korekcie i trochę stopuje lub nawet spada, ale ogólnie to prawie nie podobne by nie wzrósł popyt na niego z tych poziomów na których jest, tak w perspektywie kilku lat, choć ciężko określić ilu.
http://stockcharts.com/def/servlet/SharpChartv05.ServletDriver?chart=$usd,pltad[pa][da][f!3!!]&pnf=y
Obecny wzrost ma w dodatku charakter deflacyjny, jeśli z deflacją wiązało by się koniecznie spowolnienie gospodarcze, a na to się zanosi, to cen ropy mogą spaść znacznie, nawet poniżej fundamentów swoich. A przynajmniej poniżej fundamentów droższych wydobywców.

Gość, 8 listopad, 2008 - 16:41
Drogi Gościu ...

... Pan to naukowo, z "wyższej półki" (adres który Pan podał trzeba skopiować i wkleić w linijke http://... bo link nie zaskoczył) a ja z - poziomu wiejskiej kuźni - jako "plombier Polonais" ...

Poprostu zaufanie do dolara zostało poważnie naderwane i kto może - bedzie się go przy każdej rozsądnej okazji - pozbywał, zamieniając na inne valuty ...

Ci co maja odpowiednie środki będą "kiwali" dalej cenami i to coraz szybciej - żeby odpowiednio, wiedząc kiedy, najkorzystniej pozbyć się swoich i to - w obawie że Obama zacznie im na łapki patrzeć ... ;-)

Ciekawym jest to - że nikomu właściwie nie zależy na szybkim wyeliminowaniu dolara. Tendencja nasilania pozbywania się go będzie zależała od pociągnięć Obamy mającym na celu odbudowanie jego wiarogdności ...

Ale, tak czy owak, jego wartość będzie spadała żeby zwiększyć konkurencyjność Stanów ...

Ciekawe ile czasu potrwają starania powrotu z epoki szwindlu do normalnych warunków zdrowej konkurencji - na powrót której wszyscy z niecierpliwością wyczekują ...

Gucio z Montrealu, 8 listopad, 2008 - 21:51
onpr

Właśnie o to chodzi, że chwilowo ów dolar spada, cięcia stóp, pompowanie kasy, ale 1. Pompowanie kasy równało się wzrost jego wartości od roku, to dziwna sytuacja bo powinno być na odwrót, chyba że mamy deflację
2. obecny spadek jest tylko, przynajmniej na dziś korektą jego wartości, jeśli można by tak to ując, wzrost zatrzymał się na linii oporu bessy na dolarze. Nie zmienia to jednak nic, bo popyt na niego w perspektywie kilku lat i tak jest bardzo niski, cokolwiek by nie pisano w gazetach. Im wyżej na wykresie są te figurki tym wyższy jest popyt. Ja wnioskuję z tego, że w dłuższej perspektywie, choć nie wiadomo jakiej, popyt będzie na dolara większy. Zawsze oczywiście może dojść do załamania waluty, jeśli jest jej zbyt dużo. Jeśli więcej jest kupujących jakieś dobro, to jego cena rośnie. A jakoś się tak składa, że cena dolara jest powiązana z ceną ropy w sposób odwrotnie proporcjonalny, jeśli dolar rośnie ropa spada, choć nie w stosunku 1:1. Dolar ostatnimi czasy rósł szybciej niż spadała ropa to akurat dobrze, bo jeśli spadał by w skali procentowej o ten sam procent co rósł dolar, to pewnie baryłka kosztowała by już ze 40 dolarów. Chyba więc działania administracyjny, na polu surowców przynoszą efekt, stabilizują spadek i to coraz bardziej wyraźnie widać. Tylko, że nadal dolar gdy idzie o popyt jest bardzo nisko, a wiadomo, że jak coś jest nisko, to wiecznie nisko nie będzie. Ten brak zaufania do waluty, to zdaje się ma pan namyśli kredyt w tej walucie, a więc taki pieniądz dolarowy bankowy. Ale z gotówką jest inaczej, wszyscy jej szukali, co raczej nie świadczy o braku zaufania, a wręcz przeciwnie. Ja się ciągle zastanawiam nad jednym, gdy popyt na dolara powróci po korekcyjnym spadku, co się stanie z ceną ropy. Do tego dochodzą jeszcze obawy o fundamenty odbiorców tego surowca. Wnioski są takie, że recesja ameryki raczej długa niż krótka i spadek cen surowców również, choć akurat z ceną surowca to nie tylko Ameryka ma na nią wpływ także inni wielcy odbiorcy. Czy wartość dolara będzie spadać by zwiększyć konkurencyjność Ameryki. Spadała do 2008 roku by zwiększyć konkurencyjność ameryki i jak to się skończyło. Kiwać cenami nie jest takie proste, było proste gdy dawało się zabezpieczać straty na jednym z rynków na innym, teraz będzie to trudniejsze, przynajmniej przez jakiś czas. Adres istotnie trzeba wkleić, bo celowo podałem do samego obrazka by nie zaśmiecać całą stroną wyglądu. Ja nie wiem czy komuś zależy czy nie na wyeliminowaniu dolara, faktem jest, że ta waluta głównie rozlicza ropę, może się to zmieni. Tendencja zelżała do nasilania pozbywania się go, nie od pociągnięć senatora Obamy, który jeszcze nic nie zrobił, po za tym, że istnieje ( ale to nie jego zasługa, a jego rodziców, i że daje nadzieję, ale to by dawał każdy przeciwnik republikanów). Co by nie pisać, potężne zobowiązania w tej walucie istnieją i muszą być uregulowane, chyba że amerykanie przyjmą rozliczenie w innej w co nie wierzę, bo to prawny środek płatniczy w USA. Pytanie nadal pozostaje aktualne, jeśli waluta będzie spadała by zwiększyć konkurencyjność czym to się skończy ? Jak mniemam przedsmak widzieliśmy w postaci zbyt dalekiego odejścia od fundamentów gospodarki, ten boom gospodarczy doprowadził na skraj przepaści największą gospodarkę świata. Zakładając nawet spadek waluty, to on wiecznie trwał nie będzie, a każda próba osłabienia dolara, która by wywołała wzrost cen ropy bo istnieje zależność, przy i tak słabym popycie fundamentalnym jaki wywoła efekt? Więc jak mniemam surowce znajdują się między młotem, a kowadłem, choć może inne wielkie gospodarki uratują stabilny popyt.

Gość, 9 listopad, 2008 - 00:46
Drogi Gościu - c.d. ...

Pan (bardzo słusznie) nawiązuje do logicznego działania rynku, a mnie - jako mechanika (nie znającego się na tym temacie) interesuje "mechanizm" funkcjonowania tego szwindlu: o co chodziło, co z tego wyszło, jak to długo jeszcze potrwa i jak się bractwo z tego wyguzdrze.

Czyli, jak Pan widzi - biegniemy dwoma różnymi ścieżkami (Pańska jest wytyczona naukową logiką, moja - na przełaj, tak - żeby mnie się lepiej widziało co się przedemna dzieje) - co nie przeszkadza we wzajemnym "podawaniu sobie" obserwacji, refleksji i (z mojej strony) - "szemranych" hipotez ... ;-)

Otóż, z moich obserwacji wynika - że wszystko zaczęło się, wiele lat temu, od "genialnego" pomysłu "monetarystów" - "uwolnienia" przeliczeń dewizowych. Zamiast sztywnego opartego na czymś (ongiś na złocie) pozwalającym na zachowanie charakteru środka wymiany zrobiono z nich "produkty" których wartość określa, oczywiście - "wolny rynek". Otworzyło to możliwość robienia błyskawicznych fortun - oczywiście kosztem innych. Siła by gadać ...

Drugim, tym razem administracyjnym - jeszcze "genialniejszym" pociągnięciem była i dalej jeszcze pokutuje tendencja podporządkowania wszystkiego - monetarnemu maksymalnemu zyskowi.

Wmawia się ludziom, że jak koszt produkcji czegoś jest np. 50 a można za to "wydrzeć" np. 100, to jak się za to weźmie np. 75 to się nie zarobiło 25 ale - straciło 25 i z takiego podejścia wynikają - "jaja jak berety" ...

Zatrzymuje się "drukowanie pieniędzy" u siebie a produkcję podzleca na "zewnatrz" przerzucając silę roboczą na "szczot państw" - Tyż, siła by gadać ...

A teraz wracam do Energii. Energia - jeśli się ma kontrole nad jej wydobyciem i transportem - to tak jak z posiadaniem drukarni pieniędzy - ma się możliwość kontrolowania ilości i dyktowania cen ... i basta !

I tu coś nie wyszło (a tak pięknie się to zapowiadało) - "Zachód" miał przechwycić "demokratycznie" złoża i transport rosyjskiej energii, a tu zjawił się niejaki Wołodia i bractwo "demokratycznie" wygonił. Pozostało więc kontynuowanie z tym co "Zachód" już miał w ręku.

Żeby poprawić bilans płatniczy - należało podnieść cenę ropo-pochodnych i "wydrzeć" z Europy i Dalekiego Wschodu nagromadzone nadwyżki dewizowe. Niby proste jak parasol, ale "coś - nie wyszło". Skorzystała na tym Rosja (kosztem głównie Europy) i "ktoś" ale nie - Stany ... ;-(

A Stany przy tej okazji gospodarczo się - "rozkraczyły" ... I tu wyszlo szydło z worka - można zobaczyć sprawność ekonomiczną trzech systemów: amerykańskiego, rosyjskiego i chińskiego ...

Zmodernizowany system "komunistyczny" w Chinach okazał się (jak dotychczas) najbardziej dynamicznym.

Rosyjski system "komunistyczno-prawosławny" dzięki amerykańskiej niedoróbce i własnemu rozsądkowi zaczyna dawać bardzo ciekawe rezultaty, Rosja - złapała oddech i zaczyna nabierać kolorów ...

Stany, jak narazie, mając zbutwiały system - nie są w stanie nadążyć za Chinami i Rosją, ale - jeśli zrewidują swój system - będą w stanie bardzo szybko doganiać Chiny i przegonić Rosję ...

Wszystkie oczy są teraz skierowane na Obamę - od tego jakie kroki podejmie (a będą nie dla wszystkich wygodne) i jak długo pożyje - będzie zależała rola Stanów i ich dolara w gospodarce światowej ...

Stany mają możliwości do spektakularnych zmian, oczywiście pod odpowiednim przywódctwem. Obama - wygląda na to - że dokonał czegoś nie do pomyślenia jeszcze pół roku temu - przekonał do siebie 2/3 amerykańskiego społeczeństwa które doło mu mandat przeorganizowania Stanów ...

Pare odpowiednich dekretów i Pańskie logiczne prawa rynku wrócą, wzmocnione, na swoje miejsce ...
I nie jest wcale wykluczone - że jeszcze - w czasie pierwszego mandatu Obamy ... oby! ... ;-)

Dla mnie, najciekawszym w tej chwili - jest - zaistnialy stosunek większości społeczeństwa amerykańskiego do Obamy: przestali widzieć jego "opaleniznę" a zobaczyli w nim dawno nie widzianego męża stanu i konsakrowali Go na swego Przywódcę i "wara od niego" bo - za niestosowne uwagi można "oberwać po - dzióbie" ...

Gucio z Montrealu, 9 listopad, 2008 - 20:21
Niezle Guciu:))

Podlsylam ciekawy link, zwiazany tematycznie
http://www.russiatoday.com/forums/busine...

Gość, 9 listopad, 2008 - 22:46
Drogi Gościu - c.d.1 ...

Dzięki za link, rzuciłem okiem, wyglada ciekawie (bo gdybym chciał przeczytać - to bym się był spocił ... ;-) ...).

Wygląda mi na to, że się przypadkiem zbiegły/skrzyżowały dwie akcje: wyglądający na dobrze przemyślany i zaplanowany szwindel z hipotekami i drugi mniej dobrze - z petrolo-pochodnymi ...

To były dwa duuuże skoki na códzą kase ... i się jeszcze nie skończyły ...

W "normalnych" warunkach może by się to i udało, ale w tym wypadku "tęgie głowy" zaryzykowały nie przemyślawszy do końca potencjalnych konsekwencji.

Rozlegulowana już od pewnego czasu i zwalniająca ekonomia miała być zdopowana adrealiną tańszych niż zwykle kredytów.

Tymczasem, nieprzewidzianie szybki wzrost kosztu petrolo-pochodnych przydusił dodatkowo ledwie zipiącą ekonomię (tak przedsiębiorstwa jak i ludność).

Posypały się lawinowo przymknięcia / zamknięcia przedsiębiorstw, bezrobocie, wynikająca z tego niemożliwość spłacania zaciągniętych zobowiązań bankowych i ... zaczeło się to pruć jak stare prześcieradło.

I, "as jużłal", nieliczni - namotali - a reszta musi za to "solidarnie" zapłacić - tak wygląda wpędzenie do rogu i strzyżenie reszty.

Żeby się przed tym bronić, Rosjanie proponowali Arabom stworzenie "koszyka walutowego" - oczywiście "dostali po łapach" za "wychylanie się" i sprawa ucichła.

Natomiast ostatnio, Trzech Ruskich Muszkieterów (Wołodia, Dima i Ławrow) zabrali się do tego sprytniej ...

Przy okazji zacieśniającej się współpracy pomiędzy Rosją i Chinami - doszli do przekonania i chyba już do wstępnego porozumienia - że im do tego, przy kontrolowanym przeliczeniu pomiędzy ich walutami - dolar - jako piąte koło u wozu - jest właściwie niepotrzebny ...

Jeżeli zrobią to samo z EU - to Anglosasi ze swoim dolarem będą się musieli ustawić w rzędzie innych walut.

Nie potrzeba do tego żadnych nowych centrów finansowych, a stare, niech się bawią między sobą - usychając - same.

I, w ten sposób, prędzej czy później, świat pozbędzie się monetarnej jemioły i wróci do normalnej ekonomii.

Mam nadzieję że Obama zdaje już sobie z tego sprawę i jeśli nie wskoczy w biegu do tego przejeżdżającego tramwaju, to - pozostanie na przystanku ...

Gucio z Montrealu, 10 listopad, 2008 - 03:14
Apropo...

Rosyjskie centrum finansowe lezy rowniez w interesie Polski.Dzieki niemu mozna pominac skomplikowane i podrazajace procedury zakupu rosyjskiej ropy i gazu na londynskiej gieldzie.
Wyparcie dolara w rozliczeniach automatycznie spowoduje spadek znaczenia nowojorskiej i londynskiej gieldy a wzrost pozostalych krajow, chocby BRIC a co za tym idzie ich bezpieczenstwa i niezaleznosci, i masz racje piszac o wskakiwaniu do tramwaju, pozostaje pytanie czy USA nie bedzie chciala go wykoleic...
http://www.e-rachunkowosc.pl/artykul.php...

Gość, 10 listopad, 2008 - 13:34
Apropo - c.d. ...

Dobry link, miło się czyta coś napisane rozsądnie - bez, zbyt często spotykanej, tendencyjnej zachodniej agresywności ...

/... Rosyjskie centrum finansowe lezy rowniez w interesie Polski ... /
... ależ oczywiście ... i to w słowiańskim wydaniu i kontroli ... ale -
"o tem się, narazie, jeszcze głośno - nie mówi ..."

/... Wyparcie dolara w rozliczeniach ... /
... nie zupełnie ... raczej umieszczenie go w miejscu zgodnym z jego wartością i historyczną ogólno-światową użytecznością ... ;-)

/... pozostaje pytanie czy USA nie bedzie chciala go wykoleic... /
... ależ oczywiście, że - tak ... ale istnieje stare anglosaskie powiedzenie: "if ju kanot bit dzem - dżojn dzem".

Wygląda mi na to, że Rosja przy pomocy swoich obecnych "Trzech Muszkieterów" ... poowollli ... ale konsekwentnie ... przekona Obame i UE do słowiańskiego pojęcia partnerstwa niezbednego im trzem w odzyskaniu równowagi z Dalekim Wschodem ... ;-)

Jeżeli Cię Drogi Gościu zaintryguje takie "dziwne" rozumowanie to pomyszkuj pod http://web.mac.com/antoni.wysocki/Gazost... a zobaczysz jak się "polskiemu hydraulikowi" rozwijają różnego rodzaju niebłagonadjożne refleksje i pomysły ... ;-)

Gucio z Montrealu, 10 listopad, 2008 - 14:57
Mam małe obamy:D

Hmmmm czy to jest prezydent-elekt czy gwiazda pop? Gdzie człowiek się nie obróci tam wyskakuje Obama.
Czyli triumf hiperpopulizmu, teledemokracji oraz celebrytyzacji polityki!
Blog paliwowy zostal poruszony min. na: http://bendyk.blog.polityka.pl/?p=539

h2ols, 11 listopad, 2008 - 16:43
onpr

http://www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID...

Putin jak prośby nie pomogły zaczyna groźby. Musi ciężko być z kredytowaniem. Tymczasem dolar lekko wzrósł i ropa spadła, choć chwilowo ciężko idą dolarowi wzrosty, bardzo silną podaż jako opór napotyka, więc to stabilizuje cenę ropy. Trudno powiedzieć jak długo będzie się męczył dolar z tą podażą tej waluty nie mniej jednak popyt na nią chwilowo dominuje zatem i jej wartość rośnie, a cena ropy spada, choć przy tej podaży dolara powinna wolno dość spadać cena ropy. Wiele zależy teraz od dolara.

Gość, 13 listopad, 2008 - 01:45
Mocny dolar ? ... ;-)

Stareńki, to mi wygląda na przygotowywanie nowego skoku na czyjąś kasę ...
Polega to na sztucznym, szybkim podniesieniu "wartości" dolara żeby równie szybko wymienić jego znaczne (szczególnie prywatnych) ilości na inne waluty, poczym - dolar wróci do swojej wartości wyjściowej i będzie na niej dalej tracił aż dojdzie do 1.7- 2$ za 1€ i wtedy cena ropy wróci do 75-100 takichże dolcy ... (jeżeli w międzyczasie nie wprowadzi się innej jednostki obliczeniowo-wymiennej)
Nie ma to - jak handel walutami, aż ktoś wpadnie na pomysł żeby tą zabawę opodatkować ... ;-) i dopiero wtedy trzeba będzie się zająć czymś innym ...

Gucio z Montrealu, 13 listopad, 2008 - 13:32
onpr

Mocno nad tym się bym zastanowił czy cena ropy powróci do tych, 75 dolarów, bo można niezłe pieniądze stracić. Prawdą jest, że spadająca cena ropy pobudziła popyt w USA, teraz pytanie jak dużo pobudziła popyt w usa i na świecie. Na to odpowiedzą stany zapasów ropy. Z tego, że zamknięto giełdę w Kuwejcie wnoszę, że nie bardzo pobudziła, ale OPEC nie przestrzega limitów wydobycia i sama sobie robi krzywdę. Zamknięcie giełdy chyba w tym Kuwejcie, to taka dziecinna życzeniowa postawa, nie przyjmuję do wiadomości, że tracę i wtedy czuję się jakbym nic nie tracił, a nawet zyskiwał. Jak pisałem bariera podażowa dolara jest silna, ale jest przełamywana i długo okresowo, choć w czasach takiej zmienności ciężko stosować miary czasowe, ten dolar będzie rósł, a euro spadało. Dolar ma mimo wszystko niską wartość, a euro chyba szczytowe wartości, naturalnym jest, że jak coś jest wysoko musi spaść, jak nisko musi wzrosnąć. Producenci ropy mają kiepsko jeśli nie będą przestrzegać limitów wydobycia, a nawet jak będą przestrzegać to i tak maja kiepsko bo mniej sprzedadzą. Ale z gazem jest ciekawa sytuacja. Nie jestem tego pewien, bo cena gazu zależy od ropy, ale coś się obawiam, że taka zależność wkrótce może się rozjechać znacznie, bo choć wycena gazu pewnie jest ustalana w oparciu o cenę ropy, to jednak popyt na ropę i na gaz to dwie różne bajki. Jeśli cena ropy zostanie ustalona w oparciu o popyt na ropę, a cena gazu w oparciu o popyt na gaz, to się te wartości znacznie mogą rozjechać w przeciwnych kierunkach. Tego jeszcze nie jestem pewien, ale się taka myśl wyklarowała do sprawdzenia w ciągu kilku miesięcy.

Gość, 14 listopad, 2008 - 03:15
Subskrypcja RSS
Subskrypcja RSS