Rafinerie na całym świecie są poddane potężnym przeciążeniom. Specyfika tego biznesu wymaga, żeby przeżyć (mieć zyski) na bardzo chybotliwej przestrzeni, którą wyznacza kilka rynków. Rynek ropy - surowca, i rynki produktów - benzyn, olejów napędowych, opałowych, a także paliwa lotniczego. Przy rozdygotaniu wszystkich rynków towarowych sytuacja robi się bardzo niebezpieczna.
Rafinerie europejskie (oparte o ropę Brent i sprzedające na bazie ARA) miały ciężki miesiąc w listopadzie. Sprzedawały benzynę poniżej kosztów ropy naftowej, a przecież oprócz tego surowca do wytworzenia benzyny jest jeszcze coś potrzebne.
W listopadzie średnia cena ropy Brent wynosiła 97 groszy/litr (na początku miesiąca kosztowała 1,08 zł, a na końcu jedynie 88 groszy). W tym samym czasie rafinerie sprzedawały benzynę (baza ARA FOB) po 92 grosze za litr. Średnio o 5 groszy taniej!. Marże rafineryjne na benzynach były ujemne, a więc nie pokrywały nawet kosztów surowca.
Rynek produktów naftowych jest rozdygotany. Nigdy wcześniej nie przechodził tak wielkich konwulsji. Proszę rzucić okiem na poniższy wykres, który pokazuje marże (cracks) benzynowe w USA od 1990 r.

Te potężne wahania rozpoczęły się po 2000 r., ale nasiliły się po roku 2004. Obecny korkociąg marżowy jest spowodowany wycofywaniem się inwestorów finansowych z rynków naftowych (tak surowca, jak i produktów) oraz potężnym spadkiem popytu na głównym rynku benzynowym świata - w USA.
Marże (craks) benzynowe w 2007 (do początku listopada) wyglądały tak:

Biznes rafineryjny jest obecnie bardzo ryzykowny, co jest nowością w tej branży. Kiedyś podobnym przeciążeniom poddane było wydobycie (upstream). Stąd informacje z wielkich rynków są niewesołe. Wielkie koncerny naftowe chcą zmniejszyć swój udział w przerobie ropy. Wczoraj Chevron ogłosił, że chce sprzedać kilka rafinerii w Stanach ze względu na zmniejszające się marże. Jeśli rafinerie przynosiły im jeszcze rok temu 24% dochodów, to dzisiaj jedynie 7%. Firma chce się skoncentrować na bardziej dochodowym wydobyciu ropy naftowej i gazu ziemnego.
Szef ds. strategicznych Chevron - John Watson - stwierdził: "Wygląda, że to będzie trudny rok dla biznesu rafineryjnego" ("It's shaping up to be a difficult year for the refining business,")
Dlatego należy pamiętać podstawową zasadę bezpieczeństwa firmy naftowej: integracja pionowa. Połączenie wydobycia, przerobu, sprzedaży na rynku. Dzisiaj ta zasada zaczyna się chwiać - głównie na poziomie stacji, gdzie hipermarkety wygrywają z koncernami naftowymi. Chwieje się, jak widać, także na poziomie przerobu ropy naftowej. Jednak dzisiaj przeżyją ci, którzy będą mieli zdywersyfikowane źródła dochodów.
Jednak rafinerie muszą z czegoś żyć...
A jak na tym tle wyglądają polskie przedsiębiorstwa? Już za kilka dni...
- skomentujesz?
- czytano: 2058
Wykop
LinkedIn
Twitter
Wyślij znajomemu








Komentarze
7 komentarzyprzypominam sobie, ze kilka lat temu rafinerie tez byly skrajnie niedochodowe (sprzedawano - tak jak np. esso w ingolstadt), potem na wzroscie cen ropy bylo super, a teraz znowu słabo.
wyglada na to, ze czas kresli jakas sinusoide.
Sprawdziłem index popytowy na NYMEX zmienił kierunek na spadkowy. Znajdował się on na niskim poziomie bardzo, z czego wnosiłem, że mogły to być pozycje długie tych którzy rzeczywiści potrzebują surowca nie do spekulacji ale do przerobu. Z tego, że zmienił kierunek wnoszę, że musiał zmaleć popyt fundamentalny. Inny index tym razem na NYSE pokazuje, że jeszcze pozycje long utrzymują się przy wzroście na bardzo niskim poziomie, ale chyba do odwrócenia kierunku i wskazania na spadek nie wiele zabrakło, jeśli i on by się odwrócił w kierunku spadków, to raczej jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że zmalał popyt nie spekulacyjny tylko fundamentalny. Pozycje jednak krótkie spekulacyjne, odpowiedzialne za duże wahania cen chwilowo powinny jednak osłabnąć. Zmienność na oil co prawda testuje ponownie swoje szczyty, ale po tym, że już raz naruszyła swoje poziomy wsparć przy wysokich wartościach wnoszę, że nadjedzie uspokojenie na rynku oil, choć nie można powiedzieć przy jakim poziomie cenowym. Poziom ceny ropy zależy w dużej mierze od wartości dolara i tego co powie OPEC. Drugi czynnik jest jeszcze nie znany, pierwszy zaś chyba znany, nadal obowiązuje silny trend wzrostowy dla wartości dolara co oznacza nominalny spadek ceny baryłki ropy, jeśli dołożyć do tego podejrzenia, że zmalał popyt fundamentalny i jeszcze brak reakcji OPEC, to chyba chwilowy kierunek cen nominalnych za baryłkę jest spadkowy nadal. Z niebezpieczeństw jakie można dostrzec, to krótkie pozycje spekulacyjne, więc wnoszę, że luki spekulacyjne dla graczy instytucjonalnych nie zostały zamknięte i przy byle okazji pogłębiają rozchwianie.
czy to dotyczy marz rafineryjnych, czy moze cen ropy?
pozdrawiam
PS. Obawiam sie, ze moje luki tez są fundamentalnie rozchwiane.
Nie zapominajmy, że o ile taki spread jest ciekawym i wiele mówiącym wskaźnikiem, to nie chodzi tu o marżę w klasycznym znaczeniu. Kosztem litra benzyny nie jest przecież litr ropy (plus koszty wytworzenia) - tak samo jak produktem z litra ropy nie jest litr benzyny. Wiadomo, banały, ale konstruktywnie: do prawidłowego obliczenia zysku trzeba zastosować joint cost theory. Bez uwzględnienia cen wszystkich produktów petrochemicznych ma to tyle sensu co dywagacje o dochodowości branży mięsnej na podstawie różnicy między ceną za kilogram np. wątróbki a ceną za kilogram żywca.
Kraki to uproszczona metoda badania dochodowości poszczególnych produktów, a nie marży rafinerii. Od kraków (cracks) do marży rafinerii daleka droga.
"joint cost theory"? - raczej się nie stosuje. Każda rafineria ma swój profil produkcyjny, własną wiązkę produktów. Dla każdej jest indywidualny model dochodowości i marży. Jakie są różnice, niech zilustruje fakt, jakie marże wzorcowe podali nasi główni rafinerzy za 3Q 2008:
- Orlen 2,6 $,
- Lotos 9,15 $/baryłkę .
Nie ma lekko
- - - - - -
Andrzej Szczęśniak
Zgoda, chodzi o samą niezręczność sformułowania słownego ,,marże [rafineryjne] na benzynie'' - crack spread to metoda badania dochodowości produktu o tyle uproszczona, co błędna (w sensia prowadzenia do nieoptymalnej alokacji zasobów). Przy pomocy teorii gier i niezbyt silnego komputera takie poszczególne marże da się policzyć (ma się rozumieć zależnie od profilu produkcji i układu cen całej wiązki produktów). Zresztą Orlen i Lotos mają pewnie własnych analityków od tego - a przynajmniej mam taką nadzieję, bo opieranie się na uzysku z baryłki ropy mówi tylko, czy zbiorczo cały proces technologiczny i oferta handlowa w sumie nie dają strat. Żeby nie popadać w krytykanctwo: crack spread to ciekawy wskaźnik, i obserwowanie jego wzrostów i spadków wiele powie - po prostu nie warto się przywiązywać do jego arbitralnie wybranych wartości, nawet takich jak 0.
Piotr Sawicki
:)